Styczeń 2012

11 przykazań Henry Millera

image

Snując się dziś po sieci trafiłam na bardzo ciekawy tekst – 11 przykazań Henry Millera. Autor spisał je w latach 30-tych, mniej więcej w tym samym czasie, gdy pracował nad Zwrotnikiem Raka. Książka nie jest może dla każdego, natomiast przykazania tak – jeśli tylko chcecie być naprawdę dobrzy w tym, co robicie. Pan Miller miał na myśli oczywiście pisanie, ale wydaje mi się, że możecie tę listę zastosować do każdej waszej pasji i każdego działania, które jest centrum waszego życia zawodowego. Z resztą, zobaczcie sami: 

  1. Pracuj nad jedną rzeczą naraz, dopóki jej nie skończysz.
  2. Nie zaczynaj kolejnych książek, nie dodawaj nowego materiału do tej, nad którą teraz pracujesz.
  3. Nie denerwuj się. Pracuj spokojnie, radośnie i lekkomyślnie.
  4. Pracuj zgodnie z Programem, nie nastrojem. Przerywaj dopiero po ustalonym wcześniej czasie.
  5. Kiedy nie możesz tworzyć – możesz pracować.
  6. Scalaj i cementuj rzeczy codziennie po kawałku zamiast wciąż użyźniać glebę.
  7. Bądź człowiekiem! Spotykaj się ze znajomymi, wychodź do świata. Pij – jeśli tylko masz na to ochotę.
  8. Nie bądź koniem pociągowym. Pracuj z przyjemnością.
  9. Jeśli czujesz taką potrzebę – odrzuć Program, ale wróć do niego następnego dnia. Skoncentruj się. Precyzuj. Eliminuj.
  10. Zapomnij o książkach, które chcesz napisać. Myśl wyłącznie o tej, którą zajmujesz się teraz
  11. Po pierwsze pisz. Malarstwo, muzyka, przyjaciele, kino – to wszystko jest na drugim planie.

Czy nie wydaje się wam, że sporo jest w tym sensu? Ja na pewno spróbuję trzymać się części z tych porad – koncentrować się na bieżącym zadaniu, pracować zgodnie z programem i czerpać z tego wiele przyjemności.

To taki mini wpis na dobry początek, po dłuższej nieobecności. Niestety, przez pewien czas pozwoliłam, żeby pisanie zeszło na dalszy plan w moim programie. Ale, między innymi dzięki nieprzyzwoitemu panu Henry M., wracam z nową energią i już nie odpuszczę.

klu

 

fot. poppet with a camera, Attribution-NonCommercial 2.0 Generic (CC BY-NC 2.0)

Ola Kluzek11 przykazań Henry Millera
read more

Najpiękniejsi i najbrzydsi koszykarze NBA

Już za niedługo nie lada kąsek dla fanów koszykówki: mecz Miami Heat – Chicago Bulls o przystępnej dla Europejczyka porze. Z tej okazji chcielibyśmy podzielić się z wami zabawą, która wczoraj dostarczyła nam masę śmiechu.

Jako półmaniakalni fani NBA często rozrywamy się między sobą hipotetyczne “wybieranki”. Zabawa polega na naprzemiennym typowaniu zawodników, tworzących dwie piątki, które potem starłyby się w wyobrażonym meczu. Klasyczna pick-up game to taka złożona z najlepszych graczy w historii. Zwykle zaczyna się: 1. Michael Jordan, 2. …

Inne wariacje: najlepsi leworęczni, najlepsze białasy, albo Europejczycy, itp. Ogólnie gra bardzo hermetyczna, tylko dla wtajemniczonych. Jednak wczoraj wpadliśmy na pomysł, który być może zainteresuje i laików. Tym razem nie chcieliśmy wchodzić sobie w paradę, dlatego zdecydowaliśmy się dobierać zawodników z rozłącznych zbiorów:

Klu miała dobrać piątkę przystojniaków

Ja, brzydali

Zabawa dotyczyła koszykarzy (i trenerów) obecnie grających w lidze.

Oczywiście, dalej efektem miał być mecz, więc każdy chciał wybrać jak najlepszych zawodników, którzy przy okazji są piękni albo brzydcy. Jednak, jak zobaczycie, czasami trafiały się typy, które nie pozostawiały żadnego pola manewru.

Oto wynik naszego zestawiania.

5. Centrzy

Serge Ibaka. Nominalnie gra na “czwórce” jednak, jako najprzystojniejszy wg Klu zawodnik ligi, został przesunięty pod sam kosz:

Hm…

Z mojej strony zmierzy się z nim zdecydowanie najbrzydszy Chris Kaman.

Nie miałem wyjścia.

Chris Kaman jest na pewno lepszy technicznie, bardziej doświadczony, jednak Serge to atletyczne monstrum. Człowiek zębami chwytający obręcz.

4. Silni skrzydłowi

Tu hebanowy Kevin Garnett, który w sportowej rywalizacji często ociera się o granice szaleństwa, będzie miał trudne wyzwanie, bo…

…zmierzy się z Zachiem Randolphem. Może nie najbrzydszy, ale upierałem się przy nim mocno, bo to twardy gracz.

3. Niscy skrzydłowi

Klu najwyraźniej czuje miętę do zielonych uniformów. Wybrała Paula Pierce’a – kolejnego gracza Bostonu:

Ja porzuciłem plany werbunku Geralda Wallace’a na rzecz dużo brzydszego a i świetnego koszykarsko Andrieja Kirilenko:

2. Rzucający obrońcy

Niestety, wybitni koszykarze są raczej przystojni. Dlatego Klu przypadł najlepszy obecnie na tej pozycji Kobek:

A mi zaledwie przyzwoity DeMar DeRozan:

1. Rozgrywający

Niespodziewanie szala przechyliła się na moją korzyść. Chociaż słodki Ricky Rubio jest bardzo utalentowany…

… to w mojej drużynie zagra najlepszy zawodnik zeszłego sezonu, Adam Małysz NBA, Derrick Rose:

6. Trenerzy

Klu bardzo chciała zatrudnić Phila Jacksona…

Ale nie zgodziłem się, bo w zeszłym roku przeszedł na emeryturę. Może wróci, ale nie wiadomo. Dlatego jej drużyną będzie opiekował się zdecydowanie mniej przystojny (i całe szczęście mniej utytułowany) Doc Rivers.

Ja też musiałem obejść się smakiem. Chciałem połączyć największą gwiazdę mojego zespołu z jego klubowym trenerem Tomem Thibodeau. Okazało się, że brzydal wygląda fatalnie w TV, jednak na zdjęciach jest piękny i gładki:

Dlatego moi niezbyt ładni, choć wciąż utalentowani gracze, wpadli w łapy… Stana Van Gundy.

Nie było szans na innego, odrobinę lepszego trenera. Wygląd zadecydował.

Ostatecznie nasze składy wyglądają tak:

Klu: Serge Ibaka, Kevin Garnett, Paul Pierce, Kobe Bryant, Ricky Rubio pod wodzą Doca Riversa

Ja: Chris Kaman, Zach Randolph, Andriej Kirilenko, Demar Derozan oraz Derrick Rose pod wodzą Stana Van Gundy.

Czy mam jakiekolwiek szanse???

Jedyne pocieszenie: w przypadku meczu wszechczasów, zaczęlibyśmy znów z równymi szansami.

Bartek CiszewskiNajpiękniejsi i najbrzydsi koszykarze NBA
read more

B2B PR z użyciem social media? To prostsze niż myślisz– to content marketing

social-media-and-B2B

– Co to takiego marketing w mediach społecznościowych?

– Się wie, fanpage na Facebooku.

To powszechny nie tylko w Polsce stereotyp. Jak większość stereotypów ma w sobie dużo prawdy. Rzeczywiście na naszym rynku (a także wielu innych) zdecydowana większość bezpośredniej komunikacji odbywa się na FB. To najważniejsze medium dla rosnącej grupy klientów. To medium tworzone przez użytkowników, dlatego atrakcyjna treść pozwoli firmom i organizacjom zdobyć ich uwagę bez dodatkowych kosztów dystrybucji. Takie uproszczenie w przypadku wielu branż B2C jest przydatne – pozwala koncentrować wysiłki na najważniejszym obszarze.

Ale przecież przekazu skierowanego do klientów biznesowych nie zamieścimy na ścianie naszego profilu wśród śmiesznych filmików, obrazków i komentarzy składających się z emotikonów. Czy to oznacza, że sektor B2B jest skazany na outbound marketing?

Nie, ale by lepiej zrozumieć zastosowanie mediów społecznościowych w profesjonalnej komunikacji, warto postrzegać ją nie jako social media marketing, ale szerzej, jako content marketing. Spróbuj, okaże się, że poszczególne elementy układanki lepiej pasują do siebie.

Zrozumieli to pracownicy firmy HiveFire, amerykańskiego dostawcy technologii służącej do zarzadzania działaniami marketingowymi opartymi na treści. Dlatego w swoich badaniach podsunęli marketerom odpowiednie odpowiedzi, co pozwoliło im otrzymać imponujące wyniki:

image

Pojęcie marketingu opartego na treści nie jest obce sektorowi B2B. Chociaż fala internetowej rewolucji już prawie zmiotła je z powierzchni Ziemi, jeszcze kilka lat temu dominowały na nim takie dinozaury jak “czasopisma branżowe” (trade magazines), skierowane do bardzo wąskich grup lekarzy, pielęgniarek, budowlańców, księgowych, dziennikarzy, dekarzy…  Ich wydawcy przechodzą teraz jakże bolesny proces przejścia z druku do internetu:

image

Tym trudniejszy, że jak pokazuje badanie PwC, nawet profesjonaliści nie są skłonni płacić za specjalistyczne treści online:

image

Gdzie w takim razie realizują swoje content marketingowe działania firmy B2B? Same tworzą i przede wszystkim same promują i dystrybuują treści. Seminaria, białe księgi, raporty – to formy, które od lat służyły im w komunikacji. Teraz przenoszą się do internetu, jako wpisy na blogu, webinaria, wideo, podcasty…

image

…gdzie mogą być promowane bez dodatkowych kosztów za pośrednictwem mediów społecznościowych, wyszukiwarek, które wspierają płatne formy promocji: mailingi, display, SEM czy kampanie offline:

 

image

Oczywiście precyzja nadal ma kluczowe znaczenie. Mimo dużo mniejszego zasięgu, skuteczniejsze w komunikacji B2B są profesjonalne blogi i profesjonalne sieci społeczne (LinkedIn):

image

Jedyne, co pozostaje bez zmian, to metody pomiaru efektywności tych działań. Są takie same, jak kiedyś:

image

Sektor B2B wolniej reaguje na technologiczne zmiany, co nie oznacza, że jest obojętny na rewolucyjne zmiany w komunikacji. Co więcej, profesjonalni klienci jeszcze wyżej cenią dobrej jakości treści. Potrafią przeliczyć ich wartość na pieniądze. Tradycyjnie budowaniu strategii content marketingu dla B2B bardzo istotne jest planowanie:

  • Dokładne określenie grupy docelowej dla tworzonych treści
  • W jaki sposób treści mają przekładać się na lead
  • Gdzie je najefektywniej promować
  • Jak mierzyć ich efektywność

Zainteresowanym tematem polecam prezentację eMarketera:

Oraz raport PwC.

Bartek CiszewskiB2B PR z użyciem social media? To prostsze niż myślisz– to content marketing
read more

System obowiązkowych ubezpieczeń nie zapewni dostatniej emerytury

Na jaką emeryturę z ZUS mogą liczyć 20-, 30-, 40-latkowie? Tego nie wie nikt. Comiesięczne wypłaty emerytur i coroczne waloryzacje zależą od bieżącej sytuacji gospodarczej kraju oraz decyzji polityków. Jedno jest pewne: w wyniku starzenia się społeczeństwa za kilkadziesiąt lat Polski nie będzie stać na wypłatę godziwych świadczeń. W tej sytuacji jedynym wyjściem jest oszczędzanie na własną rękę – przekonują ekonomiści.

Zmiany wysokości i proporcji składek, podnoszenie wieku emerytalnego, reorganizacja systemu wypłaty świadczeń – to różne sposoby, których chwytają się światowe rządy próbując zażegnać wielki problem z emeryturami, których trzeba wypłacić coraz więcej z coraz mniej zasobnych publicznych kas. – Kryzys gospodarczy wystawił systemy emerytalne na historyczną próbę – zauważali w specjalnym raporcie na temat wydolności systemów emerytalnych na świecie eksperci Deutsche Bank Research.

Emerytury regulowane na bieżąco

W tym roku emeryci i renciści w Polsce mogą liczyć na podwyżkę świadczeń wypłacanych przez ZUS o… 71 złotych. To efekt decyzji rządu, który w tym roku przeznaczy na emerytury dodatkowe 7 miliardów złotych. Zastosowano waloryzację kwotową – taką samą dla wszystkich. W przeciwieństwie do poprzednich lat podwyżka nie będzie zależna od wysokości emerytury czy renty. Dotychczas waloryzowano świadczenia na podstawie wzrostu inflacji i płac. Stosując taką metodę emerytury wzrosłyby o 4,8 proc. Dla przykładu osoba, której emerytura wynosi 1000 zł, dostałaby 48 zł podwyżki, ale już emeryci otrzymujący np. 5000 zł otrzymaliby 240 zł więcej. Słowem stracą wszyscy których świadczenia są wyższe niż 1400 złotych. W rezultacie realne emerytury wielu osób zmniejszą się, bo 71 złotych nie zrekompensuje około czteroprocentowej inflacji. To nie jest dla nich dobra wiadomość i dlatego Prezydent w trybie następczym skierował ustawę do Trybunału Konstytucyjnego.

Nadal więc nie wiadomo, jak będzie wyglądała waloryzacja w przyszłym roku, nie mówiąc już o następnych latach. Być może podwyżka będzie uwzględniała jedynie wzrost inflacji, a już płac nie. – W dobie kryzysu zadłużenia, polski rząd, podobnie jak inne rządy musi szukać oszczędności, nawet jeśli sytuacja naszego kraju jest znacznie lepsza niż innych europejskich gospodarek. Przyszła wysokość emerytur wypłacanych przez ZUS jest nieprzewidywalna, bo zależy od wielu zmiennych: od bieżącej sytuacji gospodarczej, przez przyrost naturalny, po decyzje polityczne – mówi Dariusz Kazalski, Dyrektor Departamentu Centrum Inwestycyjne Deutsche Bank PBC. – Skoro nie wiadomo, ile wyniosą świadczenia za rok, tym trudniej jest przewidzieć ich wysokości za 20, 30 albo 40 lat – dodaje.

To bardzo istotny problem dla wszystkich poniżej 50. roku życia. Solidarnie płacą składki, z których pokrywane są bieżące świadczenia dla obecnych emerytów, ale nikt nie jest w stanie zapewnić ich, że gdy już sami nie będą mogli pracować, następne pokolenie będzie mogło im się odpłacić.

Symulacja - ile mozna zaoszczedzic w ciagu 30 lat

Następne pokolenia nie dadzą rady

Zmienność sytuacji gospodarczej i politycznej to nie wszystko. Ekonomiści mają twarde argumenty za tym, że realna wartość przyszłych emerytur będzie dużo niższa. W listopadzie 2011 roku przeciętna emerytura wypłacana prze ZUS wynosiła 1 687 zł brutto. W tym czasie wg danych GUS przeciętne wynagrodzenie wynosiło 3 416 zł brutto. Oznacza to, że Polacy, którzy w listopadzie przeszli na emeryturę, otrzymali pierwsze świadczenie z ZUS w wysokości przeciętnie około połowy swojej ostatniej pensji. Innymi słowy stopa zastąpienia wynosi obecnie 50 proc. Najmłodsi emeryci, którzy nie odłożyli żadnych dodatkowych środków, z dnia na dzień muszą nauczyć się żyć za połowę dotychczasowych pieniędzy. Już dziś wydaje się to być niewystarczające, a w przyszłości stopa zastąpienia ma być jeszcze niższa. Przyczyną jest starzenie się społeczeństwa – jak w prawie każdym rozwiniętym zachodnim kraju rodzi się u nas coraz mniej dzieci. W „Prognozie wpływów i wydatków Funduszu Emerytalnego do 2060 roku” ZUS zakłada, że za pół wieku liczba Polaków spadnie z 38 mln do 30,6 mln. W rezultacie liczba emerytów może w tym czasie wzrosnąć o 90 proc., a liczba osób pracujących oraz dzieci i młodzieży spaść o 40 proc.

W 2007 roku na 1000 osób w wieku produkcyjnym przypadały 553 osoby w wieku nieprodukcyjnym. W 2040 r. ma już ich być 778, w 2050 roku 995, a w 2 060 aż 1 070!

Wydłużenie wieku emerytalnego pomoże, ale nie rozwiąże problemu

Powyższe szacunki nie uwzględniają zaproponowanego w expose premiera Donalda Tuska podniesienia wieku emerytalnego mężczyzn i kobiet do 67 lat. – Chociaż ta decyzja znacznie poprawi wydolność systemu polskiego emerytalnego, nie zmienia podstaw problemu: osób wpłacających pieniądze do ZUS będzie z każdym rokiem mniej, a emerytów więcej – zaznacza Dariusz Kazalski z Deutsche Bank PBC.

Nawet zakładając, że polski system ubezpieczeń społecznych będzie wypłacalny, trzeba się liczyć z dużo niższą emeryturą. Według szacunków Departamentu Analiz Statystycznych Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w 2060 roku osoby, które właśnie wkraczają na rynek pracy będą mogły liczyć na emeryturę w wysokości około 30 proc. ostatniej pensji.

Jak w takiej sytuacji zabezpieczyć się na starość? – Jedynym wyjściem jest odkładanie dodatkowych pieniędzy w szeroko pojętym trzecim filarze – mówi Dariusz Kazalski. – Tylko w ten sposób można mieć pewność, że po zakończeniu pracy zarobkowej nadal zachowa się niezależność finansową oraz stopę życiową zbliżonej do tej utrzymywanej z pensji – dodaje.

Co więcej, długoterminowe programy oszczędnościowe dostępne dziś na rynku często oferują dużo wyższe stopy zwrotu niż OFE, które z powodu ograniczeń prawnych praktycznie mogą inwestować jedynie w obligacje rządowe i spółki GPW, przez co nie mogą dostosować swoich strategii do zmiennego otoczenia. Niezależne programy oszczędnościowe, oferowane m.in. przez banki czy towarzystwa ubezpieczeniowe, mają w tym zakresie wolną ręką. Dzięki regularnym składkom oraz efektowi procentu składanego przez kilkadziesiąt lat można w nich zaoszczędzić pokaźną sumę, wpłacając co miesiąc nawet niewielkie kwoty. Przykładowo – według wyliczeń Deutsche Bank, jeśli w styczniu 2012 zdecydowalibyśmy się zacząć odkładać 200 zł w ramach programu oszczędnościowego opartego na instrumencie oprocentowanym na 6 proc. rocznie, po 30 latach będziemy mieć do dyspozycji ponad 200 tys. zł. Co więcej, dzięki efektowi procentu składanego, czyli w skrócie uzyskiwanie odsetek od kapitalizowanych wcześniej odsetek, po kolejnych dziesięciu latach ta kwota urośnie do prawie 400 tys. zł.

– W długoterminowych inwestycjach sama strategia jest drugorzędna. Najważniejsze są: decyzja, systematyczność i konsekwencja. Trzeba oprzeć się pokusie realizacji bieżących zysków czy doraźnych wydatków konsumpcyjnych – mówi Kazalski. – Trudno narzucić sobie taką dyscyplinę oszczędzając na rocznych czy nawet dwuletnich lokatach. Lepiej w tej sytuacji sprawdzają się co najmniej kilkuletnie produkty z regularną, np. miesięczną, składką. Dodatkowym atutem takiego rozwiązania jest zmniejszenie ryzyka poprzez uśrednienie ceny nabywanych aktywów, dzięki rozłożeniu inwestycji w czasie – dodaje

Jeśli stopa zastąpienia w przyszłości będzie tak niska, jak przewidują ekonomiści, chcąc utrzymać na emeryturze poziom życia podobny do tego uzyskanego pod koniec kariery zawodowej niezbędne będzie utrzymywanie większości miesięcznych wydatków z własnych oszczędności. Im wcześniej zaczniemy odkładać na starość, tym łatwiej będzie uzbierać niezbędne pieniądze.

Bartek CiszewskiSystem obowiązkowych ubezpieczeń nie zapewni dostatniej emerytury
read more

2012 – rok prawdy dla świata i wyzwanie dla inwestorów

W nadchodzącym roku możemy być świadkami punktu zwrotnego w europejskim kryzysie zadłużenia. Grecja odejdzie w cień Włoch i Francji, które cały świat będzie obserwował z zapartym tchem. W Stanach Zjednoczonych czekają nas wybory prezydenckie i parlamentarne, które mogą odmienić amerykańską politykę. Chiński juan zacznie silniej wypierać dolara i euro ze skarbców banków centralnych. W burzliwych czasach rozsądni inwestorzy mogą wiele zyskać – wynika z publikacji „The Markets in 2012. Foresight with insight” – prognoz na 2012 rok opracowanych przez analityków Deutsche Bank Corporate & Investment Bank.

Ostatnie wydarzenia w Grecji i we Włoszech powinny doprowadzić do wzmożenia reform w krajach południowej Europy, a co za tym idzie do stabilizacji i wzmocnienia tego regionu – przekonują ekonomiści Deutsche Bank w oficjalnej prognozie na 2012 rok. Zmiany wprowadzone w Grecji powinny sprawić, że przestanie ona już być w centrum światowej uwagi. Jej miejsce zajmą Włochy. Kraj stoi przed poważnymi wyzwaniami i to z tej strony inwestorzy będą spodziewać się największego zagrożenia. – Naszym zdaniem kraj jest wypłacalny: Włochy mają znaczący potencjał gospodarczy, niskie zadłużenie prywatnego sektora, najwyższy wśród krajów G7 poziom zamożności gospodarstw domowych (household wealth) oraz historię zasadniczych nadwyżek budżetowych w ciągu ostatniego dziesięciolecia – twierdzi David Folkerts-Landau, Global Head of Research Deutsche Bank. – Największym wyzwaniem prawdopodobnie będzie zdolność polityków do przeprowadzenia reform stymulujących wzrost, które pozwolą wyzwolić potencjał Włoch. Wydaje nam się, że niedawne zmiany w rządzie prowadzą we właściwym kierunku.

Analitycy bankowości inwestycyjnej Deutsche Bank z nadzieją patrzą na pozytywne reformy w Hiszpanii i Irlandii, której udało się podwoić nadwyżkę w handlu międzynarodowym od 2008 roku. Dobre wyniki irlandzkiego eksportu zniwelowały straty spowodowane osłabieniem wewnętrznego rynku.

Oprócz Włoch, w centrum zainteresowania w 2012 roku znajdzie się Francja. Nadchodzące wybory prezydenckie (wiosną) i parlamentarne (latem) oraz niepewność związana z utrzymaniem ratingu AAA sprawią, że inwestorzy będą wnikliwie śledzić wydarzenia w tym kraju. Zdaniem ekonomistów Deutsche Bank, mimo niedawnych zapewnień rządu w Paryżu o dodatkowych cięciach wydatków, potrzeba będzie więcej środków fiskalnych, aby uniknąć obniżenia ratingu, zwłaszcza, że wzrost gospodarczy w 2012 roku będzie najprawdopodobniej słaby.

Gospodarka strefy euro wchodzi w recesję, która w najlepszym wypadku będzie łagodna i potrwa tylko parę kwartałów, chociaż jest wiele zagrożeń, które mogą ją pogłębić – pisze David Folkerts-Landau. – Wprowadzane programy oszczędnościowe i reformy są potrzebne by gospodarki krajów peryferyjnych odzyskały zaufanie rynków i konkurencyjność, jednak będą one miały negatywny wpływ na tempo wzrostu gospodarczego. Wzrost ucierpi dodatkowo w wyniku przyspieszenia delewarowania banków, jakich będzie wymagał w 2012 roku pakiet nowych przepisów prawa unijnego znany jako „Bazylea III”– dodaje.

Strefa euro – „na zero”, USA przyspieszą

Ekonomiści Deutsche Bank spodziewają się spadku tempa wzrostu gospodarczego strefy euro do 0,4 proc. w 2012 roku wobec 1,5 proc. w 2011 roku. Na szczęście wydaje się, że gospodarka Stanów Zjednoczonych wolno odbija się od dna po zaskakująco słabej pierwszej połowie 2011 roku. Ekonomiści Deutsche Bank spodziewają się dalszego umocnienia pozytywnych trendów w konsumpcji i inwestycjach przedsiębiorstw. Zwłaszcza, że Fed wyraża przekonanie o utrzymaniu stóp procentowych na poziomie zbliżonym do zera co najmniej do połowy 2013 roku. Dlatego Deutsche Bank podniósł prognozę dla wzrostu w USA do 1,8 proc. w 2011 oraz 2,3 proc. w 2012 roku.

Zdaniem ekspertów Deutsche Bank największym zagrożeniem dla wzrostu w Stanach Zjednoczonych jest ryzyko fiaska przeprowadzenia w Kongresie zmian zmniejszających krótkoterminowy oraz, co ważniejsze, długoterminowy deficyt budżetowy. Jeśli to się nie uda, może dojść do obniżki ratingów kredytowych USA.

Obama może polec – czekają nas dalsze zmiany?

– Jeśli do lata nie dojdzie do znaczącej poprawy warunków gospodarczych, prezydent Obama może mieć trudności z ponownym wyborem na stanowisko – przewiduje Frank Kelly Head of Communications and Public Affairs, America w Deutsche Bank. – Perspektywa republikańskiego prezydenta, przy większości Republikanów w Kongresie i Senacie oznacza istotne zmiany w polityce gospodarczej i regulacjach finansowych – ocenia.

Gospodarka USA przechodzi przez jeden z najgorszych etapów w nowoczesnej historii. Bezrobocie sięga 9 proc. a kampanie wojskowe w Iraku i Afganistanie pozostały nierozstrzygnięte. W sondażach prezydent Obama ma obecnie zaledwie ponad 40-proc. poparcie. Jedynym prezydentem, któremu udało się wygrać wybory mimo tak niskiego wyniku był Ronald Reagan w 1984 roku. Jednak w tym czasie wskaźniki gospodarcze były dużo lepsze. USA właśnie wychodziły z recesji i ożywienie było wyraźnie widoczne. Jeszcze niższym zaufaniem cieszy się Kongres. Tylko 13 proc. ankietowanych przez Gallupa obywateli popiera jego działanie, aż 81 wyraża niezadowolenie.

Już 3 stycznia rozpoczęły się prawybory w Partii Republikańskiej. – Jeśli Republikanin zdobędzie urząd prezydenta oraz partia utrzyma większość w Kongresie i zyska ją w Senacie, jest wysoce prawdopodobne, że ustawa Dodd-Frank [regulujące rynki finansowe, przyp. red.] zostanie złagodzona, albo uchylona. Jeśli Obama zostanie wybrany ponownie, zmiana wydaje się mało prawdopodobna – ocenia Frank Kelly.

Potęga Azji niezagrożona, Japonia wyjdzie z recesji

Jeśli chodzi o gospodarkę Chin, ekonomiści Deutsche Bank przewidują, że wzrost gospodarczy w Państwie Środka w pierwszym kwartale 2012 roku spadnie do 7 proc., by przyspieszyć do prawie 9 proc. w połowie 2012 roku. Chociaż inflacja spada bardzo szybko, nie spodziewają się globalnych czynników stymulujących dodatkowo gospodarkę Chin. W reakcji na wskaźniki inflacyjne i PKB rząd może złagodzić politykę makroekonomiczną. Na pozostałych azjatyckich rynkach wschodzących ekonomiści Deutsche Bank spodziewają się spowolnienia, ale nie zakończonego twardym lądowaniem. Realne stopy procentowe są tam niskie a popyt wewnętrzny wciąż mocny – argumentują.

Po katastrofie trzęsienia ziemi i tsunami, gospodarka Japonii najprawdopodobniej skurczyła się o 0,5 proc. w 2011 roku. Silny kurs jena nie pomaga w utrzymaniu wzrostu. W 2012 roku sięgnie on

1 proc. PKB, w czym pomogą dodatkowe wydatki rządowe związane z odbudową zniszczeń. Scenariusz ten zakłada jednak wprowadzenie reform. W przeciwnym razie spowolnienie w Europie i wysoki kurs jena może doprowadzić do większych kłopotów.

Chińska waluta podbija świat

Zdaniem amerykańskiego ekonomisty Barry’ego Eichengreena w ciągu dekady rola chińskiego juana gwałtownie wzrośnie i aż 15 proc. światowych rezerw walutowych będzie denominowanych w tej walucie. Np. we wrześniu zeszłego roku Nigeria oświadczyła, że zamierza traktować juana jako walutę rezerwową obok dolarów amerykańskich, euro i funtów szterlingów.

W ciągu roku (między lipcem 2010 a sierpniem 2011) miesięczna wartość transakcji rozliczanych w chińskich juanach wzrosła prawie dwudziestokrotnie do 185 miliardów juanów, to równowartość prawie 9 proc. miesięcznych obrotów handlowych Chin. Jedną z przyczyn dynamicznego wzrostu było otwarcie rynku kasowego rozliczanego w juanach w Hongkongu w sierpniu 2010. Jego dzienne obroty wynoszą obecnie 2 miliardy dolarów. Wkrótce konkurencyjny rynek może powstać w Singapurze, który negocjuje warunki z Pekinem.

Popyt na juany będzie rósł i przyspieszy – przekonują analitycy Deutsche Bank Corporate & Investment Bank. Rząd w Pekinie nieustannie znosi kolejne bariery dla zagranicznych inwestorów i konsumentów. Dla przykładu od sierpnia 2011 roku zagraniczne przedsiębiorstwa były w stanie rozliczać kontrakty w juanach w każdej prowincji Chin, liberalizacja przepisów, która jeszcze dwa lata temu była nie do pomyślenia.

Zdaniem ekonomistów Deutsche Bank proces jest nieuchronny, bo związany z realnym wzrostem znaczenia gospodarki Chin na świecie. Dodatkowo uwiarygodniają go prognozy stopniowej rezygnacji z dolara amerykańskiego jako waluty rezerwowej. Jego udział w światowych rezerwach ma spaść z 60 do 50 proc. w ciągu nadchodzącej dekady.

Niedowartościowane akcje – nowe strategie

– Moim zdaniem akcje są znacząco niedowartościowane – ocenia Garth Ritchie, Global Head of Equities Deutsche Bank. Pod koniec 2011 roku indeksy europejskie oraz S&P 500 znajdowały się na najniższych poziomach od 2009 roku. Główną przyczyną tej sytuacji jest mała aktywność inwestorów długoterminowych (real money investors). Po giełdowym krachu z 2008 roku wiele instytucji przeniosło swój kapitał na rynek obligacji. Jednak teraz trend się odwraca. Kryzys zadłużenia państw euro pokazał, że nawet obligacje rozwiniętych krajów nie są wolne od ryzyka. Dlatego można spodziewać się większej aktywności na rynku akcji. – Argumenty fundamentalne są bardzo silne – przekonuje Garth Ritchie. – Wiele dużych przedsiębiorstw ma ogromne nadwyżki gotówkowe, inne korzystają z nieprzerwanego wzrostu gospodarczego w Azji i na innych rynkach wschodzących. Zyski firm z indeksu S&P 500 rosną w tempie 9 proc. rocznie – dodaje.

Jednak, żeby w pełni wykorzystać te szanse, inwestorzy muszą kupować z rozwagą. W ostatnich trzech latach wielu inwestorów stosowało taktykę bieżącej wyceny rynkowej (Mark To Market), która sprawdzała się w warunkach, gdy podejmowali decyzje w trybie „risk on, risk off” a indeksy w poszczególnych regionach geograficznych były silnie skorelowane. Jednak nadchodzące odbicie będzie dużo bardziej nierówne niż dotychczasowe wzrosty. Poszczególne kraje będą dochodzić do siebie w różnym tempie, niektórym w ogóle się to nie uda. W tej sytuacji bardziej skuteczna może okazać się taktyka aktywnego zarządzania portfelem inwestycyjnym. – Jeśli inwestorzy mają skutecznie radzić sobie z wyzwaniami różnorodności platform handlu akcjami, rozdrobnionych rynków, zwiększonej zmienności i coraz bardziej skomplikowanych regulacji, powinni w jak największym stopniu starać się wykorzystać usługi doradcze maklerów – radzi Ritchie.

Według prognoz ekonomistów Deutsche Bank Corporate & Investment Bank zawartych w publikacji „The Markets in 2012. Foresight with insight” nadchodzący rok nie będzie łatwy dla inwestorów, ale nie będzie też powtórką z 2011 roku. Dane fundamentalne będą miały większy wpływ na wycenę aktywów, a co za tym idzie pojawi się więcej okazji do osiągnięcia wyników lepszych niż indeksy giełdowe.

Bartek Ciszewski2012 – rok prawdy dla świata i wyzwanie dla inwestorów
read more

Sondaż: W niepewnych czasach Polacy chcą oszczędzać

oszczędzanie

W 2012 roku Polacy zainteresowani produktami finansowymi będą przede wszystkim oszczędzać – wynika z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Deutsche Bank PBC przez Instytut Homo Homini w grudniu 2011 r. Najwięcej badanych zdecyduje się na lokaty (prawie 18 proc.), co 10. na oszczędzanie długoterminowe z myślą o emeryturze. Tylko niecałe 7 proc. rozważa zaciągnięcie kredytu gotówkowego. Ponad 56 proc. respondentów nie planuje w 2012 żadnych czynności związanych z finansami.

– W warunkach tak dużej zmienności, z jaką mamy obecnie do czynienia na rynkach oraz ryzyka spowolnienia gospodarczego pozytywnie należy ocenić fakt, że Polacy chcą i zamierzają oszczędzać w 2012 roku – mówi Jacek Buczyński, ekonomista z Deutsche Bank PBC. – Nie jest zaskoczeniem, że w okresie niepewności najczęściej wybierane są bezpieczne formy oszczędzania, czyli głównie lokaty bankowe. Cieszy jednak wysoka pozycja samodzielnego oszczędzania na emeryturę wśród noworocznych planów finansowych – dodaje. W poprzednim sondażu przeprowadzonym przez Deutsche Bank PBC w lutym 2011 roku zaledwie nieco ponad 5 proc. respondentów przyznało, że pod wpływem trwającej wówczas debaty o emeryturach, założyło lokatę w banku, od tego zaczynając myślenie o przyszłości.

jakie_plany_finansowe_maja_polacy_w_2012_514

Założenie lokaty terminowej w ciągu najbliższych 12 miesięcy deklarują najczęściej osoby najmłodsze (28 proc.) i najstarsze (25 proc.). To średnio 2 razy więcej niż w grupie wiekowej 25-34 lata. Z kolei osoby „w sile wieku”, czyli pomiędzy 35. a 54. rokiem życia wykazują wyższą od innych grup skłonność do zaciągania kredytu gotówkowego.

Badanie potwierdza niższe zainteresowania finansami ze strony pań – działania w tym zakresie chce podjąć w przyszłym roku 53 proc. mężczyzn i tylko 36 proc. kobiet.

Skłonność do oszczędzania jest oczywiście powiązana z poziomem uzyskiwanych dochodów. Lokaty są najbardziej popularne wśród osób zarabiających miesięcznie od 5 do 7 tys. zł. Wśród najbogatszych (o miesięcznych dochodach powyżej 10 tys.) znacznie bardziej popularne są produkty inwestycyjne – co 3. spośród najlepiej zarabiających Polaków chce zainwestować w akcje spółek giełdowych, a najbardziej popularną aktywnością finansową będzie inwestycja w fundusze. Planują je zakupić wszyscy badani spośród najbardziej zamożnych respondentów. Przedstawiciele tej grupy deklarują też najczęściej zamiar oszczędzania na emeryturę np. w ramach planów regularnego oszczędzania (33 proc.)

Co ciekawe, zamiar oszczędzania na emeryturę rośnie wraz z wiekiem. W grupach 35-44, 45-54 i 55-65 lat deklaruje go 13 proc. respondentów, natomiast w grupach 18-24 i 25-34 lat wskaźnik ten wynosi odpowiednio 6 i 8 proc. – Widać wyraźnie, że  trzeba budować świadomość konieczności oszczędzania na emeryturę od jak najmłodszego wieku. To właśnie osoby młode powinny być najbardziej zainteresowane tego typu produktami i jak najwcześniej rozpoczynać akumulowanie swojego kapitału na przyszłość – mówi Jacek Buczyński z Deutsche Bank PBC. Badanie pokazuje jednak, że ludzie młodzi koncentrują się raczej na produktach finansowych pierwszej potrzeby, czyli ROR-ach (chce je założyć 11 proc. respondentów w wieku 18-24 lat) i lokatach.

jakie_plany_finansowe_maja_polacy_w_2012_wiek_514

Badanie przeprowadził 2 grudnia 2011 r. Instytut Homo Homini, na zlecenie Deutsche Bank PBC na wybranej losowo, reprezentatywnej grupie 1 100 Polaków, metodą telefoniczną.

fot. www.digital-delight.ch / sxc.hu

Bartek CiszewskiSondaż: W niepewnych czasach Polacy chcą oszczędzać
read more