Październik 2011

Dulux Let’s Color–malujemy nasz kawałek Polski

przedszkole st mary's

Słyszeliście o akcji Dulux Let’s Color? Być może niektórzy z was natknęli się na ekipę malującą w działaniu, albo zdziwili się widząc szary dworzec odświeżony w podobny sposób:

Ekipa Dulux Let’s color Polska odmalowała już w Polsce trzy dworce PKP i jedno zoo

To jedna z fajniejszych akcji wizerunkowych realizowanych w Polsce w tym roku. Dlatego bardzo się cieszymy, że możemy w niej uczestniczyć. Wspieramy Dulux Let’s Color Polska w bezpośredniej komunikacji w internecie.

W tym roku odbyła się pierwsza w naszym kraju edycja projektu, który od kilku lat z powodzeniem prowadzony jest na całym świecie w:  Belgii, Danii, Francji, Grecji, na Cyprze i na Węgrzech, w Irlandii, Holandii, Rosji, Hiszpanii, Turcji, Wielkiej Brytanii, RPA, Kanadzie, Chinach, Indiach, na Tajwanie i w Brazylii:

Paint up the wall!

Entuzjastyczna ekipa Let’s Color dobiera centralne ale zaniedbane miejsca w różnych miastach, które zwykle staramy się omijać wzrokiem. Razem z mieszkańcami i turystami pod opieką zaangażowanych w akcję artystów wkraczają do akcji, szybko nanoszą projekt i malują, aż im się farba skończy, a cała przestrzeń zmieni się nie do poznania.

Let’s Color rozprawia się z szarym dworcem Sopot Główny

Pod pędzel w tym roku trafiły trzy dworce: Warszawa Powiśle (w maju), Sopot Główny (w czerwcu) i Kraków Płaszów (w lipcu) oraz zoo nad Odrą we Wrocławiu (we wrześniu).

Fajne? To był dopiero początek, bo zabawa zatacza coraz szersze kręgi. Drugim etapem projektu jest konkurs Let’s Color Fund. Tu każdy może zgłosić własny projekt kolorowej metamorfozy dowolnego miejsca, które leży mu na sercu. Na realizację najciekawszych z nich fundusz dostarczy wszystkie niezbędne farby.

Wystarczy zgłosić swój pomysł do aplikacji: zaznaczyć na Google Maps miejsce, wgrać zdjęcie obiektu przed i po malowaniu (jego wizualizację można wykonać za pomocą prostej aplikacji Mouse Painter) oraz krótkie uzasadnienie swojego wyboru. I tyle.

Pierwsza edycja właśnie została rozstrzygnięta. Spośród ponad 40 zgłoszeń jury wyłoniło trzech zwycięzców:

dworzec PKP w Koninie

gimnazjum nr 2 w Łodzi

budynki Szkoły Podstawowej w Golubiu-Dobrzyniu

Za każdym z 40 zgłoszeń stoi ciekawa, często wzruszająca historia (możecie je śledzić tu i na blogu). Jej bohaterami zwykle są ludzie, którzy angażują czas i energię po to, by rozjaśnić swoje otoczenie.

I tu najważniejsze. Kolejne projekty zostaną wyróżnione przez Let’s Color Fund w grudniu.  W tej chwili można zgłaszać swoje projekty. Tak więc zastanówcie się, czy w waszej okolicy nie ma szarzyzny, która tak razi, że już jej na co dzień nie zauważacie:

Albo, jeszcze lepiej, jeśli zobaczycie podobny widok zróbcie zdjęcie komórką, wrzućcie na FB i zatagujcie nas albo profil Let’s Color, a my już pomożemy wam sporządzić zgłoszenie.

Do dzieła, zabierzmy się za kolorowanie!

fot. tytułowa: AttributionShare Alike Some rights reserved by Let’s Colour

Bartek CiszewskiDulux Let’s Color–malujemy nasz kawałek Polski
read more

Co dzieciaki powinny wiedzieć o internecie?

dzieci w internecie

Myślimy sobie ostatnio dużo o zagrożeniach, jakie mogą czyhać na nas w sieci. Pisaliśmy już między innymi o akcji take this lollipop czy o kwestiach prywatności na facebooku, ale dziś chcemy się podjąć jednego z najważniejszych tematów ery wszechobecnego internetu: jak nauczyć dzieci rozsądnie korzystać z sieci.

Poniższa lista jest zainspirowana wpisem prosto z amerykańskiej blogosfery i od razu chcemy powiedzieć, że na pewno nie jest skończona. Jeśli przyjdą Wam do głowy jeszcze inne punkty, dajcie nam koniecznie znać. Chcemy stworzyć poradnik, który każdy rodzic (w przyszłości pewnie także i my) będzie mógł sobie wydrukować i powiesić nad komputerem.

Jedziemy:

1. Nie wszystko, co czytasz w sieci jest prawdą: nie można ufać temu, co się czyta – nawet jeśli natknie się na tę samą informację kilka razy w różnych miejscach. Ludzie przeklejają często informacje i opinie bez sprawdzania ich poprawności i autentyczności. Nawet Wikipedia może się mylić. Trzeba uważać na źródła, z których się korzysta.  Można nawet sprawdzać, kto jest właścicielem danej strony, żeby wiedzieć, czy ma jakieś ukryte motywy.

2. Nie wszystko, co czytasz jest gramatycznie poprawne: każdy może teraz zostać swoim własnym wydawcą. Czasy korekty i dokładnej redakcji tekstu minęły. Nie ma się co sugerować i powtarzać cudzych błędów.

3. Nie każdy, kogo spotkasz w sieci jest tym, za kogo się podaje: to bardzo istotne – internet daje wielu osobom możliwość ukrycia swojej tożsamości i swoich zamiarów. Pamiętaj, że dopóki nie jesteś pewien z kim masz do czynienia, nie ufaj swojemu rozmówcy

4. Nie każdy, kto podaje się za dziecko rzeczywiście nim jest: dorośli mogą podawać się za dzieci, żeby zbliżyć się do innych dzieci. Raczej nigdy nie robią tego w dobrych zamiarach. To jest w dużej mierze porada do rodziców: sprawdzajcie listę znajomych waszych pociech i pytajcie o osoby, których nie znacie. Na wszelki wypadek.

5. Wszystko, co wrzucasz do internetu może tam zostać na zawsze: nawet jeśli zamkniesz swojego bloga albo profil w serwisie społecznościowym, ktoś mógł już skopiować rzeczy, które tam zamieszczałeś. Są nawet specjalne narzędzia, które pozwalają na przywrócenie zawartości zamkniętych stron. Uważaj na to co publikujesz, a unikniesz wielu krępujących wpadek.

6. Nie każdy, kto podaje się za twojego przyjaciela rzeczywiście nim jest: jak w życiu, możesz trafić na kogoś, kto będzie chciał wykorzystać twoją niewinność i spłatać ci niemiłego psikusa. Nie akceptuj bez zastanowienia zaproszeń od dalekich przyjaciół twoich przyjaciół – to przecież obcy tobie ludzie, nie możesz im do końca ufać. Nie musisz przyjmować do grona znajomych każdego, kto cię o to poprosi.

7. Dokuczanie w sieci boli tak samo jak dokuczanie w realnym świecie: dzieci są narażone na bardzo wiele form dokuczania i jednocześnie często nie lubią o tym opowiadać rodzicom. Bądźcie czujni i sprawdzajcie, co dzieje się w sieciowym, a w szczególności społecznościowym otoczeniu waszych dzieciaków. Jeśli coś niepokojącego będzie się działo, będziecie mogli szybciej zareagować.

8. Ludzie będą plotkować, jeśli dasz im do tego powód: plotki roznoszą się z prędkością szybszą od światła. A internet tylko dał im więcej paliwa. Coraz więcej dziewczynek wrzuca swoje prowokacyjne zdjęcia, coraz więcej chłopców opisuje swoje imprezowe przygody (naprawdę – polecam serwis lamebook.com, tam widać najlepiej, jak bardzo niektórzy pozbawieni są granic). Nie chcesz, żeby wszyscy o tobie mówili? Nie dawaj im do tego powodu.

9. Facebook nie jest twoim życiem: pamiętaj o tym, że poza siecią jest świat. Nie zamykaj się w statusach, LOLach i uśmieszkach z dwukropka. Korzystaj ze swojej młodości i przeżywaj prawdziwe przygody zamiast o nich czytać na tablicach twoich znajomych. A jeśli po twoim profilu przeszedł właśnie huragan krępującej plotki albo grupowej awantury, odpępnienie się na chwilę od sieci pomoże ci ukoić nerwy i spojrzeć na wszystko z innej perspektywy.

10. Nie pozwalaj swoim znajomym dzielić się twoimi prywatnymi sprawami z innymi: twoi znajomi wiedzą o tobie bardzo dużo, na pewno znają rzeczy, które wolałbyś utrzymać w tajemnicy. Poproś ich, żeby nie rozgłaszali twoich sekretów własnymi kanałami. Jeśli naprawdę są twoimi przyjaciółmi, nie powinni mieć z tym problemu.

11. Nigdy nie publikuj swojego adresu czy numeru telefonu: telefon, e-mail i adres to twoje prywatne dane, które musisz chronić. Wrzucając takie informacje do sieci dajesz dostęp do siebie ludziom, których nie znasz i którzy mogą wykorzystać je przeciwko tobie. Podobnie jest  hasłami dostępu – nie podawaj ich nikomu.

12. W sieci nie ma prywatności: po prostu. Wszystko, co piszesz o sobie u siebie (na profilu, na blogu) może być skopiowane i wrzucone na publiczny widok. Najlepiej mieć takie podejście: jeśli nie chcę, żeby napisała o tym Wyborcza, nie wrzucam tego do sieci.

13. Guglaj się: od czasu do czasu spróbuj się wyguglać. Zobacz, na co wpadniesz. Jeśli będą to informacje o twoich szkolnych osiągnięciach, super – na pewno zrobi ci się milej na sercu. Ale możesz też natrafić na plotki na swój temat, prywatne zdjęcia na profilach dalekich znajomych, sfilmowane sytuacje, które powinny zostać tajemnicą. Jeśli jesteś w sieci, musisz wiedzieć jak w niej wyglądasz. Miej kontrolę nad tym, co można o tobie znaleźć.

Jak pisaliśmy na początku – nasza lista jest jedynie wstępną propozycją. Naprawdę chcemy stworzyć pełniejsze kompendium dla rodziców dzieci w różnym wieku. Internet jest i będzie ważną częścią ich życia, powinniśmy nauczyć ich zasad, które pomogą im w radzeniu sobie z całym gąszczem sieciowych pułapek, od nieodpowiedzialnych znajomych począwszy.

Jeśli macie pomysł, jak uzupełnić naszą listę, wrzucajcie propozycje w komentarze albo piszcie do mnie na adres ola@umarketing.pl (tak, tak – podaję swój adres, ale w naprawdę szczytnym celu i z pełną świadomością). Czekamy na wasze uwagi!

klu

 

fot.: M@rg, Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Ola KluzekCo dzieciaki powinny wiedzieć o internecie?
read more

Timeline pomoże ci posortować całe twoje życie

image

 

Wchodzę sobie dziś na swój timeline, ot tak, z nudów. I zauważam zupełnie nową rzecz:

 

image

 

nad okienkiem do wrzucania statusu pojawiły się śliczne nowe ikonki. Niewiele myśląc, najeżdżam na każdą z nich i oto, co mi się pojawia:

 

image

image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

image

image

 

 

 

 

 

 

 

 

 

image

 

Cała masa podpowiedzi, jak poradzić sobie z opisaniem przeróżnych wydarzeń w moim życiu. Będę spodziewała się dziecka? Proszę bardzo – facebook pomoże mi opisać moją radość. Utracę kogoś bliskiego? Będę mogła skorzystać już w tym samym dniu z ich formularza, który przeprowadzi mnie przez mój ból.

Mój chłopak ureguluje stosunek do służb wojskowej? Też jest się czym podzielić:

 

image

 

 

Nie mogę w to uwierzyć, serio. Długi czas, mimo pewnych wątpliwości, byłam fanką wehikułu czasu – bo ładny, bo pozwala fajnie się zaprezentować, stworzyć swoje sieciowe alter ego, bo daje jednak kontrolę nad tym, co chce się pokazać ludziom. I rzeczywiście, korzystam z tych funkcji, ukrywając od czasu do czasu różne  wpisy, które nie zachwyciły moich znajomych.

Niemniej jednak – wydaje mi się, że tym razem fejs przekroczył granice dobrego smaku i pokazał bardzo niefajną zachłanność na moje dane. W dobie przerażających filmików ostrzegających przed nadmiernym odsłanianiem się w sieci, oskarżeń o przechowywanie usuniętych danych użytkowników i tuż po przeróżnych newsach o ostatnich politycznych zagrywkach facebooka (ogromny wzrost wydatków na lobbing, wygrane głosowanie przeciwko ustawie o zwiększeniu wpływu użytkowników na ustawienia prywatności w serwisach społecznościowych, coraz bliższe stosunki serwisu z rządem amerykańskim) trudno nie czuć się osaczonym. Jednocześnie zwracaliśmy już uwagę na fakt, że większość ludzi świadomych nadchodzących zmian jest przeciwna wprowadzeniu timeline. Z historii facebooka wiemy, że to nic nie da – jeśli panowie w Palo Alto się uprą (i wcześniej, jeśli poradzą sobie z kwestiami własnościowymi), wprowadzą te zmiany tak czy siak. I podejrzewam, że wiele osób pogodzi się z kierunkiem, w jakim wszystko podąża i zacznie z tego korzystać. Przerażające.

Możecie mnie oskarżać o nadmierny dramatyzm, ale zgłaszam swój stanowczy sprzeciw.

klu

Ola KluzekTimeline pomoże ci posortować całe twoje życie
read more

Flame war–dyplomatyczna wojna na Facebooku doprowadziła do ucieczki ambasadora USA w Damaszku

Jeśli uwiódł cię romantyzm arabskiej wiosny i z entuzjazmem spoglądasz na rewolucję oburzonych i okupujących, jaka przelewa się przez Zachodni świat, musisz zdawać sobie sprawę, że możni tego świata też dostrzegli potencjał mediów społecznościowych.

Robert Ford był bandytą, który zabił niesławnego Jessego Jamesa, znanym z filmu sprzed kilku lat. Robert Ford jest też amerykańskim ambasadorem w Syrii, który chciał obalić za pomocą Facebooka tamtejszy reżim. Musiał uciec z Damaszku po tym, jak grożono mu śmiercią. Wszystko przez bezprecendensową kampanię, jaką rozpoczął na oficjalnym profilu placówki dyplomatycznej przeciwko Baszarowi al-Assadowi, prezydentowi Syrii, oraz rządzącej partii.

robert ford

To, co wyprawiał ambasador USA, wykraczało znacznie poza dyplomatyczne konwenanse. Często kraj, który chce zaostrzyć stosunki z innym zwyczajnie ambasadora wycofuje. Tymczasem Robert Ford wraz z personelem misji w Damaszku bezlitośnie krytykował syryjski rząd. Oto kilka przykładów, które nie tak łatwo będzie odnaleźć, bo US Embassy Damascus nie ma włączonego timeline’a.

image

Pracownicy ambasady relacjonowali z zaangażowaniem wydarzenia w Syrii, które wstrząsnęły opinią publiczną. Załączali linki do prowokacyjnych artykułów pokazujących problemy polityczne i przede wszystkim gospodarcze syryjskiego rządu. Oskarżali go o łamanie praw człowieka.

Na tym nie koniec. Na Facebooku rozwiewali też plotki o tym, jakoby konwój ambasadora miał śmiertelnie potrącić przechodnia.

Wywrócili do góry nogami konwenanse i sztywność języka dyplomacji, który obowiązywał nieprzerwanie przez 200 lat od czasów ponapoleońskiego kongresu wiedeńskiego. Pod postami takimi jak powyższy toczą się gorące dyskusje, niekończące się “flejmy” na ponad tysiąc komentarzy pomiędzy prawdziwymi zwolennikami rewolucji, przeciwnikami USA (których na pewno też nie brakuje), użytkownikami Facebooka z innych krajów oraz politycznymi “szeptaczami” obu stron. Ba, sami językiem internetowych pieniaczy walczyli z przeciwnikiem:

Once again I’d like to thank those of you who are posting respectful, conscious, and intelligent comments.  For those of you who resort to rudeness and fear-mongering: welcome to the one place where Syrians can actually speak their minds without reprisals of kidnapping, mutilation or murder!  However, anyone advocating violence or using hate speech is reported to Facebook (the Fabo powers remove comments; we do not).  And thanks to Kan Ga Roo, et. al. for apologizing for the “embarrassing, childish acts of the so-called ‘Syrian Electronic Army Unit’ that spams [this] page.”

Robert Ford z pasją publikował długie artykuły, komunikując się nie z innymi dyplomatami, ale bezpośrednio z ludźmi. Odpowiadał na zarzuty a także na groźby:

Pan Mujtaba Xr ostrzega mnie, że grozi mi śmierć, jeśli będę kontynuował krytykę represji w Syrii. Traktuję ten post, jako doskonały przykład nietolerancji, jaka spowodowała syryjskie rozruchy. Pamiętajcie, że jestem tylko jednym z niewielu międzynarodowych obserwatorów tutaj na miejscu; gdyby tylko syryjski rząd pozwolił międzynarodowym mediom poruszać się z taką swobodą, jak my pozwoliliśmy w Iraku – pisał w połowie września.

I tu przechodzimy do drugiego dna tej historii bohaterskiego ambasadora. Jego zachowanie prawdopodobnie, nawet jeśli początkowo było wybrykiem, szybko stało się oficjalną polityką USA. Attache ambasady w Damaszku twierdził, że jej strona na FB była jedynym miejscem, gdzie Syryjczycy mogli wypowiadać się otwarcie bez groźby porwania czy morderstwa.

Sam ambasador został pod koniec sierpnia zaatakowany przez syryjski tłum. Dla własnego bezpieczeństwa ma teraz powrócić do Waszyngtonu.

Bartek CiszewskiFlame war–dyplomatyczna wojna na Facebooku doprowadziła do ucieczki ambasadora USA w Damaszku
read more

147 firm, które rządzą światem

sieci globalne

1318 międzynarodowych korporacji, które stanowią centrum gospodarki. Czerwone kropki reprezentują “superpołączone” firmy, żółte – pozostałe. Rozmiar kropki odpowiada ich przychodom.

Obrazek, jaki widzicie powyżej to wynik badania przeprowadzonego przez Szwajcarski Państwowy Instytut Technologii, które skupiło się na 43 tysiącach międzynarodowych korporacji i powiązaniach, jakie między nimi istnieją. Jak możecie się domyślić po tytule, naukowcy zidentyfikowali 147 “superpołączonych” firm (głównie banków), które mają nieproporcjonalnie duży wpływ na światową gospodarkę (via newscientist.com).

Trzech szwajcarskich teoretyków systemów złożonych potwierdziło myśl, którą ma w głowie niejeden uczestnik Occupy Wall Street – kilku bankowców może kontrolować rozwój globalnej ekonomii. Udało im się także wyjść poza poziom teoretyczny i ustalić realną listę takich korporacji. Metodologia ich badania opiera się na matematycznych modelach systemów naturalnych oraz obszernej bazie danych o korporacjach (Orbis 2007) i pozwala na rozrysowanie dokładnej mapy praw własności wśród najważniejszych międzynarodowych firm.

 

Wall Street

Wall Street

 

Naukowcy wyciągnęli z Orbisa (zawierającego informacje na temat ponad 37 milionów firm i inwestorów na świecie) dane na temat ponad 43 tysięcy międzynarodowych korporacji, w szczególności skupiając się na powiązaniach własnościowych. Poprzez badanie zawiłej sieci udziałów, sprawdzili, które firmy kontrolują inne. Dodając do tego informacje na temat ich przychodów operacyjnych, zbudowali model struktury ich realnej ekonomicznej siły.

Szwajcarska analiza identyfikuje 1318 firm tworzących gospodarcze centrum świata, połączonych siecią wzajemnie powiązanych akcji, udziałów i praw własności. Każda z tych firm jest powiązana z przynajmniej jedną inną, a średnia liczba łączy między nimi wynosi 20. Wszystkie razem reprezentują około 20% światowych przychodów operacyjnych, a co ważniejsze, posiadają większość udziałów w największych światowych firmach produkcyjnych i spółek blue chip (i w domyśle – kolejne 60% przychodów).

Zagłębiając się dalej w wyniki można natknąć się na zamknięty krąg 147 “superpołączonych” firm, w której prawa własności każdego członka grupy są w posiadaniu innych członków tej grupy. James Glattfelder, jeden z autorów analizy, zwraca uwagę na fakt, że w rezultacie mniej niż 1% korporacji kontroluje ponad 40% majątku całej sieci. Zdecydowana większość z nich to banki (Barclays, JPMorgan, Chase & Co, Goldman Sachs).

Szwajcarski zespół tłumaczy, że o ile taka koncentracja władzy nie jest sama w sobie zła czy dobra, tak daleko idące powiązania między firmami wchodzącymi w skład tego ekonomicznego jądra sprawiają, że cały system może być niestabilny: kryzys w jednej korporacji może się szybko rozprzestrzenić.

Brzmi złowieszczo, prawda? Autorzy analizy twierdzą, że taka supersieć nie jest efektem intencjonalnych działań, a raczej naturalnych procesów. Nowo przybyli członkowie sieci wolą z miejsca połączyć się z najlepiej połączonymi jej członkami. Korporacje wykupują wzajemnie swoje udziały ze względów biznesowych (a nie dla zdobycia dominacji nad światem). Dan Braha z Instytutu Systemów Złożonych w Nowej Anglii dodaje, że za koncentracją połączeń płynie koncentracja bogactwa, a głoszone przez uczestników OWC twierdzenie, że 1% ludzi ma w posiadaniu większość bogactwa jest wynikiem naturalnych procesów w samoorganizującej się gospodarce.

 

image

 

Najważniejsze pytanie, jakie wynika ze szwajcarskiej analizy to czy ta supergrupa jest w stanie wywierać realną polityczną presję. Czy 147 to za dużo stron na jedną wspólną zmowę? Czy te firmy potrafią działać razem na rzecz wspólnych interesów?

Inna istotna kwestia, którą poruszają autorzy to pytanie w jaki sposób poprawić stabilność globalnego systemu gospodarczego. Sami rekomendują przede wszystkim wprowadzenie regulacji w proces koncentracji powiązań własnościowych między firmami, aby obniżyć poziom ich współzależności.

Jakie dokładnie firmy znalazły się na liście? Poniżej prezentujemy listę pierwszych 50:

1. Barclays plc
2. Capital Group Companies Inc
3. FMR Corporation
4. AXA
5. State Street Corporation
6. JP Morgan Chase & Co
7. Legal & General Group plc
8. Vanguard Group Inc
9. UBS AG
10. Merrill Lynch & Co Inc
11. Wellington Management Co LLP
12. Deutsche Bank AG
13. Franklin Resources Inc
14. Credit Suisse Group
15. Walton Enterprises LLC
16. Bank of New York Mellon Corp
17. Natixis
18. Goldman Sachs Group Inc
19. T Rowe Price Group Inc
20. Legg Mason Inc
21. Morgan Stanley
22. Mitsubishi UFJ Financial Group Inc
23. Northern Trust Corporation
24. Société Générale
25. Bank of America Corporation
26. Lloyds TSB Group plc
27. Invesco plc
28. Allianz SE 29. TIAA
30. Old Mutual Public Limited Company
31. Aviva plc
32. Schroders plc
33. Dodge & Cox
34. Lehman Brothers Holdings Inc*
35. Sun Life Financial Inc
36. Standard Life plc
37. CNCE
38. Nomura Holdings Inc
39. The Depository Trust Company
40. Massachusetts Mutual Life Insurance
41. ING Groep NV
42. Brandes Investment Partners LP
43. Unicredito Italiano SPA
44. Deposit Insurance Corporation of Japan
45. Vereniging Aegon
46. BNP Paribas
47. Affiliated Managers Group Inc
48. Resona Holdings Inc
49. Capital Group International Inc
50. China Petrochemical Group Company

* pojawił się tu Lehman Brothers, ponieważ figurował w użytych danych Orbisa z 2007 roku

Oglądajcie, czytajcie, analizujcie i dajcie nam znać, co o tym sądzicie. A my na pewno będziemy wam częściej pisać o tym, co można znaleźć jak się zabierze za badanie sieci, bo wydaje się nam, że to ważne.

fot. PLoS One; epicharmus,  Attribution 2.0 Generic (CC BY 2.0)

Ola Kluzek147 firm, które rządzą światem
read more

MC Hammer kontra Google

MC Hammer

MC Hammer rzucił w zeszły czwartek Web 2.0 Summit wyzwanie Googlowi i jego wyszukiwarkowej potędze. Nowe przedsięwzięcie Stanleya Kirka Burrella, nad którym pracuje od 2009 roku będzie się nazywać WIREDoo i ma być wyszukiwarką, która pozwoli nam wyjść poza słowa kluczowe.

 

MC Hammer wyzywa Google na pojedynek

 

Rapper,  tancerz, kaznodzieja i biznesmen w swojej prezentacji tłumaczy, że nie chce odkrywać Ameryki na nowo, chce tylko poprawić jakość przeszukiwania sieci. Podaje przykład osoby szukającej nowego domu, która przy okazji może być zainteresowana np. lokalnym poziomem szkół, poziomem przestępczości w okolicy albo sposobami finansowania zakupu nieruchomości. Nazywa to “wyszukiwaniem powiązań” albo “głębokim wyszukiwaniem”.

Jeśli chcecie wypróbować, jak działa WIREDoo, możecie się zapisać na ich beta testy, które powinny się niedługo zacząć.

Trudno mi sobie wyobrazić, że plan się powiedzie i będziemy mieli nowego lidera w tej kategorii, ale nie mogę się powstrzymać, żeby przy tej okazji nie zakrzyknąć: Hammertime!

 

kanciasty!

klu

Ola KluzekMC Hammer kontra Google
read more

Jak tworzyć treści, które doceni Google i inne wyszukiwarki [infografika]

Wyszukiwarki to ogromne projekty, zarabiające krocie (Google, Baidu) albo sponsorowane przez potentatów (Bing), które konkurują ze sobą mając jeden cel: dostarczyć użytkownikowi najlepszej odpowiedzi na jego zapytanie. Starają się eksponować na najwyższych pozycjach treści oryginalne i wysokiej jakości.

Lider rynku światowego i zdecydowany hegemon w Polsce – Goolge – uruchomił w sierpniu nowy algorytm o nazwie Panda, który ma za zadanie odsiać z promowanych wysoką pozycją wyników spam i artykuły niskiej jakości tworzone na “farmach kontentu” (omówienia, skróty na wielką skalę tworzone w wydawnictwach internetowych, gdzie często jeden redaktor odpowiada za kilka serwisów). Dlatego, jeśli chcesz dotrzeć bezpośrednio do swoich potencjalnych klientów za pośrednictwem wyszukiwarek, musisz tworzyć treści najwyższej jakości.

Poniższa infografika przygotowana przez bostońską firmę Bafton powinna pomóc w zrozumieniu całego procesu.

dlaczego treści są ważne

Bartek CiszewskiJak tworzyć treści, które doceni Google i inne wyszukiwarki [infografika]
read more

Nowy Gmail wygląda tak [wideo]

image

 

Z poczty Google korzysta ponad 260 milionów osób na całym świecie. W tym i my. Nic dziwnego, że gruntowny redesign usługi jest wielkim wydarzeniem. Gmail jest darmowym programem, który sprawia, że niewielkie firmy i organizacje (jak my) dysponują lepszym rozwiązaniem pocztowym (jednym z kluczowych narzędzi w biznesie) niż niejedna korporacja (oczywiście pomijając drobny szczegół, że G wie o naszej działalności wszystko;). I to się nam bardzo podoba.

Na tym nie koniec. Na blogu Google opublikowano prezentację nowego Gmaila. Wygląda na to, że był to niekontrolowany przeciek, ale Google  w takich przypadkach nie zamiata spraw pod dywan.

Oto nowy interfejs. Jakie wrażenia?

Bartek CiszewskiNowy Gmail wygląda tak [wideo]
read more

Animacja miesiąca: Spike Jonze i krótka historia o miłości

animowany wieloryb

Nasza historia zaczyna się, gdy Spike Jonze (reżyser między innymi Być jak John Malkovitch i Gdzie mieszkają dzikie stwory, jeden z naszych ulubionych) poznaje Olympie Le Tan, projektantkę torebek i zakochuje się w jej rzemiośle. Poprosił ją o wersję haftowanej okładki Buszującego w zbożu, którą mógłby powiesić sobie na ścianie. Olympia się zgodziła, a w zamian zażądała od niego filmu.

image

Efektem ich współpracy jest przepiękna animacja poklatkowa Mourir Auprès de Toi (Umrzeć przy tobie), którą pokocha niejeden bibliofil.

Wszystko dzieje się w kultowej paryskiej księgarni, Shakespeare and Company. Szkielet z okładki Makbetha zakochuje się w Minie Harper, bohaterce Draculi. Rusza w konkury, ale po drodze dosłownie gubi głowę i dzielna piękna heroina musi ruszyć mu na ratunek. Co będzie działo się dalej, zobaczcie sami. Zanim dojdzie do happy-endu przeżyjecie kilka mrocznych zwrotów akcji.

 

Z reguły zaczyna się od jakieś emocji. Tym razem zainspirowała mnie estetyka i urok ręcznie robionych projektów Olympii. Od razu wpadłem na pomysł kręcenia filmu w księgarni po zamknięciu, wyobraziłem sobie jak światło dzienne powoli odpływa i różne postaci wynurzają się ze swoich okładek. Oboje chcieliśmy, żeby to była historia miłosna i mieliśmy sporo zabawy z wyborem bohaterów. Pomysł praktycznie rozwinął się sam, wystarczyło się tylko odpowiednio zachwycić na początku. To wydaje mi się szczególnie istotne, żeby bawić się pomysłami, które cię ekscytują.

I jeszcze krótkie making of:

Making Mourir Auprès De Toi from simon cahn on Vimeo.

 

I znów, dzięki brainpickings.org za inspirację.

klu

Ola KluzekAnimacja miesiąca: Spike Jonze i krótka historia o miłości
read more

ING IM: Będzie lepiej niż w 2009. Odbicie w krótkim terminie

W przyszłym roku Polska nie uniknie spowolnienia, które będzie miało związek z globalną sytuacją gospodarczą oraz obawami o wystąpienie recesji w Europie, jednak nie powinno być ono tak głębokie jak w 2009 roku.

„Uważnie obserwujemy wskaźnik PMI dla Polski, który niebezpiecznie zbliżył się do granicy 50 pkt. Na szczęście popyt konsumpcyjny pozostaje stabilny, zaś inwestycje prywatne powinny utrzymać się na poziomie podobnym jak w 2011 roku.” – powiedział Michał Kopiczyński, Dyrektor Zespołu Zarządzania Instrumentami Udziałowymi.

Zdaniem ING IM Polska w 2012 roku nie uniknie spowolnienia, przy czym wzrost PKB będzie wyróżniać się pozytywnie na tle innych krajów w Europie. W skali całego roku wzrost gospodarczy powinien oscylować w granicach 3,0% r/r.

„Niepewnością, co do dalszego rozwoju sytuacji w gospodarce uzasadniamy obniżenie naszej prognozy wzrostu zysków spółek z 34 % do 25 % w całym 2011 roku. Uważam, że w cenach akcji mamy już spowolnienie, ale nie recesję. To, że przynajmniej część wycen jest na atrakcyjnych poziomach potwierdzają liczne transakcje typu buyback dokonywane przez spółki i kadry menedżerskie, a to osoby najbliższe swoim biznesom.” – wyjaśnia Kopiczyński.

Zdaniem ING IM polski rynek akcji spadł za mocno i za szybko, więc w krótkim terminie możliwe jest odbicie w górę. Niebezpieczeństwo dalszego pogarszania się sentymentu inwestorów sprawia, że w dłuższym horyzoncie pozostajemy ostrożni wobec akcji.

„Rynek długu po korekcie ma potencjał wzrostowy, jednak dużo będzie zależeć od inwestorów zagranicznych, ponieważ ostatni hossa na polskich obligacjach została tymczasowo wyhamowana przez wzrost awersji do ryzyka.” – dodaje Krzysztof Kożuchowski, Dyrektor Zespołu Instrumentów Dłużnych.

źródło: ING Investment Management

Bartek CiszewskiING IM: Będzie lepiej niż w 2009. Odbicie w krótkim terminie
read more

Net PR z Clear Communication Group dla Deutsche Bank PBC

deutsche bank 2

Od roku wspieramy naszych partnerów z Clear Communication Group, świetnie już rozpoznawanej i cenionej szczególnie w branży finansowej agencji PR, w obsłudze Deutsche Bank PBC.

Naszym głównym zadaniem są konsultacje oraz wsparcie w budowaniu wizerunku banku poprzez bezpośrednią komunikację z internautami a także relacje z redakcjami internetowymi.

Pomagaliśmy zespołowi Biura Prasowego DB PBC w budowie jego nowej odsłony, która zgodnie z najnowszymi trendami zawiera już nie tylko treści przeznaczone dla dziennikarzy, ale także materiały dla internautów.

biuro prasowe db pbc

Efektem naszych prac są pojawiające się na umarketing.pl materiały opatrzone tagiem “Deutsche Bank PBC”, jak pokazują nasze statystyki, są chętnie czytane przez internautów.

Trzeba jednak zaznaczyć, że zdecydowanie największą zasługę za coraz lepszą reputację DB PBC w polskim internecie należy przypisać zespołowi Magdy Załubskiej-Król i Marka Gieorgicy z CCG.

fot. AttributionShare Alike Some rights reserved by justinpickard

Bartek CiszewskiNet PR z Clear Communication Group dla Deutsche Bank PBC
read more

Co dobrego zrobi dla ciebie relacja na żywo?

relacja na żywo w internecie

Jeszcze niedawno pojęcie "relacja na żywo" było zarezerwowane dla dużych mediów, w szczególności telewizji czy radia. Jednak od czasu powstania i ogromnego wzrostu popularności serwisów społecznościowych, każdy z nas może przeprowadzić dla swojej prywatnej publiczności relację z wydarzenia, w którym bierze udział – konferencji, wykładu, spotkania branżowego, koncertu. Chciałam was zachęcić do takiej formy internetowej aktywności, bez względu na to, czy jesteście świeżo upieczonymi blogerami czy firmami z dużym budżetem promocyjnym.

Jeżeli bierzecie udział w panelu dyskusyjnym lub prowadzicie wykład w ramach konferencji branżowej, relacjonowanie waszych poczynań na żywo może zdecydowanie poprawić waszą widoczność w sieci i wpłynąć na rozpoznawalność waszej marki.

Nie musicie od razu przechodzić kursu operatorskiego, brać ze sobą dziesiątek kamer, lamp i mikrofonów. Prowadźcie tekstową relację na wybranym serwisie społecznościowym albo wrzucajcie na własnego bloga: króciutkie podsumowanie najważniejszych punktów dyskusji, mięsisty cytat od lokalnego celebryty, zdjęcie śpiącego słuchacza trzaśnięte z biodra, mini-filmik z ciekawą wypowiedzią panelisty nakręcony waszym smartfonem (przy okazji – polecam bardzo aplikację SocialCam do takiej zabawy). Proste, prawda?

 

image

 

A teraz kilka punktów, na które powinniście zwrócić szczególną uwagę, czyli co z tego będziecie mieć:

1. Zwiększacie swoją wiarygodność i pozycjonujecie się jako eksperci w swojej branży: pokażcie swojej publiczności, co robicie i co macie do powiedzenia się w kontekście innych specjalistów w branży – wasze słowa będą lepiej słyszane.

2. Powiększacie liczbę odbiorców waszego przekazu, a docelowo także liczbę waszych fanów: jeśli przyjechaliście na wydarzenie z wystąpieniem, nie kończcie na zaprezentowaniu go zgromadzonym uczestnikom, wyślijcie go w świat. Przy okazji pokazujecie się swoim fanom jak liderzy komunikacji społecznościowej, pokazujecie im bebechy branży (a to jest zawsze ciekawe), dostarczacie treści, do których normalnie nie mieliby dostępu. Ludzie docenią wasze zaangażowanie, otwartość i chęć przekazania dalej ciekawych informacji.

3. Relacja przedłuży żywotność waszego wystąpienia: słowa są ulotne, internet nie zapomina. A przecież powinno wam zależeć na tym, żeby mądrość stworzona na potrzeby jednego wystąpienia trafiła do jak największej ilości odbiorców i nie zaginęła w informacyjnym szumie zbyt szybko.

4. Relacja może wygenerować dodatkowy ruch na waszym profilu, blogu czy stronie: tworzy buzz (przy okazji z chęcią zrobiłabym konkurs na tłumaczenie tego słowa – może furkot?) wokół tego, co się u was dzieje, daje wam okazję do większego angażowania waszych odbiorców (np. możecie ich poprosić o podrzucanie wam pytań, które sami chcieli by zadać komuś obecnemu na wydarzeniu). Przy okazji możecie na żywo sprawdzać, jak wam poszło: jakie zainteresowanie wzbudziliście i jak zostało przyjęte wasze wystąpienie.

5. Relacja na żywo z waszego wystąpienia może zwiększyć wasze szanse na kolejne zaproszenia: jeśli zbudujecie sobie reputację popularnego mówcy, który przy okazji potrafi wypromować samo wydarzenie, w którym bierze udział, zaproszenia do branżowych paneli mogą pojawiać się zdecydowanie częściej.

Kilka dodatkowych klików, a tyle korzyści, prawda?

klu

 

fot: aymaintani, Attribution-NonCommercial 2.0 Generic (CC BY-NC 2.0); Debian Conference

Ola KluzekCo dobrego zrobi dla ciebie relacja na żywo?
read more

Polskie banki liderem regionu? Rynki wschodzące gonią dojrzałe

deutsche bank

Banki w krajach rozwijających się szybko gonią dojrzałe rynki. Suma kredytów udzielanych w sektorze prywatnym może na tych rynkach rosnąć w najbliższych latach średnio o 12 procent rocznie – wynika z raportu Deutsche Bank Research. Banki w krajach Europy Środkowej i Wschodniej wydają się być w trudniejszej sytuacji niż te w Ameryce Łacińskiej czy Azji. Polska na tym tle może być postrzegana jako lider swojego regionu – wynika z analizy.

„Waga rynków wschodzących rośnie nie tylko w globalnej gospodarce, ale także w bankowości”,  przekonują  w najnowszym raporcie o analitycy Deutsche Bank Research. Zastrzegają jednak, że nadal dzieli je od dojrzałych rynków przepaść. Przyczyny są dwie. Po pierwsze, na wielu rynkach wschodzących korzystanie z usług finansowych wciąż nie jest tak powszechne, jak w krajach rozwiniętych. Po drugie, banki w krajach rozwijających się często są własnością zagranicznych koncernów, co oznacza, że w ramach dywidend część zysku przekazują do swoich central.
Chociaż w 2009 roku wciąż zaledwie 22 proc. globalnych aktywów zgromadzone było w krajach rozwijających się, to wywodzi się z nich już aż dziewięć z 30 największych pod względem kapitalizacji banków.
30_najwiekszych_bankow_swiata

Polskie banki radzą sobie lepiej

Słabiej rozwinięty sektor bankowy rynków wschodzących ma swoje mocne strony. W dobie zawirowań w Stanach Zjednoczonych i strefie euro, jego sytuacja jest relatywnie dobra, nawet lepsza niż w wielu zamożniejszych państwach.

Średni współczynnik wypłacalności  banków rynków wschodzących sięgał w 2010 roku od 13,5 proc. w Azji do 17 proc. w Ameryce Łacińskiej (w Polsce, według najnowszych danych Komitetu Stabilności Finansowej, pod koniec maja 2011 wynosił 13,8 proc). Banki południowoamerykańskie są też liderami pod względem zyskowności. Zwrot z kapitału własnego (ROE) przekraczał tam w 2010 roku 20 proc., a stopa zwrotu z aktywów (ROA) – 2 proc.

banki_ameryki_lacinskiej_najbardziej_dochodowe

Wyniki Europy Środkowej i Wschodniej są nieco gorsze, ale Polska na ich tle prezentuje się dobrze.

– Nasz sektor  bankowy jest bardziej stabilny niż w sąsiednich krajach – przekonuje Marcin Jabłczyński, analityk Deutsche Bank Securities. Wynika to z ogólnie dobrej sytuacji gospodarczej w kraju. W trakcie ostatniego kryzysu Polska, jako jedyna w Europie, odnotowała wzrost gospodarczy. – Stabilna jest też struktura finansowania naszych banków. Po pierwsze z depozytów klientowskich, po drugie z długoterminowych funduszy spółek-matek, które zwykle przeznaczane są na walutowe kredyty hipoteczne. To najbezpieczniejsze źródła finansowania – wyjaśnia Jabłczyński. – Jeśli chodzi o zyskowność, nasze banki mają najlepsze po czeskich wyniki  w Europie Środkowej – dodaje.

O tym, jak cenione są banki działające w Polsce można się było przekonać, gdy w kłopoty popadli ich zachodni właściciele. Gdy irlandzki AIB sprzedawał w zeszłym roku udziały w BZ WBK albo grecki Eurobank pozbywał się roku udziałów Polbanku, po te aktywa ustawiały się kolejki chętnych.

– Na Węgrzech jest w tym momencie odwrotnie – zauważa Marcin Jabłczyński. – W Polsce obecnie wchodzą w grę dwie podobne transakcje: Millennium i Kredyt Banku. Nie spodziewałbym się problemów z ich dopięciem – mówi.

Dobre perspektywy wzrostu w średnim terminie

„Niższa jakość aktywów i wysoki udział kredytów walutowych oraz zależność od zagranicznego finansowania ciążą na bankach w Europie Środkowej i Wschodniej”, zauważają jednak analitycy Deutsche Bank Research. Zwracają też uwagę, że banki w tym regionie są w największym stopniu zależne od międzynarodowego kapitału niż na innych rynkach wschodzących.

Zdaniem analityków Deutsche Bank Research, problemem Europy Środkowej i Wschodniej jest wciąż wyższy niż 100 proc. stosunek kredytów do depozytów (dotyczy to także Polski) oraz wysoki odsetek kredytów walutowych: od kilkunastu procent w Czechach, przez około 30 proc. w Polsce, do ponad 60 proc. w Rumunii i prawie 70 proc. na Węgrzech.

Analitycy zwracają uwagę, że w Polsce sytuacja jest pod kontrolą.

– Dzięki  rozsądnej polityce nadzorczej kredyty walutowe nie stanowią u nas takiego problemu, jak w niektórych krajach regionu – podkreśla Marcin Jabłczyński. – Rekomendacje ograniczające ryzyko udzielania kredytów walutowych wprowadzane w ostatnich latach przez nadzór finansowy doprowadziły do sytuacji, w której mimo gwałtownych wahań kursów franka szwajcarskiego czy euro, mamy jedynie poniżej 2 proc. zagrożonych kredytów walutowych. Na Węgrzech spłaty ponad 16 proc. takich pożyczek są opóźnione o co najmniej trzy miesiące – dodaje.

udzial_kredytow_walutowych (1)

To dobra wiadomość dla Polski, ponieważ właśnie silne pogorszenie się jakości bankowych aktywów w ostatnich trzech latach stanowi zdaniem DB Research poważne wyzwanie dla niektórych krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Odsetek pożyczek niespłacanych w terminie wzrósł na Litwie i Łotwie z 2-3 proc. w 2008 roku do 18-20 proc. w 2011 roku. Najwyższą wartość, około 26 proc., ma w Kazachstanie. Polska, Rosja i Czechy są krajami regionu, gdzie aktywa banków są w najlepszej kondycji (mniej niż co dziesiąta pożyczka nie jest spłacana w terminie), i nie odnotowały też tak dramatycznego spadku jakości aktywów – piszą analitycy DB Research.

pogorszenie_jakosci_aktywow

– W Azji poziom niespłacanych kredytów jest zaniżany  – zauważa Marcin Jabłczyński. – Trzeba też pamiętać, że na świecie złe aktywa są natychmiast wyprzedawane. W Polsce banki trzymają je, przez co proporcjonalnie mają ich więcej, ale ponoszą też mniejsze koszty ryzyka. Te są w Polsce jednymi z najniższych na tle rynków wschodzących – mówi.

Banki rynków wschodzących powinny rosnąć 12 proc. rocznie

Nominalnie wartość kredytów udzielanych w sektorze prywatnym może rosnąć w rocznym tempie 12 proc. w ciągu najbliższych pięciu lat, wynika z prognoz DB Research. Model zakłada, że w dalszej ekspansji bankom nie przeszkodzą niespodziewane wydarzenia.

najlepsze_10_wschodzˇˇcych_rynk¨®w_kredytowych

Najszybciej rozwijać będą się instytucje działające w Rosji. Wartość kredytów udzielnych w sektorze prywatnym może zwiększać się tam w najbliższych latach w średnim tempie 23 proc. rocznie. Kredyty w Chinach i Indiach wzrosną w tempie 16-17 proc.

Rosja,  Indie i Tajwan mają szansę dołączyć do Chin, Brazylii i Korei Południowej, gdzie kredyty prywatnego sektora przekroczą 1 bilion dolarów w 2015 roku. Oczywiście stabilności tego wzrostu mogą przeszkodzić niespodziewane zmiany prawne albo kryzysy, zastrzega DB Research.

Sektor detaliczny motorem wzrostu w Polsce

Zgodnie z prognozą analityków DB Research kredyty w polskim sektorze prywatnym powinny rosnąć średnio o 10 proc. rocznie. Pozwoli to przekroczyć nominalną wartość 400 miliardów dolarów w 2015 roku i utrwalić pozycję największego (po Rosji) rynku wschodzącego w Europie i jedenastego na świecie. Głównym źródłem wzrostu są usługi i produkty skierowane do klienta indywidualnego.

kredyty_sektora prywatnego_EM

Jak zauważają analitycy Deutsche Bank Research, w wielu krajach rozwijających się pożyczki udzielane gospodarstwom domowym stanowiły jeszcze 10-20 lat temu zaledwie małą część wszystkich kredytów. Ostatnia dekada diametralnie to zmieniła. „Rosnące dochody obywateli, wyłonienie się klasy średniej, reformy instytucjonalne (np. zakładanie biur informacji kredytowej) i świadoma strategia banków, by celować w rynek detaliczny, spowodowały, że pożyczki dla klientów indywidualnych rosły bardzo szybko zarówno bezwzględnie, jak i w stosunku do pożyczek dla firm”, czytamy w raporcie.

kredyty_detaliczne

W polskich bankach kredyty udzielone klientowi indywidualnemu stanowią 60 proc. całego portfela kredytowego. To najwięcej wśród wszystkich rynków wschodzących. Oprócz Polski, tylko w Malezji i RPA wartość pożyczek detalicznych stanowi ponad połowę wszystkich kredytów.

– Tak duży udział bankowości detalicznej to efekt rozwoju kredytów hipotecznych spowodowany m.in. niskimi na tle innych krajów rozwijających się stopami procentowymi – tłumaczy Marcin Jabłczyński.

Istotną rolę odgrywa też rozwinięty rynek kredytów konsumpcyjnych. Z drugiej strony stosunkowo mało udzielanych jest w Polsce kredytów korporacyjnych. Polskie firmy rzadziej pożyczają w bankach. Udzielone im kredyty stanowią zaledwie 15-16 proc. PKB. To najniższy współczynniki w Unii Europejskiej. Jaka jest tego przyczyna?

– Polski sektor bankowy został wcześnie sprywatyzowany, co doprowadziło do wyśrubowanych kryteriów finansowania dla firm na tle krajów Europy Zachodniej. Chociaż to się zmienia, bankowość korporacyjna jest w naszym kraju nadal słabo rozwinięta.  „Detal” odpowiada za 70 proc. zysku netto, a firmy za zaledwie 30 proc. – mówi Jabłczyński.

Jak wskazują eksperci, bankowość detaliczna jest bardziej zyskownym segmentem i przez długie lata jej dominacja pozostanie cechą charakterystyczną polskiego rynku. Ma to swoje zalety:

– Taka sytuacja stabilizuje pozycję graczy na rynku. W bankowości detalicznej udziały rynkowe wolniej się przemieszczają – mówi Jabłczyński. -  Z drugiej strony, chociaż wiele polskich działów korporacyjnych przeszło suchą stopą przez kryzys 2008-2009, można uznać, że bankowość detaliczna jest bardziej odporna na cykle koniunkturalne. Dlatego ta charakterystyka powinna podnosić stabilność i atrakcyjność polskiego sektora bankowego – dodaje.

fot. AttributionShare Alike Some rights reserved by aj82

Bartek CiszewskiPolskie banki liderem regionu? Rynki wschodzące gonią dojrzałe
read more

Historia iPhone’a: Jak atrakcyjnie przekazać masę informacji

image

Ten krótki wpis jest nie tyle o historii przełomowego urządzenia, ale przede wszystkim, jak awangardowe media poświęcone nowym technologiom prześcigają się w technikach prezentacji informacji. Wszystko po to, żeby przyciągnąć jeszcze więcej geeków zainteresowanych gadżetami. Jednak w tym wyścigu chodzi nie tyle o “nabijanie klików”, na czym niestety koncentrują się polskie serwisy z tej kategorii, ale na stworzenie treści, która zachwyci, zyska uznanie czytelników (często specjalistów i pasjonatów) i przywiąże ich do marki wydawnictwa.

Poniżej historia iPhone’a w postaci animowanej infografiki przygotowanej przez CNET UK, brytyjski oddział amerykańskiego wydawnictwa. Masa informacji w niespełna minutowym filmie. Dla spostrzegawczych:

CNET UK Presents: History of the iPhone, dedicated to the memory of Steve Jobs from Drew Stearne on Vimeo.

Część naszych klientów, np. z branży bankowej chciałaby zainteresować internautów tematyką, którą najlepiej pokazać w podobny sposób. Co więcej, w przeciwieństwie do polskich serwisów technologicznych, dysponuje odpowiednimi środkami, by podobne produkcje zrealizować. Zachęcamy.

Bartek CiszewskiHistoria iPhone’a: Jak atrakcyjnie przekazać masę informacji
read more

Jak zrobić prawdziwie viralowe wideo?

image

 

Dobry viralowy film to trofeum, które każdy profesjonalista zajmujący się marketingiem chciałby wyciąć z internetu i powiesić sobie w ramce nad biurkiem. Światowe marki z reguły podchodzą do tematu po linii „zatrudnij Justina Biebera” – stawiają na celebrytów, wydają sporo kasy na gaże i produkcję a potem liczą na to, że jeśli filmik nie załapie wirusa – będą mogli przynajmniej wykorzystać go jako tradycyjną reklamę, za której emisję w sieci bądź telewizji zapłacą.

 

Pan Beckham i jego puszka Pepsi

 

Ale nie każdy może pozwolić sobie na zaproszenie na plan reklamy alkoholu Borysa Szyca, a za kamerą postawić Agnieszkę Holland. Nie szkodzi, tak naprawdę nie chodzi o duże nazwiska, tylko o opowiedzenie historii, w której ludzie się zakochają, i którą będą chcieli się dzielić. Do wymyślenia opowieści, która pobudzi wyobraźnię internautów, nie potrzeba wielkiego budżetu. I choć nie ma gotowego przepisu na to,co chwyci, można po obejrzeniu miliona popularnych w sieci virali pokusić się o ułożenie kilku zasad, którymi warto się kierować w produkcji. Oto recepta na sukces inspirowana postem Jamesa DeJulio, twórcy Tongala, społecznościowej platformy wideo.

1. Ilość. Im więcej filmów nakręcisz i pokażesz ludziom, tym większe masz szanse na to, że któryś z nich rzeczywiście załapie. Trudno liczyć na to, że już przy pierwszej próbie stworzysz coś, co podbije serca i umysły internautów. Pamiętaj, że wrzucanie wideo do YouTube’a trwa kilka sekund, a montaż najprostszych pomysłów niewiele dłużej i po prostu próbuj swoich sił. Krótka wymiana pomysłów między Wojtkiem a Bartkiem z Mikromarketingu zrodziła całkiem udany polityczny viral, przyjęty w sieci zdecydowanie cieplej od oryginału:

 

 

2. Musi być śmiesznie. Każdy z nas chce być zabawny, a poczucie humoru to według wielu ankiet najważniejsza cecha idealnego mężczyzny/idealnej kobiety. W dobie Facebooka można wyrobić w tym względzie sobie niezłą reputację wyłącznie na podstawie linków do śmiechowych (choć niekoniecznie odautorskich) rzeczy. Fajnie się załapać do tej właśnie kategorii – popyt na śmieszne rzeczy w sieci jest nieskończony.

3. Fankluby rządzą. W sieci można znaleźć miliony grup, społeczności i fanklubów wszystkiego – począwszy od śpiewania zagranicznych piosenek po swojemu w wieku pacholęckim po psa w stroju imperialnej maszyny kroczącej. Pamiętaj o nich – te grupy są pełne entuzjastów, z pasją poszukujących nowych tematów do obgadania. Jeśli będziesz w stanie odnieść się do rzeczy, które ich fascynują i wykorzystać je w swoim przekazie – załapiesz się na porządną viralową falę.

4. Parodie się sprzedają. Może się to nie podobać prawnikom i specom od wizerunku, ale parodie niejednokrotnie przebijają popularnością oryginały, z których szydzą. Wyśmiewanie znanych zjawisk pozwoli ci się przejechać  na zainteresowaniu, jakie budzą i przedłużą żywotność twojej własnej produkcji.

 

Zwiastun filmowy kabaretu Limo (największa bomba na samym końcu)

 

5. Czy to w ogóle możliwe?? Rozbudzenie dyskusji nad autentycznością klipu może dodać mu sporo klików, każdy chce przecież wiedzieć o co tyle szumu. Kojarzycie najśmieszniejszy kawał roku w wykonaniu Manna? Kto z nas w ostatnich tygodniach przynajmniej raz nie wygłosił opinii na temat autorstwa ostatniego słowa?

 

Czy wszystkie słowa należą do pana Wojciecha?

 

6. Baw się obrazem. Animacje poklatkowe, użycie kukiełek czy ludzików lego, miniaturyzowanie – im bardziej potrafisz eksperymentować z techniką filmową, żeby pokazać ludziom coś, czego jeszcze nie widzieli, tym większą masz szansę na zwrócenie na siebie ich uwagi. I tym chętniej będą chcieli swoje znalezisko pokazać znajomym.

 

500 ludzi w 100 sekund

 

7. Baw się memem. Memy to przecież po prostu sieciowe hity. Tylko pamiętaj – tu liczy się szybkość działania i wyczucie czasu. Taki na przykład Forfiter już trochę trąci myszką, ale przy dobrym refleksie możesz załapać się na wznoszącą falę i zgarnąć trochę blasku dla siebie. Jeśli chcesz trzymać rękę na pulsie, polecamy serwis znajmemaswego. Co nas ostatnio ujęło za serducho?

 

Nope, it’s Chuck Testa

 

8. Przesuwaj granice. Nie chowaj się za wygodnym dla twojej marki podejściem, zaryzykuj czasem i zrób coś zupełnie niespodziewanego. Widzieliście reklamę płynu do prania Woolite nakręconą przez Roba Zombiego (muzyka, pisarza i reżysera, wielbiciela i twórcy horrorów gore)? W Stanach było o niej naprawdę głośno i sama muszę przyznać, że jest to jedno z bardziej niezwykłych mariaży popkulturowych, na jakie się natknęłam (i już zdążyłam to kilku osobom  puścić).

 

Rob Zombie reklamuje płyn do prania?!

 

9. Tak złe, że aż dobre. Sieć kocha spektakularne porażki (tzw. epic fail) i uwielbia wytykać je palcami. Jeśli zdecydujesz się na tę ścieżkę i uda ci się stworzyć coś, przez co opadną ludziom szczęki możesz być pewien sukcesu. Tylko pamiętaj, żeby się uzbroić w spokój ducha i jak mantrę powtarzać sobie: “O to przecież chodziło..” przy czytaniu komentarzy.

 

SaurOn100 to legenda i jesteśmy jego dozgonnymi fanami

 

10.  Mieszaj techniki. Im więcej odniesień, pomysłów i eksperymentów technicznych wciśniesz w swoje dzieło, tym większą masz szansę na powodzenie. Jak to może wyglądać? Oczywiście przykładów jest mnóstwo, ale nie mogę w tym momencie nie wrzucić najlepszego viralowego wideo 2010 roku (najpopularniejszy film na YT) i jednocześnie mojego zdecydowanego faworyta wszechczasów:

 

Piosenka o łóżkowym intruzie

 

Powodzenia!

klu

fot.: screen z teledysku MerC ‚N CeZik – Forfiter Blues

Ola KluzekJak zrobić prawdziwie viralowe wideo?
read more