Maj 2012

Badanie: Polacy potrzebują doradcy przy zakupie funduszy inwestycyjnych

Wybierając fundusze inwestycyjne Polacy najchętniej zdaliby się na opinię doradcy finansowego – wynika z badania Deutsche Bank PBC. Jeśli już mieliby podjąć decyzję na własną rękę, to kupiliby fundusz o najlepszych wynikach w ostatnim czasie. Ta druga strategia może niestety prowadzić do szybkich strat – przestrzegają eksperci.

Aż 40 proc. Polaków, inwestując w fundusze, najchętniej wybrałoby ten rekomendowany przez doradcę finansowego, wynika z badania Deutsche Bank PBC przeprowadzonego przez Instytut Homo Homini. – Zakup funduszy to indywidualna decyzja każdego klienta i dobrze, żeby orientował się, w co lokuje swoje pieniądze, ale oczywiście łatwiej jest dokonać wyboru z pomocą eksperta – mówi Tomasz Publicewicz prezes firmy Analizy Online badającego rynek funduszy inwestycyjnych. – Profesjonalny „asset manager” wyręczy nas w zbieraniu i analizie szeregu informacji, co zabiera czas i gdzie trzeba sięgnąć do wielu źródeł – dodaje.

jak polacy wybieraja fundusze

Poleganie na wiedzy i doświadczeniu zawodowców wydaje się dobrą strategią tym bardziej, że w drugiej kolejności wybierając fundusz inwestycyjny Polacy bazowaliby na jego wynikach w ostatnim czasie. To kryterium obrałby co trzeci ankietowany. Historycznymi wynikami funduszu przy jego zakupie chętniej kierowałyby się panie. Aż 43 proc. ankietowanych kobiet wskazało na tę odpowiedź.

– Niestety bazując wyłącznie na historycznych wynikach z ostatniego okresu narażamy się na niebezpieczeństwo zakupu papierów przy wysokich wycenach, dodatkowo z dużym prawdopodobieństwem, że ich cena w najbliższym czasie spadnie – przestrzega Piotr Tukendorf, zarządzający DB Funds FIO. – Te dane nie powiedzą nam bowiem, co stało za dobrymi wynikami danego funduszu, czy wyniki te są powtarzalne w dłuższym przedziale czasu, czy też może ostatnie wzrosty były wynikiem czystego przypadku. Wybór właściwego funduszu wymaga znacznie bardziej wnikliwej analizy – dodaje.

Co piąty respondent wybrałby fundusz, którego poziom ryzyka byłby w stanie zaakceptować. To kryterium jest najważniejsze dla osób w wieku 35-44 lat, z wyższym wykształceniem i osiągających ponadprzeciętne dochody. Kolejne najpopularniejsze determinanty wyboru to: rekomendacja znajomego, stały zespół zarządzających oraz niskie opłaty.

Jak zauważa Piotr Tukendorf, badanie świadczy o dobrej intuicji inwestycyjnej respondentów. Dokładna analiza składu zarządzających funduszem jest w jego ocenie szczególnie istotna na polskim rynku. – Zespoły zarządzających zmieniają się w TFI bardzo często, średnio mniej więcej co dwa lata, ale są i takie, które wymieniają pracowników co pół roku. To powoduje pewną niestabilność strategii danego funduszu. Warto być świadomym tego ryzyka i sprawdzić, czy przypadkiem dobre historyczne wyniki w danym okresie nie były zasługą zupełnie innej ekipy, ludzi, którzy już w danym funduszu nie pracują – przestrzega.

Jak wybrać najlepszy fundusz

Fundusze inwestycyjne znów dają zarobić i powoli wracają do łask Polaków. Kwiecień był piątym z rzędu miesiącem, w którym aktywa krajowych TFI rosły. Już miesiąc wcześniej osiągnęły poziom nienotowany od 2007 roku, czyli od czasów szczytu giełdowej hossy, którą przerwał kryzys finansowy.

Eksperci przestrzegają jednak, że rynek zmienił się bezpowrotnie. Czasy, w których jednostki TFI można było kupować „w ciemno” już nie wrócą. – Wiele osób, które przed 2008 rokiem inwestowały pieniądze w funduszach, przekonało się, że nawet najlepsze wyniki historyczne nie muszą oznaczać pewnych zwrotów w najbliższych latach – mówi Piotr Tukendorf. – Mimo to fundusze pozostają bardzo dobrym uzupełnieniem portfela inwestycyjnego. Żeby jednak zapewnić sobie długookresowy zysk oraz zminimalizować ryzyko straty, trzeba je wybierać z rozwagą – dodaje.

aktywa polskich tfi

Pytanie czy przeciętny inwestor, który traktuje fundusze inwestycyjne jako jedną z wielu form lokowania swojego kapitału, jest w stanie samodzielnie dokonać wszystkich niezbędnych analiz? Może warto skorzystać z rekomendacji profesjonalistów, którzy stosują sprawdzone metody doboru inwestycji biorąc pod uwagę nie tylko historyczne wyniki z różnych okresów, ale też sposób zarządzania funduszem czy wielkość ich aktywów?

– Wybór funduszy możemy powierzyć specjalistom, jednak warto im zadać dwa ważne pytania: jaka jest powtarzalność wyników funduszy, w które lokuje nasze pieniądze, oraz czy zarządza nim relatywnie stały zespół – radzi Tomasz Publicewicz.

Fundusze funduszy – koncentracja tylko na najważniejszych decyzjach

Inwestorzy, którzy chcieliby optymalnie lokować pieniądze, jednak nie mają czasu na dogłębne analizy poszczególnych TFI mogą skorzystać z tzw. „funduszy funduszy” (FoF). W tym przypadku dobór aktywów powierzają specjalistom, a sami mogą skupić się na najważniejszych decyzjach: jaką część kapitału w danym momencie ulokować w agresywnych funduszach akcji, które umożliwiają wysokie zwroty, ale zarazem większe ryzyko straty, a jaką w bezpieczniejszych funduszach dłużnych czy rynku pieniężnego. Przykładem takiego produktu są DB Funds FIO zarządzane przez Deutsche Bank PBC. W zależności od swoich skłonności do ryzyka oraz własnej oceny sytuacji na rynku, jego klienci mogą lokować pieniądze w trzech subfunduszach: DB Fund Dynamiczny (inwestujący w wyselekcjonowane fundusze akcji), DB Fund Dłużny albo DB Fund Globalny Zrównoważony (składający się z odpowiednio dobranych światowych funduszy mieszanych o najlepszych wynikach inwestycyjnych).

Strategię wybraną przez klienta realizują profesjonalni asset menedżerowie, którzy komponują dla niego portfel składający się z od sześciu do ośmiu najlepszych w danym momencie funduszy. Co ważne produkt Deutsche Bank PBC ma formę funduszu parasolowego, co oznacza, że przerzucając pieniądze z jednej grupy aktywów do drugiej klient nie płaci podatku od zysków kapitałowych ani nie ponosi żadnych dodatkowych kosztów.

Gęste sito selekcji

– Wybierając fundusze w DB Funds badamy oddzielnie poszczególne roczne stopy zwrotu za okres nie krótszy niż cztery – pięć lat. Sprawdzamy, jak zarządzający inwestowali zarówno w warunkach hossy jak i bessy, czy zespół zarządzający jest stabilny – mówi Piotr Tukendorf, z Deutsche Bank, zdradzając tajniki wprowadzonych właśnie nowych rozwiązań opartych o strategię „Best Managers”, czyli dobór najlepszych w ocenie Deutsche Bank funduszy. – Jeśli zarządzający zmieniają się, nie oznacza to, że dany fundusz automatycznie usuwamy z portfela, jednak od tego momentu jest on pod stałą obserwacją. Sprawdzamy wpływ tej zmiany na osiągane wyniki w kolejnych okresach. Oczywiście, jeżeli następuje zauważalne pogorszenie wyników, fundusz traci swoją pierwotną pozycję rankingową i jest zastępowany przez inny z wyższą oceną – dodaje.

Dla większej dokładności pomiaru zarządzający DB Funds nie bada tylko jednolitej stopy zwrotu np. z czterech lat, tylko pojedynczo cztery roczne stopy zwrotu osiągane w przeciągu ostatnich lat. Przy doborze funduszy do portfela DB Funds FIO brane jest jednak pod uwagę jeszcze wiele innych czynników. Zarządzający uwzględniają między innymi takie parametry, jak alfa czy też information ratio i wskaźnik Sharpe’a, które to pokazują wynik względny danego funduszu na tle generowanego przez fundusz ryzyka, przy czym każdy z tych elementów ma jednakowe znaczenie dla modelu. Bardzo ważnym elementem jest również pomiar odchylenia standardowego poszczególnych parametrów, gdyż szukamy nie tylko funduszy o najlepszych wynikach, lecz również o wynikach najbardziej stabilnych – wyjaśnia Zarządzający. Klienci Deutsche Bank mają do wyboru trzy podstawowe kategorie funduszy funduszy odzwierciedlające profile ryzyka oraz strategie inwestycyjne: dynamiczny, dłużny i zrównoważony. Te ostatnie dają dostęp do globalnych funduszy, z których część nie jest dostępna na polskim rynku – wyjaśnia Piotr Tukendorf. – Korzystając z DB Funds indywidualni klienci nie tylko kupują wyselekcjonowane aktywa po niższej cenie niż kupowane bezpośrednio, ale mają też dostęp do funduszy do tej pory zarezerwowanych jedynie dla najbogatszych klientów – dodaje.

Bartek CiszewskiBadanie: Polacy potrzebują doradcy przy zakupie funduszy inwestycyjnych
read more

Jak porwać newsa.. i po co?

breaking news

W twojej branży zdarzyło się coś wyjątkowo ważnego. Albo w branży związanej z twoją, albo po prostu gdzieś na świecie. Jeżeli udało ci się znaleźć pretekst, żeby napisać o tym notkę na blogu, odpalić mini kampanię w mediach społecznościowych i wycisnąć z tej historii dobre leady, to właśnie porwałeś newsa. Gratulacje!

Czym jest newsjacking?

Porywanie newsa (tzw. newsjacking, termin pochodzący z książki Davida Meermana Scotta, Newsjacking: How to Inject Your Ideas into a Breaking News Story and Generate Tons of Media Coverage) to praktyka, która powala na wyciągnięcie pysznych bonusów dla twojej firmy z popularności świeżej informacji. Co chwilę na świecie dzieje się coś, co porywa wyobraźnie i emocje ludzi – chodzi o to, aby załapać się na tę falę rosnących notowań danego tematu i wycisnąć z niego korzyści dla siebie.

image

I mimo tego, że cykl życia przeciętnego newsa nie jest zbyt długi (od kilku godzin do kilku dni), jeśli uda się wam w miarę wcześnie porwać go dla siebie, można naprawdę sporo zyskać. Rzućcie okiem na prosty wykres życia informacji, wzięty prosto z blogu Davida M. Scotta – jak widać, przede wszystkim liczy się refleks.

Szybka reakcja z waszej strony może wymagać sporo wysiłku, ale mogę dać wam prosty przykład z mojego podwórka, dlaczego to się opłaca: w trakcie ostatniej edycji f8 zebrałam się w sobie i blogowałam na żywo zapowiedzi wprowadzenia nowych funkcjonalności Facebooka (timeline, ticker i inne cuda). Udało mi się z powodzeniem porwać jeden z największych newsów mediów społecznościowych , a nasz blog zaliczył tego dnia ponad 5-krotny wzrost wejść. Co więcej – ten trend utrzymał się przez kilka kolejnych dni. Ewentualnie możecie jutro zadać pytanie Antywebowi, ile ruchu przyniosła im ekspresowo stworzona notka na temat ostatniego kryzysu PR na Facebooku.

Jak się za to zabrać?

Jak pisałam wcześniej, kluczowa jest szybkość reakcji. Porwanie newsa wpływa pozytywnie na SEO waszej strony, poprawia waszą reputację (w końcu dzięki wam użytkownicy sieci wiedzą, co ważnego dzieje się na świecie i mają świetny temat do rozmów ze znajomymi) i przyciąga do was ruch – a wszystko dzieje się naprawdę szybko i przy niskich kosztach. Ma dodatkową zaletę, która akurat mi bardzo odpowiada – nie pozostawia miejsca na wątpliwości, kompleksy, paraliż twórczy i inne nieprzyjemności związane z przelewaniem myśli na papier. Tu trzeba działać, nie bawić się w psychoanalizę.

Postaramy się, za bardzo ciekawym wpisem na blog.hubspot.com rozbić cały proces na kilka prostych etapów:

krok 1: ustaw sobie system powiadomień

Żeby porwać newsa, musisz być na bieżąco. Możesz czesać internet całymi dniami strona po stronie, ale możesz też skorzystać z dostępnych narzędzi ułatwiających życie. Ustaw sobie dobrze RSSy najważniejszych serwisów newsowych i branżowych, żeby mieć szybki dostęp do informacji, które możesz przekuć na swój sukces. Pamiętaj o mediach społecznościowych – polecam ciekawe porównanie dostępnych na polskim rynku ofert monitorowania społecznościówek, opublikowane kilka dni temu przez interaktywnie.com.

krok 2: dobierz odpowiednie słowa kluczowe

Jak już znajdziesz swojego newsa, chciałbyś pewnie od razu przejść do akcji. Ale zanim zasiądziesz do klikania w klawiaturę, pomyśl przez chwilę o słowach kluczowych, z którymi chciałbyś powiązać swój wpis. Czy wiesz, że hasła ‘koko euro spoko’ szukało niecałe 500 osób, a ‘hymn euro’ prawie 10 000? To ważna informacja, jeśli chcesz stworzyć treść zauważalną przez dużą ilość odbiorców.

krok 3: zapoznaj się z tematem

Nie zabieraj się za porywanie newsa bez wcześniejszej pracy detektywa. Przestudiuj uważnie swoje źródło, poszukaj też innych publikacji. To ważne, jeśli chcesz zachować zarówno oryginalność jak i wiarygodność. Znajdź swój punkt widzenia na sprawę i zostań ekspresowym ekspertem od tematu. Taka wiedza przyda ci się też na późniejszym etapie, kiedy trzeba będzie podebatować z osobami, które zaintrygowałeś swoim tekstem.

krok 4: pisz szybko, ale dokładnie

Z reguły pisanie notki wiąże się z długimi poszukiwaniami  odpowiedniej fotki czy pedantycznym formatowaniem tekstu. I z reguły pochwalamy taką precyzję przy tworzeniu atrakcyjnych treści, ale nie w tym przypadku: przy porywaniu newsa prędkość to klucz do sukcesu. Jeśli twój wpis jest akuratny i przeszedł szybką korektę, praca nad perfekcyjną optymalizacją każdej linijki może poczekać.

krok 5: wyróżnij się

Wypracuj własny punkt widzenia na porwanego newsa, cały czas pamiętając o tym, dla kogo piszesz. Zadaj sobie pytanie: dlaczego akurat ta historia ma zaciekawić moją publiczność? Dlaczego ma być dla nich istotna? To ważne, jeśli chcesz, żeby ludzie wybierali twój wpis ponad wszystkie inne, które pojawią się w sieci na wybrany temat.

krok 6: daj się usłyszeć

Ostatni krok to oczywiście promocja twojej twórczości. Wiadomo, że możesz liczyć na ruch organiczny z wyszukiwań związanych z tematem, ale to nie wystarczy do przerobienia twojego wpisu na kombajn ściągania ruchu na stronę. Daj ludziom znać, co sądzisz na temat ostatnich wielkich wydarzeń. Wrzuć na swój profil społecznościowy, podeślij link zaprzyjaźnionym dziennikarzom i blogerom, którzy mogą się zainteresować twoją opinią. Wykorzystaj wszystkie swoje kanały do wypuszczenia twojego newsa na świat. Po czym rozmawiaj ze swoimi odbiorcami, zachęcaj ich do debaty, słuchaj ich opinii i poznawaj lepiej ich punkt widzenia na świat.

Gotowe! Właśnie porwałeś newsa!

Ola KluzekJak porwać newsa.. i po co?
read more

Najpopularniejsze profile rozrywkowe na Facebooku – raport

image

12,8 miliona. Tyle razy w tym roku klikaliśmy “lubię to” na 100 największych stronach rozrywkowych w serwisie Facebook. Według analizy catNapoleon.com przeciętny użytkownik Facebooka jest bardziej aktywny na fan page’ach, które go bawią. To dobre miejsce do prowadzenia akcji promocyjnych, jeśli właściwie się je wykorzysta.

Jeśli profil Serce i Rozum potraktujemy jako stronę rozrywkową, to wszystkie 3 największe polskie fan page mają śmieszyć. Z 22 fan page’y, które mają ponad pół miliona fanów, 8 to strony czysto rozrywkowe. Wszystkie duże serwisy z zabawnymi rysunkami, zdjęciami, tekstami mają swoje odbicie na Facebooku. Strona www.demotywatory.pl wciąż jest liderem w swojej kategorii, pod względem realnych użytkowników. Na Facebooku jest liderem pod względem liczby fanów (1,33 mln), ale więcej aktywnych użytkowników (637 tys.) zgromadził w tym roku Kwejk.
CatNapoleon.com przeanalizował 100 największych polskojęzycznych stron rozrywkowych w serwisie Facebook. Od stycznia było na nich aktywnych 5,13 mln użytkowników. W sumie badane fan page mają 19,679 mln fanów. Aby zilustrować zaangażowanie użytkowników zmierzyliśmy liczbę publikowanych przez nich postów, komentarzy i like’ów w relacji do liczby sympatyków danego fan page’a, zakładając różne wagi dla każdego z typów aktywności (Social Interaction Index – SII). SII dla 100 największych stron rozrywkowych wynosi 5,64. Tymczasem średni Social Interaction Index dla polskich stron (wzięliśmy pod uwagę aktywność 27,55 mln użytkowników 250 największych polskich fan page’ach) wynosi 4,43.


Liderem pod względem liczby fanów są Demotywatory, to także numer jeden wśród stron www w kategorii humor (Megapanel, styczeń 2012). CatNapoleon.com sprawdził jak wielkość strony www ma się do wielkości i aktywności fan page’a. Okazuje się, że tylko częściowo dane te pokrywają się.

Serwis www.demotywatory.pl jest liderem pod względem liczby fanów. Wg. Megapanelu w styczniu miał 4,98 mln realnych użytkowników. W pierwszym miesiącu roku Demotywatory na Facebooku miały 187 tys. aktywnych użytkowników (czyli takich, którzy polubili jakiś post, skomentowali go lub napisali własny post). Na Facebooku więcej zgromadził natomiast Kwejk (298,6 tys.), którego serwis www w styczniu miał 4,33 mln real users, czyli był nieco mniejszy od www.demotywatory.pl.

Kwejk bardzo zwiększył swoją aktywność na Facebooku w tym roku. Charakterystyczną cechą moderacji obu stron w serwisie społecznościowym jest traktowanie go jako źródła odwiedzin strony www, choć. Na obu fan page’ach dominują linki (1306 Demotywatory, 615 Kwejk). Jest to zrozumiałe, jeśli uznamy, że główną funkcją fan page’a wydawcy jest generowanie ruchu na stronie, na której sprzedaje powierzchnię reklamową.


Nie trzeba jednak inwestować dużych pieniędzy w portal z zabawnymi rysunkami, filmami czy zdjęciami, by zdobyć zainteresowanie internautów. Przykładem tego są fan page, które nie mają odbicia w postaci strony www. Największy z nich, Kocham spać, miał w tym roku 176 923 aktywnych użytkowników. Więcej zgromadził Nie mów do mnie z rana (277 845). Lepszy wynik mają tylko: Demotywatory, Kwejk.pl i “ja jebie”.

Co ciekawe, strony, które są teoretycznie manifestacją naszej postawy (Kocham spać, Nie chce mi się, Nie ogarniam, Kocham swoje łózko, Mógłby być już piątek itp) mają  niższe SII (3,60) od tych, które są odbiciami witryn www (5,02).

Strony humorystyczne w Polsce należą także do najbardziej popularnych. Wśród 10 największych polskojęzycznych fan page’y 4 przyciągają do siebie dowcipem. Są też atrakcyjnym miejscem do prowadzenia akcji promocyjnych na Facebooku.


Warto zwrócić uwagę choćby na analizę typu treści na tych stronach. Wysoki współczynnik angażowania (Engagement Rate) mają linki. Najbardziej jaskrawym przykładem są Demotywatory. Co ciekawe serwis prowadzi także na fan page’u konkursy organizowane wspólnie ze sponsorami. W przypadku wielu firmowych stron to rozdawnictwo napędza aktywność i nowych fanów. Tymczasem na stronach humorystycznych działania promocyjne powinny być bardziej dostosowane do tematyki serwisu. W przypadku Demotywatorów, w tym roku, posty związane z konkursami nie znajdowały się wśród najbardziej popularnych.

Bardzo istotna jest także specyfika fan page’y. Te, które nie mają swojego odbicia w sieci częściej wykorzystują zdjęcia, które mają wysoki ER i utrzymują aktywność fana w obrębie Facebooka.

Bartek CiszewskiNajpopularniejsze profile rozrywkowe na Facebooku – raport
read more

Aż 42 proc. zysku “na czysto” – rekordowy wynik struktury w 2012 roku

Na produktach strukturyzowanych, które zakończyły się w pierwszych miesiącach tego roku można było zarobić nawet 14,26 procent w skali roku. Najlepsze wyniki osiągnęły produkty Deutsche Bank PBC oparte na akcjach spółek strefy euro lub cenie ropy naftowej, a także produkty oferowane Expander oraz Citi Handlowy. Zdaniem ekspertów rynek struktur już przekroczył 10 mld złotych i nadal rośnie.

Kto zainwestował w odpowiednie produkty strukturyzowane może dzisiaj cieszyć się z dwucyfrowych zysków w skali roku. Zgodnie z danymi Structus.pl pierwsze miejsce pod względem wyniku zajął oferowany przez Deutsche Bank PBC Certyfikat Express db EuroStoxx50 II, którego zwrot uzależniony był od zachowania indeksu 50 największych przedsiębiorstw strefy euro. Wypracował nominalny zysk w wysokości 17,6 proc. w skali roku (po uwzględnieniu podatku wynik ten wynosi 14,26 proc. w skali roku). Premia wypłacona po 3 miesiącach inwestycji wyniosła 4,40 procent.

Realnie dużo więcej zarobili inwestorzy długoterminowych produktów – 3 i 4-letnich. Tu też najlepiej wypadły struktury oferowane przez Deutsche Bank PBC. Trzyletnie produkty db Gwarancja – Zyskowna Energia I oraz db Gwarancja – Zyskowna Energia II zarobiły odpowiednio 42 i 40 procent. Oznacza to, że wpłacając w 2009 roku nawet minimalną kwotę – 5 000 zł – można było „na czysto” zarobić aż 2 100 złotych, a to dlatego, że produkt ma formę ubezpieczenia, przez co jest zwolniony z „podatku Belki”.

W skali roku struktury Gwarancja – Zyskowna Energia I oraz II zyskały odpowiednio 13,3 i 14 proc. Wynik tej drugiej to równowartość lokaty bankowej na ponad 17 proc. Zysk z obu struktur uzależniony był od wzrostów cen ropy naftowej na światowych rynkach (indeks S&P GSCI Crude Oil Index Excess Return).

image

Na czwartym miejscu w zestawieniu Structus.pl znalazła się Salsa I oferowana przez Expandera. Miała nieco bardziej złożony charakter. Jej wynik uzależniony był od 10 indeksów strefy euro pogrupowanych w pięć koszyków sektorowych. Inwestycja trwała cztery lata i dała zarobić w tym czasie aż 52,57 proc., czyli 13,14 proc. w skali roku.

Sporo zarobili też inwestorzy, którzy kupili trzy lata temu obligacje powiązane z amerykańskim indeksem S&P500 oferowane klientom private bankingu Citi Handlowego. Ich kapitał przez ten czas nominalnie zwiększył się o 43,84 proc., co oznacza przychody 14,6 proc. rocznie. Jednak w przypadku tego produktu inwestorzy musieli zapłacić 19-procentowy „podatek Belki”. Dlatego w zestawieniu, które uwzględniało zysk po opodatkowaniu, struktura jest dopiero piątą najlepszą jak dotąd w tym roku.

Świetne wyniki z „hamulcem bezpieczeństwa”

Imponujące wyniki zachęcają do inwestycji tego typu produkty. – Z naszych danych wynika, że w 2011 roku polski rynek struktur urósł o 14 proc. i przekroczył wartość 10 mld złotych – mówi Michał Szeliski, analityk Structus.pl. – Polaków przekonuje ochrona kapitału, która staje się szczególnie istotna w czasie zawirowań i niepewnej sytuacji na światowych rynkach – dodaje.

Wiele produktów strukturyzowanych wyposażonych jest w mechanizmy, które zabezpieczają pieniądze inwestorów, gdy rynek podąża w inną niż przewidywana stronę. – Oferujemy struktury umożliwiające generowanie znacznego zysku w połączeniu z pełną lub częściową ochroną kapitału z relatywnie krótkim terminem zapadalności, np. rok, jak i dłuższym – do trzech, pięciu lat, ale posiadające mechanizmy autocall, które kończą w przypadku zrealizowania się określonego scenariusza – mówi Dariusz Kazalski, dyrektor Departamentu Centrum Inwestycyjne Deutsche Bank. – Sądząc na podstawie rezultatów sprzedaży, tę strategię doceniają nasi klienci – dodaje.

Bartek CiszewskiAż 42 proc. zysku “na czysto” – rekordowy wynik struktury w 2012 roku
read more

Inwestując na własną rękę przedsiębiorca może znacznie wcześniej, niż pracownik na etacie pozwolić sobie na dostatnią emeryturę

dostatnia-emeryture-zapewnisz-sobie-sam

Płacąc obowiązkowe składki 30-letni przedsiębiorca otrzyma za 47 lat emeryturę owartości 800 zł. Oszczędzając samodzielnie 2 000 złotych miesięcznie będzie mógł przez 20 lat uzbierać prawie milion złotych, czyli kwotę, która pozwoli mu przez ponad dwie dekady wypłacać sobie 6,5 tys. złotych renty, gdy już nie będzie chciał pracować.

Biznesmeni i indywidualni inwestorzy z założenia bardziej ufają własnej pracy, umiejętnościom i zdolnościom do przewidywania przyszłości. W przypadku przyszłych emerytur, taka strategia może okazać się słuszna, szczególnie w obliczu realnego zagrożenia niewydolności, a nawet załamania się państwowych systemów ubezpieczeń społecznych. Kryzys zadłużenia pokazał, że tak negatywnego scenariusza nie można wykluczyć w przypadku wielu krajów Unii Europejskiej.

Nikt nie wie, jak w przyszłości rozwinie się medycyna, jak długo będziemy żyć oraz z jakimi problemami mogą borykać się finanse publiczne. Można natomiast oszacować, że odkładając 2 000 złotych miesięcznie przez 20 lat, z dużym prawdopodobieństwem będziemy w stanie uzbierać prawie milion złotych – kwotę, która pozwoli na komfortowy poziom życia rentiera.

Osoby prowadzące działalność gospodarczą muszą odprowadzać każdego miesiąca obowiązkową składkę do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Zdecydowana większość właścicieli firm minimalizuje ten koszt, który w Polsce należy do jednego z najwyższych w Europie (obecnie 918 zł). System ubezpieczeń społecznych działa na zasadzie umowy społecznej: pieniądze wpłacane dzisiaj przez przyszłego emeryta przeznaczane są na wypłatę bieżących świadczeń a nie budują jego indywidualnego kapitału. Jak wynika z wyliczeń Tax Care, trzydziestoletni przedsiębiorca, opłacający minimalne składki ZUS, przechodząc na emeryturę w 2046 roku będzie mógł liczyć na emeryturę o wartości obecnych 823 złotych netto. Osoby prowadzące własne firmy i zarabiające ok. 8 000 złotych miesięcznie będą musiały się liczyć nawet z dziesięciokrotnym spadkiem przychodów. Dlatego przedsiębiorcy powinni sami zadbać o swoją przyszłość, póki prowadzona działalność gospodarcza przynosi im zadowalające, a często ponadprzeciętne dochody.

Załóżmy, że celem trzydziestoletniego przedsiębiorcy jest szybkie przejście na emeryturę, już w wieku 50 lat. W poniższej symulacji, przygotowanej przy wsparciu ekspertów Deutsche Bank PBC, prezentujemy przedsiębiorcę, który zdecydował się zakończyć pracę po 20 latach. Aby zrealizować swój cel, odkłada każdego miesiąca 3 000 złotych, które lokuje w długoterminowym produkcie inwestycyjnym. Zakładamy potencjalny zysk netto z inwestycji na poziomie 6 proc. rocznie.

przedsiebiorca odklada na emeryture

– W przypadku, gdy planujemy długookresowe kumulowanie oszczędności, np. w perspektywie 20 lat, powinno nam zależeć na stabilnych zyskach – mówi Dariusz Kazalski, Dyrektor Departamentu Centrum Inwestycyjne w Deutsche Bank PBC. – Dlatego w programach oszczędnościowych z taką perspektywą, portfel inwestycyjny powinien być zdywersyfikowany zarówno pod względem rodzajów papierów wartościowych, jak i geograficznym rozłożeniem rynków, na których dokonuje się inwestycji.

To sposób, którego nie zagwarantują obowiązkowe systemy oszczędzania, np. OFE, bo są zobowiązane inwestować w polskie akcje i obligacje. Dodatkowym zabezpieczeniem przed ryzykiem straty jest dywersyfikacja oszczędności w czasie. – Odkładając stałą kwotę co miesiąc, nie musimy się przejmować, czy dane papiery kupiliśmy na lokalnej „górce”, czyli za drogo. Oczywiście też pozbawiamy się teoretycznej szansy trafienia w „dołek”, ale to właśnie różni oszczędzanie i długoterminowe inwestycje od spekulacji – tłumaczy Dariusz Kazalski z Deutsche Bank PBC. – Historyczne dane pokazują, że różnorodny portfel w długim terminie pozwala osiągnąć stały zysk niezależnie od koniunktury.

Po 20 latach nasz przykładowy właściciel firmy przechodzi na emeryturę. Niezależnie od tego, czy ją sprzeda czy pozostanie udziałowcem w zyskach, same oszczędności kapitałowe pozwolą mu na długie wakacje. Jak wysoką rentę będzie mógł sobie wypłacać? Ponad 928 tysięcy złotych nadal pracujące w tempie 6 proc. rocznie wystarczy, aby przez kolejne dwie dekady co miesiąc wydawać równowartość 6 500 złotych. W 2052 roku na jego koncie klienta pozostaną wciąż 103 tys. złotych.

przedsiebiorca przestaje pracowac

– Kiedy rozważamy inwestycje w długim okresie najważniejsze są: systematyczność i dywersyfikacja portfela – mówi Dariusz Kazalski z Deutsche Bank PBC. – Przykładowo przy wyborze inwestycji opartej o fundusze, wpłaty regularnych składek pozwolą uśrednić cenę, przez co minimalizujemy ryzyko zakupu jednostek po najwyższej cenie. Z kolei różnicując swój portfel inwestycji, zmniejszamy straty w wyniku spadku cen pojedynczych aktywów – wyjaśnia.

Można próbować realizować tę strategię na własną rękę, ale nie każdy jest w stanie śledzić na bieżąco kursy akcji i szukać okazji inwestycyjnych. Alternatywą są gotowe rozwiązania. Na polskim rynku dostępnych jest już kilka długoterminowych produktów inwestycyjnych z regularną składką.

Bartek CiszewskiInwestując na własną rękę przedsiębiorca może znacznie wcześniej, niż pracownik na etacie pozwolić sobie na dostatnią emeryturę
read more

Mikrofirmy potrzebują nowoczesnej i taniej bankowości

Polskie mikroprzedsiębiorstwa oczekują od banków dwóch rzeczy: funkcjonalnej platformy do zarządzania finansami w Internecie oraz jak najniższych opłat – pokazuje badanie Deutsche Bank PBC przeprowadzone przez Instytut Homo Homini.

Małe i średnie przedsiębiorstwa są miejscem pracy dla ponad ⅔ ogółu pracujących oraz wytwarzają prawie połowę polskiego PKB, wynika z danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Najmniejsze podmioty gospodarcze odgrywają szczególną rolę w gospodarce. W Polsce, wg Głównego Urzędu Statystycznego działa 1,6 mln mikroprzedsiębiorstw, co jest drugim najwyższym wynikiem w Unii Europejskiej. Nie tylko stanowią 96 proc. wszystkich przedsiębiorstw i dają pracę ponad jednej trzeciej zatrudnionych (37,5 proc.), ale też wytwarzają ponad jedną czwartą obrotów (26,9 proc.), ponad jedną piątą wartości dodanej brutto (21,6 proc.) i ponad jedną siódmą inwestycji (14,2 proc.).

Dane makroekonomiczne wskazują, że odporność polskiej gospodarki na kryzys jest w dużym stopniu zasługą prężnego sektora MSP. Tymczasem na koniec 2011 roku w GUS zarejestrowanych było o 21 proc. mniej firm niż rok wcześniej (3,87 miliona). Ponad 254 tys. przedsiębiorców zdecydowało się zawiesić działalność, każdego dnia dotyczyło to średnio 170 podmiotów. W czasach nieco słabszej koniunktury to normalne zjawisko, bo wiele samozatrudnionych osób próbuje ograniczyć stałe koszty.

Jednym z najważniejszych stałych obciążeń finansowych mikroprzedsiębiorców są obowiązkowe składki na ubezpieczenie społeczne, które wraz ze składką zdrowotną wynoszą obecnie niewiele ponad 981 złotych miesięcznie. Coraz częściej natomiast mikrofirmy mogą oszczędzać na elementach, które są niezbędne w codziennym funkcjonowaniu firmy, takich jak utrzymanie infrastruktury informatycznej i obsługi księgowej (często dostępnej już online) czy np. koszt rachunków bankowych. Jak pokazuje badanie Deutsche Bank PBC, mikrofirmy (definiowane jako przedsiębiorstwa osiągające obroty do 5 mln zł rocznie) w przeważającej większości oczekują dziś od banków takiej oferty, w której za prowadzenie rachunku i przelewy nie będzie trzeba płacić ani złotówki.

W tym samym badaniu przedsiębiorcy zadeklarowali, że bankowość elektroniczna jest jedną z najważniejszych dla nich usług. Aż 71 proc. badanych przez Deutsche Bank PBC mikroprzedsiębiorców preferuje bezpośrednie, samodzielne zarządzanie finansami poprzez system bankowości internetowej. Jak ocenia dr Tomasz Zaleśkiewicz, profesor wrocławskiej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej poczucie kontroli nad finansami firmy jest istotnym czynnikiem minimalizującym stres związany z prowadzeniem biznesu.

– Zarówno działanie w warunkach niepewności, jak i ciągłe konfrontowanie się z ryzykiem są źródłami silnego stresu, z którym przedsiębiorcy muszą sobie w jakiś sposób radzić – mówi dr Zaleśkiewicz. – Nic dziwnego, że zdecydowanie preferują taką formę bankowości, która daje im poczucie bezpośredniej i ciągłej kontroli nad przepływami finansowymi. Przyczynia się ona do zredukowania niepewności i tym samym uniknięcia (lub ograniczenia) dodatkowego stresu – mówi.

Preferowany-sposob-obslugi

Obsługa rachunku przez Internet jest dla przedsiębiorców prowadzących własną działalność gospodarczą i firm mikro dużo bardziej naturalna i wygodniejsza niż osobisty kontakt z indywidualnym doradcą, rozmowa telefoniczna z konsultantem czy wizyta w oddziale banku. – Dla najmniejszych, kilkuosobowych firm, bezpośrednie zarządzanie finansami online jest kluczowe – mówi Monika Szlosek Dyrektor Departamentu Bankowości Detalicznej Deutsche Bank PBC. – Pozwala zaoszczędzić cenny czas i lepiej kontrolować przepływy gotówkowe – dodaje.

Jak pokazują wyniki badania, dla przedsiębiorców ważna jest też możliwość wykonywania większości operacji na rachunku bezpośrednio za pomocą internetowego systemu bankowości internetowej, bez konieczności wizyty w oddziale banku. „Zaawansowana bankowość elektroniczna” to druga, obok darmowych przelewów, najważniejsza cecha rachunku firmowego.

Istotne-cechy-konta-firmowego-dla-malych-przedsiebiorcow

Małe firmy, osiągające obroty do 5 milionów złotych rocznie polegają w większości na jednej instytucji finansowej. Niemal ¾ z nich (72,1 proc.) korzysta z usług jednego a ¼ (25,7 proc.) z usług najwyżej dwóch banków. Żaden z respondentów nie był klientem ponad trzech banków. Dwóch na trzech przedsiębiorców prowadzi konto firmowe w tym samym banku, co osobiste.

Rachunek-firmowy-i-konto-osobiste-w-tym-samym-banku

– Pomijając tak oczywiste powody, jak wygoda, możemy również interpretować tego rodzaju preferencje w kategoriach minimalizowania ryzyka i poszukiwania pewności. W psychologii ekonomicznej znany jest efekt określany jako home-bias, czyli preferowanie tego, co znane i sprawdzone. Ludzie przywiązują się do sprawdzonych rozwiązań (np. do usług banku), aby zmniejszyć prawdopodobieństwo stresu wywołanego przez możliwość pojawienia się nieoczekiwanej straty – zauważa dr T. Zaleśkiewicz. – Jeśli założymy, że przedsiębiorcy działają w warunkach permanentnej niepewności, która generuje negatywne emocje, to staje się jasne, że starają się oni uniknąć dodatkowych źródeł stresu – mówi.

Pytani o to, co decyduje o wyborze usług konkretnej instytucji przedsiębiorcy wskazywali na wysoki poziom bankowości elektronicznej (91 proc. wskazało ją jako istotną), bezpłatne przelewy krajowe i zagraniczne (87 proc.) oraz brak opłat za prowadzenie rachunku (90 proc. ankietowanych). Istotne są też takie cechy, jak bezprowizyjne wypłaty z bankomatów, niskie koszty obsługi gotówkowej, wiarygodność i prestiż banku, szeroki zakres usług oraz możliwość uzyskania finansowania.

– Mikroprzedsiębiorcy bezpośrednio zarządzają swoimi finansami, dlatego sprawna, dobrze zaprojektowana platforma bakowości internetowej jest dla nich kluczowa – tłumaczy Monika Szlosek odpowiedzialna za bankowość detaliczną i transakcyjną Deutsche Bank PBC. – Z kolei szczególnie dla firm, które realizują kilkadziesiąt albo kilkaset płatności w miesiącu, brak opłat za przelewy oznacza zauważalne ograniczenie kosztów – mówi.

Istotne-cechy-banku-dla-malych-przedsiebiorcow

Na polskim rynku dostępnych jest już kilka kont, za które przedsiębiorcy nie muszą płacić. W ślad za opiniami przedsiębiorców takie bezpłatne konto – dbNET Biznes wprowadza też do oferty właśnie Deutsche Bank PBC. Darmowe będzie prowadzenie rachunku i wszystkie przelewy zlecane przez Internet. Bank nie będzie też pobierał opłat za obsługę gotówkową w oddziałach. Do konta wydawana będzie karta debetowa Visa Business Electron, dzięki której jednoosobowy przedsiębiorca wypłaci gotówkę z bankomatów na całym świecie bez prowizji. Przez pierwsze 6 miesięcy Bank nie będzie pobierał opłat za użytkowanie karty, potem wystarczy jedna transakcja bezgotówkowa w miesiącu, żeby Klient był zwolniony z opłaty za kartę.

– Brak opłat staje się obowiązującym zwyczajem także na polskim rynku kont firmowych – mówi Mikołaj Fidziński, analityk Comperia.pl. – Dlatego, aby się wyróżnić banki starają się przyciągnąć klientów dodatkowymi usługami – dodaje. Takie usługi oferuje już 13 instytucji. Co kryje się w takiej „paczce” usług dodatkowych? – Firmy korzystające z dbNET Biznes otrzymają pakiet assistance, w ramach którego będą mogli liczyć na pomoc w razie awarii komputera lub sprzętu biurowego, bezpłatną wizytę specjalisty, ślusarza czy hydraulika lub specjalisty od sprzętu komputerowego i biurowego, pomoc medyczną, telefoniczne wsparcie w problemach prawnych i związanych z przepisami HR oraz serwis Concierge – wylicza Monika Szlosek. – Przedsiębiorcy będą mogą również skorzystać za darmo z szeregu usług biznesowych: portalu faktura.deutschebank.pl, tańszych biletów lotniczych dzięki WhyNotFly.pl, zniżek na założenie sklepu internetowego na Facebooku przez firmę InFlavo oraz darmowe przesyłki z użyciem Paczkomatów – wylicza. U konkurencji można jeszcze spotkać się z ubezpieczeniem NNW i innymi rodzajami polis. Czasem usługi assistance są związane z pakietem i kontem, w niektórych bankach to element oferty karty firmowej.

– Banki nie poprzestają już jedynie na usługach stricte finansowych. Aby zadowolić klienta starają się zbudować wokół platform bankowości elektronicznej całą sieć usług dla biznesu – mówi Mikołaj Fidziński z Comperia.pl

Komentarz eksperta:

Dr hab. Tomasz Zaleśkiewicz, profesor Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, Wrocław

Prowadzenie biznesu na własny rachunek, to przede wszystkim konieczność radzenia sobie z niepewnością i podejmowanie ryzyka. W tym sensie przedsiębiorcy wyraźnie się różnią od menedżerów zatrudnionych na kontraktach w korporacjach, o czym świadczą wyniki wielu badań przeprowadzonych przez psychologów biznesu. Zarówno działanie w warunkach niepewności, jak i ciągłe konfrontowanie się z ryzykiem są źródłami silnego stresu, z którym przedsiębiorcy muszą sobie w jakiś sposób radzić. Wyniki prezentowanego badania mogą być z całą pewnością interpretowane jako przejaw dążenia do opanowania czynników wywołujących stan stresu. Po pierwsze, przedsiębiorcy zdecydowanie preferują taką formę bankowości, która daje im poczucie bezpośredniej i ciągłej kontroli nad przepływami finansowymi, czyli bankowość internetową. Możliwość sprawowania takiej kontroli przyczynia się do zredukowania niepewności i tym samym uniknięcia (lub ograniczenia) dodatkowego stresu. Po drugie, wyniki ujawniają skłonność właścicieli firm do preferowania jednego banku. Pomijając tak oczywiste powody, jak wygoda, możemy również interpretować tego rodzaju preferencje w kategoriach minimalizowania ryzyka i poszukiwania pewności. W psychologii ekonomicznej znany jest efekt określany jako home-bias, czyli preferowanie tego, co znane i sprawdzone. Ludzie przywiązują się do sprawdzonych rozwiązań (np. do usług sprawdzonego banku), aby zmniejszyć prawdopodobieństwo stresu wywołanego przez możliwość pojawienia się nieoczekiwanej straty. Jeśli założymy, że przedsiębiorcy działają w warunkach permanentnej niepewności, która generuje negatywne emocje, to staje się jasne, że starają się oni uniknąć dodatkowych źródeł stresu.

Bartek CiszewskiMikrofirmy potrzebują nowoczesnej i taniej bankowości
read more

6 grubych błędów w prowadzeniu profilu na Facebooku

http://www.socialmanagement.pl/wp-content/uploads/image.png

Trafiłam jakiś czas temu na przeinteresujący wpis Briana Cartera, szefa Fanreach, na temat głównych grzechów, jakie firmy popełniają przy prowadzeniu swoich profili na Facebooku. Jeżeli chcecie wyciągnąć więcej z waszej komunikacji społecznościowej, lepiej sprawdźcie, czy coś na tej liście nie brzmi znajomo.

1. Zakładasz, że ludzie przychodzą na twój profil (a nie oglądają twoje posty na swojej tablicy)

Większość ludzi, jeśli w ogóle wchodzi na profile firmowe, robi to raz. Jeśli twoje działania są wyjątkowo angażujące, możesz od czasu do czasu namówić ich na ponowną wizytę, ale pamiętaj – najczęściej będą oglądać twoje poczynania na własnej tablicy.

Kilka ważnych faktów o tym, jak ludzie używają Facebooka:

  • większość użytkowników skupia się wyłącznie na własnej tablicy aktualności – czyli ekranie, który widać bezpośrednio po zalogowaniu się do serwisu
  • aktualności nie pokazują wszystkich wpisów znajomych użytkownika czy stron, które lubi
  • oczywiście jest tak, że można spokojnie zmienić ustawienia listy aktualności albo cofnąć się w czasie, żeby prześledzić wszystko, co się działo, ale robi to góra 20% użytkowników serwisu
  • twoi fani nie zobaczą wszystkich twoich postów. Ci, którzy choć raz zareagowali na twoją aktywność (polubili, skomentowali, podzielili się nią) będą częściej natykać się na twoje komunikaty (o zasadach działania algorytmu EdgeRank, który decyduje o tym, co wyświetlane jest w aktualnościach będziemy jeszcze sporo pisać)

Najważniejsze jest więc wchodzić w interakcję z fanami – im więcej z nimi rozmawiasz, tym bardziej cię widzą.

2. Przeceniasz aplikacje i zakładki

Niektórzy wierzą, że uruchomienie aplikacji na Facebooku spowoduje natychmiastowy zalew komentek, postów, zachwytów i zaangażowania fanów. I o ile duże firmy z dużymi budżetami zawsze będą w stanie wygenerować sporo medialneo zainteresowania nowościami w swojej strategii komunikacyjnej, dla większości firm droga do prawdziwych rezultatów nie prowadzi przez apki.

Dużym problemem aplikacji jest znany i złowieszczy ekranik, który zaprasza nas do oddania aplikacji dostępu do wszystkiego, co nasze w serwisie i do zezwalania im na publikowanie informacji w naszym imieniu.

http://www.socialmanagement.pl/wp-content/uploads/image1.png

Brian szukał dokładnych danych na ten temat, my również, i choć nie udało się nam znaleźć konkretnych informacji, wielu speców szacuje że nie mniej niż 25% użytkowników rezygnuje z korzystania z aplikacji właśnie na tym etapie.

Oznacza to, że istnieje spora szansa, że wydajesz pieniądze nie tam gdzie trzeba. Być może powinieneś skupić się na podstawowych narzędziach Facebooka, z których korzysta 100% jego użytkowników: postów, profili, grup, zdjęć. Czy nie lepiej korzystać z kanałów komunikacji, w których siedzą praktycznie wszyscy?

3. Nie korzystasz z facebookowych reklam do promowania swojego profilu

Facebook jest często traktowany jako darmowe narzędzie promocji. I w dużym stopniu tak właśnie jest, co nie oznacza, że nie opłaca się wydawać na niego choć części budżetu. A w szczególności – na reklamę w ramach ich wewnętrznego systemu. Facebookowa platforma reklamowa pozwala na daleko idące targetowanie przekazu promocyjnego (możesz nawet uderzyć do fanów konkurencyjnych profili, żeby przeciągnąć ich na swoją stronę).

Kiedy następnym razem będziesz chciał zainwestować w kolejny gadżet, żeby twój profil wyglądał jeszcze bardziej profesjonalnie, zatrzymaj się na chwilę i pomyśl – czy nie lepiej ostawić na przyciągnięcie większej ilości użytkowników do siebie, żeby zobaczyli co już osiągnąłeś i co mogą zyskać wchodząc w interakcję z twoją organizacją?

4. Skupiasz się na sobie i nie dbasz o reakcję fanów

http://www.socialmanagement.pl/wp-content/uploads/image2.png

Znana sytuacja: post goni post, a komentarze i lajki pojawiają się sporadycznie, nawet jeśli profil ma dużo fanów. Wiele firm nadal nie potrafi odpowiednio zadbać o swoich fanów i zainteresować się tym, co ich kręci.

Nie dasz rady zaangażować ludzi do zaangażowanej rozmowy, dopóki nie poznasz swojej publiczności. Nie będą komentować twoich wpisów, jeśli ich do tego odpowiednio nie zachęcisz i nie wzbudzisz ich entuzjazmu, jeśli się nimi nie zainteresujesz.  A jeśli nie będą odpowiadali na twoje komunikaty, staniesz się niewidzialny.

5. Nie optymalizujesz swoich wpisów, nie sprawdzasz statystyk zaangażowania

Jeśli nie analizujesz efektów swoich działań, nie dasz rady ich optymalizować. Pamiętaj o celach twojej obecności społecznościowej:

  • twoje działania powinny być widoczne dla jak największej ilości fanów – patrz na relację wrażeń, jakie wzbudzają do całkowitej ilości fanów twojego profilu
  • zwracaj uwagę na reakcje, jakie wzbudzasz – sprawdzaj liczbę lajków i komentarzy przy każdym poście i porównuj to z liczbą osób, które post zobaczyły

Jeśli nie dostajesz od swoich fanów feedbacku na co najmniej procentowym poziomie, prawdopodobnie nie udaje ci się nawiązać znaczącej relacji z większością swojej publiczności. Ucz się tego, co kręci twoich fanów i wykorzystuj to do komunikacji z nimi. Tylko w ten sposób nawiążesz z nimi prawdziwy kontakt, który przełoży się na twoje wyniki biznesowe.

6. Nie sprzedawaj bez wcześniejszej rozmowy i wzbudzenia pożądania

Podejście sprzedażowe nie zawsze idzie ręka w rękę z konwersacją. Fan to więcej niż klient, musisz dbać o jego uczucia. Angażuj go, rozmawiaj z nim i stymuluj jego pasję cztery razy częściej niż sprzedawaj. Spróbuj podejścia 80-20: 80% interakcji, 20% sprzedaży. Wychodź poza cechy swojego produktu i skupiaj się na emocjach, które wzbudza.

Pamiętaj – na Facebooku to fani rządzą twoją widocznością i twoją reputacją. Dbaj o nich, a oni zadbają o ciebie.

Ola Kluzek6 grubych błędów w prowadzeniu profilu na Facebooku
read more