czwartek, 22 lutego, 2024
Strona głównaBez kategoriiPostawy duchowe w literaturze

Postawy duchowe w literaturze

 

Necessitas ingenium dedit1

Od zarania dziejów jedną z podstawowych ludzkich potrzeb była umiejętność porozumiewania się. Na początku czyniono to za pomocą nieartykułowanych dźwięków, z czasem powstała prymitywna mowa, w końcu wykształciły się języki narodowe. Ta sama potrzeba – porozumiewania się – stworzyła sztukę pisania, a razem z nią list, który stał się jednym z pierwszych gatunków piśmiennictwa.
Demetriusz, mówca i filozof twierdził, że pisząc list człowiek ukazuje niejako wizerunek własnej duszy. Stwierdzenie to prowadzi nas wprost do epoki, która najpełniej ukazuje prawdę tych słów…

Ludzie listy piszą…

Wraz z rozwojem sentymentalizmu nastąpił rozwój sztuki epistolarnej: ograniczono utylitarne funkcje listu, miejsce zwięzłości i klarowności zajął indywidualizm piszącego. List – wyznanie stał się dla romantyków możliwością zaspokojenia potrzeby manifestowania swoich przeżyć, ujawniania pokładów nieposkromionej i skomplikowanej psychiki. Taką funkcje między innymi spełnia korespondencja Zygmunta Krasińskiego z Henrykiem Reeve:

(…) Jestem jak słaby, zmięty liść; (…) zwiędłem w słabych podmuchach wielkiego huraganu (…)
Zapiszę ci siebie w testamencie – zrób ze mnie piasek do listów (…) Bredzę mój przyjacielu2

List, uwalniając się od ściśle określonych norm, zaczął wchłaniać elementy innych gatunków, takich jak: pamiętnik, wyznanie, dziennik, rozprawa. Dużą wagę przywiązywano do literackich walorów korespondencji, w związku z tym list stawał się coraz bardziej twórczo – natchniony, niezwykły, wyszukany, odrobinę tajemniczy i bardzo oryginalny. Jednocześnie romantycy sprzeciwiali się ograniczeniom treści – zmierzali do nadania epistolografii „szerszej wymowy i nasycenia refleksją charakterystyczną dla rozwoju ducha ludzkiego”3. Dzięki temu różnorodna i bogata tematyka życia codziennego zaczęła się przeplatać w listach ze spawami najwznioślejszymi, kwestie pozornie nieistotne mieszały się z intymnymi: prozaiczność i konwencjonalizm występuje obok transcendentalizmu. List romantyczny osiągał więc wielkie walory literackie i niezwykłą moc oddziaływania emocjonalnego.
Eksplozja romantycznej epistolografii w Polsce najpełniej objawia swój indywidualny charakter w juweniliach czołowych polskich poetów epoki romantyzmu: Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego
i Norwida.
W 1829 roku Krasiński odbył swoją pierwszą samodzielną podróż zagraniczną – do Genewy. Jak sam donosi w czasie tej wyprawy powstało ponad sto listów, adresowanych głównie do ojca. Wypełniają je impresje z podróży, oracje syna na temat stanu swej duszy, wrażenia z obserwacji świata i ludzi. Rozwijająca się korespondencja Krasińskiego stanie się wkrótce jednym z najpełniejszych wzorów ars epistolandi, wróćmy jednak do chwili, w której wszystko się zaczęło…

Mon Cher Reeve…

W 1829 roku dwaj młodzi ludzie – Henryk Reeve i Zygmunt Krasiński rozpoczynają studia na wydziale literatury Uniwersytetu Genewskiego. Wtedy jeszcze żaden z nich nie przypuszczał, że właśnie tu, w Genewie pozna serdecznego przyjaciela, a już na pewno, że nawiązana z nim korespondencja stanie się w przyszłości jednym z najważniejszych dokumentów epoki romantycznej
i będzie zarazem istotnym materiałem antropologicznym – źródłem poznania poglądów, kaprysów, myśli i ulotnej mody tego okresu.
„W czwartek 5 listopada 1829 roku Krasiński i Reeve spotkali się na przyjęciu u jednego
z miejscowych notablów, pana Gedeona Lombard”4 i od tego dnia zaintrygowani sobą nawzajem młodzieńcy zaczynają spędzać razem coraz więcej czasu. W liście do ojca tak młody hrabia określa swego przyjaciela:

Dosyć często jeżdżę konno, czasem z Reevem, z którym mnóstwo mam dyskusji filozoficznych, religijnych, poetycznych i literackich. Wielkie on posiada talenta, erudycją obszerna i rozum nieniski (…) niedawno byliśmy razem konno w Gaix [Gex], w mieście odległym o półtora mili od Genewy i już we Francji, i tam siedząc na wzgórku piaszczystym obaśmy improwizowali odezwę do Mont – Blanc, który całej swej chwale wznosił się przed nami.5

Zarówno z relacji Krasińskiego jak i Reeve wynika, że głównym czynnikiem ich zbliżenia się
w Genewie była szeroko pojęta literatura, mówiono o filozofii, religii, poezji. Świat literatury był uosobieniem ducha wieku, z którym obydwaj młodzi ludzie się utożsamiali. Splecione z metafizycznych dociekań, wywodów i poezji ogniwo stało się pierwszym i najmocniejszym z budujących łańcuch przyjaźni dwóch poetów. Drugim ogniwem była miłość przedstawiana jako uczucie idealne, stanowiąca przedmiot wzajemnych rozpamiętywań. Roztrząsane i bardzo szczegółowo analizowane uczucie do Henriety Willan, młodziutkiej Angielki z zamożnej mieszczańskiej rodziny oraz na ogół przemilczane przez biografów Reeve, lecz uwiecznione w listach uczucie Anglika do Konstancji Sautter, zbliżało ich, potęgowało wrażliwość, kształtowało indywidualizm i zmuszało do wzajemnych wypowiedzi na jej temat:

Jak na człowieka zakochanego jesteś, mój drogi, niezwykle zimnokrwisty. Piszesz mi „której może już więcej nie ujrzę” bez żadnego błędu ortograficznego, a nawet nie dostrzegłem, by pióro drgnęło Ci
w palcach. Jak to! Wiec mógłbyś opuścić tę, która była Twoją nadzieją i celem Twoich pragnień, królową Twoich snów, panią Twojej świetnej wyobraźni, natchnieniem cudownych myśli, tę, dla której napisałeś ów wyborny utwór o sferach niebieskich, boginię, dziecię Twojego serca, potrzebę Twojej duszy… i powiedzieć spokojnie: „Nie zobaczę jej więcej!” Zazdroszczę Ci, mój drogi, tej energii, siły, niewrażliwości – czy raczej tego spokoju, rezygnacji. Ja nie byłbym do tego zdolny.6

Trzecim ogniwem przyjaźni była bieżąca historia i polityka. Ten nurt porywał ich obu, jednak
z różną siłą, co wynikało przede wszystkim z różnic narodowości. Rozbieżności w pojmowaniu zdarzeń rozgrywających się na współczesnej scenie politycznej dały o sobie znać szczególnie w czasie powstania listopadowego. Reeve nie potrafił ogarnąć tragicznego konfliktu, jaki stał się udziałem Krasińskiego. Ten ostatni wielokrotnie próbował wytłumaczyć Anglikowi zawiłość swego położenia,
w liście z 18 grudnia 1830 roku wciąż żywi jeszcze nadzieję na możliwość wzięcia udziału w walkach, lecz:

(…) moje położenie jest dziwaczne i bardzo trudne. Sprawa jest za długa żeby ją wyłuszczać tym liście, lecz jeżeli pamiętasz naszą rozmowę w tej materii, w pełni pojmiesz, jaka to piekielnie trudna dla mnie sytuacja. Wciąż mam wrażenie, że nad moją głową, niby miecz Damoklesa, wisi jakieś nieuchronne przeznaczenie. (…) Och, wszystko jest dla mnie bólem i męczarnią. Kocham kobietę, ale ona nie dla mnie. Kocham mój kraj, a on odrzuca mnie od siebie. Kocham sławę, a sława mroczy się i zaćmiewa. Ach, żadna nadzieja już mi na ziemi nie została, Bóg moja jedyną ucieczką. (…) zawiodły mnie trzy cele mojego życia. Miłość odbiegła mnie, między nami huczące morze; ojczyzna przeklęła niesprawiedliwie; sława – gdzież ona? (…) A przecież powtarzam jeszcze raz, urodziłem się po to, aby bronić mojej ojczyzny, bo kocham ją namiętną miłością patrioty i na dźwięk jej imienia serce mi płonie.7
Mimo płonącego miłością serca, mimo duszy wyrywającej się tam, „gdzie giną tysiące”, Zygmunt pozostał w Rzymie, czekając na „wyraźne polecenia od ojca”8.
Przyjaźń Krasińskiego i Reeve przypadła na czas kształtowania się ich charakterów, upodobań, natur i usposobień. Pomagali sobie wzajemnie w modelowaniu tego, co dojrzewało gdzieś w nich, na dnie serca, we wnętrzu niepokornej duszy, ale nie zyskało jeszcze ostatecznego kształtu. Gdy ów kształt przybrał końcową formę, dały o sobie znać różnice wyznaniowe i narodowościowe. Myślę, że
w którymś momencie każdy z nich uświadomił sobie, iż to wszystko, co kiedyś uznawali za zajmującą odmienność, jest przepaścią nie do przebycia, przepaścią skutecznie rozdzielającą życia tych dwu młodzieńców. I tak powoli łańcuch przyjaźni zaczął się rozluźniać, aż po kolei, jedno za drugim, zaczęły pękać ogniwa braterstwa. Literatura, która była wielka miłością i niejako osnową ich przyjaźni, okazała się być pojmowana nader różnie. Reeve jako powiernik wszelkich uniesień miłosnych Krasińskiego
z okresu genewskiego, nie mógł zrozumieć, dlaczego tak wielkie i wzniosłe uczucie do panny Willan nie może znaleźć szczęśliwego finału na ślubnym kobiercu. Decyzja o nie poślubieniu Henriety naruszyła zapewne w Henryku wiarę w stałość natury i charakteru przyjaciela. W końcu brak jednoznacznej decyzji Krasińskiego w związku z wybuchem powstania listopadowego – jednoczesna wierność
i niewierność ojcu i ojczyźnie, bierny i tragiczny, nie zrozumiały dla Reeve konflikt toczący się w duszy młodego poety, przyjaciel ocenił jako słabość – a przyjaźń z trudem wytrzymuje takie obniżenie lotów.9 Anglik nie mógł pojąć bierności przyjaciela, który zawsze zapewniał go o wierności dla sprawy narodowej. Sam Reeve będąc w Paryżu zaangażował się w prace kół na rzecz misji polskiej. Pasywność Zygmunta w tej materii była dla niego niepojęta. Przyjaźń powoli zamierała…
„Skoro jednak korespondencja trwała z górą dziewięć lat, można sądzić, że wzajemne zainteresowanie (…) i zaufanie były od początku na tyle silne, że słabnąc zdołały jednak przetrwać tak długie lata rozłąki. (…) A przecież wszystko urwało się tak nagle, że prawe nigdy, pisząc później do innych przyjaciół, Krasiński o tym pierwszym powierniku młodości nie wspomina”10.
Kreacja czy wyznanie?

Listy do Reeve to przejaw typowej przyjaźni romantycznej zbudowanej na poetyckiej, lirycznej świadomości, nowym sposobie myślenia i rozumienia świata. Korespondencja z Anglikiem jest dla autora odpoczynkiem, radością i rekompensatą pełnej zahamowań i kontrolowanego przypływu emocji korespondencji z ojcem – zagorzałym klasykiem. Wybór na powiernika swoich myśli Reeve, który
w pełni poddaje się romantycznej stylizacji, podyktowany jest ogromną potrzebą Krasińskiego do konstruowania własnej legendy biograficznej.
Szczególnie stylizowany wydaje się być wątek miłosny zawarty w listach do Henryka Reeve. Uczucie do Henriety Willan jawi się jako typowa miłość romantyczna – burzliwa, wzniosła, uduchowiona, lecz jednocześnie zdecydowanie odcinająca się od tradycyjnej koncepcji miłości prowadzącej do małżeństwa. Krasiński zapewnia pannę Willan o dozgonnym uwielbieniu dla niej, jednocześnie w listach do przyjaciela kategorycznie odrzuca myśl o małżeństwie. W jednym z nich pisze:

Miłość romantyczna zdecydowanie rozgranicza pojęcia żony i kochanki. Według szablonu sentymentalnego ukochana kobieta to anioł, boski duch, ktoś wyższy ponad inne stworzenia. Żona natomiast to zwykła śmiertelniczka „zdolna do cerowania pończoch i zaparzania ziółek w czasie choroby”12. Małżeństwo zatem stawało się „snem fabrykanta Niemca przy żonie Niemce”13. Nieodłącznym elementem miłości romantycznej było cierpienie, dlatego też Krasiński w listach do przyjaciela nadbudowuje część swojej biografii dotyczącą miłości poprzez przesadną egzaltację
w opisywaniu niby – tragedii, ale czytelnik dobrze odczytuje, iż jest to jedynie kreacja – tak naprawdę ból i cierpienie są miłe poecie, można nawet zaryzykować stwierdzenie, że milsze od samej Henriety. Naciągany tragizm i banalność opisywanych uczuć, które adresatowi korespondencji mają się wydać bardziej romantyczno – tragiczne niż są w rzeczywistości, wyeksponowane zostały w przytaczanym fragmencie listu do Reeve dotyczącym panny Willan:

Ale zapomnieć o mnie teraz, kiedy nie pozostało mi już nic na ziemi, kiedy żyję z dnia na dzień – to okrutne. Ach! może mnie jeszcze nie zapomniała. Zapomnieć mnie, kiedy jadłem mięso i piłem wino, to jeszcze byłoby znośne; ale teraz, kiedy jem tylko jarzyny i piję wodę!

Chęć utragicznienia swego uczucia do Henriety sprowadziła Krasińskiego do poziomu wystylizowanej, raczej nieudanej teatralności, sztuczności.

Ocalić od zapomnienia…

Nie istnieją chyba żadne inne listy Krasińskiego, mówiące więcej o jego spojrzeniu na świat, ukazujące dogłębniej jego wnętrze niż listy pisane do Henryka Reeve. Ale czy mimo wszystko możemy powiedzieć, że z tych listów wyłania się Krasiński prawdziwy i autentyczny? Korespondencja może nam posłużyć do ustalenia miejsca, czasu czy celu pobytu osoby piszącej, a więc informacji, które w jakiś sposób można zweryfikować. Niestety przekazom autora na temat własnej duchowości, uczuciowości nie możemy w pełni zaufać. Bo czy można być tak do końca szczerym na swój własny temat? Czy można ukazać uniwersalna prawdę o sobie skoro całe nasze życie jest mniej lub bardziej świadomą maskaradą? Ileż w nas autokreacji? Ileż rzetelnej autoanalizy?
Człowiek jest nie przemierzoną pustynią, także dla samego siebie, a jego uczucia – nawet dla osób obdarzonych nieprzeciętnymi zdolnościami empatycznymi – pozostaną do końca nieodgadnione. Zmierzam do tego, że skoro wszyscy jesteśmy inni, niezbadani, to nie istnieją słowa, które oddawałyby indywidualizm myśli, uczucia, nas samych. Krasiński twierdził: „nie ma słów w ludzkim języku na fenomen serca, nie ma, nie ma”15. Niemożność opisania tego, co sami czujemy, prowadzi nas do stwierdzenia, że nawet tak rozemocjonowane listy jak te Krasińskiego do Reeve nie mogą ukazać prawdy o ich autorze, Nie mogą stanowić materiału biograficznego, a jedynie, albo aż – dzieło sztuki.
Także obraz przyjaźni wyłaniający się z tej jakże bogatej korespondencji nie jest do końca poznany. Krasiński starał się podtrzymywać wymianę listów z większym niż Reeve przekonaniem, nawet wtedy, gdy więzy braterstwa rozluźniły się na tyle, że na pierwszy rzut oka dawnych przyjaciół nic już z sobą nie łączyło. Zdaje się, że Krasiński był wierniejszy wspomnieniom młodocianego entuzjazmu…16
Krasiński – poeta ośmiela się tworzyć własne wizerunki, by tym przywrócić życie przeszłości
i kształtować przyszłość. Bywa, że moc przetrwania zawarta w epistolografii zachwyca przyszłych czytelników, tak jak listy Krasińskiego zachwyciły Juliusza Słowackiego: „Twój list apokaliptyczny świeci mi jak lampa w gotyckim kościele, jak różyca różnokolorowa, przez którą patrzy słonce, ale roztęczowane, niepewne…”17 – wtedy twórca w uwielbieniu i zachwycie rodzi się w ich umysłach i żyje niczym cudowne echo minionej epoki. Czasami zostaje skrytykowany, jak choćby przez Aleksandra Brücknera, który bez pardonu stwierdził: „wypisał, to jest wyczerpał się zaś w listach niezliczonych: nikt ich tyle nie wysłał, co on, i to jakich! Dziś nikt podobnych chryj nie pisze ani nie czyta, co jemu zastępowały czyny literackie, skoro nie dbał o poklask tłumu”18.
Możemy spierać się, czy listy Krasińskiego są jak „lampa w gotyckim kościele” czy są zwykłą „chryją”, nie zmienia to jednak faktu, że dzięki tej korespondencji został poeta zapamiętany, zagwarantował sobie nieśmiertelność.

Co się czyta