Grudzień 2011

Mieszkania – może będzie taniej, ale czy będzie też kredyt?

mieszkanie na sprzedaż

Ceny mieszkań spadają, za wynajem w dużych miastach trzeba płacić coraz więcej, a na rynku coraz mniejszy wybór alternatywnych inwestycji. Czy nadszedł czas na zakup nieruchomości? Zastanawiając się nad tym pytaniem warto wziąć pod uwagę jeszcze jeden kluczowy argument – koszt kredytu. Chociaż ceny nieruchomości mają wciąż spadać na początku przyszłego roku, to najbliższe miesiące mogą być ostatnią szansą na atrakcyjne warunki finansowania zakupu nieruchomości. Wszystko z powodu nowych regulacji dotyczących zdolności kredytowej.

Spadające ceny mieszkań zniechęciły do zakupów. Blisko jedna trzecia Polaków, którzy w ostatnim roku planowali kupić mieszkanie lub wybudować dom, zrezygnowała z tego zamiaru – wynika z badań portalu nieruchomościowego Nowy Adres. Nie oznacza to, że podjęli słuszną decyzję. – Z jednej strony będziemy obserwować dalsze zmniejszanie dostępności kredytów, co przełoży się na niższy popyt na rynku nieruchomości. Z drugiej spowolnienie gospodarcze oraz wchodząca w kwietniu w życie ustawa deweloperska mogą przyczynić się do wstrzymania inwestycji i spadku podaży – przewiduje Agnieszka Pilarek, dyrektor Departamentu Bankowości Hipotecznej Deutsche Bank PBC. – Może to doprowadzić do zahamowania spadków cen – dodaje.

Rozważając kupno nieruchomości, często zapominamy o innym ważnym czynniku – rosnących kosztach finansowania i spadającej dostępności kredytów. Właśnie z tego powodu wyczekiwanie na dołek na rynku nieruchomości może się zemścić, a łowcy okazji mogą się przeliczyć. – Muszą uważać, aby w oczekiwaniu na pociąg z niższymi cenami nieruchomości nie przeoczyć ekspresu z atrakcyjnymi kredytami – twierdzi Halina Kochalska z Open Finance.

Deweloperzy: taniej nie będzie

Średnie ceny metra kwadratowego mieszkań w dużych miastach spadły w ciągu ostatnich 12 miesięcy o kilkaset złotych. Najwięcej we Wrocławiu – aż o 504 zł z 6 338 zł do 5 834 zł, wynika z danych Systemu Analiz i Monitorowania Rynku Obrotu Nieruchomościami AMRON. W Krakowie średnie ceny mieszkań w III kwartale tego roku były o 481 zł niższe niż przed rokiem i wyniosły 6 440 zł, w Poznaniu spadły o 435 zł do 5 263 zł. Mniejsze spadki zaobserwowano w Warszawie – 366 zł do 7 785 zł czy w Łodzi – 328 zł do 4 042 zł. Natomiast w aglomeracji katowickiej, Białymstoku i Gdańsku ceny wzrosły w tym czasie o odpowiednio 132, 29 i 6 zł.

Pierwszym powodem jest zwiększona podaż nowych mieszkań od drugiej połowy 2010 roku. Zdaniem analityków trend powinien utrzymać się jeszcze w najbliższych miesiącach. Innego zdania są deweloperzy. Ceny nie powinny już spadać – przekonują przedstawiciele Polskiego Związku Firm Deweloperskich. Argumentują, że w przypadku nowych mieszkań, sprzedawcy dotarli już do granic możliwości obniżania marż. Wzrost kosztów budowy oraz finansowania inwestycji sprawia, że nie są w stanie oferować niższych cen.

Argumentem za zatrzymanie spadku cen mieszkań jest też ustawa deweloperska, która wejdzie w życie w kwietniu przyszłego roku. Nowe przepisy zakładają, że deweloper nie będzie mógł finansować inwestycji bezpośrednio ze środków klientów. Pieniądze mają trafić na kontrolowany przez bank rachunek powierniczy. – Deweloperzy będą musieli zdobyć własne środki przynajmniej na sfinansowanie części budowy, co może ograniczyć podaż nowych mieszkań – ocenia Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank PBC.

Z danych GUS wynika, że w Polsce wciąż brakuje jednego miliona mieszkań. Liczba gospodarstw domowych wynosi 14,5 mln, a dostępnych mieszkań jest 13,42 mln. A to jest podstawowy wskaźnik, który ma decydować, że w długim okresie ceny nadal powinny rosnąć.

Będzie trudniej o kredyt

Drugą przyczyną spadających cen mieszkań jest mniejsza dostępność kredytów. Tanie pożyczki w walutach są już przeszłością. Prawie 80 proc. zaciąganych w tym roku kredytów to te w złotych, wynika z danych systemu AMRON. Chociaż banki nie zwiększają swoich marż, to kredyty drożeją ze względu na wzrost stawki WIBOR. W rezultacie całkowite oprocentowanie zwiększyło się w ostatnim kwartale 2011 r. z 6 do 6,1 proc.

Według danych Comperia.pl średnia marża kredytów w euro wzrosła w ostatnim czasie z 1,99 do 2,06 proc. Kredyty we frankach szwajcarskich, które u szczytu swojej popularności w 2008 roku stanowiły ponad połowę wszystkich zaciąganych kredytów w Polsce, praktycznie zniknęły z rynku. Od lipca do września 2011 roku kwota udzielonych kredytów hipotecznych spadła o 4 proc., wynika z danych AMRON. Decyzję o wycofaniu z oferty kredytów hipotecznych w walutach obcych podjął właśnie PKO BP. – Kredyt we frankach szwajcarskich nie jest już udzielany. Pracujemy również nad wycofaniem się z finansowania kredytów hipotecznych w euro – oświadczył  „Pulsowi Biznesu” Zbigniew Jagiełło, prezes banku.

Wycofywanie się banków z euro sprawia, że kredyty w tej walucie podrożeją. – Na razie, głównie dzięki różnicy w stawkach EURIBOR i WIBOR, raty kredytów zaciąganych w euro wciąż są bardziej atrakcyjne. Trzeba jednak pamiętać, że z tym rodzajem finansowania, chociaż tańszym, wiąże się ryzyko walutowe, o czym przekonali się właściciele kredytów we frankach – mówi Agnieszka Pilarek z DB PBC.

Jak znaleźć okazję

Właśnie ze względu na spadającą dostępność kredytów hipotecznych, warto rozważyć kupno mieszkania w najbliższym czasie, gdy na rynku wciąż można znaleźć atrakcyjne oferty. Zaciągając najtańszy obecnie kredyt hipoteczny w złotych w Deutsche Bank PBC na kwotę 250 tys. zł z 30-letnim okresem spłaty miesięczna rata wyniesie 1428 zł, wynika z rankingu przygotowanego przez „Dziennik Gazetę Prawną” oraz Totalmoney.pl. Rzeczywista roczna stopa oprocentowania w Deutsche Bank PBC wynosi 5,78 proc. Na takie warunki może jednak liczyć klient, który zdecyduje się skorzystać z innych usług banku – karty kredytowej albo konta osobistego db Life. Uwzględniając tak skonstruowaną ofertę, łączny koszt spłaty dla tego kredytu wyniesie 266 tys. złotych i nadal będzie najniższy na rynku.

Eksperci przestrzegają, że ceny kredytów, zarówno złotowych jak i walutowych, mogą wzrosnąć. Po pierwsze, do końca roku banki muszą dostosować się do rekomendacji S III, która m.in. zmniejsza maksymalny okres kredytu do 25 lat oraz wprowadza obostrzenia dla wyliczania zdolności kredytowej dla pożyczek w walutach. Po drugie Komisja Nadzoru Finansowego daje do zrozumienia, że może wprowadzić regulacje utrudniające, a może i uniemożliwiające zaciąganie kredytu na 100 proc. wartości nieruchomości. Nie wiemy też, jak zachowają się banki w obliczu kryzysu zadłużenia w strefie euro, który nie wydaje się, że może w najbliższym czasie ustąpić. – Z sytuacją w której spadek cen mieszkań został całkowicie zniwelowany przez drogie kredyty, już  mieliśmy do czynienia w 2009 roku – zauważa Halina Kochalska z Open Finanace. – Koszt kredytu poszedł w górę na tyle, że zneutralizować mógł to jedynie spadek cen nieruchomości o blisko 20 proc., ale do takich zmian nie doszło. Minęły trzy lata i scenariusz może się powtórzyć – przestrzega.

Zakup nieruchomości to inwestycja długookresowa i powinniśmy ją rozważać co najmniej w perspektywie kilku, a nawet kilkudziesięciu lat. – Inwestycji w nieruchomości nie powinniśmy traktować jak spekulacji, w której najważniejszy jest zakup aktywa po najniższej cenie – mówi Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank PBC. – Dużo bardziej liczy się trafna decyzja co do wyboru mieszkania czy źródła finansowania. Cena kredytu odgrywa w niej kluczową rolę, bo to od niej w dużym stopniu zależy, jak wysoka będzie miesięczna rata – dodaje.

O czym pamiętać kupując mieszkanie

Planuj z rozwagą. Kupno nieruchomości to inwestycja na dużą skalę i o niewielkiej płynności. Zarówno zakup, jak i późniejsza sprzedaż, związane są z czasochłonnymi i kosztownymi procedurami. Dlatego warto podejść do transakcji w sposób przemyślany od samego początku.

Pamiętaj o dodatkowych kosztach. Opłaty notarialne, prowizja za kredyt, czynsz, podatek oraz przede wszystkim remont, który nawet w najbardziej zadbanym mieszkaniu po kilku latach trzeba będzie przeprowadzić – te wydatki mogą sumować się do kwoty stanowiącej zaczną część wartości mieszkania. Dlatego uwzględnij je w swoich planach.

Kup mieszkanie, które łatwo wynajmiesz. Mniejsza liczba chętnych do zakupu nieruchomości oznacza też większą presję na ceny wynajmu. – Najchętniej wynajmowane są niewielkie, dwupokojowe mieszkania, niekoniecznie w centrum, ale na pewno dobrze skomunikowane – mówi Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank PBC. – Bliskość uczelni może pomóc wynająć mieszkanie studentom za atrakcyjną cenę. Inwestując w mieszkanie o wyższym standardzie, możemy liczyć na lepiej sytuowanych, pracujących lokatorów – dodaje.

Zawczasu zadbaj o zdolność kredytową. Zdaniem analityków Domu Kredytowego Notus wprowadzenie rekomendacji S III przez banki z początkiem 2012 roku może obniżyć zdolność kredytową Polaków nawet o 6 – 9 proc. Dlatego, jeśli planujesz zakup nieruchomości w przyszłym roku już teraz warto pozbyć się dodatkowych obciążeń. Informację o swoich zobowiązaniach można np. uzyskać w Biurze Informacji Kredytowej.

Szukaj mieszkań w nowych projektach. Statystycznie to właśnie wśród nich można znaleźć najtańsze oferty deweloperskie. Jeśli szukasz większego mieszkania, okazje mogą też się trafić w inwestycjach ukończonych jakiś czas temu, gdzie wciąż pozostały pojedyncze lokale niesprzedane. Będą to jednak raczej mieszkania o większym metrażu, na które jest mniej chętnych.

fot. Attribution Some rights reserved by dunikowski

Bartek CiszewskiMieszkania – może będzie taniej, ale czy będzie też kredyt?
read more

Jak bezpiecznie i tanio pożyczyć pieniądze?

Liczba Polaków spłacających kredyty rośnie regularnie od wielu lat. Wzrasta też łączna kwota zadłużenia, jakie mamy w bankach i firmach pożyczkowych. Zadłużamy się też często wobec firm telekomunikacyjnych, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych lub firm zajmujących się sprzedażą energii. Dla wielu osób, które nie dość rozważnie zaciągały zobowiązania finansowe, ich spłata może okazać się z czasem zbyt dużym obciążeniem. Aby uniknąć tego typu problemów wystarczy przestrzegać kilku podstawowych zasad.

Niejeden przedsiębiorca przeinwestował swój biznes, przeznaczając na jego rozwój zbyt duże kwoty. Indywidualni klienci z kolei kupują wiele rzeczy na raty, kuszeni kolejnymi ofertami zaspokajają na kredyt coraz to nowe zachcianki (w szczególności samochody i sprzęt RTV/AGD, wyjazdy wakacyjne), nie zastanawiając się, czy na pewno stać ich będzie na ich spłatę. Najgorzej gdy musimy pożyczać pieniądze, które przeznaczone są na spłatę powstałych wcześniej długów. W ten sposób wpadamy w tzw. spiralę zadłużenia, z której niezmiernie ciężko się uwolnić.

Jak skutecznie zapobiegać nadmiernemu zadłużaniu się? Przede wszystkim należy rozsądnie podchodzić do wszelkich decyzji zakupowych. Bombardujące nas ze wszystkich stron reklamy, natłok towarów w sklepach i promocje powodują, że ulegamy pokusie, mimo braku wystarczającej ilości gotówki. Oferty typu: „Szybka pożyczka”, „Kredyt w 15 minut”, „Kredyt dla zadłużonych”, „Kredyt bez BIK” często ułatwiają podjęcie nieprzemyślanej decyzji. Zaciągnięcie kolejnego, opiewającego nawet na niewielką kwotę kredytu, powoduje nie tylko to, że mamy do spłacenia większą kwotę. Zaczynamy gubić się w terminach, lub zapominamy o uiszczeniu konkretnych wpłat.

Zaciągając kredyt bagatelizujemy nieraz ryzyko wystąpienia nieprzewidzianych sytuacji. Warto wcześniej zastanowić się czy nadal będziemy w stanie spłacać miesięczne raty kredytowe, np. po utracie pracy jednego z członków rodziny. Sytuacja może się zmieniać niezależnie od nas. Warto ostrożnie podchodzić do tych wielu kuszących propozycji.

Kiedy staramy się o kredyt w banku lub SKOK-u, otrzymujemy go i później spłacamy, możemy być pewni, że informacje o tym będą przez naszego kredytodawcę przekazywane do BIK. Wbrew obiegowej opinii fakt, że „jestem w BIK” dla większości z nas może być istotnym ułatwieniem w negocjacjach z bankiem i uzyskaniu kolejnych kredytów w przyszłości. Aż 90 proc. informacji o klientach polskich banków i SKOK-ów zgromadzonych w Biurze Informacji Kredytowej to dane pozytywne. Zadłużanie się, o ile oczywiście klient działa rozważnie, nie jest wcale czymś nagannym, wręcz przeciwnie. Jeśli w przeszłości spłacaliśmy kredyty, dla banku w którym ubiegamy się o kolejny kredyt jesteśmy dużo bardziej wiarygodni.

W krajach zachodnich, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych, budowanie tzw. pozytywnej historii kredytowej jest standardem. Ludzie już w młodym wieku zaciągają drobne kredyty, aby dzięki ich regularnym spłatom, sukcesywnie budować swoją historię. Później jest im dużo łatwiej negocjować kredyty na większe kwoty, w tym długofalowe zobowiązania jak np. kredyt hipoteczny.

Dzięki historii kredytowej klientów gromadzonej w BIK możliwe jest zapobieganie sytuacjom, w których klienci wpadają w spiralę zadłużenia. Historię kredytową tworzą informacje o składanych przez klienta wnioskach kredytowych oraz co najważniejsze informacje jak spłacał dotychczasowe kredyty. BIK działa na podstawie restrykcyjnych przepisów prawa bankowego dotyczących ochrony tajemnicy bankowej i danych osobowych. Wykorzystuje do tego celu najwyższe standardy gromadzenia i przetwarzania danych. Dzięki temu, że Biuro Informacji Kredytowej współpracuje praktycznie z całym polskim sektorem bankowym, instytucje finansowe mają gwarancję, że informacje o kredytobiorcach, które znajdują się w bazie Biura są pełne, rzetelne i wiarygodne.

Każda osoba może sprawdzić swoją historię kredytową jaka znajduje się w BIK, co wiedzą o niej banki, a tym samym, czy jej poziom zadłużenia jest wciąż „bezpieczny” dla instytucji finansowych. Dzięki znajomości tych danych, można bardziej rozsądnie planować jakiekolwiek decyzje związane z kredytami. Aby otrzymać raport z BIK wystarczy złożyć wypełniony wniosek w Biurze Obsługi Klienta lub wysłać go listem poleconym. Raport można też pobrać online. Taka usługa jest dostępna dla klientów Inteligo, PKO BP i Meritum Banku.

Z raportu dowiemy się czy istnieją jakieś zobowiązania, które mogły umknąć naszej uwadze. Zaległości w spłacaniu zobowiązań mogą powodować, że bank odmawia przyznania kredytu. Można też zweryfikować aktualność i prawdziwość danych znajdujących się w bankach i SKOK-ach. Wiele osób posługuje się raportem BIK, np. w sytuacjach, w których ważne jest udowodnienie rzetelności finansowej. Warto podkreślić, że raporty BIK są neutralne, co oznacza, że samo Biuro nie dokonuje żadnej oceny klienta i jego sytuacji. Raport jest jedynie zapisem rzeczywistości. To bank i SKOK we własnym zakresie, a nie BIK, podejmuje decyzję o przyznaniu kredytu klientowi.

Przy ubieganiu się o kredyt należy pamiętać, że banki mają dostęp do wszystkich informacji zgromadzonych w BIK. Informacje o opóźnieniach w spłacie wcześniejszych zobowiązań danej osoby są dla banku sygnałem ostrzegawczym, wskazującym, że klient ten także w przyszłości może mieć problemy z regulowaniem kolejnych należności. Z kolei pozytywna historia kredytowa w BIK nie tylko ułatwia bankowi przyznanie kredytu, ale często pozwala na przyznanie jego lepszych warunków.

Jeśli jednak znajdziemy się w sytuacji, w której nie jesteśmy w stanie regulować naszych rat kredytowych, nie zaciągajmy kolejnych zobowiązań. Jest to pewna droga do wpadnięcia w spiralę zadłużenia. Warto przede wszystkim udać się do swojego banku i porozmawiać z jego przedstawicielem. Bank może pomóc znaleźć najlepsze rozwiązanie dla problemu – może zaproponować przesunięcie w czasie spłaty kredytu lub polecić klientowi zamianę swoich kredytów na jeden kredyt konsolidacyjny. Najważniejsze, abyśmy nie uciekali od problemu.

Kredyty pomagają nam realizować nasze plany, ale pamiętajmy, że powinniśmy korzystać z nich z pełną odpowiedzialnością.

Bartek CiszewskiJak bezpiecznie i tanio pożyczyć pieniądze?
read more

Najpopularniejsze hashtagi 2011 roku. O tym się ćwierkało

image

Jak wiadomo Twitter jest najszybszym źródłem informacji. Dlatego pierwsze z podsumowań roku, które tutaj zamieszczamy, musi być właśnie z tego serwisu. Oto tematy, które poruszyły wyobraźnię anglojęzycznego internetu.

  1. egypt – czyli rewolucja sterowana przez media społecznościowe, trafnie opisana na Wnecie.
  2. tigerblood – czysto rozrywkowy mem związany z Charlie Sheenem szczególnie nas cieszy, bo z sympatią śledzimy szaloną podróż aktora na krańce ludzkiej wytrzymałości, demaskującą kulisy showbiznesu. I chociaż martwimy się o jego zdrowie, wiemy że bez jego kłopotów nie powstałaby nasza ulubiona piosenka 2011 roku.
    Najpiękniejsza piosenka 2011 roku…

  3. threewordstoliveby – bardzo potężny, ale znany tylko twitterowcom mem
  4. idontunderstandwhy – przykład twitterowego przewrotności
  5. japan – najsmutniejszy i najbardziej tragiczny hashtag roku
  6. improudtosay – wreszcie coś pozytywnego
  7. superbowl – sport
  8. jan25 – egipska rewolucja po raz kolejny

Teraz pytanie do was, jakie będzie 8 najpopularniejszych hashtagów. Miejmy nadzieję, że nie #fallofrome…

Bartek CiszewskiNajpopularniejsze hashtagi 2011 roku. O tym się ćwierkało
read more

Czy agencje ratingowe znów się mylą? „Skutki mogą być porównywalne tylko z wojną”

womenfact

Wszystkie agencje ratingowe myliły się grubo za każdym razem, gdy w ostatnim ćwierćwieczu na rynkach dochodziło do krachu. Nie przewidziały: kryzysu azjatyckiego, bańki internetowej, kryzysu subprime… Nawet teraz, mimo głośnych obniżek ratingów państw, ich oceny dla Włoch, Francji, nawet Niemiec są dużo bardziej optymistyczne od rynkowych. – Jeśli agencje znów się pomyliły, czeka nas fala obniżek ratingów. Skutki mogą być porównywalne z wojną – przestrzegał prof. Krzysztof Rybiński na konferencji CFO European Summit 2011,organizowanej przez ACCA w Warszawie.

Kryzys zadłużenia jest wyjątkowym wyzwaniem dla pracowników działów finansowych. Jak sprostać wyzwaniom dynamicznie zmieniającego się środowiska, gdzie od dyrektorów finansowych wymaga się innowacyjności i aktywnego udziału w zarządzaniu strategicznym firm? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy czwartkowego CFO European Summit 2011 w Warszawie, organizowanego przez ACCA, międzynarodową organizację zrzeszającą specjalistów z zakresu finansów i rachunkowości. – CFO muszą być innowacyjni, kreatywni, patrzeć w przyszłość, szczególnie w czasie niebywałych wyzwań. Szczególnie w Europie Środkowej i Wschodniej –mówiła Ilona Weiss, Prezydent ACCA Polska. Organizowane co roku przez ACCA konferencje CFO European Summit mają pomóc w dostosowaniu się do zmian oraz inspirować dyrektorów finansowych, a także przedstawiać nowe narzędzia, które mogą usprawnić ich pracę i pozwolić się koncentrować na najważniejszych zadaniach.

Czy agencje ratingowe nadal są wiarygodnym drogowskazem?

– Wiele osób niesłusznie obarcza odpowiedzialnością za obecny kryzys globalizację – powiedział na konferencji prof. Grzegorz Kołodko, ekonomista, były minister finansów i szef Centrum Badawczego Transformacji, Integracji i Globalizacji TIGER. – Z opóźnieniem, w okolicach 2017-2018 roku, Polska mimo wszystko przystąpi do euro. Pozycja wspólnej waluty będzie rosła, a świat będzie się dalej integrował – prognozował.

Mimo pocieszających prognoz w najbliższym czasie kryzys będzie ciążył na działalności europejskich firm. Ogromną próbą dla ich dyrektorów jest zamieszanie wokół działalności agencji ratingowych, które sięga 25 lat wstecz, jednak dopiero w ostatnim czasie przedarło się na pierwsze strony gazet. – Chociaż pracują w nich dobrze opłacani profesjonaliści, których głównym zadaniem jest ocena ryzyka kredytowego państw i spółek, to nieustannie się mylą. Nie udało im się przewidzieć żadnego z kryzysów, które nawiedziły światową gospodarkę w ostatnich latach – zauważył prof. Krzysztof Rybiński, ekonomista, rektor Uczelni Vistula w Warszawie.

Prof. Rybiński przestrzegał, że oceny agencji ratingowych i w tym momencie rażąco odbiegają od rynkowej wyceny ryzyka niewypłacalności poszczególnych państw. Dla przykładu rating kredytowy Francji przyznany przez agencję Moody’s Aaa/Stabilny jest aż o dziewięć poziomów wyższy od ratingu, na jaki wskazywałyby ceny instrumentów pochodnych zabezpieczające przed niewypłacalności (CDS), który wynosi aktualnie Baa3. Różnica dla Niemiec wynosi pięć, dla Holandii sześć, a dla Belgii 10 poziomów! – Albo rynki się mylą, albo będziemy na początku przyszłego roku świadkami „downgradów” wszystkich krajów euro – przestrzegał prof. Rybiński. – Niestety historia pokazuje, że agencje raczej podążały za rynkowymi wskaźnikami, niż go wyprzedzały. Dlatego moje przewidywania są bardzo złe. Skutki tego kryzysu będą porównywalne tylko z wojną – powiedział.

Przedsiębiorstwa nadal chcą korzystać z ratingów

Co ciekawe, mimo druzgoczącej krytyki ze strony ekonomistów i mediów, firmy nadal chętnie korzystają z usług agencji ratingowych. – Jestem ich użytkownikiem. Rola ratingów w mojej pracy jest nadal przydatna w ocenie ryzyka – zaznaczył Mariusz Kolwas z Europejskiego Funduszu Leasingowego, członek ACCA. – Trzeba jednak pamiętać, że rating kredytowy nie powinien być jedyną podstawą podejmowanych decyzji – dodał.

W podobny sposób bronił swoją branżę Piotr Kowalski, prezes Fitch Polska. – Naszym zadaniem jest wskazywanie prawdopodobieństwa z jakim dany podmiot może okazać się niewypłacalny. To nie oznacza, że jest to niemożliwe. Ryzyko jest zawsze – zastrzegał. Argumentował, ze w długim terminie ratingi wskazują scenariusze, które się sprawdzają. – W tym roku podnieśliśmy rating czterech europejskich państw. Ale nikt o tym nie wspomina, bo pozytywne informacje i trafne oceny nie są atrakcyjne dla mediów – mówił.

Pragmatyczne podejście do problemu zaproponował przedstawiciel odbiorców usług agencji ratingowych: – Czy patrzymy na ratingi? Tak. Czy podejmujemy na ich podstawie decyzję? Nie – mówił Adam Świrski z Deutsche Bank Polska. – Za każdym razem staramy się sami ocenić jak najlepiej ryzyko. W bankowości od zawsze liczyły się: zdrowy rozsądek oraz indywidualne relacje z klientami i nie wygląda na to, żeby miało się to zmienić – podkreślał.

CFO mogą pomóc firmom przejść przez ciężkie czasy

Kryzys finansowy jest tylko jednym z wyzwań, przed którymi stoją dzisiaj dyrektorzy finansowi. Rynek przechodzi dynamiczną rewolucję, która przewartościowuje ich rolę w organizacji. Nowoczesne narzędzia Business Intelligence sprawiają, że CFO mają coraz więcej czasu i okazji do innowacji oraz udziału w decyzjach strategicznych spółek. – Obecnie 30 proc. czasu w pracy spędzam na gromadzeniu i sprawdzaniu danych, a 70 proc. na ich analizie – mówiła Irina Gridneva, CFO Nokia Siemens Networks.

Ta rewolucja jest dla pracowników działów finansowych wyzwaniem, bo stwarza ciągłą presję ze strony konkurencji, ale i szansą na większy wpływ na decyzje strategiczne. Jak zaznaczali paneliści ACCA CFO European Summit, jeszcze kilka dekad temu, gdy praca działów finansowych nie była zautomatyzowana, ich szefowie zarządzali zespołem wykonującym żmudne, pracochłonne procedury. – Teraz mając do dyspozycji narzędzia Business Intelligence, możemy skupić się na analizie i czynnościach dodających wartość – mówiła Inga Jeżewska, dyrektor finansowa Baxter Poland oraz członek ACCA. – Dla mnie być innowacyjnym CFO, to być w stanie kierować strategią firmy – dodała.

W warunkach szybkich zmian i globalnej konkurencji innowacje w działach finansowych firm stały się koniecznością. Ich dyrektorzy mają pełny, przekrojowy ogląd struktury organizacji. Odpowiedni przepływ informacji i uruchomienie narzędzi analitycznych może znacznie podnieść konkurencyjność ich firm, jednak to wymaga od pracowników działów finansowych zmiany postrzegania swoich zadań. – Jako ludzie finansów mamy ogląd na całą firmę, wszystkie działy, a zza liczb wyłania się wiele ciekawych wniosków – mówił  Rafał Wiciński, CFO Coca-Cola HBC oraz członek ACCA.

Jeśli agencje ratingowe znów się mylą i to rynek ma rację, jeśli przewidywania niektórych ekonomistów spełnią się i na początku roku Fitch, Moody’s i Standard&Poor’s obniżą ocenę Francji i Niemiec, europejskie przedsiębiorstwa czeka duże wyzwanie. – Rola księgowych i CFO rośnie. Coraz częściej znajdujemy się na czele firmy. Być może to czas, w którym możemy przejąć stery i pomóc jej bezpiecznie przepłynąć przez burzę – podsumował konferencję Gustaw Duda, członek Rady ACCA na świecie.

Bartek CiszewskiCzy agencje ratingowe znów się mylą? „Skutki mogą być porównywalne tylko z wojną”
read more

Polscy studenci: e-learning może zastąpić tradycyjne studia

Ponad połowa polskich studentów jest przekonana, że studia w trybie e-learning będą w stanie w przyszłości zastąpić studia tradycyjne. Jednocześnie większość z nich uważa, że dziś polskie szkoły wyższe nie są przygotowane do tego, aby w należyty sposób takie zajęcia prowadzić – wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Polish Open University.

Różnorodność trybów studiowania oferowanych przez polskie uczelnie jest bardzo duża. Studenci mogą wybierać pomiędzy studiami dziennymi, zaocznymi, wieczorowymi. Rozważając, który system studiowania najlepiej odpowiada potrzebom, warto pamiętać o jeszcze jednej, dodatkowej możliwości oferowanej przez niektóre uczelnie, czyli
e-learningu. Czym się charakteryzuje ten system kształcenia?

Najprościej mówiąc e-learning, to nauczanie z wykorzystaniem Internetu lub wewnętrznej sieci komputerowej, które pozwala na ukończenie kursu lub studiów bez konieczności fizycznej obecności w sali wykładowej. Często jest on łączony z elementami tradycyjnego nauczania, tworząc systemy mieszane. Jednak e-learning nie powinien być traktowany jedynie jako uzupełnienie tradycyjnych metod nauczania, gdyż w wielu przypadkach może je z powodzeniem zastępować.

Zdalna edukacja wciąż zyskuje na popularności, szczególnie wśród młodzieży, która najszybciej przyswaja sobie wszelkie nowinki technologiczne. Jest to też narzędzie coraz częściej wykorzystywane przez firmy, które przy pomocy sieci prowadzą szkolenia dla pracowników. Przedsiębiorstwa chętnie korzystają z e-learningu, ponieważ pozwala im na spore oszczędności względem tradycyjnych szkoleń – koszty podróży, diet, hoteli, etc.
E-learning cieszy się dużą popularnością również na uczelniach wyższych, które tworzą własne systemy kształcenia, należy jednak pamiętać, że e-learning e-learningowi nierówny.

Badanie przeprowadzone na zlecenie Polish Open University sprawdza, jakie jest wyobrażenie polskich studentów na temat zdalnego nauczania. W opinii aż 57,7 proc. ankietowanych studia w trybie e-learning mogą w przyszłości zastąpić studia tradycyjne.

clip_image002

– Wyniki badania pokazują, że polscy studenci mają nowatorskie podejście do studiowania – mówi prof. dr hab. Krzysztof Bartosik – Prorektor ds. Dydaktyczno-Naukowych z Polish Open University. – Widzą, że tego typu rozwiązania sprawdzają się w innych krajach, więc
z równym powodzeniem mogą też funkcjonować w polskiej rzeczywistości. Ciągły
i dynamiczny rozwój technologii, coraz szerszy dostęp do Internetu w całym kraju, nie tylko
w dużych miastach, a z drugiej strony wysokie koszty wynajmu kwater powodują, że potencjał do rozwoju e-learningu w Polsce jest całkiem spory – dodaje prof. Krzysztof Bartosik.

Wciąż jednak 42 proc. studentów nie jest w stanie wyobrazić sobie, że e-learning mógłby zastąpić w przyszłości tradycyjny system nauczania. – Wybór takiej odpowiedzi może wynikać z braku przekonania o skuteczności rozwiązań e-learningowych, co specjalnie nie dziwi, jeśli przyjrzymy się ogólnej jakości nauczania w polskich szkołach wyższych. Zbyt mało jest jeszcze inicjatyw, które w rzetelny sposób popularyzowałyby taką metodę kształcenia i jednocześnie kontrolowałyby standardy i jakość nauczania w e-lerningu. Pamiętajmy, że na dobry system nauki z wykorzystaniem Internetu, czyli e-learning składa się ogromna ilość pracy nie tylko wykładowców, ale także opieki administracyjnej, organizacyjnej, IT. Tylko odważne i zdeterminowane instytucje mogą rzetelnie podjąć się tego ogromnego wysiłku – mówi prof. Krzysztof Bartosik.

Rozwiązania e-learningowe powinny zainteresować przede wszystkim tych studentów, którzy mieszkają w miejscowościach oddalonych od dobrych ośrodków akademickich oraz takich, którzy z różnych przyczyn nie mogą sobie pozwolić na zbyt dalekie, codzienne dojazdy na zajęcia. Komputer z dostępem do Internetu pozwala studentom z całego kraju na uniknięcie kosztów związanych z wynajmem mieszkania w mieście uniwersyteckim, oraz kosztów dojazdów. Z powodzeniem, w tym trybie mogą też studiować osoby na stałe mieszkające za granicą, polskie studia są bowiem znacznie tańsze niż te w innych krajach.

W krajach rozwiniętych, a w szczególności w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, e-learning jest od lat stosowaną, szeroko dostępną alternatywą dla tradycyjnego kształcenia. Uczelnie amerykańskie już od dawna budują odpowiednią infrastrukturę, tworzą standardy
e-nauczania, a także szkolą wyspecjalizowanych wykładowców. Według danych Sloan Consortium – międzynarodowej organizacji monitorującej rozwój edukacji internetowej, do końca 2009 roku już ponad 5,6 mln uczniów i studentów korzystało z e-learningu. W Polsce system ten dopiero raczkuje. W środowiskach akademickich wciąż trwają spory dotyczące oceny skuteczności takiego systemu nauki, a wiele osób traktuje e-learning jako niepełnowartościowy sposób kształcenia.

Badanie potwierdza, że studenci dziś nie oceniają pozytywnie działań szkół wyższych w tym obszarze. Według aż 73,3 proc. studentów polskie uczelnie nie są odpowiednio przygotowane do powszechnego stosowania e-learningu. Tylko jedna czwarta ankietowanych wystawiła polskim uczelniom pozytywną ocenę.

clip_image004

– Polski system szkolnictwa wyższego jest nadal postrzegany jako tradycyjny, a nawet przestarzały w wielu obszarach. Stąd prawdopodobnie stosunkowo surowa ocena przygotowania polskich uczelni do umiejętnego prowadzenia zajęć w trybie e-learning – komentuje prof. Krzysztof Bartosik. – Ponieważ rzeczywista wiedza studentów na temat tego trybu kształcenia jest dosyć mała, nie do końca wiedzą oni jak dobry e-learning powinien wyglądać. Niezaprzeczalnym faktem jest, że wiele szkół wyższych w Polsce nie przywiązuje właściwej wagi do wysokiej jakości zajęć w e-learningu – dodaje. Zdarza się bowiem, że niektóre uczelnie e-learningiem nazywają przesyłanie materiałów do samodzielnego opracowania drogą elektroniczną. Istnieją jednak już w Polsce i takie, które oferują zajęcia w e-learningu, na najwyższym światowym poziomie. Na uczelniach tych zajęcia w e-learningu odbywają się na żywo, a studenci mają kontakt z wykładowcą i innymi studentami w czasie rzeczywistym. Dzięki możliwości rozwiązywania zadań, uczestniczenia w dyskusjach w czasie rzeczywistym zajęcia są bardzo zbliżone do tych prowadzonych tradycyjnie na uczelni. Przyszli studenci muszą więc dokładnie przyjrzeć się systemowi, jaki stosuje uczelnia, na której chcą studiować w tym trybie. Żeby jednak mogli to zrobić, najpierw muszą wiedzieć czego powinni oczekiwać.

E-learning może stać się istotnym filarem edukacji, a tym samym być atrakcyjną alternatywą także dla najbardziej ambitnych studentów. Wyniki badania pokazują, że istnieje spory potencjał dla rozwoju tego sposobu kształcenia. Polskie uczelnie muszą jednak dopracować swoje systemy e-learningowe tak, aby mogły być one traktowane jako równie wartościowe co zajęcia tradycyjne. Natomiast uczelnie, które już teraz z powodzeniem stosują e-learning, powinny robić co w ich mocy, aby popularyzować ten system nauczania.

***

Wyższa Szkoła Zarządzania / Polish Open University (POU) jest jedną z pierwszych uczelni niepublicznych w Polsce (rok założenia 1991). Jest wyspecjalizowaną szkołą kształcącą w zakresie biznesu. Uczelnia oferuje możliwość ukończenia studiów z dwoma dyplomami – polskim Polish Open University i brytyjskim Oxford Brookes University (Oxford, Wielka Brytania). POU jest pierwszą polską uczelnią, która została członkiem elitarnego stowarzyszenia Association of MBAs oraz jedyną instytucją edukacyjną uhonorowaną godłem „Teraz Polska” za unikalny system nauki przez Internet. POU, to uczelnia znana m.in. ze swej metodologii nauczania active learning. Oznacza to, że podczas warsztatów w rozwiązywaniu problemów biznesowych korzysta się również
z wiedzy, konstruktywnej krytyki i doświadczenia studentów. Nie ma wykładów, zajęcia mają charakter warsztatowy, studenci pracują tak jak w prawdziwej firmie – burze mózgów, prezentacje, analizy, współpraca zespołowa, case studies. POU prowadzi studia I i II stopnia, studia podyplomowe, w tym także Executive MBA, oraz program PhD (odpowiednik polskich studiów doktoranckich) we współpracy z Leeds Metropolitan University. Więcej informacji o uczelni pod adresem: www.pou.pl.

Badanie na zlecenie Polish Open Universtiy zrealizowane zostało przez Instytut Badania Opinii Homo Homini w listopadzie 2011 roku na losowej próbie polskich studentów. Wielkość próby to 1067 osób, błąd oszacowania wynosi 3 proc. poziom ufności 95 proc. Badanie zrealizowane zostało metodą CATI (standaryzowane wywiady kwestionariuszowe wspomagane komputerowo).

Bartek CiszewskiPolscy studenci: e-learning może zastąpić tradycyjne studia
read more

Finanse: Co zrobić, gdy zgubimy dokumenty?

Kradzież lub zagubienie dowodu osobistego, prawa jazdy, paszportu czy innego dokumentu tożsamości jest nie tylko uciążliwe z uwagi na konieczność wyrabiania nowego dokumentu. Największym problemem jest niebezpieczeństwo wykorzystania naszych danych do celów przestępczych, np. wyłudzenia kredytu. Różnorodnych sposobów na wykorzystanie cudzej tożsamości jest wiele, a inwencja grup przestępczych zajmujących się tym procederem rośnie. Biuro Informacji Kredytowej obok informacji na temat historii kredytowej klientów banków, udostępnia bankom również informacje pochodzące z Systemu Dokumenty Zastrzeżone, w którym gromadzone są informacje o utraconych lub skradzionych dokumentach tożsamości. Dzięki tym informacjom zwiększa się szansa na udaremnienie próby wyłudzenia kredytu z wykorzystaniem skradzionych dokumentów.

Dla banków dostęp do informacji na temat osób ubiegających się o kredyty jest wsparciem w podejmowaniu decyzji kredytowych. Informacje te, pomagają wszechstronnie ocenić sytuację – określić czy kredytobiorca będzie w stanie spłacić zobowiązanie. Jeśli więc zaciągamy kredyt i później regularnie go spłacamy taka informacja pojawia się w Biurze Informacji Kredytowej. Dla kolejnego banku będzie to sygnał, że jesteśmy rzetelni i można nam zaufać. Tym chętniej więc przyzna nam kolejny kredyt. Dzięki udostępnianiu przez BIK informacji pochodzących z Systemu Dokumenty Zastrzeżone bank jest również w stanie szybko sprawdzić czy dokument, którym posługuje się kredytobiorca nie został wcześniej zastrzeżony przez właściciela.

W Systemie Dokumenty Zastrzeżone uczestniczą niemal wszystkie polskie banki i instytucje finansowe. Jest to o tyle istotny fakt, że zastrzeżenia dokumentu możemy dokonać wyłącznie w banku, o czym należy pamiętać bez względu na to czy posiadamy konto bankowe, czy nie. W oddziale banku wypełniamy otrzymane formularze, na podstawie których bank przekazuje do Systemu informacje na temat utraty dokumentu. Dane zostają zapisywane w Centralnej Bazie Danych Systemu DZ, dzięki czemu mogą być błyskawicznie rozesłane do odpowiednich instytucji. Dostęp do informacji na temat dokumentów zastrzeżonych ma również Biuro Informacji Kredytowej, co w znacznej mierze ułatwia bankom ograniczenie ryzyka wyłudzenia kredytu przez osoby posługujące się skradzionymi dokumentami.

Przy użyciu cudzego dokumentu tożsamości często dokonywane są wyłudzenia pożyczek czy kredytów, używa się ich do zakładania fikcyjnych firm, a także wypożyczania, a następnie kradzieży samochodów, itd. Są to niezwykle groźne działania, których wyjaśnienie może kosztować właściciela dokumentu wiele czasu i energii, a skutki finansowe są trudne do przewidzenia.

Biuro Informacji Kredytowej jest jednym z ważnych uczestników Systemu Dokumenty Zastrzeżone, a informacje o zastrzeżonych dokumentach są jednym z istotnych elementów bankowych raportów BIK na temat osób ubiegających się o kredyty. Obok historii kredytowej klienta oraz jego oceny punktowej, BIK dzięki przekazywaniu informacji pochodzących z Systemu DZ, przyczynia się w znaczący sposób do podnoszenia poziomu zaufania banków do osób ubiegających się o kredyty.

Jeśli zdarzyło nam się zgubić dokumenty lub paść ofiarą kradzieży, warto pobrać Raport BIK na swój temat, ponieważ zyskujemy wtedy pewność, że nikt nie wykorzystał naszych danych do wyłudzenia kredytu. Co ważne, każda osoba, której dane znajdują się w BIK ma do nich dostęp. Aby otrzymać Raport BIK wystarczy złożyć wypełniony wniosek w Biurze Obsługi Klienta lub wysłać go listem poleconym. Raport można też pobrać on-line. Taka usługa jest dostępna dla klientów Inteligo, PKO BP i Meritum Banku.

Z raportu BIK na własny temat dowiemy się czy istnieją jakieś opóźnienia w spłacie naszych zobowiązań, . Można też zweryfikować aktualność i prawdziwość danych znajdujących się w bankach. Zaległości w spłacaniu zobowiązań mogą powodować, że bank odmawia przyznania kredytu. Wiele osób posługuje się raportem BIK, np. w kontaktach z pracodawcą, przy wynajmie mieszkania czy innych sytuacjach, w których ważne jest udowodnienie naszej rzetelności finansowej.

Wbrew pozorom utracenie dokumentów przez osoby, które nigdy nie posiadały konta w banku jest jeszcze bardziej niebezpieczne, ponieważ żaden bank nie posiada danych na ich temat, więc właściwa identyfikacja jest mocno utrudniona. Sytuacja ta stwarza szanse powodzenia oszustwa, ponieważ jego wykrycie jest dla banku znacznie trudniejsze. Jeśli nie posiadamy konta bankowego, warto pamiętać, że niektóre banki umożliwiają zastrzeżenie dokumentów również osobom nie będącym ich klientami.

BIK działa na podstawie restrykcyjnych przepisów prawa bankowego dotyczących ochrony tajemnicy bankowej i danych osobowych. Wykorzystuje do tego celu najwyższe standardy gromadzenia i przetwarzania danych. Dzięki temu, że Biuro Informacji Kredytowej współpracuje praktycznie z całym polskim sektorem bankowym, instytucje finansowe mają gwarancję, że informacje o kredytobiorcach, które znajdują się w bazie Biura są pełne, rzetelne i wiarygodne.

Bartek CiszewskiFinanse: Co zrobić, gdy zgubimy dokumenty?
read more