Porady

W fundusze trzeba inwestować mądrze

W obliczu coraz mniejszych zysków osiąganych na lokatach terminowych, fundusze inwestycyjne stają się alternatywą, dzięki której można liczyć na potencjalnie wyższy zysk. Co prawda, jak pokazało najnowsze badanie Deutsche Bank, wielu Polaków zdaje sobie sprawę z korzyści, jakie może dać zakup jednostek funduszy, z drugiej jednak strony w dalszym ciągu pokutują pewne przekonania zniechęcające do tego typu inwestycji. Wśród cech funduszy, które mogłyby skłonić Polaków do skorzystania z ofert TFI, najczęściej wymieniane są: elastyczność produktu, możliwość osiągnięcia dużego zysku oraz dodatkowe bonusy, np. tzw. cashback.

Z ostatniego sondażu Deutsche Bank wynika, że nasza znajomość funduszy inwestycyjnych jest dosyć powierzchowna. Chociaż niedługo miną 23 lata od pojawienia się w Polsce pierwszego funduszu, to jak pokazało badanie, aż 23 proc. Polaków nigdy nie słyszało o takim produkcie. Natomiast w świadomości tych, którzy spotkali się już kiedyś z funduszami, wciąż sporo jest zaszłości lub nieusystematyzowanej wiedzy. Ten stan przekłada się bezpośrednio na finansowe zachowania konsumentów. Pomimo sprzyjającej sytuacji rynkowej, czyli z jednej strony rekordowo niskich stóp procentowych, a z drugiej dobrej koniunktury gospodarczej, wciąż bardzo wielu z nas trzyma wszystkie swoje oszczędności wyłącznie na niskooprocentowanych lokatach i rachunkach. A to właśnie teraz jest najlepszy moment na zmianę przyzwyczajeń i wysłanie swoich pieniędzy do pracy, dzięki czemu przy odpowiednio długiej perspektywie i właściwie skonstruowanym portfelu mogą pozwolić budować nasz kapitał na przyszłość.

Nauczeni doświadczeniem?

Zniechęcenie wielu Polaków do inwestowania w fundusze wynika po części z ich obaw i złych doświadczeń z lat 2007-2008. Nabywając jednostki agresywnych funduszy akcyjnych w tamtym okresie, wiele osób nie było świadomych ryzyk związanych z ulokowaniem wszystkich oszczędności w jednym produkcie. Niestety, globalny kryzys spowodował wiele strat i na dłuższy czas zniechęcił inwestorów do powrotu na rynki. – Dość częstym błędem było również przyjęcie zbyt krótkiego, kilkumiesięcznego horyzontu inwestycyjnego – podkreśla Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Polacy, w przeciwieństwie do inwestujących w Europie Zachodniej, którzy będąc świadkami wielu kryzysowych momentów, przyzwyczaili się do cyklicznych wahań koniunkturalnych, stracili zapał inwestycyjny. – Zachodni inwestorzy nie reagują tak panicznie na chwilowe zawirowania rynkowe, wiedząc że zbyt nerwowe ruchy mogą uniemożliwić osiągnięcie założonego celu inwestycyjnego – mówi Monika Szlosek. – Na stopy zwrotów z funduszy powinniśmy zawsze patrzeć długookresowo.

Gdzie fakty, a gdzie mity?

Ponad połowa Polaków, którzy znają fundusze (51,6 proc.) uważa, że inwestując w nie, powierza się swoje pieniądze profesjonalistom. Co piąty badany jest przeciwnego zdania. Istotną zaletą funduszy jest według większości badanych również to, że produkt ten można łatwo dostosować do własnych preferencji (45,8 proc.). Istotnie, te dwa aspekty są ważnymi cechami funduszy. – Jedną z głównych korzyści płynących z zakupu jednostek TFI jest właśnie to, że nie musimy na co dzień monitorować naszych inwestycji, ponieważ robią to za nas osoby zarządzające funduszem – komentuje Monika Szlosek. – Faktem jest również to, że wachlarz dostępnych typów funduszy jest na tyle różnorodny, że bez trudu można znaleźć taką ofertę, która pozwoli nam dostosować inwestycje do naszych oczekiwań, np. pod względem poziomu ryzyka i potencjalnego zwrotu – wyjaśnia.

Aż 44 proc. pytanych uważa, że fundusz to produkt wiążący klienta na długie lata, z czego większość (30 proc.) zgadza się z takim stwierdzeniem w sposób zdecydowany. Ponadto, zdaniem 27 proc. jest to produkt, który ogranicza dostęp do gotówki, zamrażając ją. Jak zaznacza Monika Szlosek, akurat fundusze cieszą się opinią produktów finansowych o wysokim stopniu elastyczności. – Z udziałów w funduszu można zrezygnować praktycznie w każdym momencie – zapewnia.

Mniej jednoznacznie respondenci, którzy kojarzą fundusze, oceniają dostępność do tej kategorii produktów finansowych. Blisko jedna czwarta uważa, że tego typu inwestycje są trudno dostępne dla osób mniej zamożnych. Z twierdzeniem tym nie zgadza się 20 proc. ankietowanych. Dodatkowo, 30 proc. badanych twierdzi, że bez większej gotówki, nie ma możliwości zakupu jednostek TFI, ale przeciwnego zdania, że fundusze nie wymagają posiadania dużej kwoty na start, jest taki sam odsetek respondentów. Nieco większa liczba osób (38 proc.) uważa, że produkty te nie wymagają stałych, dużych wpłat. Odmienne zdanie na ten temat ma ponad 27 proc. badanych.  – Tymczasem dostępność funduszy jest właściwie taka sama jak lokat, a próg wejścia w inwestycję jest niewysoki – zapewnia Monika Szlosek. – Trudno zgodzić się również z twierdzeniem, że fundusze wymagają stałych, dużych wpłat. Można inwestować w nie małe kwoty, ale robić to regularnie i w dłuższym horyzoncie – mówi.

Elastyczność i potencjalnie wyższe zyski

Polacy zapytani o to, co mogłoby ich skłonić do inwestycji w fundusze, wskazywali najczęściej na elastyczność, rozumianą jako łatwą zbywalność jednostek w dowolnym momencie. – Widać więc wyraźnie, że Polacy oczekują od funduszy dokładnie tego, co mają one do zaoferowania – komentuje  Monika Szlosek. – Wbrew opinii wyrażonej we wcześniejszym pytaniu, fundusz nie wiąże na lata, a czas wykupu lub sprzedaży jednostek uczestnictwa TFI trwa zazwyczaj nie dłużej niż kilka dni.

Co skłania Polaków do inwestowania w fundusze

Drugą najczęściej wskazywaną przez respondentów zachętą do inwestowania w fundusze jest możliwość osiągnięcia bardzo dużego zysku, a w dalszej kolejności dodatkowe bonusy, np. zwrot części zainwestowanych środków. – Również te dwa warunki są możliwe do spełnienia, trzeba jednak odpowiednio dobrać poszczególne fundusze i pamiętać o tym, że najbardziej efektywne inwestycje w rynek kapitałowy wymagają długiego horyzontu czasowego, odporności na przejściowe wahania, ale też znajomości mechanizmów rynkowych – radzi Monika Szlosek. – Jeśli liczymy na wyjątkowo duże zyski, możemy część pieniędzy ulokować w funduszach akcyjnych, gdzie stopa zwrotu faktycznie może być bardzo wysoka. Musimy też jednak pamiętać o ryzyku związanym z tą kategorią funduszy, szczególnie jeśli mamy zamiar inwestować w krótkim terminie. – Z kolei w kwestii oczekiwanych przez ankietowanych bonusów, warto jest poszukać promocji, dzięki którym jednostki można nabyć bez opłat manipulacyjnych, a dodatkowo, jak w przypadku oferty Deutsche Bank otrzymać 1 proc. zwrotu od zainwestowanej kwoty – mówi Monika Szlosek.

Co piątego ankietowanego do zakupu jednostek funduszy skłoniłaby niska kwota minimalnej inwestycji, niemal identyczny odsetek oczekiwałby braku prowizji za zakup funduszu. Ponad 18 proc. badanych wybrałoby fundusze w obliczu ograniczonych możliwości zarabiania na bardziej tradycyjnych produktach finansowych, takich jak lokaty. Warto też zauważyć, że ponad 20 proc. badanych zachęciłaby możliwość zakupu funduszy z pomocą profesjonalnego doradcy, np. w oddziale banku, a niewiele mniejszy odsetek (19 proc.), możliwość zakupu jednostek w Internecie. Niecałe 10 proc. doceniłoby dostęp do szerokiej oferty funduszy w jednym miejscu.

Polacy za biedni na inwestowanie?

Największą przeszkodą na drodze do inwestycji w fundusze, jest zdaniem ponad 38 proc. badanych, obawa przed stratą oraz, w takim samym stopniu, brak wolnych środków do zainwestowania. – Tak duży odsetek wskazań może być potwierdzeniem, że barierą często bywa faktyczny lub subiektywnie odczuwalny brak możliwości finansowych – komentuje Monika Szlosek. – Warto jednak przypomnieć, że w przypadku funduszy istnieje możliwość wpłacania bardzo niskich kwot.

Co zniechęca Polaków do inwestowania w fundusze

Co trzeci badany wskazywał, że do zakupu jednostek zniechęca go ryzyko utraty zainwestowanych pieniędzy, a co piątego ankietowanego zrażają jego zdaniem słabe wyniki funduszy w ostatnich miesiącach. Zbyt wysokie prowizje i opłaty, potrzeba posiadania znaczącej kwoty na start, czy duży stopień skomplikowania tych produktów, okazały się mniejszą przeszkodą. – Warto w tym miejscu przypomnieć, że ryzyko utraty zainwestowanych pieniędzy można skutecznie minimalizować, zwiększając w swoim portfelu udział bezpiecznych funduszy, np. dłużnych lub pieniężnych i gotówkowych – komentuje Monika Szlosek. – Natomiast jeśli spojrzymy na wyniki, które TFI osiągnęły w ostatnim kwartale, to były one najczęściej bardzo dobre.

Wiele z obaw wyrażonych przez respondentów w badaniu, może zostać w łatwy sposób rozwiana, przede wszystkim dzięki temu, że w ofertach części banków mamy dostęp do całej gamy bardzo różnorodnych funduszy. Dlatego właśnie zarówno te osoby, które oprócz chęci zarobku, cenią sobie poczucie bezpieczeństwa, jak i te, które są w stanie podjąć nieco większe ryzyko, mogą tak dobrać poszczególne fundusze do swojego portfela, aby odpowiadały zarówno na ich potrzeby w zakresie oczekiwanego zwrotu, jak również akceptowanego ryzyka.

Bartek CiszewskiW fundusze trzeba inwestować mądrze
read more

5 psychologicznych pułapek, na które narażony jest inwestor

W ostatnim czasie można zaobserwować wzmożone zainteresowanie funduszami inwestycyjnymi. Ma to związek ze spadkiem oprocentowania lokat i rentowności obligacji oraz z poprawą koniunktury na rynkach. Zamiast trzymać oszczędności wyłącznie na niskooprocentowanych lokatach, możemy więc wysłać nasze pieniądze do pracy, dzięki czemu zwiększamy szanse na satysfakcjonujący nas zysk. Zanim jednak przystąpimy do pomnażania naszego kapitału, warto przyjrzeć się pewnym częstym pułapkom psychologicznym związanym z inwestowaniem. Wpadając w nie, znacząco zwiększamy ryzyko niepowodzenia.

Gdy 15 września 2008 r. Bank Lehman Brothers ogłosił upadłość, nastąpiło załamanie nastrojów na rynku za oceanem. Kolejnym bankom groziło bankructwo, a amerykańska administracja starała się opanować panikę, która zaczęła rozlewać się jednak na cały świat. Ceny akcji na większości rynków leciały na łeb, na szyję, a wielu inwestorów zdecydowało się na natychmiastowe wycofanie swoich aktywów z rynków kapitałowych. Niestety robili to często w najgorszym możliwym momencie, kiedy straty były już bardzo duże.

Jeśli ci sami inwestorzy nie poddaliby się wówczas tej powszechnej panice i nie wykonywali tak gwałtownych ruchów, ich obecna sytuacja byłaby zupełnie odmienna. Dane z największego światowego indeksu giełdowego – Dow Jones pokazują, że wbrew pozorom, kupując akcje na tamtym rynku, nawet zaraz po upadku Lehman Brothers i spieniężając je teraz, można było zarobić – i to dużo. Co prawda, początkowo indeks ten zanurkował z niespełna 11 000 pkt. (15.09.2008) do około 6500 pkt. (09.03.2009), ale w tej chwili oscyluje on już w okolicach 18 000 pkt. (zysk z inwestycji z okresu kryzysu mieściłby się zatem teraz w zakresie od około 60 proc. do nawet 275 proc.).

– Oczywiście, nie wszystko da się przewidzieć z góry, tym bardziej jeśli mamy do czynienia z taką katastrofą jak upadek jednego z największych banków amerykańskich – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. – Historia ta pokazuje jednak, że instynkt stadny nie zawsze działa racjonalnie, a na inwestycje powinniśmy patrzeć w dłuższym horyzoncie czasowym, ponieważ dopiero wtedy możemy faktycznie ocenić opłacalność danej inwestycji – komentuje.

Podobną opinię wyraża prof. dr hab. Małgorzata Bombol z Instytutu Bankowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Jej zdaniem niezwykle istotna jest świadomość inwestorów, że po drodze do celu, jakim jest zysk, mogą natrafić na trudności wynikające z faz koniunkturalnych. – Długodystansowe cele buduje się powoli i systematycznie – wyjaśnia.

Nasz umysł często zastawia pułapki sam na siebie, przez co podejmujemy mylne i pochopne decyzje. Jakie są więc najczęstsze psychologiczne pułapki, w które wpadają inwestorzy?

Niekontrolowanie swoich emocji – istnieje wiele czynników, które mogą wpłynąć na sytuację rynkową i wywołać chwilowe zamieszanie. Napływ nieprognozowanych informacji może zaskoczyć inwestorów i sprawić, że część z nich ulegnie panice. W takich momentach lepiej zachować zimną krew i przeczekać kryzys. Nasz mózg działa wybiórczo i nie jest w stanie opanować wszystkich bodźców podczas sytuacji kryzysowych. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji może spowodować nieracjonalne postrzeganie rzeczywistości.

Przecenianie swojej wiedzy – Wiele osób, szczególnie po pierwszych udanych transakcjach, nabiera zbyt dużej pewności siebie. W takich momentach łatwo wpaść w samozachwyt i przecenić swoje zdolności. Może to prowadzić do nierealistycznego optymizmu. Osoby takie miewają trudności w uczeniu się na własnych błędach i są często zdania, że kursy, książki i przeprowadzenie kilku udanych transakcji jest wystarczającym dowodem zdobycia wprawy inwestycyjnej, co z kolei może sprzyjać podejmowaniu coraz bardziej ryzykownych decyzji.

Pułapka codziennego handlu – przekonanie, że istnieje prosta zależność – im większa liczba transakcji tym większy zysk. Niektórzy próbują zwiększyć swoje dochody poprzez inwestycyjną nadaktywność. Zachęcani mocnymi wahaniami na rynkach starają się wykorzystać szanse do wzbogacenia się. Jednak zwykle nie przynosi to wymiernych efektów, a inwestowanie w niestabilne walory może być ryzykowne i doprowadzić do dużych strat.

Przetrzymywanie tracących akcji lub za szybka sprzedaż zyskujących – zdarza się, że w obliczu pierwszych spadków, inwestorzy niemal natychmiast pozbywają się aktywów, preferując mniejszy, ale pewny zysk. Interpretują oni drobną przecenę zwyżkujących dotychczas wyników jako stratę, a nie jako moment przestoju. Pułapką może być również gotowość do akceptowania nawet największych spadków, mimo że przybierają charakter długookresowy lub permanentny.

Mentalne księgowanie – czasami nie zdajemy sobie sprawy jak nieracjonalnie zachowujemy się w wydawaniu pieniędzy czy inwestowaniu. W pułapkę mentalnego księgowania możemy wpaść kiedy szufladkujemy różne pozycje finansowe i patrzymy na nie z różnych perspektyw. Na przykład, różnie oceniamy straty finansowe. Z jednej strony 5 proc. straty z 2000 zł zainwestowanych w akcje (100 zł) może wywołać u nas poczucie zdenerwowania. W końcu straciliśmy bardzo dużo – 100 zł w 1 dzień. Z drugiej strony przepłacenie wakacji w biurze podróży o tę samą kwotę, choć wiemy, że w innej części miasta czy w innym biurze jest taniej, nie robi na nas wielkiego wrażenia – w końcu to tylko 100 zł.

Według prof. dr hab. Małgorzaty Bombol, każdy z nas jest podatny na błędy we własnych osądach i założeniach. – Wobec pewnych pułapek psychologicznych jesteśmy bezbronni, bo nie mamy świadomości ich istnienia. Niestety nasz umysł jest leniwy z natury i nie chce poszerzać wiedzy o zagrożeniach, które sami tworzymy, dlatego warto wykorzystać wiedzę innych i uczyć się na cudzych, a nie swoich błędach – podkreśla.

Zdaniem Moniki Szlosek z Deutsche Bank, to m.in. dlatego właśnie dobrym rozwiązaniem może być zakup jednostek funduszy inwestycyjnych. – Inwestując w fundusze, powierzamy nasze pieniądze profesjonalistom, których wiedza i doświadczenie może nas uchronić przez nieprzemyślanymi zachowaniami, które zwiększałyby prawdopodobieństwo strat. Taki pogląd potwierdzają badania Deutsche Bank, według których 54 proc. ankietowanych (którzy słyszeli o funduszach) twierdzi, że inwestując w ten produkt, powierza się pieniądze profesjonalistom, a tylko 24 proc. jest przeciwnego zdania. – Fundusze nie wymagają od inwestora codziennej analizy wskaźników ekonomicznych i podejmowania szybkich decyzji – mówi Monika Szlosek. – Wystarczy, że określimy jaki typ funduszu nas najbardziej interesuje, a resztą zajmą się licencjonowani specjaliści, którzy zmuszą nasze pieniądze do pracy.

Bartek Ciszewski5 psychologicznych pułapek, na które narażony jest inwestor
read more

Na jakie wskaźniki powinien zwracać uwagę inwestor?

Dobra koniunktura gospodarcza, a także najniższy w historii poziom stóp procentowych, powinny spowodować wzrost zainteresowania produktami rynku kapitałowego. Zdaniem większości ekspertów znajdujemy się obecnie w takim momencie, w którym warto wysłać swoje pieniądze do pracy, np. poprzez inwestycje w fundusze. Przy odpowiednio długiej perspektywie czasowej i właściwie skonstruowanym portfelu, możemy osiągać satysfakcjonujący zysk. To, jak ostatecznie będzie kształtowała się stopa zwrotu z inwestycji, zależy m.in. od właściwego interpretowania danych rynkowych. Zajmują się tym osoby zarządzające funduszami, które obserwując na bieżąco wskaźniki, mogą trzymać rękę na pulsie.

W marcu br. padł kolejny rekord wartości aktywów zgromadzonych w polskich funduszach inwestycyjnych. Na koniec miesiąca TFI zarządzały środkami wartymi 220,3 mld zł. To wynik o 2 proc. lepszy niż przed miesiącem, a w ujęciu rocznym wzrost wyniósł aż 15 proc. – wynika z danych portalu Analizy Online.

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Deutsche Bank wynika, że wśród osób, które wiedzą, czym są fundusze inwestycyjne, znaczna część (prawie 37 proc.) uważa, że jest to skomplikowany produkt, wymagający dużej wiedzy o rynku. Dodatkowo, ponad 38 proc. ankietowanych uważa, że funduszami należy się stale zajmować, z czego 24 proc. zgadza się z takim stwierdzeniem w sposób zdecydowany. Jak zaznacza Piotr Tukendorf, doradca inwestycyjny z Biura Maklerskiego Deutsche Bank, inwestując w fundusze warto jest wiedzieć, czym się różnią poszczególne kategorie tych produktów, od czego zależy potencjalna stopa zwrotu, a także jaki jest nasz profil ryzyka. Nie jest jednak konieczna bardzo zaawansowana wiedza o rynku. – Jedną z podstawowych zalet funduszy jest też to, że nie musimy cały czas monitorować sytuacji rynkowej, jak to ma miejsce w przypadku bezpośrednich inwestycji w akcje – tłumaczy. – Kupując jednostki TFI powierzamy swoje pieniądze profesjonalistom, którzy wiedzą np. jakie wskaźniki rynkowe mogą wyprzedzać wahania koniunktury.

Na co m.in. musi zwracać uwagę zespół zarządzający funduszem? Przede wszystkim zajmuje się oczywiście bieżącą oceną wszystkich zmiennych związanych z poszczególnymi klasami aktywów w danym funduszu i odpowiednio dostosowuje strategię inwestycyjną. Ponadto, uwzględnia trendy najważniejszych wskaźników ekonomicznych.

Poniżej lista najistotniejszych wskaźników:

1. Produkt Krajowy Brutto (PKB) – to zagregowana wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu. PKB jest uważany za podstawowy miernik rozwoju gospodarczego krajów. Jednak należy pamiętać, że ogłoszenie danych nt. poziomu PKB, może być spóźnioną informacją dla inwestora.

2. Sytuacja polityczna – bardzo ważny wskaźnik nieekonomiczny, który często może przesądzać o powodzeniu inwestycji. Od sytuacji politycznej w danym kraju, może zależeć w dużej mierze bieżący klimat inwestycyjny. Czynnik ten odgrywa obecnie dużą rolę, np. dla inwestujących we wschodniej części Europy np. na rynkach ukraińskim i rosyjskim, czy np. greckim.

3. Inflacja – proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce. Poziom inflacji uwarunkowany jest wieloma czynnikami. W Polsce istnieje obecnie zagrożenie deflacyjne (proces spadku przeciętnego poziomu cen w gospodarce), spowodowane m.in. spadkiem cen żywności oraz ropy. Niska inflacja wiąże się ze spadkiem stóp procentowych, a co za tym idzie spadkiem oprocentowania lokat, co często zazwyczaj jest bodźcem do lokowania pieniędzy w innych, bardziej ryzykownych instrumentach finansowych.

4. Stopa bezrobocia – stosunek liczby osób bezrobotnych do liczby ludności aktywnej ekonomicznie. Wskaźnik, który pokazuje jakie są tendencje w gospodarce i w jakim aktualnie momencie cyklu koniunkturalnego się znajdujemy. Spadek bezrobocia to jeden ze skutków przyspieszania gospodarki.

5. Dynamika produkcji przemysłowej – produkcja sprzedana przedsiębiorstw przemysłowych. Jest to jeden z najistotniejszych czynników gospodarczych pozwalający prognozować tempo rozwoju gospodarki na podstawie kondycji przemysłu.

6. Dynamika sprzedaży detalicznej – jest indeksem mierzącym wartość comiesięcznej sprzedaży detalicznej w cenach bieżących i stałych, realizowanej przez przedsiębiorstwa handlowe i niehandlowe. Zmiany poziomu sprzedaży pokazują tendencje w wydatkach konsumpcyjnych społeczeństwa.

7. Wskaźnik Optymizmu Konsumentów (WOK) – mierzony na podstawie comiesięcznych sondaży opinii publicznej. Respondenci oceniają sytuację kraju, swoją sytuację materialną, poziom bezrobocia, inflację, skłonność do zakupu trwałych dóbr konsumpcyjnych i poziom oszczędności w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Respondenci dokonują również prognozy tych zjawisk na rok następny.

8. Indeks IFO (Niemcy) – powstaje co miesiąc na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród około 7 tys. niemieckich przedsiębiorców z sektorów: przetwórczego, budownictwa, handlu hurtowego i detalicznego. Ankietowani oceniają aktualne warunki do prowadzenia przedsiębiorstw oraz ich perspektywy na kolejne 6 miesięcy. Jest to ważny wskaźnik dla niemieckiej gospodarki, a zatem pośrednio również i dla polskiej ze względu na dużą wymianę handlową między Polską a naszym zachodnim sąsiadem.

9. CSI – Consumer Sentiment Index (USA) – wskaźnik nastrojów konsumentów. Powstaje na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród losowo wybranych, 500 amerykańskich gospodarstw domowych. Ankiety zawierają pytania o ocenę bieżących warunków ekonomicznych oraz oczekiwań co do kształtowania się tych warunków w przyszłości). Jest to wskaźnik istotny dla polskich inwestorów, ponieważ amerykańska gospodarka, jako największa na świecie, często wyznacza trendy w skali globalnej. Jest to jeden ze wskaźników wyprzedzających, na podstawie których można prognozować trendy rynkowe.

10. PMI – Purchasing Management Index, polska nazwa – Indeks Menadżerów Logistyki prowadzony osobno dla przemysłu i sektora usług w poszczególnych krajach (oprócz USA, gdzie PMI ma mniejsze znaczenie niż ISM). Wskaźnik powstaje na podstawie, opracowywanych w cyklach miesięcznych odpowiedzi na kwestionariusze przesyłane menadżerom w firmach produkcyjnych lub usługowych. Jest to kolejny wskaźnik wyprzedzający i dobry prognostyk dla koniunktury.

11. Najważniejsze indeksy światowe – światowe indeksy giełdowe, są odbiciem procesów zachodzących w światowej gospodarce. Do najważniejszych światowych indeksów należą: amerykańskie- S&P500, Dow Jones Industrial, NASDAQ Composite, europejskie- Stoxx600, DAX 30 i azjatyckie – Hang Seng, Nikkei 225, Sensex oraz CSI300.

12. Pozostałe istotne wskaźniki obserwowane przez inwestorów:

CRB Index – wskaźnik cen surowców, który składa się z 6 grup towarów: m.in. paliw, towarów przemysłowych, metali szlachetnych czy tzw. soft-commodities, czyli produktów rolnych.

Wskaźnik VIX – zwany też indeksem strachu. Jest to miernik zmienności implikowanej opcji opartych na indeksie S&P 500.

Baltic Dry Index – popularny wskaźnik wyprzedzający, który jest miernikiem koniunktury gospodarczej na świecie. Jest to indeks reprezentujący szacunki wysokości stawek frachtowych pobieranych przez globalnych przewoźników morskich na 23 najważniejszych światowych szlakach morskich.

Dollar Index (DXY) – wskaźnik wartości relatywnej dolara amerykańskiego (USD) do koszyka 6 walut (euro, jena, funta, dolara kanadyjskiego, korony szwedzkiej i franka szwajcarskiego)

Powyższe wskaźniki powinny być monitorowane przez osoby zarządzające funduszami. Wszystkie one są na bieżąco dostępne w Internecie:

· Notowania indeksów giełdowych, walut, surowców (Polska i Świat) oraz kalendarium publikacji wyników (Polska):

http://www.gpw.pl/indeksy

http://www.nbp.pl/

http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

http://www.mg.gov.pl/Analizy+i+prognozy

· Światowe wskaźniki gospodarcze, raporty oraz kalendarium publikacji wyników:

http://www.tradingeconomics.com/calendar
http://www.reuters.com/finance/markets

Które z wymienionych wskaźników najlepiej antycypują tendencje rynkowe? Jak zaznacza Piotr Tukendorf, najważniejsze są wskaźniki wyprzedzające koniunktury oraz te odzwierciedlające nastroje, z których można wywnioskować, jakie będą tendencje i stan koniunktury gospodarczej danego kraju lub regionu w najbliższej przyszłości. Do grupy tej można zaliczyć różnego rodzaju ankiety i badania (które oceniają nastroje lub oczekiwania przedsiębiorców, konsumentów i analityków), niektóre dane makroekonomiczne, wielkość podaży pieniądza oraz wartości indeksów giełdowych.

Wskaźniki opóźnione (np. PKB czy stopa bezrobocia) to już na moment ich publikacji dane historyczne, warto jednak i na nie zwracać uwagę, ponieważ pokazują one jasno trendy panujące w gospodarce, co także może być pewnym odniesieniem dla przyszłych inwestycji – mówi Piotr Tukendorf. – Co istotne, są to również wskaźniki, które opierają się na faktach, a nie przewidywaniach – dodaje.

Warto obserwować trendy, aby wiedzieć, jaki portfel inwestycyjny będzie dla nas aktualnie efektywnie pracował. Jednak sam proces inwestowania, jeśli nie jesteśmy aktywnymi inwestorami giełdowymi, najlepiej powierzyć ekspertom, którzy wiedzą, jak interpretować określone wskaźniki.

Bartek CiszewskiNa jakie wskaźniki powinien zwracać uwagę inwestor?
read more

Możesz samodzielnie zwiększyć swój zysk z inwestycji w fundusze

Na koniec grudnia ubiegłego roku środki powierzone w zarządzanie działającym w Polsce towarzystwom funduszy inwestycyjnych osiągnęły poziom 209 mld zł. Jak podał portal analizyonline.pl w całym 2014 roku saldo wpłat i wypłat do TFI wyniosło +12,1 mld zł. Utrzymujące się na niskim poziomie stopy procentowe i niemrawa giełda pozwalają według ekspertów spodziewać się, że również w  tym roku coraz większą część naszych oszczędności będziemy przeznaczać na inwestycje w TFI. Zdradzamy kilka sposobów na to, jak z tych inwestycji wycisnąć jeszcze więcej.

Podstawową motywacją do inwestowania w fundusze jest chęć osiągnięcia większego zysku, niż na lokacie w banku – pokazuje badanie Deutsche Bank przeprowadzone pod koniec 2014 roku. Taką odpowiedź wskazało więcej niż połowa badanych zapytanych o to, z jakiego powodu byliby zainteresowani inwestycją w TFI (53 proc.).  Zysk z inwestycji w fundusz to przede wszystkim kwestia wyniku, jaki on wypracuje. Pojedynczy inwestor indywidualny ma na to ograniczony wpływ. Efekty aktywności towarzystw zależą od wielu czynników – od talentów i wiedzy nimi zarządzających po globalną sytuację makroekonomiczną. Każdy jednak inwestor, nawet początkujący, może przyczynić się do tego, że ze swojej inwestycji wyciągnie więcej. Wystarczy, że umiejętnie uniknie opłat, które wiążą się z powierzeniem swoich pieniędzy funduszowi i będzie czujnie wypatrywał okazji. W walce o nasze oszczędności tak banki, jak i same fundusze sięgają do coraz ciekawszego asortymentu zachęt.

Nie płać, jeśli nie musisz

Nabywając jednostki uczestnictwa w funduszach trzeba być przygotowanym na dwa podstawowe rodzaje opłat – za nabycie jednostek i zarządzanie nimi. Prowizję za nabycie, jak sama nazwa wskazuje, ponosimy kiedy kupujemy jednostki. To, jak wysoki będzie to procent, zależy od rodzaju funduszu. Dla najbardziej obecnie popularnych funduszy rynku pieniężnego jest ona obecnie bliska zeru. Jednak decydując się na niektóre fundusze akcji, musimy liczyć się z ok 4-5 proc. prowizji. Oznacza to, że na każde 10 tys. zainwestowane w agresywny fundusz, już na wejściu tracimy do 500 zł. Drugiej opłaty trudno jest uniknąć. Pobierana jest najcześciej raz w roku, a jej wysokość zależy od wartości inwestycji. Jest ona też zależna od typu funduszu – im bardziej agresywny, tym jest ona wyższa. Aktualnie, fundusze w Polsce pobierają maksymalnie ok. 4 proc. za zarządzanie powierzonymi im środkami. Dlatego pierwszą zasadą inwestora, który chce maksymalizować swój zysk, jest poszukiwanie takiego funduszu i takiego dystrybutora, gdzie opłata za nabycie jest możliwie jak najniższa, albo w ogóle nie jest pobierana.

Zarabiaj od ręki

Warto też pamiętać, że nawet w miejscach, gdzie opłaty za nabycie są zazwyczaj pobierane, można też dość regularnie zakupić jednostki w promocji i uniknąć tego kosztu lub znacząco go obniżyć. Banki, we współpracy z TFI regularnie organizują promocje, mające na celu zachęcenie Polaków do przeniesienia części oszczędności z nisko oprocentowanych obecnie ROR-ów, kont oszczędnościowych i lokat, do funduszy. Rynek jest tak konkurencyjny, że czasem zmniejszenie opłaty o połowę albo jej zlikwidowanie może już nie wystarczać. Niedawno Deutsche Bank wprowadził cashback za nabycie funduszy za jego pośrednictwem. Jak wyjaśnia Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank, pomysł promocji ze zwrotem części środków zainwestowanych w TFI przyszedł z Włoch i Hiszpanii. – Doświadczenie naszego banku z taką ofertą były bardzo pozytywne na obu tych rynkach. Dlatego, zdecydowaliśmy się zaproponować cashback za nabycie jednostek TFI klientom – mówi Monika Szlosek. Mechanizm promocji jest bardzo prosty – klient kupuje w Deutsche Bank fundusze spośród oferty kilkunastu TFI, a bank wypłaca mu bonus w postaci 1 proc. zainwestowanego kapitału. Maksymalny zwrot, jaki przewidział bank, to nawet 20 tys. zł (przy wpłacie 2 mln zł), ale na bonus można liczyć już przy wpłacie 5 tys. zł.

Dwa w jednym

Innym sposobem na zwiększenie zysku z funduszu, już w momencie jego nabycia, jest skorzystanie z oferty wiązanej – czyli z funduszu z lokatą. To rozwiązanie szczególnie atrakcyjne dla klientów, którzy z funduszami nie czują się jeszcze pewnie i szukają rozwiązania z gwarantowanym zyskiem. Lokata z funduszem to produkt łączony – część wpłacanych pieniędzy trafia na wysokooprocentowaną lokatę, a reszta jest inwestowana w wybrane fundusze. W zależności od oferty, różny będzie stosunek pieniędzy wędrujących na lokatę, do tych przekazywanych do TFI. Najczęściej im większą część pieniędzy zdecydujemy się przeznaczyć na inwestycje, tym większy procent uzyskamy na kwocie pozostającej na lokacie. Najlepsze oferty to nawet 8 proc. rocznie dla lokaty na 3 miesiące. To ewenement, jako że, jak podaje porównywarka finansowa Comperia.pl, najlepsze oferty standardowych lokat o takiej długości nie przekraczają dziś 4,5 proc. Dodatkowo, w ramach promocji można zazwyczaj liczyć na obniżoną prowizję od zakupu jednostek funduszy, a nawet na jej całkowite zniesienie.

Im dłużej tym lepiej


Zarówno TFI, jak i banki liczą na klientów, którzy zainteresowani są długim horyzontem inwestycyjnym. Im dłuższa deklarowana relacja z towarzystwem, tym większe potencjalne zniżki w opłatach dystrybucyjnych. Jeśli zamiast jednorazowego zakupu jednostek, zdecydujemy się na  program systematycznego oszczędzania, deklarując wpłatę określnej kwoty przez dłuższy czas, TFI wynagrodzi naszą przyszłą lojalność premią. Opłata dystrybucyjna będzie niższa niż standardowa. To dobra motywacja. Warto też pamiętać, że im dłuższy horyzont inwestycji, tym większa szansa, że na funduszu faktycznie zarobimy. Zanim podpiszemy umowę z TFI na taki długoterminowy program, trzeba też koniecznie sprawdzić, ile będzie nas kosztowało wcześniejsze zakończenie tej relacji. To dlatego, że oprócz opłaty za zarządzanie, czy opłat dystrybucyjnych, klienci towarzystw muszą się również liczyć z opłatą umorzeniową. Na polskim rynku jest ona pobierana zwykle przy takich inwestycjach, gdzie z góry określony jest termin zapadalności, a także w programach regularnego oszczędzania (w „tradycyjnych” funduszach jest rzadkością). Jest to, jak łatwo się domyślić, prowizja pobierana w chwili umorzenia jednostek, czyli wyjścia z inwestycji. Opłata umorzeniowa będzie wskazana w cenniku TFI.

Bartek CiszewskiMożesz samodzielnie zwiększyć swój zysk z inwestycji w fundusze
read more

Bezpieczeństwo czy zysk? 5 pytań, na które warto znać odpowiedź przed zainwestowaniem w fundusze

Kryzys sprawił, że coraz bardziej cenimy bezpieczeństwo inwestycji. Minęły już jednak czasy, gdy wystarczyło wpłacić pieniądze na lokatę, aby cieszyć się atrakcyjnym oprocentowaniem. Szukając zysku warto zastanowić się nad innym rozwiązaniem, np. inwestycją w fundusze. Eksperci odpowiadają na pięć kluczowych pytań związanych z tą formą inwestowania kapitału.

Rekordowo niskie stopy procentowe każą zapomnieć o atrakcyjnie oprocentowanych depozytach. Alternatywą mogą być fundusze inwestycyjne. Przedstawiamy pięć podstawowych pytań, które pozwolą wykazać, że to inwestycja nie tylko dla ryzykantów, a niebezpieczeństwo straty można ograniczyć unikając podstawowego błędu, który popełniło wielu inwestorów jeszcze przed początkiem kryzysu finansowego.

Bezpieczeństwo czy zysk?

Krach z 2008 r. był przełomowy. Zasadniczo zmienił podejście Polaków do inwestycji. Od tej pory bezpieczeństwo stało się dla nas szczególnie istotne. Załamanie się rynków finansowych uzmysłowiło inwestorom, że wysokie stopy zwrotu wiążą się z ryzykiem straty. Polacy przenieśli wówczas znaczną część zainwestowanych środków z bardziej zmiennych produktów, takich jak fundusze akcji, do bezpiecznych lokat bankowych, które w tym czasie oferowały bardzo atrakcyjne oprocentowanie.

Jednak od 2008 r., główna stopa procentowa NBP spadła z 6 do 2 proc., a wraz z nią znacznej obniżce uległo oprocentowanie depozytów bankowych.

– Z jednej strony Polacy przywiązują teraz dużą wagę do bezpieczeństwa oszczędności, z drugiej w okresie rekordowo wysokiego oprocentowania lokat przyzwyczaili się do zysków w granicach 10 proc. w skali roku – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Produktów Detalicznych i Inwestycyjnych Deutsche Bank. – W obecnych realiach rynkowych realizacja takich celów wymaga uwzględnienia w portfelu inwestycyjnym bardziej zmiennych aktywów. I rzeczywiście możemy zaobserwować, że chociaż wciąż w Polsce większość oszczędności trzymamy w gotówce i na depozytach bankowych, to rynek funduszy inwestycyjnych systematycznie rośnie – dodaje.

Co ciekawe, apetyt Polaków na zysk jest wyższy niż dwa lata temu. – „Atrakcyjne oprocentowanie” to subiektywne pojęcie. Gdy o nim mówimy, trzeba pamiętać, że chodzi o zysk w relacji do stopy zwrotu wolnej od ryzyka – mówi Grzegorz Pietrucha ze Skarbiec TFI. – Jeśli przyjmiemy, że bezpieczna stopa zwrotu obecnie wynosi około 2,08 proc. rocznie, czyli tyle co WIBOR 6M, a oczekiwania są na poziomie 6 proc. rocznie, okaże się, że są one relatywnie wyższe, niż jeszcze dwa lata temu, gdy klienci liczyli na 10 proc. zysku w zestawieniu ze stopą bezpieczną na poziomie 4,4 proc. – wyjaśnia.

Można więc stwierdzić, że skłonność do ryzyka Polaków rośnie wraz z obniżkami stóp procentowych. – Aby dzisiaj spełnić oczekiwania klientów, w ich portfelach muszą pojawić się bardziej ryzykowne aktywa, co przekłada się na wyższą zmienność – zaznacza Grzegorz Pietrucha.

Na rynku pojawiły się więc oferty łączące bezpieczne lokaty bankowe z funduszami inwestycyjnymi o dużo wyższej potencjalnej stopie zwrotu. – Takie rozwiązanie pozwala w prosty sposób dywersyfikować oszczędności, stanowi też impuls do aktywnego inwestowania środków w dłuższym terminie – mówi ekspert Deutsche Bank.

Jak rozpoznać swoją skłonność do ryzyka?

Na rynku finansowym panuje prosta zasada: możliwy do osiągnięcia zysk jest wprost proporcjonalny do ponoszonego ryzyka. – Chcąc osiągnąć wyższą stopę zwrotu, trzeba wybrać fundusz bardziej ryzykowny, zazwyczaj o wyższym udziale akcji w portfelu – mówi Tomasz Kacprzak, ekspert PZU Inwestycje. – Mając świadomość tej relacji, każdy klient musi odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką ewentualnie stratę jest w stanie zaakceptować. To pozwoli ograniczyć wybór funduszy, które znajdą się w kręgu jego zainteresowania – wyjaśnia.

Określając swoją skłonność do ryzyka powinniśmy określić cel na który oszczędzamy i horyzont inwestycyjny, a co za tym idzie okres, na jaki chcemy „zamrozić” pieniądze. – Jeżeli inwestujemy, by za trzy lata wymienić dach, bo zaczyna przeciekać, nie powinniśmy ryzykować – zaznacza Grzegorz Pietrucha. – Jeżeli natomiast myślimy o inwestowaniu w dłuższym horyzoncie, w portfelu mogą pojawić się bardziej zmienne aktywa – dodaje.

Jak maksymalizować potencjalny zysk i minimalizować ryzyko straty?

– Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na to pytanie. Wszystko zależy od posiadanych już aktywów, oczekiwań oraz horyzontu inwestycyjnego. Zawsze warto jednak pamiętać o dywersyfikacji, tzn. aby planowaną inwestycję podzielić na części ulokowane w różne klasy aktywów: gotówkę, akcje, surowce, waluty – mówi Tomasz Kacprzak z TFI PZU. – Innym prostym i skutecznym sposobem minimalizowania ryzyka jest nabycie wybranych aktywów „na raty”. Starajmy się nie inwestować jednorazowo całości kapitału, a raczej w etapach, np. co tydzień albo co miesiąc – dodaje. Stosując tę metodę uśredniamy wartość początkową inwestycji, a także zmniejszamy ryzyko zaczęcia inwestycji w niekorzystnym czasie, np. na szczycie notowań.

– Jedna z popularnych zasad mówi, że część bezpieczna powinna stanowić taką część portfela, ile mamy lat, czyli 30-latek powinien mieć 30 proc. bezpiecznych aktywów, np. obligacji, a resztę może ulokować w aktywach bardziej ryzykownych, np. funduszach akcji – tłumaczy Grzegorz Pietrucha ze Skarbca TFI. Trzeba jednak pamiętać, że część portfela z tymi bardziej zmiennymi aktywami też jest różnorodna. Akcje rynków wschodzących będą cechować się większą zmiennością, a co za tym idzie oczekiwaną wyższą stopą zwrotu, niż akcje z rynków rozwiniętych.

Zachowanie zdrowego rozsądku w podziale części akcyjnej na regiony czy sektory pozwoli na minimalizację potencjalnego ryzyka. Portfel powinien mieć zróżnicowane aktywa, ponieważ w takiej sytuacji, nawet jeśli niektóre z nich stracą na wartości, najprawdopodobniej inne nadrobią tę stratę.

– Portfel powinien składać się z funduszy inwestujących na różnych rynkach, zarówno pod względem geograficznym, jak i sektorowym – mówi Grzegorz Pietrucha. Ekspert Skarbiec TFI radzi, by wybierać fundusze nieskorelowane, czyli takie, których wyniki są w miarę możliwości mało zależne od siebie. Pozwala to zabezpieczyć się przed najmniej pożądanym scenariuszem, gdy tracimy na wielu inwestycjach jednocześnie.

Większość oszczędzających nie chce martwić się o swoje pieniądze i doglądać ich codziennie. Dlatego dobrze skonstruowany portfel inwestycyjny to taki, który nie wymaga częstych zmian. Nie oznacza to, że powinniśmy o nim zapomnieć i nie kontrolować go wcale. Jedną z podstawowych zalet funduszy jest ich płynność. W trakcie inwestycji możemy swobodnie przesuwać kapitał z jednej grupy, która z obecnej perspektywy wydaje się mniej obiecująca, do tej, której potencjał właśnie rośnie. Dlatego osoby, które zainwestowały znaczną część oszczędności w fundusze, powinny interesować się bieżącą sytuacją na rynkach.

– Możemy maksymalizować zyski obserwując fazy cyklu gospodarczego, aby przeważały te klasy aktywów, które w danej fazie mogą potencjalnie przynieść większy zwrot – tłumaczy Grzegorz Pietrucha. – Dla przykładu w fazie ożywienia gospodarczego sukcesywnie zwiększając zaangażowanie w akcje, a w fazie rozkwitu budować ekspozycję na surowce – wyjaśnia.

Jakiego rodzaju fundusze odnosiły ostatnio najlepsze wyniki?

To pytanie, które nurtuje wielu początkujących inwestorów. Niepotrzebnie. Jak podkreślają eksperci, historyczne wyniki funduszy w żadnym stopniu nie determinują przyszłych, mogą natomiast sugerować, że papiery, które zyskały na wartości w ubiegłym roku np. 20 czy 30 proc., w kolejnym powtórzą ten wynik. – Bezpieczeństwo jest bardzo istotne dla inwestorów, jednak w dużej mierze kierują się oni osiągniętymi przez fundusze stopami zwrotu i na tej podstawie podejmują decyzje inwestycyjne – zauważa Tomasz Kacprzak z TFI PZU.

Magia historycznych wyników przesłania inne, bardziej istotne informacje. – Przede wszystkim powinno nas interesować, jakie fundusze mogą mieć najlepsze wyniki za rok, dwa czy pięć lat. Kupując jednostki uczestnictwa inwestujemy w przyszłość, a nie w historię – przekonuje Grzegorz Pietrucha. – Częsty błąd popełniany przez inwestorów to bazowanie jedynie na historycznych wynikach. Tymczasem planując inwestycję należy sięgnąć głębiej i zweryfikować: czy potencjał do wzrostów się nie wyczerpał, jakie były fundamenty tak dobrych wyników, czy rynek ma siłę do tego by dalej rosnąć, czy wzrosty nie były jedynie spekulacyjne – dodaje. Jeżeli nie mamy czasu zajmować się tymi sprawami, wybierzmy fundusz zrównoważony lub stabilnego wzrostu. Możemy też powierzyć skonstruowanie portfela specjalistom – radzi ekspert Skarbiec TFI.

Nie oznacza to, że historyczne wyniki funduszu są bez znaczenia. – Trzeba je jednak porównać z innymi o podobnym profilu. Jeśli spośród funduszy inwestujących w akcje GPW jeden miał w danym okresie lepsze wyniki od pozostałych, możemy założyć, że decydująca okazała się w tym wypadku sprawność zarządzających – mówi Monika Szlosek, ekspert Deutsche Bank. – W takim przypadku mogą istnieć już pewne przesłanki, żeby zaufać im również w przyszłości – dodaje.

Jak wygląda przyszłość poszczególnych grup funduszy?

– Perspektywa dalszego ożywienia gospodarczego wskazuje, że w najbliższych latach to właśnie fundusze akcyjne powinny umożliwić największy zarobek – mówi Grzegorz Pietrucha. Argumentuje, że dotychczasowe wzrosty na rynkach nie są oderwane od fundamentów, a firmy radzą sobie bardzo dobrze i zyski, jakie generują przekładają się na ceny ich akcji. – Świat nie jest jednak monolitem, więc w różnych regionach sytuacja może być różna – mówi Grzegorz Pietrucha. – Ceny nie wszystkich akcji spółek idą w górę, nawet w świetnym otoczeniu gospodarczym, dlatego tak ważne jest, aby posiadać w portfelu nie tylko fundusze benchmarkowe, ale również takie, których polityka inwestycyjna opiera się na selekcji – dodaje.

Z tą opinią zgadza się Monika Szlosek z Deutsche Bank: – Polska gospodarka, podobnie jak światowa, znajduje się u progu silnego ożywienia. Rekordowo niskie stopy procentowe prędzej czy później spowodują wzrosty na rynkach finansowych. Problem w tym, że nie wiadomo, kiedy to nastąpi, a niepokoje związane z geopolityką, np. kryzys na Ukrainie, mogą prowadzić do silnych wahań na rynkach światowych. W tej sytuacji dywersyfikacja oszczędności pomiędzy lokaty i różnego typu fundusze inwestycyjne jest doskonałą strategią. Zwłaszcza, że na rynku dostępnych jest teraz wiele promocyjnych ofert, które zapewniają taką możliwość – mówi ekspert Deutsche Bank.

Bartek CiszewskiBezpieczeństwo czy zysk? 5 pytań, na które warto znać odpowiedź przed zainwestowaniem w fundusze
read more

Wolny zawód nie jest przeszkodą w otrzymaniu kredytu

Prawnik, adwokat, notariusz, lekarz, architekt to zawody, które są przyszłością nowoczesnych gospodarek – przekonują eksperci Komisji Europejskiej. Przedstawiciele wolnych zawodów pracują efektywnie, wypracowują przychody w oparciu o wiedzę i zaawansowane umiejętności. Jednak ich rozwój często hamują problemy ze zdobyciem finansowania. To się jednak zmienia, bo na rynku pojawia się coraz więcej ofert dla klientów z tego sektora.

Wolne zawody są motorem gospodarki opartej na wiedzy, stwierdza w strategicznym dokumencie poświęconym temu sektorowi grupa robocza Komisji Europejskiej. Aż jedna na sześć samozatrudnionych osób w Unii Europejskiej wykonuje jeden z wolnych zawodów, wynika z danych Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego. W Polsce przedstawiciele wolnych zawodów to aż 150 tys. osób prowadzących działalność gospodarczą, czyli co dziesiąta mała i średnia firma.

Komisja Europejska zwraca uwagę na ważną rolę społeczną tego sektora. W całej UE odsetek samozatrudnionych kobiet wykonujących te profesje wynosi aż 45 proc. i jest znacząco wyższy niż w całej gospodarce (zaledwie 31 proc.). „Wolne zawody odgrywają istotną rolę w promocji przedsiębiorczości kobiet, a co za tym idzie ich gospodarczym i społecznym równouprawnieniem”, czytamy w dokumencie KE.

Kluczowy dla rozwoju sektora wolnych zawodów jest dostęp do finansowania, które pozwoli niezależnym lekarzom, prawnikom czy architektom na inwestycje i rozwój swojej działalności. „Poprawa finansowania jest elementem, który może wyzwolić ogromny potencjał rozwoju sektora wolnych zawodów”, oceniają eksperci Komisji Europejskiej.

– Firmy osób wykonujących wolne zawody różnią się pod wieloma względami od pozostałych mikroprzedsiębiorstw, dlatego finansowanie tego typu działalności wymaga zrozumienia tych różnic i stworzenia w banku odrębnych procesów – mówi Waldemar Jarek z Deutsche Bank.

Klient, o którego warto walczyć

Polskie banki coraz częściej uwzględniają w swojej ofercie specjalne kredyty dla przedstawicieli wolnych zawodów. Chociaż klienci z tej grupy często nie pracują na etat, mogą zwykle liczyć nie tylko na szybkie przyznanie pożyczki, ale też na atrakcyjne warunki. Na sfinansowanie inwestycji związanych z rozwojem swojej działalności gospodarczej mogą pożyczyć nawet 400 tys. zł , a na cele indywidualne do 200 tys. zł, w obu przypadkach często korzystając z uproszczonych procedur przyznawania takich kredytów.

Lekarz rodzinny czy adwokat to profesje z pierwszej 10-tki najlepiej opłacanych w Polsce, wynika z Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń przeprowadzanego przez kancelarię Sedlak&Sedlak. Przedstawiciele wolnych zawodów zwykle mają zarejestrowaną działalność gospodarczą i tę przewagę nad innymi, że mogą pozyskiwać przychody z różnych źródeł. Dlatego ich wysokość wbrew pozorom jest często stabilniejsza niż innych grup zawodowych, pracujących na stałe umowy o pracę. Oczywiście zależy to w dużym stopniu od doświadczenia, wykształcenia, umiejętności i przedsiębiorczości danej osoby.

Wyjątkowe procedury

– Grupa ta, chociaż prowadzi działalność gospodarczą, posiada zwykle stałe źródło znacznych przychodów, którego stabilność stosunkowo łatwo przewidzieć, co przekłada się na oferowane kwoty kredytu i jego koszt – mówi Waldemar Jarek z Deutsche Bank. – Adwokat, prawnik czy lekarz to zawody zaufania publicznego, dlatego w ich przypadku procedury mogą być upraszczane – dodaje.

Przedstawiciele wolnych zawodów mogą liczyć na kredyty gotówkowe do celów indywidualnych w wysokości nawet do 200 tys. złotych. – Średnia kwota udzielanych przez nas pożyczek w tej grupie jest dość wysoka i wynosi ponad 60 tys. złotych – mówi Waldemar Jarek z Deutsche Bank. Dla klienta z tego segmentu z reguły oprocentowanie jest nie większe niż 11-12 procent w skali roku. Na najatrakcyjniejsze oprocentowanie, nawet poniżej 8 proc., można liczyć w ramach specjalnych promocji.

Tego typu kredyt konsumpcyjny lub konsolidacyjny może zostać przeznaczony na dowolny cel lub na refinansowanie wcześniej zaciągniętych pożyczek. – Nie można natomiast za jego pomocą finansować prowadzenia czy dalszego rozwoju działalności gospodarczej – zaznacza Waldemar Jarek z Deutsche Bank. – Najczęściej jest on więc przeznaczany na remonty, podróże, większy zakup konsumpcyjny czy naprawę samochodu, ale taki kredyt umożliwia również konsolidację innych zobowiązań – dodaje.

W przypadku kredytów na cel inwestycyjny, np. na zakup nowego sprzętu czy modernizację gabinetu banki stosują uproszczone zasady zarówno w zakresie dokumentacji, jak i procesu weryfikacji zdolności kredytowej firmy prowadzonej przez klienta. Na jakie cele osoby wykonujące wolny zawód przeznaczają środki z uzyskanego kredytu? – Z naszych obserwacji wynika, że najczęściej inwestują w rozszerzenie dotychczasowej działalności, zwiększenie skali biznesu, modernizację gabinetu lub biura, czy nowy sprzęt- mówi Waldemar Jarek.

Bartek CiszewskiWolny zawód nie jest przeszkodą w otrzymaniu kredytu
read more

Możesz zamrozić rekordowo niskie oprocentowanie kredytu

Niecodzienna sytuacja na polskim rynku finansowym. Kredyty mieszkaniowe ze stałym oprocentowaniem ustalanym np. na dwa lata są obecnie atrakcyjniejsze niż te standardowe, których stawki są aktualizowane co trzy miesiące. To okazja, by jak najdłużej korzystać  z rekordowo niskich odsetek.

O wysokości rat złotówkowych kredytów hipotecznych decydują stawki WIBOR, czyli koszt pieniądza na rynku międzybankowym, określane przez banki. Z kolei wysokość stawek WIBOR jest uzależniona od stóp procentowych ustalanych przez Radę Polityki Pieniężnej.

Ponieważ kredyty hipoteczne są zawierane często na kilkadziesiąt lat, wysokość raty jest zazwyczaj zmienna i wyliczana na podstawie WIBOR-u. Gdy Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy procentowe, oznacza to, że w niedługim czasie raty kredytów spłacanych w złotych zmniejszą się. Gdy RPP podnosi stopy, raty zwiększą się.

Warto zamrozić rekordowo niskie stopy

Większość kredytów hipotecznych bazuje na stopie WIBOR 3M, czyli trzymiesięcznej, niektóre na stopie WIBOR 6M, półrocznej. W ofercie banków są również kredyty mieszkaniowe ze stałym oprocentowaniem na określony przez dany bank okres.

– Główną zaletą takiego rozwiązania jest mniejsze ryzyko związane z przyszłą zmianą stóp procentowych. To korzyść zarówno dla banku, jak i dla klienta – mówi Agnieszka Pilarek, Dyrektor Biura Bankowości Hipotecznej Deutsche Bank. – Obecnie stopy procentowe NBP są najniższe w historii – dodaje.

Na polskim rynku ma właśnie miejsce bardzo niecodzienna sytuacja. Zazwyczaj, im dłuższy okres kredytu, tym wyższe oprocentowanie. Dlatego WIBOR 3M wynosi obecnie 2,56 proc., a WIBOR 6M nieco więcej: 2,57 procent (03.09.2014). Tymczasem stopy na rok i dłuższe są obecnie niższe od trzymiesięcznej. Dla przykładu stopa roczna wynosi teraz 2,20 proc. , tyle samo co stopa na 2 lata, stopa trzyletnia wynosi 2,25 proc., czteroletnia – 2,40, a pięcioletnia – 2,50 procent.

– Kredyt ze stałym oprocentowaniem różni się jedynie tym od standardowego, że wysokość odsetek jest zamrażana z góry na wybrany okres , w przypadku Deutsche Bank – od 1 roku do 5 lat – mówi Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank. – Po jego upływie można albo przedłużyć czas obowiązywania stałej stopy, albo automatycznie przejść na oprocentowanie zmienne – wyjaśnia.

Kredytobiorcy uzależnieni od trzymiesięcznego WIBOR-u muszą brać pod uwagę decyzje RPP, które będą miały wpływ na ich domowy budżet. Znajomość dokładnej wysokości rat w najbliższych latach pomaga dużo lepiej planować rodzinne finanse.

Szansa na zamrożenie rekordowo niskich odsetek na aż dwa lata może spowodować powrót mody na ten typ hipotek. Stałe stopy procentowe były popularne w Polsce dziesięć lat temu. Jednak klienci banków zniechęcili się do nich po tym, jak RPP dokonała szeregu obniżek stóp procentowych, sprawiając, że kredyty ze stałymi stopami okazały się mniej opłacalne od standardowych. W obecnej sytuacji zdaniem ekonomistów taki scenariusz jest bardzo mało prawdopodobny.

Jeśli zamrażać, to na rok, dwa czy może pięć lat?

Jak na razie stopy procentowe NBP są rekordowo niskie i pozostają bez zmian od ponad roku. To dobra wiadomość dla osób spłacających kredyty w złotych oraz planujących w najbliższym czasie zakup mieszkania.

– Chociaż oprocentowanie stałe na dłuższy okres jest wyższe niż to obowiązujące na krótsze okresy, wybór kredytu opartego na czteroletniej albo pięcioletniej stopie może okazać się strzałem w dziesiątkę, jeśli dojdzie w tym czasie do podwyżek stóp NBP – zauważa Agnieszka Pilarek.

Rada Polityki Pieniężnej może podnieść stopy, gdy tempo wzrostu polskiej gospodarki przyspieszy i pojawi się ryzyko inflacji. Jak na razie, według Prezesa NBP Marka Belki nie powinno dojść do zmiany stóp przed końcem trzeciego kwartału. Zdaniem większości ekonomistów w październiku lub listopadzie może dojść do niewielkiej obniżki stóp o 50 punktów bazowych. Mimo to wydaje się, że wybór kredytu ze stałym oprocentowaniem na dłuższy okres w momencie, gdy w ich cenie zawarte są już oczekiwania co do najbliższych obniżek stóp procentowych, a przez co ich cena jest niższa do kredytów ze zmienną stopą, wydaje się bezpiecznym rozwiązaniem.

Bartek CiszewskiMożesz zamrozić rekordowo niskie oprocentowanie kredytu
read more

Sondaż: Chęć wyższego zysku niż z lokat główną motywacją do inwestowania w funduszeWprowadź tytuł elementu wpis

W obliczu coraz niższych zysków z lokat podyktowanych obniżkami stóp procentowych, wzrasta popularność funduszy inwestycyjnych. Badanie opinii przeprowadzone przez Deutsche Bank pokazuje, że jeden na dziesięciu Polaków posiada obecnie jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych, a kolejne 16 proc. miało je w przeszłości, co równocześnie oznacza, że dysponują wiedzą na temat tej formy inwestycji. Ponad połowa Polaków uważa, że podstawową motywacją do inwestowania w fundusze, jest chęć osiągnięcia większego zysku niż na lokacie w banku, a także dywersyfikacja oszczędności.

Stopy procentowe już od dłuższego czasu utrzymują się na bardzo niskim poziomie. Przekłada się to bezpośrednio na oprocentowanie najbardziej popularnych produktów bankowych, takich jak konta oszczędnościowe czy lokaty terminowe. W takiej sytuacji coraz częściej szukamy alternatywy dla produktów oszczędnościowych w postaci inwestycji. Zakup akcji giełdowych lub jednostek uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych niesie ze sobą większe ryzyko, ale potencjalny zysk także może być wyższy, szczególnie w długiej perspektywie.

Dane z raportu przygotowanego przez Analizy Online oraz Izbę Zarządzających Funduszami i Aktywami pokazują, że wartość netto aktywów zarządzanych przez krajowe fundusze inwestycyjne w czerwcu po raz pierwszy przekroczyła historyczną granicę 200 mld zł. Jak wynika z najnowszego sondażu Deutsche Bank, z tej formy inwestycji korzysta obecnie 10 proc. Polaków, a 16 proc. inwestowało w fundusze w przeszłości. Plany zakupu jednostek w ciągu najbliższych 12 miesięcy ma ponad 4 proc. badanych. Wciąż jednak większość Polaków (59 proc.) nie ma zamiaru w ten sposób inwestować, a ponad 10 proc. badanych nie wie, czym są fundusze.

czy Polacy inwestują w fundusze

Wśród osób posiadających obecnie jednostki funduszy przeważają mężczyźni (12,5 proc. wobec 8 proc. kobiet). Ta dysproporcja jest jeszcze większa w przypadku ankietowanych, który korzystali z funduszy w przeszłości (odpowiedziało w ten sposób 20 proc. panów i 13 proc. pań). Kobiety zdecydowanie częściej deklarują, że nie posiadają i nie zamierzają zakupić jednostek funduszy inwestycyjnych – na taką odpowiedź wskazało aż 65 proc. z nich. Z kolei osoby najmłodsze wykazują najmniejszy poziom wiedzy na ten temat. Aż 37 proc. ankietowanych w wieku 18-24 lat nie wie, czym są fundusze inwestycyjne. W pozostałych grupach wiekowych odsetek ten jest znacznie mniejszy.

Zdaniem Moniki Szlosek, Dyrektora Produktów Depozytowych i Inwestycyjnych w Deutsche Bank, można powiedzieć, że fundusze znów zaczynają wracać do łask, trzeba jednak pamiętać, że w dalszym ciągu są to produkty finansowe, o których Polacy wiedzą stosunkowo niewiele. – Tymczasem fundusze powinny stanowić jeden ze składników długoterminowych portfeli inwestycyjnych – komentuje. – Jest to przede wszystkim rozwiązanie dla tych osób, które szukają wyższych zysków, akceptując zwiększone ryzyko oraz dla tych, którzy chcą w długiej perspektywie budować kapitał na przyszłość. Oczywiście w ramach całego portfela inwestycji warto tak dobrać poszczególne fundusze, aby odpowiednio zbilansować poziom potencjalnego ryzyka.

W swoim najnowszym badaniu Deutsche Bank sprawdził również, jakie zdaniem Polaków są najważniejsze motywacje do inwestowania w fundusze. Najwięcej, bo ponad połowa badanych (53 proc.) uważa, że dzięki funduszom, inwestorzy chcą zarobić więcej niż na bankowej lokacie. Zdaniem jednej trzeciej (31 proc.) inwestycje w fundusze umożliwiają dywersyfikację oszczędności. Niemal identyczny odsetek badanych (30 proc.) uważa, że najważniejszym powodem skłaniającym do skorzystania z takiej opcji, jest chęć powierzenia swoich pieniędzy osobom doświadczonym. Co piąty respondent wskazywał, że inwestycja w fundusze to przede wszystkim motywacja do długoterminowego oszczędzania.dlaczego Polacy inwestują w fundusze.png

Analiza wyników badania pod kątem płci pokazuje, że mężczyźni najczęściej uważają, że podstawową motywacją dla ludzi inwestujących jest chęć osiągania wyższych zysków niż na lokacie w banku (64 proc. do 44 proc.). Kobiety natomiast znacznie częściej niż mężczyźni uważają, że główną przesłanką do inwestycji w fundusze jest chęć powierzenia swojego kapitału doświadczonym osobom (39 do 19 proc.)

– Wszystkie te odpowiedzi mają swoje uzasadnienie – zauważa Monika Szlosek z Deutsche Bank. – Faktycznie, obecnie tradycyjne metody lokowania oszczędności, takie jak depozyty czy konta oszczędnościowe mogą w najlepszym wypadku pomóc nam ochronić się przed inflacją, ale na realny zarobek właściwie nie mamy co liczyć – mówi. – Tymczasem fundusze, w zależności od stopnia ich agresywności mogą przynieść spore zyski, szczególnie w długoterminowej perspektywie – podkreśla ekspert z Deutsche Bank. Dodatkowo, jak słusznie wskazuje co trzeci respondent, fundusze mogą być idealnym narzędziem służącym dywersyfikacji naszych inwestycji, dobrze uzupełniając się z innymi sposobami pomnażania oszczędności.

Z czym najbardziej kojarzy się Polakom termin fundusze inwestycyjne? Jedna trzecia (33 proc.) wskazała na długoterminowy charakter inwestycji. Drugim najchętniej wybieranym skojarzeniem (13 proc.) był skomplikowany mechanizm tego typu produktów. Niemal tyle samo osób, (12,5 proc.) jako termin kojarzący się w największym stopniu z funduszami wybrało „duże zyski”, natomiast 9 proc. preferowało stwierdzenie, że fundusze to przede wszystkim „duże straty”. Niespełna 10 proc. ankietowanych wskazywało na wygodę tego typu inwestycji, a kolejne 8 proc. na łatwość wpłaty i wypłaty zainwestowanych w fundusze pieniędzy. To właśnie kobiety najczęściej wskazywały na wygodę oraz łatwość wpłat i wypłat, dla mężczyzn pierwszym skojarzeniem jest zazwyczaj długoterminowy charakter tego typu inwestycji.

z  czym kojarzą się Polakom fundusze

Największy odsetek Polaków kojarzy fundusze z inwestycją długoterminową, a dla 8 proc. istotnym wyznacznikiem jest łatwość wpłat i  wypłat, czyli płynność. 13 proc. ankietowanych wskazuje na skomplikowany mechanizm. Z kolei 10% jest zdania, że inwestycje w fundusze to przede wszystkim wygodny sposób inwestowania. Równie ciekawy aspekt, to kwestia skojarzenia funduszy z dużym zyskiem lub dużymi stratami – obie te odpowiedzi wybierała zbliżona liczba respondentów (odpowiednio 11% i 9%).

Według Moniki Szlosek tak skrajnie różne opinie ankietowanych są całkiem racjonalne. – Paradoksalnie, wszystkie te skojarzenia mogą mieć swoje podstawy i na tym w głównej mierze polega największa zaleta funduszy inwestycyjnych – mówi. – W ofertach TFI mamy dostęp do całej gamy bardzo różnorodnych funduszy – od agresywnych, inwestujących w akcje, po fundusze obligacji – dlatego zarówno te osoby, które oprócz chęci zarobku, cenią sobie poczucie bezpieczeństwa, jak i te, które są w stanie podjąć nieco większe ryzyko, mogą tak dobrać poszczególne fundusze do swojego portfela, aby odpowiadały zarówno na ich potrzeby w zakresie oczekiwanego zwrotu, jak również akceptowanego ryzyka. Nie bez znaczenia jest także płynność funduszy, która umożliwia wpłaty i wypłaty w dowolnym momencie.

Sondaż telefoniczny przeprowadził na zlecenie Deutsche Bank Polska Instytut Homo Homini 17 czerwca 2014 r. na losowej, reprezentatywnej dla ogółu mieszkańców Polski próbie respondentów

Bartek CiszewskiSondaż: Chęć wyższego zysku niż z lokat główną motywacją do inwestowania w funduszeWprowadź tytuł elementu wpis
read more

Spróbuj inwestycji za granicą – lepiej zdywersyfikujesz swój portfel

Inwestorzy indywidualni, którzy są zainteresowani rynkami zagranicznymi, mogą w coraz większym stopniu korzystać z dostępu do globalnych inwestycji. Zdaniem większości ekspertów zapotrzebowanie na takie inwestycje sukcesywnie wzrasta, głównie ze względu na możliwość jeszcze lepszej dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, co jest najważniejszym czynnikiem umożliwiającym osiągnięcie zadowalających zysków.

Polscy inwestorzy są coraz częściej zainteresowani ofertami funduszy lokujących oszczędności klientów na rynkach zagranicznych. Jak wynika z obliczeń ekspertów Analiz Online w  2013 r. do funduszy zagranicznych wpłacono o 1,5 mld zł więcej, niż z nich wypłacono. Przewiduje się, że w obecnym roku liczby te jeszcze wzrosną.

Skąd rosnąca popularność tego typu rozwiązań? Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank uważa, że dywersyfikacja portfela inwestycyjnego nie tylko pod kątem klasy aktywów, ale też geograficzna jest dobrym zabezpieczeniem przed niespodziewanymi wydarzeniami, które mogą mieć negatywny wpływ na nasze potencjalne zyski.

Jak wyjaśnia Grzegorz Pietrucha, Dyrektor Departamentu Sprzedaży Detalicznej Skarbiec TFI, fundusze oparte na jednym rynku posiadają zazwyczaj dodatnią korelację, co oznacza, że kierunkowo zachowują się do siebie bardzo podobnie. – Co prawda jedne będą pracować lepiej, inne gorzej, ale najczęściej w tym samym kierunku, czyli razem dadzą zarobić lub spowodują straty – komentuje.
– Natomiast dobrze zdywersyfikowany portfel to taki, w którego skład wchodzą aktywa ze sobą nieskorelowane lub skorelowane ujemnie. Taki efekt osiągamy m.in. dzięki inwestycjom za granicą – mówi.

Istotnym czynnikiem mającym wpływ na popularyzację wśród klientów w Polsce funduszy inwestujących za granicą jest możliwość kupowania jednostek w polskiej walucie. – By móc inwestować za granicą, jeszcze do niedawna należało posiadać walutę obcą, dzisiaj można kupować w polskich złotych – podkreśla Grzegorz Pietrucha.

– Najwięksi gracze na rynku funduszy zagranicznych, oferujący swoje usługi również w Polsce, to uznane, funkcjonujące już od kilkudziesięciu lat instytucje finansowe, co jest nie bez znaczenia dla klientów rozważających inwestycje w ich produkty – mówi Monika Szlosek z Deutsche Bank. – Polscy inwestorzy mogą powierzyć swoje oszczędności takim globalnym instytucjom jak Black Rock, Franklin Templeton Investments, a od niedawna również JP Morgan Asset Management.

– Kilkudziesięcioletnie doświadczenie tych podmiotów daje nam możliwość prześledzenia, jak interesujące nas fundusze zachowywały się w różnych okolicznościach rynkowych na przestrzeni lat, takich jak: hossa internetowa czy kryzys finansowy – mówi Grzegorz Pietrucha. – Warto zatem współpracować z renomowanymi instytucjami, gdzie proces doboru dostawców funduszy  jest oparty o oceny ilościowe i jakościowe, a kadra doświadczona i przeszkolona – mówi.

Niektórzy zwracają z kolei większą uwagę na czynniki geograficzne. – Można również wyróżnić sporą grupę inwestorów poszukujących ekspozycji na konkretny rynek, np. amerykański, czy też rynki krajów rozwijających się – dodaje Grzegorz Pietrucha. – W miarę wzrostu świadomości inwestorów horyzonty powinny się rozszerzać jeszcze bardziej – przewiduje. 

Niezależnie od geograficznego kryterium trzeba też wziąć pod uwagę poziom ryzyka i to, z jakim funduszem mamy do czynienia – bezpieczniejszymi funduszami obligacji, czy też z agresywniej inwestującymi funduszami akcji, które w długim okresie mogą przynieść większe zyski.

Według Grzegorza Pietruchy idealnym rozwiązaniem w mniej pewnych czasach, gdy trudno jednoznacznie oszacować, jak globalne rynki będą się zachowywały w kolejnych miesiącach i latach, są fundusze parasolowe. – W okresach dekoniunktury pozwolą nam chronić kapitał w funduszach obligacji, a w czasie rozkwitu korzystać ze wzrostów na rynkach akcji – tłumaczy.

Deutsche Bank Polska wprowadził niedawno do oferty rozwiązanie inwestycyjne w postaci funduszu parasolowego Skarbiec – JP Morgan Asset Management Funds Polska SFIO. W jego skład wchodzą cztery subfundusze. Są to dwa agresywniejsze fundusze akcji, jeden inwestujący na rynku amerykańskim, drugi na rynkach wschodzących, dodatkowo fundusz oparty na światowych obligacjach oraz rynkach walutowych, a także fundusz inwestujący w obligacje przedsiębiorstw. Zdaniem Moniki Szlosek z Deutsche Bank, jest to unikalne na polskim rynku rozwiązanie inwestycyjne.

Na czym polega jego wyjątkowość? Subfundusze tego typu pozwalają klientom korzystać z doświadczenia zagranicznego assetmanagera na zasadach operacyjnych i  podatkowych obowiązujących w Polsce. Inwestor nie ma obowiązku samodzielnego rozliczania podatków, tak jak to ma miejsce np. w przypadku funduszy luksemburskich.

Według wielu ekspertów polski rynek funduszy będzie się rozwijał wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa. – Oszczędności zgromadzone w funduszach mogą być odporne na wiele zawirowań – podkreśla Grzegorz Pietrucha.

Bartek CiszewskiSpróbuj inwestycji za granicą – lepiej zdywersyfikujesz swój portfel
read more

Pięć mitów o giełdzie, które nie pozwalają ci zarobić

Niskie stopy procentowe zmuszają Polaków do poszukiwania sposobów oszczędzania
i inwestowania, które dałyby wyższy zwrot od zwykłych depozytów bankowych. W wielu krajach inwestorzy w pierwszej kolejności często zwracają się ku giełdzie. Nad Wisłą jest inaczej. Ciągle mała wiedza na temat mechanizmów rynku kapitałowego i pokutujące od lat mity sprawiają, że w akcje inwestuje tylko garstka. Im szybciej się z nimi rozprawisz, tym szybciej zaczniesz zarabiać.

Rekordowo niskie stopy procentowe NBP sprawiają, że przeciętne oprocentowanie depozytów w złotych spadło, jak podaje Comperia.pl, do około 2,46 proc. rocznie (dla lokaty na kwotę 5 tys. złotych). Niewiele mniej, bo 2,5 proc. może wynieść inflacja – wynika z badania oczekiwań bankowców wykonanego przez firmę badawczą TNS OBOP. Taka sytuacja skłania oszczędzających do poszukiwań rozwiązań o potencjalnie wyższej stopie zwrotu, które nie dość, że uchronią przed inflacją, ale też pozwolą wypracować zysk. Najbardziej dostępnym jest giełda.

Tymczasem, chociaż Polacy otworzyli już około 1,5 miliona rachunków maklerskich, aktywnie inwestuje na giełdzie zaledwie 250-300 tys. osób, wynika z danych Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Dlaczego tak niewiele?

Jak wskazuje badanie przeprowadzone przez Deutsche Bank przed inwestycjami na giełdzie powstrzymuje nas najczęściej pięć podstawowych obaw: „brak wystarczających środków” (50 proc. wskazań), „brak kompetencji” (16 proc.) oraz w dalszej kolejności: „zbyt duże ryzyko”, „zbyt zaawansowany wiek” czy „brak czasu”. – To mity, z którymi łatwo rozprawić się stosując zdroworozsądkowe podejście do inwestycji giełdowych – przekonuje Jacek Buczyński, analityk z Biura Maklerskiego Deutsche Bank. – Gdy już zdamy sobie sprawę z niezasadności tych obaw, otworzymy sobie drogę do efektywnego narzędzia mającego służyć pomnażaniu pieniędzy – dodaje.

Przyjrzyjmy się każdemu z nich z osobna.

Mit 1: Inwestycje na giełdzie wymagają znacznych środków

Ten mit najłatwiej obalić. Po pierwsze w przeciwieństwie do wielu innych produktów finansowych, inwestycje na giełdzie można rozpocząć przeznaczając na nie dowolnie małe środki. Jedynym ograniczeniem jest cena akcji. Te na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wahają się od kilku groszy do kilkuset złotych. Tylko kurs akcji dwóch spółek (LPP oraz Wawel) wynosi ponad tysiąc złotych.

Brak opłat za prowadzenie rachunku maklerskiego jest już standardem na polskim rynku, a prowizje za transakcje pobierane przez domy spadły nawet do 0,19 procent. Tyle zapłacimy za transakcje kupna akcji korzystając z rachunku db Makler w Deutsche Bank Polska, najtańszego dziś na rynku wg rankingów serwisu Bankier.pl oraz „Pulsu Biznesu”.

Mit 2: Z giełdą związane jest ogromne ryzyko

Każdy inwestując w akcje powinien zdawać sobie sprawę, że ich cena może być bardzo zmienna. Wartość spółki może spaść lub wzrosnąć o kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent w ciągu jednej sesji. Ryzyko straty pieniędzy jest ceną za potencjalne ponadprzeciętne zyski. Jest kilka sprawdzonych sposobów, aby je okiełznać.

– Po pierwsze, początkujący inwestor giełdowy nie powinien od razu lokować w nią znacznej części swoich oszczędności – mówi Jacek Buczyński z Deutsche Bank. – Może zacząć od niewielkich sum, sięgających na przykład 5-10 procent wartości jego portfela – dodaje. Powinien też szczerze odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy jestem w stanie pogodzić się z ewentualną stratą znacznej części inwestowanych na giełdzie pieniędzy. – Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, najprawdopodobniej nie będziemy w stanie podejmować racjonalnych decyzji zakupu oraz sprzedaży akcji i powinniśmy zrezygnować z tego pomysłu albo zacząć swoją przygodę z giełdą od mniejszej sumy – radzi ekspert Deutsche Bank Polska.

Druga podstawowa metoda na radzenie sobie z ryzykiem polega na dywersyfikacji inwestycji giełdowych, czyli kupowaniu akcji różnych spółek, najlepiej z różnych branż, oraz rozkładaniu tych zakupów w czasie. – To właśnie odróżnia rozsądnego inwestora od hazardzisty. Próba kupna tej jedynej właściwej spółki w najodpowiedniejszym momencie da nam teoretycznie szansę szybkiego zysku w krótkim czasie, ale równie dobrze może skończyć się szybką i bolesną stratą – przestrzega ekspert Deutsche Bank. – Dużo rozsądniej jest inwestować w walory kilku różnych spółek – mówi Jacek Buczyński z Biura Maklerskiego Deutsche Bank.

Szacując ryzyko związane z kupnem akcji warto też pamiętać, że także rozwiązania oszczędnościowe nie są go całkowicie pozbawione. Dla przykładu środki zgromadzone na lokatach są zabezpieczone Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, jednak oprocentowanie może spaść poniżej inflacji, jak to ma miejsce w krajach zachodniej Unii Europejskiej, co sprawia, że trzymane na nich oszczędności realnie tracą na wartości. Właśnie w takiej sytuacji warto rozważyć bardziej agresywne inwestycje, np. te w akcje.

Mit 3: Inwestycje giełdowe pochłaniają dużo czasu

To prawda, że kupno i sprzedaż akcji wymaga nieco więcej zaangażowania niż przelanie pieniędzy na bankową lokatę. Jednak stereotyp gracza giełdowego przyklejonego do kilku ekranów monitora, wykonującego kilka transakcji na minutę dotyczy jedynie zawodowych maklerów oraz nielicznej grupki hobbystów-pasjonatów, którzy próbują się z nimi zmierzyć. Zdecydowana większość inwestorów indywidualnych na całym świecie dokonuje nie więcej niż kilka transakcji miesięcznie.

Z kolei ich wykonywanie stało się dziecinnie proste dzięki nowoczesnym technologiom. Dostępne na polskim rynku internetowe systemy transakcyjne domów maklerskich są zaprojektowane tak, że ich obsługa praktycznie nie różni się zbytnio od obsługi internetowego konta bankowego. W kilku intuicyjnych ruchach można zlecić maklerom kupno lub sprzedaż akcji.

– Inwestując długoterminowo nie trzeba codziennie śledzić wykresów giełdowych. Wręcz przeciwnie, zbyt częste decyzje dotyczące transakcji, podejmowane pod wpływem emocji są częstym błędem – mówi ekspert Deutsche Bank.

Mit 4: Giełda jest dla młodych

Rzeczywiście, z jednej strony najbezpieczniejsze inwestycje w akcje to te dokonywane z długim horyzontem czasowym, sięgającym kilku dekad. Jednak także zakupy w krótszej perspektywie pozwalają zredukować ryzyko związane z okresowymi wahaniami koniunktury giełdowej. Obserwując historyczne wyniki najstarszych funkcjonujących do dzisiaj indeksów giełdowych, np. nowojorskiego Dow Jones Industrial, widać, że nawet po największych zawirowaniach rynkowych były one w stanie odrobić straty w ciągu jednej czy dwóch dekad.

– Przekonanie o tym, że giełda jest dla młodych, wynika z opacznego rozumienia inwestycji w akcje. W Polsce są one często mylone z krótkoterminowymi spekulacjami, czy tzw. day tradingiem – mówi Jacek Buczyński z Biura Maklerskiego Deutsche Bank Polska. – Tymczasem na Zachodzie inwestorzy indywidualni najczęściej wykorzystują giełdę jako dodatkową formę średnio- i długoterminowego inwestowania. W tym przypadku doświadczenie życiowe, dystans do codziennego szumu informacyjnego są ważnymi atutami – dodaje.

Mit 5: Na giełdzie zarabiają tylko eksperci

O sukcesie na giełdzie decyduje wybór właściwych akcji. Tych, których cena wzrośnie. Doświadczeni inwestorzy poszukują ich korzystając z dwóch podstawowych narzędzi: analizy technicznej, czyli obserwacji historycznych cen akcji i prognozowania na ich podstawie przyszłych trendów, oraz analizy fundamentalnej, w której bierze się pod uwagę wyniki finansowe spółek, ich konkurencyjność oraz perspektywy rozwoju spółki i całego sektora.

– Początkujący inwestor nie musi wykonywać tej pracy osobiście. Może skorzystać z analizy profesjonalistów, którzy regularnie wydają rekomendacje kupna, bądź sprzedaży notowanych na giełdzie papierów wartościowych – mówi ekspert z Biura Maklerskiego Deutsche Bank.

Inwestorzy indywidualni, którzy chcą dokonać dokładniejszej analizy interesujących ich akcji, mają do dyspozycji coraz więcej narzędzi pomagających podjąć właściwe decyzje. Oprócz ogólnie dostępnych bezpłatnie aktualnych i historycznych notowań akcji, wiadomości ze spółek, komentarzy i rekomendacji dostępnych na stronach biur maklerskich czy portali finansowych, pojawiają się wyspecjalizowane serwisy, które za niewielką opłatą udostępniają bardziej zaawansowane analizy, takie jak Stockwatch, Fundamentalna czy ATSkaner, prowadzony przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Ten ostatni wysyła użytkownikom spersonalizowane alerty dotyczące interesujących ich spółek (od niedawna jest dostępny bezpłatnie dla klientów Biura Maklerskiego Deutsche Bank).

– Przy wyborze akcji możemy kierować się też własnymi obserwacjami. Dla przykładu, jeśli korzystamy z usług firmy, która jest notowana na giełdzie i naszym zdaniem dobrze radzi sobie na rynku, warto sprawdzić, jak w danym momencie są wyceniane jej akcje – zauważa ekspert Biura Maklerskiego Deutsche Bank. – Spostrzeżenia z życia wzięte mogą być często bardziej wartościowe niż te pochodzące od analityka – dodaje.

Żyjemy w świecie nieprzerwanej inflacji. Czy chcemy tego, czy nie, aby chronić przed nią nasze oszczędności musimy nimi aktywnie zarządzać. Inwestycje giełdowe są jednymi z łatwiejszych form agresywniejszego oszczędzania. Mają trzy kluczowe zalety: są tanie, więc praktycznie można je zacząć od dowolnej kwoty. Na giełdę można wejść w dowolnym momencie oraz w dowolnym momencie się wycofać. Wreszcie są szybkie i wygodne: transakcję można zlecić w kilka sekund za pośrednictwem internetowego systemu transakcyjnego.

Inwestując część oszczędności na giełdzie, a resztę pozostawiając na depozytach bankowych, mamy szansę skuteczniej pomnażać pieniądze jednocześnie minimalizując ryzyko straty. Ale żeby się o tym przekonać, trzeba spróbować tego na własnej skórze.

Bartek CiszewskiPięć mitów o giełdzie, które nie pozwalają ci zarobić
read more

Media społecznościowe dla szkół językowych [prezentacja]

Prezentacja ze szkolenia dla Helen Doron Poland – angielski dla dzieci, które przeprowadził Bartek w ten weekend w Lublinie. Piękne miasto, bardzo sympatyczna organizacja. Franczyza zrzeszająca szkoły językowe stosujące autorską metodę nauczania to doskonały temat narracji w mediach społecznościowych. Pozwólcie tylko wypowiedzieć się zadowolonym rodzicom.

Dziękujemy za zaproszenie i życzymy powodzenia!

Bartek CiszewskiMedia społecznościowe dla szkół językowych [prezentacja]
read more

Jak oszczędzać w czasach topniejących zysków z lokat?

Klienci banków z niechęcią przyglądają się spadającemu oprocentowaniu depozytów. Dziesięcioprocentowe lokaty zostały zastąpione przez kilkuprocentowe, a wcale nie jest powiedziane, że stawki te nie ulegną dalszym obniżkom. Rada Polityki Pieniężnej właśnie po raz kolejny obniżyła stopy procentowe o 0,25 pkt proc. Obecnie główna stopa procentowa (referencyjna) znalazła się na rekordowo niskim poziomie i wynosi
2,5
proc. Czy oznacza to, że oszczędzanie przestało się opłacać? Bynajmniej – przekonują eksperci Deutsche Bank PBC. Na rynku dostępne są różnorodne rozwiązania inwestycyjne, które w ostatnich latach zostały odsunięte
w  cień przez lokaty mogące się pochwalić dwucyfrowym oprocentowaniem. Warto do nich wrócić, bo oferują jeszcze wyższy zysk przy niewiele większym ryzyku.

Polska gospodarka rośnie wolniej. Jeszcze dwa lata temu „zielona wyspa” rozwijała się w tempie 4 proc. rocznie. W minionym roku wzrost wyniósł już tylko 1,9 proc. Według najnowszych prognoz PARP takiego samego poziomu możemy się spodziewać na koniec tego roku. Wraz ze spowolnieniem spada też inflacja. Zahamowała z 4,3 proc. w 2011 roku, a według szacunków Narodowego Banku Polskiego w bieżącym roku ma wynieść do 1,1 proc. Na pierwszy rzut oka to bardzo dobra wiadomość dla oszczędzających. Oznacza bowiem, że pieniądz wolniej traci na wartości, można więc bezpieczniej go przechowywać i pomnażać. Niestety, są także inne aspekty takiej sytuacji, mniej korzystne m.in. dla posiadaczy depozytów bankowych – mówi Jacek Buczyński, analityk Biura Maklerskiego Deutsche Bank PBC.

inforgafika_cztery_metody_01

Aby ożywić gospodarkę, Rada Polityki Pieniężnej, korzystając z niskiej inflacji, konsekwentnie tnie stopy procentowe. Ta depozytowa spadła już poniżej 2 procent. Od wysokości stóp procentowych zależy z kolei to, na jakich warunkach banki udzielają sobie pożyczek, a co za tym idzie, jakie oprocentowanie depozytów klientów indywidualnych jest dla nich opłacalne. Chociaż część instytucji wciąż oferuje lokaty na korzystnych warunkach, to zdaniem ekspertów nie potrwa to długo. Podczas gdy, jak podaje Comperia.pl, w październiku 2012 roku średnie oprocentowanie półrocznego depozytu na 5 tys. zł wynosiło 4,48 proc., dziś jest to ok. 2,51 proc. A może być jeszcze niższe. Zaniepokojeni Polacy zastanawiają się, co zrobić, by kapitał pracował równie efektywnie, co kiedyś. Eksperci Deutsche Bank przygotowali krótki przewodnik, który pomoże w znalezieniu rozwiązania.

W co powinienem ulokować swoje pieniądze? Wiele zależy od osobistych preferencji, horyzontu inwestycyjnego,
a przede wszystkim akceptowanego poziomu ryzyka. Spróbuj najpierw odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań: Zależy mi na zysku czy ochronie kapitału? Jak długo chcę oszczędzać? Czy na pewno w tym okresie nie będę ich potrzebował? W zależności od odpowiedzi na nie eksperci Deutsche Bank PBC proponują kilka propozycji oszczędzania.

Strategia bezpieczna. Dla tych, którzy za wszelką cenę nie chcą stracić. To przede wszystkim tradycyjne konta oszczędnościowe i lokaty. Pierwsze są decyzją bez zobowiązań. Praktycznie każde wolne środki, których nie wydamy z dnia na dzień, można automatycznie wpłacać na konto oszczędnościowe. Nie wiąże się to z żadnym zobowiązaniem – pieniądze możemy w każdym momencie przelać na konto osobiste, ale na rachunku oszczędnościowym średnie oprocentowanie jest znacznie większe niż na rachunku osobistym. Lokaty mogą wprawdzie przynieść zwykle większe zyski, ale zazwyczaj pod warunkiem, że ich nie zerwiemy. Co ciekawe, obecnie te długoterminowe – jedno lub dwuletnie – oprocentowane są stosunkowo mało atrakcyjnie. Z kolei wśród trzymiesięcznych lokat wciąż można znaleźć dużo wyższe oprocentowanie. – To dlatego, że stopy RPP spadają, więc w przyszłości pieniądz będzie jeszcze tańszy, co biorą pod uwagę banki budując ofertę – wyjaśnia Jacek Buczyński
z Biura Maklerskiego Deutsche Bank PBC.

Strategia śmiała. Dla tych, którzy chcą więcej i mają czas. Nie wszystkich zadowala oprocentowanie nieznacznie przewyższające inflację. Muszą więc wyjść poza standardowe depozyty. Najbardziej oczywistym rozwiązaniem są akcje giełdowe. Prowadzenie konta maklerskiego jest w wielu instytucjach bezpłatne, a najniższa prowizja od transakcji (m.in. w db Makler) wynosi już tylko 0,19 proc. Oznacza to, że kupując akcje o wartości 1 000 złotych zapłacimy za obsługę niecałe 2 złote. Jeśli chcemy inwestować bezpiecznie, warto rozłożyć zakupy papierów w czasie, a także postawić na co najmniej kilka spółek. Jeśli zależy nam na maksymalizacji zysku, można próbować „ustrzelić” odpowiednią firmę w odpowiednim czasie, ale takie podejście wiąże się ze znacznym ryzykiem.

Strategia śmiała dla mniej zaangażowanych. Kto ma mniej czasu, aby zajmować się regularnie rynkami finansowymi może zlecić wybór spółek profesjonalistom i np. powierzyć środki funduszowi inwestycyjnemu. Obecna oferta tego typu podmiotów na rynku polskim jest na tyle szeroka, że pozwala skutecznie skoncentrować się na najważniejszych strategicznych decyzjach: np. kiedy ulokować więcej pieniędzy na giełdzie, kiedy w bardziej bezpieczne obligacje, a kiedy trzymać gotówkę.

Strategia długoterminowa. Dla tych, którzy dysponują „wolnymi środkami”. W tym przypadku odpowiednim wyborem mogą być produkty strukturyzowane, długoterminowe programy oszczędnościowe. Struktury pozwalają uzyskać określoną stopę zwrotu, jeśli zaistnieje dany scenariusz rynkowy. Dla przykładu Certyfikaty Ekspresowe powiązane z Indeksem EuroStoxx 50 największych przedsiębiorstw strefy euro umożliwiają osiąganie zysku
w przypadku wzrostu cen akcji spółek notowanych w ramach indeksu. Jeśli jego wartość za rok zamknie się
w określonym przedziale, jego nabywcy zarobią 9 proc. Będą mogli zrealizować zysk albo poczekać jeszcze jeden rok (maksymalnie do czterech lat) z nadzieją na powtórzenie tego wyniku.

Inwestycje w złoto i srebro to przede wszystkim długoterminowa lokata w rzadkie, sprawdzone przez tysiące lat dobro, którego podaż jest ograniczona, przez co cena powinna mimo wahań w długim okresie rosnąć. Jeśli
w przyszłości doszłoby do ponownego kryzysu finansowego, jest możliwe, że cena kruszców wzrośnie.

Wreszcie długoterminowe programy oszczędnościowe z regularną składką to rozwiązanie dla osób, które co miesiąc dysponują choć niewielką kwotą do odłożenia (np. 150 zł miesięcznie w przypadku produktów Deutsche Bank).
W zamian za deklarację regularnych wpłat przez kilka lat otrzymujemy bardzo atrakcyjny pakiet usług finansowych, których przeciętna potencjalna stopa zwrotu może przekraczać 10 proc. w skali roku.

Wybór należy do ciebie.

Bartek CiszewskiJak oszczędzać w czasach topniejących zysków z lokat?
read more

Facebook conversion tracking–wreszcie będzie można zmierzyć skuteczność działań

Conversion Measurement: A Win for Direct Response Marketers

W zeszłym tygodniu Facebook zdecydował się na ważną dla reklamodawców (a co za tym idzie i udziałowców) zmianę w serwisie. Co ciekawe nie było o niej wcale głośno. Co takiego się stało?

Największą wadą modelu biznesowego Facebooka, w porównaniu z AdWords Google, jest to, że jest bardzo trudno zmierzyć konwersję inwestycji w reklamę na FB. Owszem, kupując płatne komunikaty w sieci społecznościowej dowiemy się, ile osób w nie kliknęło, w jakim są wieku, czym się interesują, ale nie zmierzymy, ile z nich kupiło nasze towary bądź usługi. Inaczej w starodawnej reklamie w wyszukiwarkach. Sklep internetowy przy użyciu darmowego narzędzia Google Analytics bez problemu zmierzy, jaki odsetek użytkowników którzy odwiedzają jego witrynę za pośrednictwem reklam, dokonuj zakupu. Potem wystarczy już tylko przemnożyć tę liczbę przez jednostkowy koszt kliknięcia, wynika porównać z przychodem ze sprzedaży, by wiedzieć, czy reklama jest opłacalna czy nie.

Pomysł Facebooka jest następujący. Reklamodawca może wygenerować w panelu reklamowym FB specjalny kod i umieścić go na swoich stronach. W ten sposób będą mogli sprawdzić zależność między wydatkami reklamowymi na serwisie społecznościowym a rzeczywistą sprzedażą. Chociaż usługa ma być dostępna globalnie, wciąż w naszym panelu jej nie widzimy. Poniżej screen z insidefacebook.com:

 

conversion-tracking-tool

System podobno od roku testują najwięksi klienci FB. Teraz ma być dostępny także dla mniejszych. Możliwość mierzenia konwersji jest podstawową funkcjonalnością. Jeśli Facebook ją wprowadzi nie tylko nadgoni Google, ale też wyeksponuje swoją przewagę. O ile reklama AdWords jest skuteczna w przypadku zdecydowanych osób, które chcą już w tym momencie dokonać zakupu, to serwis społecznościowy może uczestniczyć w dłuższym procesie sprzedaży. Fan danej marki może zdecydować się na zakup po kilku miesiącach. Jeśli konwersje reklam na FB będą zadowalające, akcje spółki mogą poszybować a my możemy mieć do czynienia z drugą falą fascynacji reklamą w social media. FB może też być zmuszony dostosować do wyników soje cenniki. Zapowiada się ciekawy rok.

Bartek CiszewskiFacebook conversion tracking–wreszcie będzie można zmierzyć skuteczność działań
read more

Ile trzeba odkładać miesięcznie, aby mieć godną emeryturę z własnych oszczędności

spa

Ekonomiści nie pozostawiają złudzeń: emerytura pochodząca z obowiązkowych składek nie zapewni dostatniej przyszłości. Nawet przy gruntownych reformach państwowych systemów ubezpieczeń społecznych, dzisiejsi 30-latkowie będą mogli liczyć na emeryturę w wysokości nie więcej niż 30 proc. ostatniej pensji. Aby temu zapobiec – nie ma wyjścia – trzeba oszczędzać na własną rękę. Eksperci Deutsche Bank PBC policzyli, jak odkładając ok. 300 zł miesięcznie, można uzbierać aż 810 000 złotych.

Polak, który obecnie przechodzi na emeryturę otrzymuje pierwsze świadczenie w wysokości średnio około połowy swojej ostatniej pensji. W przyszłości ta proporcja, czyli tzw. stopa zastąpienia będzie niższa. W badaniach opinii Polacy deklarują, że dostatnia emerytura jest jednym z najważniejszych celów, na które warto oszczędzać w długoterminowej perspektywie. Jednak jak pokazało badanie Deutsche Bank PBC zrealizowane przez Instytut Homo Homini, tylko co piąty badany faktycznie odkłada pieniądze z myślą o starości.

Nie ZUS, a procent składany i systematyczność zapewnią emeryturę

Jakie formy oszczędzania na okres emerytury są najpopularniejsze w Polsce? – Do niedawna były to nieruchomości. Ceny mieszkań rosły, a koszty kredytu hipotecznego można było pokryć np. z wynajmu – mówi Wioletta Kociszewska, z Departamentu Centrum Inwestycyjne Deutsche Bank PBC. – Jednak ostatni spadek cen mieszkań, wahania na rynku walutowym i brak jednoznacznych prognoz tempa rozwoju rynku nieruchomości sprawiły, że coraz bardziej atrakcyjną alternatywą stało się inwestowanie z myślą o dostatniej przyszłości, np. w ramach długoterminowych programów oszczędnościowych – dodaje.

Nic dziwnego – jak pokazuje symulacja przygotowana przez ekspertów Deutsche Bank PBC, odkładając regularnie 300 złotych miesięcznie, można uzbierać na czas emerytury aż 810 000 złotych. Odkładając 2/3 tej kwoty, czyli 200 zł, uzbieramy 540 000 zł. Choć prawie o 300 000 zł mniejsza, nadal będzie to suma, która pozwoli przyszłemu emerytowi żyć na przyzwoitym poziomie, niezależnie od świadczeń wypłacanych przez państwowy system ubezpieczeń.

– Sukces w długofalowym oszczędzaniu nie pochodzi z promocyjnego oprocentowania depozytu w krótkim okresie i nie wynika z przyjętej agresywnej strategii inwestycyjnej. Najważniejsze są systematyczność i czas, który z każdym kolejnym rokiem działa na korzyść oszczędzającego – mówi Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC. Gdzie leży sekret? Przede wszystkim w efekcie tzw. procentu składanego oraz uśrednianiu kosztów.

Mechanizm procentu składanego polega na bieżącym powiększaniu pracującego kapitału o odsetki, które w rezultacie z każdym kolejnym okresem naliczane są od większej kwoty. Wyjaśnijmy to na przykładzie. Załóżmy, że wpłaciliśmy 1 000 zł na lokatę o miesięcznej kapitalizacji odsetek i oprocentowanej stawką 6 proc. w skali roku. Po pierwszym miesiącu do wkładu doliczamy 1/12 rocznego oprocentowania, czyli 0,5 proc. z 1 000 zł i na lokacie mamy już 1 005 zł. W drugim miesiącu znowu doliczamy dwunastą część rocznego oprocentowania, ale tym razem podstawa (pracujący dla nas kapitał) jest już większy, dlatego zyskujemy już 5 zł i 2,5 gr.

– Mechanizm można przyrównać do efektu śnieżnej kuli, na kolejne odsetki pracuje nie tylko wpłacany kapitał, ale także wcześniej narosłe odsetki, dzięki czemu generowane są coraz większe przychody – tłumaczy Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC. – Gdy decydujemy się na długoterminowe oszczędzanie w perspektywie co najmniej 10 lat, a tak jest w przypadku programów emerytalnych, procent składany może generować znaczące zyski – dodaje.

Jak duże? Eksperci Deutsche Bank przeprowadzili symulację programu oszczędnościowego, w którym młody, 22-letni klient inwestuje 200 złotych regularnie przez kolejne 45 lat, czyli do momentu, kiedy w wieku lat 67 prawdopodobnie przejdzie na emeryturę. Eksperci założyli, że długoterminowy instrument inwestycyjny osiąga średnią stopę zwrotu w wysokości 6 proc. rocznie. W niektórych okresach zarabia dużo więcej, w niektórych traci na wartości, jednak historyczne dane pokazują, że dywersyfikacja portfela inwestycyjnego oraz bardzo długi okres oszczędzania pozwalają na stabilne zyski na podobnym poziomie.

Jak widać na wykresie, oszczędności narastają coraz szybciej. W pierwszym pięcioleciu przyszły emeryt uzbierał ponad 14 tys., w ostatnim aż 140 tys. złotych, czyli dziesięć razy więcej! To właśnie efekt procentu składanego, czyli pracujących na zyski inwestora odsetek.

Mając do dyspozycji 540 tys. złotych w wieku 67 lat będzie mógł przez kolejne 20 lat wypłacać sobie rentę w wysokości prawie 4 000 złotych miesięcznie.

dwudziestolatek_odklada_200_zl

Odkładając niewiele więcej, np. 300 zł miesięcznie, klient uzbierałby do czasu emerytury 810 tys. złotych, co pozwoliłoby na dodatkową emeryturę w wysokości prawie 6 000 złotych.

dwudziestolatek odklada 300 zl

Systematyczne oszczędzanie na czas emerytury bezsprzecznie daje efekt, ale jaką formę oszczędzania wybrać?

IKE i IKZE – ulga podatkowa, ale z ograniczeniami

Jakie produkty emerytalne są najpopularniejsze w Polsce? – Najchętniej korzystamy z IKE i PPE, czyli produktów oszczędnościowych oferowanych przede wszystkim przez banki i towarzystwa ubezpieczeniowe. Są to rozwiązania pozwalające na odkładanie oszczędności na przyszłą emeryturę w ramach III filaru – mówi Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC.

Ich zaletą są korzyści podatkowe – oszczędności w IKE nie podlegają opodatkowaniu od zysków kapitałowych (tzw. podatkowi Belki). Można je założyć w dowolnym momencie, jednak maksymalna suma rocznych wpłat jest z góry ograniczona. PPE z kolei tworzone są przez pracodawców specjalnie dla osób zatrudnionych w danym zakładzie pracy.

Aby czerpać korzyści podatkowe w ramach III filaru, należy spełnić kilka warunków. W przypadku IKE: wypłata środków musi nastąpić dopiero po ukończeniu 60. roku życia (lub 55 lat w przypadku wcześniejszego uzyskania uprawnień emerytalnych), wpłaty muszą być dokonywane co najmniej w 5 dowolnych latach kalendarzowych, ewentualnie połowa wartości wpłat musi być wykonana nie później, niż na 5 lat przed dniem złożenia wniosku o dokonanie wypłaty.

Od stycznia tego roku mamy możliwość odkładania pieniędzy w ramach Indywidualnych Kont Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), które również zaliczane są do III filaru. IKZE są w znacznej mierze oparte na rozwiązaniach funkcjonujących już w IKE. Są jednak pewne różnice, dotyczące przede wszystkim kwestii podatkowych.

W przypadku IKZE zastosowano preferencję podatkową polegającą na odliczaniu wpłat na konto od podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Opodatkowaniu PIT (według aktualnej wówczas skali podatkowej) będzie podlegała wypłata środków dopiero po zakończeniu okresu oszczędzania przez właściciela (ewentualnie wypłata środków zgromadzonych przez oszczędzającego na IKZE na rzecz osoby uprawnionej na wypadek śmierci oszczędzającego).

AttributionNoncommercialShare Alike Some rights reserved by IANRORY

Bartek CiszewskiIle trzeba odkładać miesięcznie, aby mieć godną emeryturę z własnych oszczędności
read more

Prowadzenie biznesu nie musi dużo kosztować

jak-minimalizowac-koszty-dzialalnosci-firmy

Zatrudniaj entuzjastycznych pracowników, płać mniej za usługi, korzystaj z dobrodziejstw „chmury”, prowadź tani i skuteczny marketing. Przedstawiamy pomysły na ograniczenie kosztów funkcjonowania małej firmy, które jednocześnie mogą pomóc zwiększyć efektywność jej działań.

W czasie nawet nieznacznego pogorszenia koniunktury koszty prowadzenia własnej działalności zaczynają ciążyć bardziej niż wcześniej. Jednak nie warto się poddawać, bo mimo, że z jednej strony taki czas jest dla przedsiębiorców wyzwaniem, to z drugiej może też być szansą na zwiększenie udziałów w rynku. Te firmy, które będą potrafiły umiejętnie ograniczyć zbędne koszty, mają szansę przewartościować swoją pozycję.

Jednym z największych stałych kosztów dla mikroprzedsiębiorców w Polsce są obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, zarówno zatrudnionych w firmie pracowników, jak i własne. Minimalny miesięczny koszt razem ze składką zdrowotną wynosi dziś 981 złotych, czyli prawie 30 proc. średniego wynagrodzenia brutto. Są to koszty stałe, które w równym stopniu dotyczą wszystkich przedsiębiorców – nie ma na nie rady. Gdzie zatem szukać ulgi finansowej? Przyjrzyjmy się jak, prowadząc własną działalność gospodarczą lub działając jako mała firma, można znaleźć oszczędności. Innymi słowy zwróćmy uwagę na te koszty, o których decydujemy sami.

Optymalnie planuj każde nowe stanowisko

Nie sposób rozwijać firmy bez pracowników. Jednak każda nowa osoba niesie ze sobą dla małej firmy zarówno korzyści, jak i potencjalne ryzyko. Po pierwsze, jak już wspomnieliśmy, ustawowe koszty zatrudnienia ponoszone przez pracodawcę, są sztywne. Przyjęcie każdego nowego pracownika musi więc zostać dobrze skalkulowane w ramach biznes planu tak, aby korzyści wynikające z pracy nowej osoby na przestrzeni określonego okresu, przewyższyły związane z jej zatrudnieniem koszty. Należy też pamiętać, że zanim nowy pracownik będzie w stanie wykonywać swoje obowiązki samodzielnie i w pełni produktywnie, minie trochę czasu. To, czy inwestycja w zatrudnienie go jest opłacalna, okazuje się często dopiero po wielu miesiącach.

Jak więc rozsądnie planować zatrudnienie? Jeśli chcesz prowadzić elastyczny biznes, tam gdzie nie jest potrzebne zaangażowanie wykwalifikowanego specjalisty, warto szukać stażystów – z tymi jednak zastrzeżeniami, że musisz poświęcić odpowiednią ilość czasu na ich staranny wybór spośród licznego zazwyczaj grona kandydatów, oraz zdawać sobie sprawę z tego, że wprowadzenie w zakres obowiązków potrwa i potrzebny jest dokładny instruktaż ze strony szefa lub osoby wprowadzającej, a to zabiera czas. Stażyści mają jednak tę przewagę nad bardziej doświadczonymi pracownikami, że z założenia traktują pracę tymczasowo. – Dla młodych osób praca na podstawie krótkoterminowej umowy, w ramach stażu lub pracy wakacyjnej, nie jest problemem. Cenią sobie przede wszystkim możliwość zdobywania doświadczenia – mówi Izabela Kielczyk, coach biznesowy. – Obserwuję, że młodzi ludzie są skoncentrowani na dobrym wykorzystaniu czasu stażu. Chcą dokładnie poznać zakres obowiązków, bo przysłowiowe „parzenie kawy i kserowanie” ich nie interesuje. Nastawieni są na zdobywanie konkretnych umiejętności zawodowych. Brak doświadczenia rekompensują entuzjazmem, co czyni z nich bardzo wysoce zmotywowanych pracowników – dodaje.

Spróbuj cloud sourcingu

Jeśli jesteś przedsiębiorcą i nie słyszałeś o cloud computingu, to znaczy, że tracisz pieniądze i nie wykorzystujesz wszystkich szans, jakie dają nowoczesne technologie. „Could computing” to nowy trend w informatyce, który zakłada, że coraz mniej danych i programów znajduje się bezpośrednio na naszych urządzeniach (komputerach, telefonach, tabletach, serwerach), a coraz więcej w „chmurze”, czyli na wirtualnych serwerach Google, Amazona, Microsoftu, Apple czy Adobe. Co to oznacza? – Tworząc infrastrukturę firmy nie trzeba koniecznie inwestować w zaawansowane urządzenia przechowujące dane (typu serwer), czy w firmową sieć komputerową. Pracownicy mogą zapisywać dane i wymieniać się nimi wykorzystując dostępne przez dowolne urządzenie serwisy, jak choćby popularny Dropbox, dostępny od niedawna Google Drive, czy najbardziej nastawiony na potrzeby firm box.com – wyjaśnia Bartłomiej Owczarek z firmy doradczej Goldenberry. – Serwisy takie są niewątpliwie bardzo wygodne w czasach, kiedy nasza efektywność i skuteczność w dużej mierze opiera się na mobilności i szybkim dostępie do danych, ważne jest jednak również, aby określić zasady korzystania z nich w kontekście bezpieczeństwa i kontroli dostępu do dokumentów – podkreśla Bartłomiej Owczarek.

A cloud sourcing? To mniej więcej to samo w odniesieniu do procesów wykonywanych w firmie. Rodzaj outsourcingu (często nazywany outsourcingiem trzeciej generacji), jednak może być jeszcze tańszy i łatwiejszy w zastosowaniu. W modelu cloud sourcingu nie eksportujemy całych procesów do zewnętrznej firmy, a jedynie zlecamy konkretne zadania aplikacjom w „chmurze”, które możemy powiązać z architekturą organizacji. Zamiast zatrudniać księgową, wiele mikrofirm decyduje się prowadzić uproszczoną księgowość samodzielnie, przy wsparciu zdalnej platformy internetowej. Aplikacje takie są na bieżąco aktualizowane przez specjalistów dostępnych online. – W ten sposób nawet kilkuosobowej firmie można zapewnić profesjonalne i co ważne bezpłatne (lub bardzo tanie) narzędzia nie tylko do księgowości, ale choćby do zarządzania relacjami z klientami, czyli tzw. CRM, e-learning czy system wspierający proces rekrutacji – wymienia Bartłomiej Owczarek z Goldenberry.

Jak podkreśla Monika Szlosek, dyrektor Departamentu Bankowości Detalicznej w Deutsche Bank PBC, również instytucje finansowe widzą ten trend i starają się wychodzić naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorców ery „cloud”. – Dzięki udostępnianiu coraz bardziej zaawansowanych platform bankowości elektronicznej, rolę specjalisty od finansów firmy może teraz efektywnie przejąć sam właściciel, wspierany przez odpowiednie narzędzia, także te dostarczane przez bank – zaznacza Monika Szlosek. Jako przykład przytacza listę dodatkowych funkcjonalności, które Deutsche Bank PBC udostępnia właścicielom nowego rachunku dla osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą dbNET Biznes: sześć miesięcy darmowego korzystania z serwisu faktura.deutschebank.pl, dostęp do darmowej na początku, a później tańszej niż standardowo usługi Paczkomatów, specjalną ofertę na założenie sklepu internetowego na portalu Facebook czy też rabaty na połączenia lotnicze.

– Bankowość elektroniczna to dziś najważniejszy element oferty dla mikroprzedsiębiorców – podkreśla Monika Szlosek. Według badania Deutsche Bank PBC przeprowadzonego wśród właścicieli mikro i małych firm aż 9 na 10 respondentów (91 proc.) wskazało bankowość elektroniczną jako priorytet przy wyborze konkretnej oferty.

Zlecaj zadania online

Niektórzy odnoszą cloud sourcing także do zlecania konkretnych zadań specjalistom, którzy albo zapewniają wsparcie, gdy korzystamy z ich aplikacji, albo wykonują określone zadania specjalnie dla nas. Nie są jednak pracownikami w pełnym tego słowa znaczeniu, gdyż zlecamy im tylko określone zadania zdalnie i nie wiąże ich z firmą żaden stosunek pracy. Dzięki temu możemy zatrudnić na godzinę czy dwie najlepszych fachowców, na których nie stać byłoby naszej firmy w pełnym wymiarze. Jak ich znaleźć? Za pomocą dedykowanych serwisów internetowych, takich jak oDesk.com, freelancer.com czy polskie favore.pl. Zawierają rekomendacje firm, które korzystały już z usług danego specjalistu. Pozwalają też dotrzeć do pracowników niezależnie od barier geograficznych. Warszawska firma, zatrudniając programistę z innego województwa, może znacznie obniżyć koszty np. utrzymania własnego serwisu internetowego.

Dziel się kosztami z innymi mikroprzedsiębiorstwami

Pewnych kosztów stałych nie sposób uniknąć, ale można je zmniejszyć współpracując w grupie. Wynajęcie większej powierzchni biurowej wspólnie z innymi firmami jest dużo tańsze niż suma kosztów niewielkich biur. – Efekt skali jest jednym z głównych argumentów przy negocjacji warunków najmu – potwierdza Marcin Wasilewski z firmy Nuvalu, która zajmuje się pośrednictwem nieruchomości komercyjnych. – Właściciele są skłonni dać kluczowym najemcom więcej zachęt finansowych. Korzystają z tego firmy typu instant office i co-working: wynajmują dużą powierzchnię w budynku i następnie oferują najem nawet jednego stanowiska pracy na dni lub godziny. Z pewnością jest to bardzo dobre rozwiązanie dla przedsiębiorców, którzy nie potrzebują utrzymywać biur na stałe – mówi Wasilewski. W Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu i innych dużych polskich miastach jest już wiele centrów tzw. co-workingu, gdzie w jednej przestrzeni działają obok siebie różne małe przedsiębiorstwa i freelancerzy. Podobny efekt można osiągnąć negocjując ceny dostaw przeróżnych materiałów, towarów czy usług, np. tak podstawowych jak sprzątanie.

Korzystaj z darmowego oprogramowania

Coraz więcej aplikacji dostępnych jest za darmo. Google udostępnia pakiet biurowy, właśnie w „chmurze”. Z jego podstawowej wersji można korzystać bez żadnych opłat. Jeśli nie ufasz cudzym serwerom, możesz korzystać z Open Office, biurowego pakietu dostępnego na otwartej licencji, co gwarantuje brak opłat, a jednocześnie spełnia podstawowe wymogi bezpieczeństwa. Oszczędzić na oprogramowaniu można korzystając też ze społecznościowego systemu operacyjnego. Popularną wersję Linuksa – Ubuntu – instaluje się i obsługuje już tak łatwo jak komercyjne produkty, a dostępne aplikacje są w większości kompatybilne z innymi platformami.

Darmowe oprogramowanie to nie tylko podstawowe pakiety biurowe, ale też bardziej zaawansowane programy, kluczowe dla działania przedsiębiorstwa, jak np. CRM (Customer Relationship Management). Rozwiązania takie jak FreeCRM czy Zoho CRM są utrzymywane przez profesjonalne zespoły, które nieustannie rozwijają oprogramowanie i oferują wsparcie. Producenci tych systemów działają w tzw. modelu Freemium. Udostępniają darmowe oprogramowanie mikrofirmom, a zarabiają na sprzedaży wersji potrzebnych większym podmiotom (obsługujących więcej stanowisk).

Negocjuj ceny

Targowanie się nie jest naturalne w polskiej kulturze tak, jak choćby w kulturze arabskiej. Jednak to, że podczas codziennych zakupów nie negocjujemy cen, nie znaczy, że nie możemy tego robić w biznesie. Spowolnienie gospodarcze to czas, w którym każdy musi sobie radzić z mniejszym popytem. Także firmy, dostarczające ci swoje usługi.

Szukaj bardziej atrakcyjnych dostawców mediów i usług finansowych. Internet, telefony, prąd, ubezpieczenie, wreszcie usługi bankowe to produkty, których ofertę łatwo ze sobą zestawić. Dlatego co jakiś czas warto poświęcić chwilę na analizę konkurencyjnych ofert. Szczególnie w Polsce rynki te wciąż się rozwijają, pojawiają się nowi gracze z coraz bardziej konkurencyjnymi ofertami. Oferty kont firmowych można sprawdzić na przykład korzystając z popularnych porównywarek internetowych, jak np. Comperia.pl.

Spróbuj content marketingu

Obecnie to potencjalni klienci sami aktywnie wyszukują informacji na temat usług. Coraz częściej wybieramy fryzjera nie dlatego, że ktoś dał nam ulotkę zachwalającą dany salon, a nawet nie dlatego, że ktoś nam go polecił, ale dlatego, że trafiliśmy na jego profil w Internecie, gdzie opublikował swoje portfolio. Prowadząc biznes masz ogromną wiedzę na temat branży, w której działasz. Tej wiedzy szukają potencjalni klienci i kontrahenci. Publikując porady, swoje przemyślenia, zdjęcia, linkując do nowinek na rynku na firmowym blogu czy profilu na Facebooku zyskujesz bardzo skuteczną reklamę. Treść bez dodatkowych kosztów trafi bezpośrednio do najbardziej zainteresowanych.

Media społecznościowe można też bezpośrednio połączyć ze sprzedażą. Wbrew pozorom nie wymaga to dużych inwestycji. Można skorzystać z gotowej platformy. Usługę sklepu na Facebooku oferuje polski serwis InFlavo. Można ją wypróbować za darmo. Dopiero, gdy rozwiązanie się sprawdzi, można przejść na płatne konto. To jedna z usług na którą zniżkę zaproponował Deutsche Bank w ramach pakietu do swojego konta dbNET Biznes.

Staraj się otrzymywać jak najwięcej w barterze

W czasach słabszej koniunktury większość firm często otrzymuje mniej zamówień niż byłaby w stanie obsłużyć. Z drugiej strony z powodu zmniejszonych przychodów, muszą one rezygnować z części potrzebnych im usług. Wymiana barterowa rozwiązuje ten problem, a możliwości w tym zakresie zwiększa Internet. W USA działają już serwisy u-exchange.com czy tradebank.com, które ułatwiają odnalezienie partnera, z którym rozliczymy się bez pośrednictwa gotówki. Są też pierwsze polskie projekty, jak np. barteronline.pl.

– Pomysły na ograniczenie kosztów w czasach spowolnienia są nie mniej ważne, niż pomysły na rozwój biznesu – mówi Monika Szlosek, dyrektor Departamentu Bankowości Detalicznej w Deutsche Bank PBC. Kto opanuje tę sztukę i okaże się bardziej kreatywny od konkurencji, zajmie dużo lepszą pozycję startową, gdy gospodarka znów zacznie się rozpędzać.

Bartek CiszewskiProwadzenie biznesu nie musi dużo kosztować
read more