Najważniejsze

Content Marketing w sektorze B2B jest już standardem

Przez branżę marketingową przewinęło się wiele sezonowych mód, które wydawały się rewolucyjną zmianą. Content marketing do nich nie należy. Obserwacja kilkunastu lat praktyk rynkowych i długofalowych trendów w mediach oraz usystematyzowane cykliczne badania utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Promocja produktów i usług za pomocą użytecznej treści dystrybuowanej bezpośrednio wśród wybranej grupy odbiorców jest skuteczna. Upside w przypadku tej strategii jest ogromny.

Szczególnie w sektorze B2B. Biznes ceni praktyczną wiedzę dużo wyżej od krótkotrwałego szumu medialnego. Co więcej, relacje między profesjonalistami są bardziej podatnym gruntem dla content marketingu niż relacje firm z konsumentami.  Z jednej strony przedsiębiorstwa dysponują unikalną wiedzą o rozwiązaniach, które dostarczają klientom. To wiedza trudna do skopiowania, bo płynie z wieloletnich doświadczeń i jest rozproszona wśród pracowników poszczególnych działów: produktowych, sprzedażowych, finansowych czy obsługi klienta.

Z drugiej strony klienci biznesowi chętnie za tę wiedzę zapłacą. W przeciwieństwie do konsumentów, którzy przywykli, że treści, szczególnie w internecie, powinny być darmowe, profesjonaliści zdają sobie sprawę, że użyteczna informacja ma swoją cenę. Na rynku B2B dane kontaktowe zostawione w formularzu są powszechnie akceptowaną formą zapłaty za pobranie dokumentu pdf czy przyłączenie się do webinarium. Jest ona bardziej naturalna niż np. wyświetlenie na stronie internetowej agresywnej reklamy graficznej, co jest jedną z najniższych stawek za konsumpcję treści na rynku B2C.

Dynamiczny rozkwit usług SaaS w ostatnich latach jest ważnym katalizatorem rozwoju content marketingu B2B. Nowoczesne narzędzia pozwalają amatorom tworzyć atrakcyjne treści: teksty, grafiki, audio czy wideo. Laicy po krótkim szkoleniu mogą z powodzeniem konkurować z zawodowcami. Liczy się pomysłowość i wiedza. Drogę twórcom content marketingowym przetarli pod tym względem hobbyści. To oni zdominowali rynek wydawniczy najpierw blogowymi wpisami, a potem żartami fotograficznymi (tzw. memami), ruchomymi obrazkami (gifami), czy wreszcie świetnie zmontowanymi klipami wideo. Twórcy aplikacji SaaS dla biznesu zebrali te funkcjonalności i połączyli w  narzędzia dedykowane tworzeniu webinariów czy infografik na potrzeby content marketingu.

Dystrybucja treści przeszła jeszcze większą rewolucję. Publikacja w sieci nie kosztuje nic. Dzisiaj wydaje się to naturalne, ale jeszcze kilkanaście lat temu, aby dotrzeć z własnym przekazem, nie wykupując reklamy ani nie inspirując zawodowych dziennikarzy, trzeba było zainwestować znaczne środki w druk i kolportaż. Nadawanie przez firmy własnych treści radiowych czy telewizyjnych było praktycznie niemożliwe.

Dzisiaj firmowa strona internetowa, do której link wyświetla się na pierwszej stronie wyników Google np. na hasło “szkolenie motywacyjne”, jest najskuteczniejszą formą reklamy tej usługi. Żadna forma tradycyjnej reklamy prasowej, radiowej, telewizyjnej czy outdoorowej jej nie przebije. W świecie zdominowanym przez wyszukiwanie wartościowe treści są najlepszą formą promocji.

Na tym nie koniec. Nie zapominajmy o mediach społecznościowych. Wiele wskazuje na to, że nie znikną, a ich znaczenie powinno rosnąć z pokolenia na pokolenie. W mediach społecznościowych najcenniejsze są pozytywne opinie. Tworzenie użytecznych treści, rozwiązujących codzienne problemy czytelników, to jedna z najlepszych strategii, aby je generować. Wizerunek eksperta w swojej dziedzinie nie tylko pomoże firmie czy specjaliście znaleźć nowych klientów, ale też zwiększyć marżę.

Firmy B2B  zazwyczaj nie spieszą się z wdrażaniem nowości marketingowych. Pozwalają sektorowi B2C ponosić koszty eksperymentów. Content marketing jest już na tyle dojrzałą strategią, że obserwujemy zrównoważony wzrost zaangażowania w nią także wśród przedsiębiorstw B2B.

Z badania “B2B Content Marketing Benchamarks, Budgets, and Trends – North America”,  wynika, że aż 70 proc. marketerów z branży tworzy więcej treści niż przed rokiem. Z kolei nieopublikowane jeszcze badanie Nowoczesnej Firmy dowodzi, że polskie firmy nie pozostają w tyle. Już 61 proc. z nich przyznaje, że stosuje content marketing. Co ciekawe jest on powszechny wśród przedsiębiorstw z sektora B2B, gdzie stosowanie go zadeklarowało aż 64 proc. respondentów. Jedna trzecia kieruje się w działaniach content marketingowych spisaną strategią, a 56 proc. kontroluje ROI tej formy promocji.

Twarde liczby wynikające z naszego badania pokazują, że content marketing sprawdza się. Polskie firmy dopracowują procedury produkcji treści, jej promocji oraz konwersji na leady sprzedażowe. Są też w stanie stworzyć, wdrożyć i zmierzyć efektywność strategii content marketingowych. Wygląda na to, że rewolucję mamy już za sobą. Przebiegła spokojnie dla firm nieuzależnionych od tradycyjnego outbound marketingu. Teraz czas na ewolucyjne zmiany i powielanie dobrych praktyk rynkowych.

Bartek CiszewskiContent Marketing w sektorze B2B jest już standardem
read more

Niebezpieczne kopie treści, czyli jak zwiększyć widoczność oferty w Google–poradnik na przykładzie firm szkoleniowych

Firmy szkoleniowe i indywidualni trenerzy są naturalnym beneficjentem content marketingu. Po pierwsze, działają w sektorze B2B, a jak wyjaśniałem w poprzednim wpisie, profesjonalny czytelnik ceni wiedzę i chętnie udostępnia dane kontaktowe. Po drugie, ich produktem są wiedza i umiejętności, nie trudno na podstawie szkoleń tworzyć atrakcyjne treści. Po trzecie, jednostkowe ceny szkoleń są na tyle wysokie, że motywują firmy do intensywnej promocji w modelach efektywnościowych.

7883634326_90446a5235_o_thumb

We współczesnym marketingu internetowym kluczowa jest wysoka pozycja w Google i dedykowanych wyszukiwarkach, np. megaszkolenia.pl. Aby zwiększyć szanse ekspozycji, firmy szkoleniowe wypracowały już procedury publikacji swoich ofert w jak największej liczbie miejsc. Ta strategia była bardzo skutecznym sposobem na promocje oferty w wyszukiwarkach przez wiele lat. Jednak ostatnie zmiany algorytmu Google sprawiły, że jej efektywność spada. A nawet może przynieść odwrotne skutki.

Podczas gdy marketerzy starają się jak najlepiej wyeksponować swoją ofertę w wyszukiwarkach, pracownicy Google aktualizują algorytm ustalający kolejność wyświetlania stron internetowych po wpisaniu zapytania, aby serwowane wyniki były jak najbardziej przydatne dla użytkowników. Ogólna zasada jest prosta: na pierwszych pozycjach mają pojawiać się najbardziej wartościowe treści. Merytoryczne, nie reklamowe.

Przyczajona Panda, ukryty Pingwin

Kolejne wersje Androida, systemu operacyjnego na komórki firmy Google, noszą nazwy słodyczy: KitKat albo Lollipop (lizak). Z kolei aktualizacje algorytmu wyszukiwarki zgodnie z kolorową stylistyką Doliny Krzemowej reprezentowane są przez różne zwierzęta, np. Panda czy Pingwin. Mało kto zna te nazwy. Warto jednak wiedzieć, że sympatyczne zwierzęta są zmorą specjalistów pozycjonowania, bo wywracają do góry nogami efekty ich pracy. A zasady ich działania są kluczowe dla biznesu na całym świecie.

Wprowadzona w 2011 roku Panda zakłada, że w wynikach Google ignorowane będą kopie treści. W rezultacie duża część pracy doświadczonych marketerów idzie na marne. Problem w tym, że nie wiadomo, która część.

Omówmy to na przykładzie firm szkoleniowych. Jeśli wpiszemy do Google frazę będącą rzeczywistą nazwą szkolenia: “Sprawdzone strategie pracy dla efektywnej sekretarki i asystentki” stosując cudzysłów, czyli nakazując wyszukiwarce wyświetlenie stron z dokładnie takim zdaniem, pojawi się zaledwie sześć wyników oraz komunikat:

Aby pokazać najbardziej trafne wyniki, pominęliśmy kilka pozycji bardzo podobnych do 6 już wyświetlonych. Jeśli chcesz, możesz powtórzyć wyszukiwanie z uwzględnieniem pominiętych wyników.

image

Wyszukiwanie z uwzględnieniem duplikatów pokazuje aż 326 wyników. Oznacza to, że Panda z Pingwinem schowali przed odbiorcami treści firmy szkoleniowej aż 320 z 326 wyników! Ponad 98 procent!

Po wpisaniu frazy "Zarządzanie sobą w czasie i efektywność osobista", Google pokaże nam 24 wyniki spośród 3650 opublikowanych treści, czyli zaledwie 0,65 procenta.

Na tym nie koniec. Na swoich stronach Google wyjaśnia, dlaczego publikacja tej samej oferty w wielu miejscach może mieć odwrotne skutki od zamierzonych.

Google dokłada wszelkich starań, by indeksować i pokazywać jedynie strony zawierające wyróżniające się treści. […] W rzadkich przypadkach, gdy Google uzna, że powielanie treści może mieć na celu manipulowanie pozycją witryny w naszych rankingach i oszukiwanie użytkowników, możemy wprowadzić zmiany w sposobie indeksowania i ustalania pozycji tych witryn na listach wyników wyszukiwania. Może to niekorzystnie wpłynąć na pozycję witryny w rankingu. Witryna może też zostać całkowicie usunięta z indeksu Google i nie będzie się pojawiać w wynikach wyszukiwania.

Oznacza to, że publikacja ofert “hurtowo” we wszystkich dostępnych miejscach może negatywnie wpłynąć na pozycję witryny Twojej firmy w wyszukiwarkach.

Co zrobić z duplikatami?

Krótka odpowiedź brzmi: nie publikować ich. Twoje oferty powinny znaleźć się w oryginalnej formie na Twojej stronie internetowej. Pozostałe publikacje, np. w serwisach tematycznych takich jak megaszkolenia.pl, powinny być zmodyfikowane. Znaczenie opisu oferty, np. szkolenia, może być podobne albo takie samo, jednak forma powinna różnić się jak najbardziej. Oto kilka przydatnych wskazówek:

  • sparafrazuj tytuł oferty. Strona z ofertą nie musi mieć w tytule dokładnej nazwy szkolenia, np. “Profesjonalne Negocjacje – sprawdzone techniki negocjacji” można by przedstawić jako “Warsztaty skutecznych negocjacji. Sierpień 2015”. Nawet dodanie przybliżonej daty szkolenia wyróżnia je na tle innych podobnych tytułów.
  • zmień opis oferty. Oferta jest zwykle jednym z najlepiej dopracowanych dokumentów w firmie. Rozumiem, że parafrazowanie go nie jest łatwe. Warto w celach promocyjnych zamieścić tylko najważniejsze hasła oferty, a resztę opisu uzupełnić np. fragmentem jednej z części szkolenia albo rozbudowanym opisem sylwetek trenerów.
  • większość tekstu publikowanej oferty powinna być oryginalna. Możemy kopiować fragmenty oryginału, ale trzeba to robić ostrożnie i z umiarem.
  • uzupełniaj treści o oryginalne multimedia: zdjęcia, wideo, prezentacje.
  • ogranicz miejsca, w których publikujesz swoją ofertę do: własnej strony internetowej oraz wiodących serwisów tematycznych na rynku. Treści zamieszczane w mało prestiżowych miejscach wyrządzą więcej szkody niż będzie z nich pożytku.

Doświadczenia rynkowe pokazują, że wiele oryginalnych teści reklamujących ten sam produkt czy usługę mogą zwiększyć liczbę leadów sprzedażowych o kilkaset procent. Dlatego zachęcam wszystkich marketerów do rewizji dotychczasowej strategii content marketingowej i pozbycie się duplikatów. Ta metoda działała kilka lat temu. Obecnie szkodzi.

Formularze publikacji ofert na Platformie NF.pl są skonstruowane w sposób nakłaniający do modyfikacji treści. Niestety w przypadku firm szkoleniowych wciąż zdarza się wiele ofert skopiowanych bezpośrednio z jednego dokumentu i obecnych na niezliczonej liczbie witryn. Dlatego zachęcamy do przeredagowania najbardziej aktualnych opisów.

Logując się do Platformy NF.pl możesz za pośrednictwem czatu w prawej dolnej części ekranu poprosić naszych redaktorów oraz specjalistów SEO o pomoc w zwiększeniu efektywności publikowanych treści.

foto: Nick Royer / flickr.com (CC BY-SA 2.0)

Bartek CiszewskiNiebezpieczne kopie treści, czyli jak zwiększyć widoczność oferty w Google–poradnik na przykładzie firm szkoleniowych
read more

Start jest łatwy, ale jak przełamywać bariery w rozwoju content marketingu?

Wbrew pozorom bariera wejścia w przypadku działań content marketingowych jest niska. Strategia ta sprowadza się do “promocji produktów i usług za pośrednictwem własnych treści”. Wiele firm, np. szkoleniowych, ma już do dyspozycji atrakcyjne treści. Inne mają wiedzę pozwalającą im takie treści stworzyć. Dostępne jest darmowe oprogramowanie (np. WordPress), które pozwala Ci wpiąć moduł wydawniczy do Twojej strony firmowej i rozpocząć dystrybucję tych treści.

Bartek CiszewskiStart jest łatwy, ale jak przełamywać bariery w rozwoju content marketingu?
read more

Na czym polega content marketing i dlaczego może zdominować wydatki marketingowe sektora B2B

Aby dobrze zrozumieć koncepcję content marketingu, o której tak głośno w ostatnich latach, dobrze jest przypomnieć sobie istotę tradycyjnego marketingu. Ten termin nie jest tożsamy z promocją produktów. Ta była powszechnie stosowana od niepamiętnych czasów. Praktycznie od momentu, w którym powstał handel i konkurencja wśród sprzedawców. Kto miał na sprzedaż pożądany towar musiał poinformować o tym jak największą liczbę zainteresowanych. Szyldy, plakaty, nawet płatne ogłoszenia w paśmie wiadomości były obecne od tysiącleci.

Bartek CiszewskiNa czym polega content marketing i dlaczego może zdominować wydatki marketingowe sektora B2B
read more

Warsztaty: Proces content marketingu – planowanie, kreacja i dystrybucja treści

Uczestnicy webinariów: “Na czym polega content marketingu” oraz “Jak stworzyć strategię content marketingową” prosili mnie w ankiecie o więcej praktycznych uwag. Poniżej zapis z warsztatów, które odbyły się 14 września. Opowiadam na nich o tym:

Jak dobrać tematy treści do promowanie oferty?
Od jakich formatów zacząć?
Które zaplanować na później?
Na jakie kanały dystrybucji postawić?
Jak stworzyć kalendarz redakcyjny?
Komu zlecić produkcję treści?
Jak kontrolować zewnętrznych autorów?
Jak publikować i promować treści?
Jak zarządzać interakcjami z czytelnikami…
…i konwertować je na prospekty i leady sprzedażowe?

Pełen cykl webinariów dostępny jest pod tym adresem.

Bartek CiszewskiWarsztaty: Proces content marketingu – planowanie, kreacja i dystrybucja treści
read more

Webinairum: Jak stworzyć strategię content marketingową

Pierwsze webinarium zostało ocenione pozytywnie w ankiecie przeprowadzonej wśród uczestników, którzy wybrali też tematy kolejnych spotkań. Poniżej zapis webinarium z 9 września “Jak stworzyć strategię conetnt marketingową, na którym opowiadałem:

Dlaczego warto stworzyć strategię?
Co powinna zawierać?
Jak wyznaczyć cele?
Jak określić grupę docelową?
Jak planować działania content marketingowe?
Jak mierzyć ich efektywność?
Jak powinna wyglądać strategia?
Przykłady najlepszych strategii
Odzwierciedlenie strategii w działaniu operacyjnym

Pełen cykl webinariów dostępny jest pod tym adresem.

Bartek CiszewskiWebinairum: Jak stworzyć strategię content marketingową
read more

Webinarium: Na czym polega content marketing

W sierpniu przeprowadziłem webinarium dla osób odpowiedzialnych za promocję produktów i usług z sektora B2B. Obecnych było prawie 150 osób, a mimo ponad godzinnego wystąpienia liczba zalogowanych nie spadła ani na moment poniżej 75. Jeszcze raz dziękuję wszystkim obecnym.

Oto zapis z wystąpienia, na którym opowiadałem m.in. o tym:

Czym jest Content Marketing?
Dlaczego Twoja firma powinna stosować CM?
Dlaczego CM jest stworzony dla sektora B2B?
Jakie treści powinny towarzyszyć kolejnym etapom ścieżki zakupowej?
Jak dystrybuować treści?
Jak mierzyć ich efektywność?
Jak wyznaczać cele i stworzyć strategię CM?
Dlaczego CM wymaga Platformy?

Pełen cykl webinariów dostępny jest pod tym adresem.

Bartek CiszewskiWebinarium: Na czym polega content marketing
read more

Sondaż: Kantor, karta czy bankomat – co wybiera Polak na zagranicznych wakacjach?

Polacy na zagranicznych wakacjach zamiast płacić gotówką, coraz chętniej sięgają po karty płatnicze – tak wynika z najnowszego badania opinii przeprowadzonego przez Deutsche Bank. O ile, podobnie jak w latach poprzednich, największy odsetek ankietowanych wciąż posługuje się gotówką kupioną w polskim kantorze jeszcze przed wyjazdem, to popularność waluty wypłacanej z bankomatów, jest obecnie mniejsza niż przed rokiem. Niewykluczone, że to obecny w  mediach widok kolejek ustawiających się pod greckimi bankomatami wywołał – nie do końca uzasadnione – obawy o problemy z dostępem do gotówki podczas wakacji. Trend jest jednak wyraźny – wśród polskich turystów płatności bezgotówkowe zyskują na popularności.

Sezon urlopowy w pełni, co bardzo dobrze widać już na ulicach naszych miast. Z badań firmy Nielsen Polska, zleconych przez Mondial Assistance wynika, że ponad 15,8 mln Polaków wyjedzie w tym roku na wakacje – to o ponad milion więcej niż przed rokiem. Urlop za granicą spędzi 5 mln osób. Mimo że klientów biur podróży przybywa, tegoroczny sezon nie należy do łatwych dla branży. Najpopularniejsze do tej pory zagraniczne kierunki, takie jak Tunezja, czy Egipt, stały się zbyt niebezpiecznie dla turystów. Z danych Mondial Assistance wynika, że w tym roku wybieramy przede wszystkim takie kraje jak Grecja, Chorwacja czy Włochy.

Czy obecne zawirowania na rynku turystycznym mają wpływ na to, co robimy z naszymi pieniędzmi za granicą? W związku z sytuacją w Grecji, część turystów, którzy planowali tam wakacje obawiała się, sporych problemów z dostępem do gotówki, lub niemożności płacenia kartą w miejscowych sklepach czy restauracjach. Na szczęście okazało się, że wprowadzone niedawno dzienne limity dla wypłat gotówki z greckich banków, nie dotyczą zagranicznych turystów. Zatem nawet tam Polacy raczej nie powinni obawiać się o dostęp do swoich pieniędzy. Mimo to, jak pokazuje najnowsze badanie przeprowadzone przez Deutsche Bank, wielu z nas po prostu woli zabrać w podróż gotówkę kupioną w polskim kantorze jeszcze przed wyjazdem. Na taką odpowiedź wskazało nieco ponad 28 proc. ankietowanych (przed rokiem ponad 29 proc.).

jak płacimy na wakacjach

Zdaniem Moniki Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej w Deutsche Bank, nie da się ukryć, że ten wciąż ulubiony przez Polaków sposób posługiwania się pieniędzmi na wakacjach, jest w rzeczywistości najmniej wygodny i bezpieczny. – Podróż z portfelem wypchanym gotówką nie dość, że mało komfortowa, jest również bardzo ryzykowna – przestrzega. – Jeśli pieniędzy ma nam starczyć na cały wyjazd, oznacza to, że musimy zabrać ze sobą dość sporą sumę – mówi. – W oczywisty sposób narażamy się w ten sposób na kradzież lub utratę pieniędzy.

Monika Szlosek przypomina również, że jeśli zgubimy podczas podróży i pobytu za granicą gotówkę, lub staniemy się ofiarą kradzieży, pieniądze najprawdopodobniej stracimy bezpowrotnie. Tymczasem negatywne konsekwencje w przypadku utraty karty płatniczej, są zazwyczaj mniejsze. Oczywiście jeśli natychmiast po odnotowaniu tego faktu zastrzeżemy ją telefonicznie w naszym banku. – Warto dodać, że wiele kart, które Polacy mają w swoich portfelach, zapewnia swoim posiadaczom ubezpieczenie – mówi. – Dla przykładu, posiadacze kont dbNET i dbNET Biznes Deutsche Bank, objęci są usługą mySafety, która ułatwia proces blokowania, ochrony i odzyskiwania utraconych środków z konta – przypomina Monika Szlosek.

Dane pokazują, że karty płatnicze zyskały na popularności. Drugim najczęściej wskazywanym w badaniu Deutsche Bank sposobem dokonywania płatności za granicą, jest właśnie karta kredytowa. Odpowiedź ta uzyskała 27,5 proc. wskazań. Z kolei kartę debetową wybrało prawie 12 proc. respondentów. Przed rokiem było to odpowiednio 23 proc. i 9 proc. Z czego wynika ten wzrost? W opinii Moniki Szlosek, może to być element szerszego trendu, jakim jest postępująca popularyzacja płatności bezgotówkowych wśród Polaków. – Dzięki dość radykalnemu zmniejszeniu stawek interchange, zwiększyła się znacznie liczba miejsc w którym możemy posługiwać się na co dzień kartami – mówi. – Polacy bardzo chętnie korzystają również z płatności zbliżeniowych, co jest nie tylko wygodniejsze, ale i zazwyczaj znacznie szybsze niż płatność gotówką.

Tę opinie zdają się potwierdzać opublikowane niedawno dane NBP, z których wynika, że w I kwartale 2015 r., liczba działających w Polsce akceptantów kart zwiększyła się o 4,8 tys. do poziomu 168 tys. Nastąpił także wzrost liczby punktów handlowo-usługowych, które są przystosowane do akceptacji kart płatniczych. Na koniec marca 2015 r. było ich 312 tys., czyli w porównaniu do grudnia 2014 r. więcej o 6,5 tys. (wzrost o 2 proc.). Odnotowano również wzrost udziału terminali POS wyposażonych w funkcję zbliżeniową (o 4,1 punktu procentowego), do poziomu 76,4 proc. wszystkich terminali POS. Co prawda ten sam raport NBP pokazuje, że ogólna liczba kart płatniczych w naszych portfelach zmniejszyła się w tym okresie, ale trend ten może to być wynikiem polityki części banków, które szukając oszczędności, ograniczają liczbę wydawanych plastików.

Jeśli chodzi o karty płatnicze, to w naszych portfelach z reguły trzymamy karty debetowe, rzadziej kredytowe. Natomiast podczas wyjazdu za granicę, chętniej sięgamy po tę drugą opcję. Zdaniem Moniki Szlosek, respondenci wybierając taką właśnie odpowiedź, mogli mieć na myśli nie tylko samą czynność płacenia, ale także możliwość odsunięcia w czasie faktycznego rozliczenia płatności. – Dzięki karcie kredytowej, możemy pozwolić sobie podczas urlopu na więcej, co dla wielu jest kuszącą perspektywą. Warto też pamiętać, że posługiwanie się kartą kredytową, jest nieraz niezbędne, np. gdy chcemy wypożyczyć samochód lub wynająć pokój w hotelu na miejscu – komentuje.

Co czwarty badany przez Deutsche Bank (25 proc.) preferuje wypłatę gotówki z bankomatu na miejscu, w tym niemal 19 proc. szuka bankomatu, z którego pieniądze można wypłacić bez prowizji. Dla 6 proc. prowizja nie ma większego znaczenia. Odsetek respondentów, którzy korzystają z bankomatu zmniejszył się w porównaniu z ubiegłorocznym badaniem. Z bezprowizyjnej wypłaty chciało skorzystać wówczas niemal 21 proc., a z dowolnego bankomatu 9 proc. Polaków.

– To kolejny aspekt coraz bardziej widocznego przesunięcia preferencji płatniczych Polaków z gotówki w kierunku transakcji bezgotówkowych, co samo w sobie jest informacją pozytywną – ocenia Monika Szlosek. – Coraz częściej nie ma potrzeby pobierania gotówki, skoro w wielu wakacyjnych lokalizacjach, nawet tych bardziej egzotycznych, możemy bez problemowo płacić kartą. Niezależnie od tego, warto jednak przed wyjazdem upewnić się na wszelki wypadek, czy nasz bank oferuje bezprowizyjne wypłaty z zagranicznych bankomatów – radzi Monika Szlosek.

Najnowsze badanie potwierdza, że Polacy, mimo że nadal mocno konserwatywni jeśli chodzi o kwestie związane z płatnościami, powoli zaczynają doceniać zalety, jakie daje posługiwanie się kartami za granicą. – Wszystko wskazuje na to, że tendencja ta będzie się pogłębiać, a polski turysta z portfelem wypchanym lokalną walutą będzie coraz rzadziej spotykanym widokiem.

Bartek CiszewskiSondaż: Kantor, karta czy bankomat – co wybiera Polak na zagranicznych wakacjach?
read more

Jesteś lekarzem, stomatologiem, prawnikiem? Możesz liczyć na tańszy kredyt

Osoby wykonujące tzw. wolny zawód, takie jak dentyści, weterynarze, księgowi czy prawnicy najbardziej obawiają się zmian w przepisach prawnych i rosnących kosztów prowadzenia działalności. Większość nie brała nigdy kredytu. Gdyby się jednak na to zdecydowały, pieniądze z niego uzyskane przeznaczyłyby najchętniej na zmianę lub powiększenie gabinetu bądź biura i jego wyposażenie. To główne wnioski z badania przeprowadzonego przez Deutsche Bank wśród przedstawicieli wolnych zawodów.

Lekarz prowadzący własną praktykę, także stomatolog i weterynarz, prawnik – właściciel kancelarii, księgowy i doradca podatkowy, psycholog, architekt – co ich łączy? To profesje, które określa się mianem wolnych zawodów. Wszyscy oni posiadają specjalne uprawnienia, bez których nie mogliby wykonywać swojej pracy. Większość musi również przynależeć do odpowiedniego samorządu zawodowego. To właśnie tej specyficznej grupie przyjrzał się Deutsche Bank, w swoim najnowszym badaniu opinii.

Profesjonaliści walczą o klienta

Praca na swoim, to dla wielu osób najbardziej satysfakcjonujący sposób na zawodową karierę. Wielu profesjonalistów decyduje się na taki krok, mimo że nie zawsze jest to wybór najłatwiejszy. Przedstawiciele wolnych zawodów, podobnie jak pozostali przedsiębiorcy, muszą wciąż się rozwijać, aby skutecznie walczyć o klientów. Badanie Deutsche Bank pokazuje, jakie zdaniem tych osób są kluczowe aspekty dla ich działalności. Co trzeci badany wskazał (niecałe 34 proc.), że najważniejsze jest pozyskiwanie nowych rynków zbytu dla świadczonych usług. Jedna czwarta ankietowanych (ponad 23 proc.) wybrała rozszerzanie wachlarza oferowanych usług. Dla 14 proc. najistotniejsze jest lepsze wyposażenie biura lub gabinetu, a nieco ponad 8 proc. jego lokalizacja. Dostęp do zewnętrznego finansowania jest kluczowy dla niespełna 8 proc. respondentów.

Kluczowe aspekty dla rozwoju działalności

Na pozyskiwanie nowych rynków zbytu dla swoich usług najczęściej wskazywali przedstawiciele branży informatycznej (54 proc.), consultingowej (47 proc.) i prawnej (43 proc.). Z kolei poszerzenie oferty wybierali najczęściej psychologowie (42 proc.). Natomiast wśród lekarzy i stomatologów najbardziej kluczowa była kwestia lepszego wyposażenia biura lub gabinetu.

Zdaniem Waldemara Jarka, Dyrektora w Deutsche Bank odpowiedzialnego za rozwój oferty kredytowej dla klientów indywidualnych i mikro-przedsiębiorców, badanie Deutsche Bank udowadnia, że podstawowe kwestie, takie jak np. chęć wyprzedzenia konkurencji, są wspólne i dla osób wykonujących wolne zawody i dla pozostałych przedsiębiorców. – Nieprzypadkowo również, to głównie przedstawiciele branży medycznej wskazywali na potrzebę zakupu nowoczesnego sprzętu – zaznacza. – Warto pamiętać, że to właśnie walka o klienta niejako wymusza inwestycje w możliwie najlepsze wyposażenie, korzystnie zlokalizowane biuro czy różnego rodzaju szkolenia lub certyfikaty. Koszty z tym związane mogą być naprawdę wysokie, więc nieraz trudno jest się obyć bez dodatkowego finansowania – wyjaśnia.

Bez inwestycji nie ma rozwoju

Plany inwestycyjne najczęściej mają respondenci związani z branżą weterynaryjną (32 proc.), IT (29 proc.) i architekci bądź urbaniści (29 proc.), a w najmniejszym stopniu osoby zajmujące się księgowością (12 proc.).

Czy przedstawiciele wolnych zawodów planują inwestycje w tym roku _ podział branże

W przypadku respondentów, którzy zaplanowali inwestycje w najbliższych miesiącach, będą to przede wszystkim wydatki na sprzęt i wyposażenie biura lub gabinetu (53 proc. planujących inwestycje). Więcej niż co czwarty (27 proc.) chce zmienić bądź powiększyć biuro lub gabinet. Niewiele mniejszy odsetek (23 proc.) ma zamiar kupić lub wymienić służbowy samochód, a także zainwestować w nowsze oprogramowanie lub sprzęt IT (22 proc.).

Jakie inwestycje planują przedstawiciele wolnych zawodów

Rynek sprzyja kredytobiorcom

Niestety, w dalszym ciągu spora liczba, bo prawie trzy czwarte ankietowanych, deklaruje, że w najbliższej przyszłości nie będzie inwestować w rozwój swojej działalności. – To niezbyt optymistyczna wiadomość, bo przecież inwestycje są podstawą rozwoju – mówi Waldemar Jarek. – Takie deklaracje mogą wynikać z niewystarczającej wiedzy na temat możliwości sfinansowania tego typu planów lub z przekonania o zbyt skomplikowanej procedurze wnioskowania o kredyt i dużych kosztach z tym związanych – komentuje. – O ile jeszcze do niedawna faktycznie przedstawiciele wolnych zawodów mogli mieć trudność z otrzymaniem dopasowanego do ich potrzeb kredytu, to obecnie część banków dostrzega już tę grupę, kierując swoje oferty specjalnie do tych właśnie osób – dodaje. – Warto również zaznaczyć, że procedura wnioskowania o kredyt bywa w przypadku takich kredytobiorców mocno uproszczona.

Zdaniem eksperta Deutsche Bank, obecnie szczególnie warto wziąć pod uwagę pozyskanie zewnętrznego finansowania, ze względu na sprzyjającą sytuację na rynku finansowym. – Rekordowo niskie stopy procentowe powodują, że kredyty są znacznie tańsze niż w przeszłości – zaznacza Waldemar Jarek. – Mając również na uwadze fakt, że profesjonaliści wykonujący wolny zawód, ze względu na stosunkowo wyższe niż przeciętne zarobki, mają zazwyczaj wysoką zdolność kredytową, kredyt w tym właśnie momencie, może być rozwiązaniem wyjątkowo korzystnym.

Oferty banków krojone na miarę?

Z jakich produktów finansowych najczęściej korzystają osoby wykonujące wolne zawody? Niemal wszyscy badani profesjonaliści (98 proc.) posiadają rachunek firmowy. Ponad 76 proc. korzysta z ubezpieczenia (np. mienia lub firmy). W przypadku kredytów, ankietowani najczęściej wybierali ten w rachunku bieżącym (28 proc.). Z kredytu inwestycyjnego korzysta 10 proc., a z obrotowego 8 proc. przedstawicieli wolnych zawodów. Identyczny odsetek wskazał na pożyczkę hipoteczną. Sondaż pokazuje również, że co czwarty przedstawiciel badanej grupy korzysta lub korzystał z linii debetowej, a 18 proc. z leasingu.

Z jakich rozwiązań bankowych korzystają przedstawiciele wolnych zawodów

– Osoby wykonujące wolne zawody to grupa o bardzo nietypowej charakterystyce – mówi Waldemar Jarek. – Z jednej strony mają nieco inne potrzeby niż pozostali przedsiębiorcy, także te związane z zewnętrznym finansowaniem. Jednak trudności, jakie mogą napotkać prowadząc działalność, są bardzo podobne do tych, które są udziałem firm w najbardziej typowym rozumieniu tego słowa – przypomina. – Dlatego właśnie tak istotne jest, aby oferty banków odpowiadały tym specyficznym potrzebom, w takim samym stopniu, jak ma to miejsce w przypadku bankowości dla firm – dodaje.

Bartek CiszewskiJesteś lekarzem, stomatologiem, prawnikiem? Możesz liczyć na tańszy kredyt
read more

Wolny zawód ułatwia otrzymanie kredytu

Profesjonaliści wykonujący tzw. wolne zawody, np. prawnicy, weterynarze, dentyści etc., na pewnym etapie swojej kariery stają zazwyczaj przed trudnym dylematem – praca dla kogoś, czy na własny rachunek? Wielu decyduje się na otwarcie własnej praktyki, kancelarii czy gabinetu. Niestety, jak pokazało badanie zrealizowane przez Deutsche Bank, często barierą, obok dużej konkurencji rynkowej, czy kwestii prawnych, jest problem ze sfinansowaniem takiego przedsięwzięcia. Wyposażenie np. gabinetu dentystycznego wymaga relatywnie dużych nakładów. Część banków zaczęła dostrzegać ten problem, kierując swoją ofertę bezpośrednio do reprezentantów tej grupy.

Osoby wykonujące tzw. wolny zawód to specyficzna grupa przedsiębiorców. Wyróżnia ich posiadanie oficjalnych uprawnień do świadczenia określonych usług, a także specjalistyczne wykształcenie. Znaczna część z nich zobowiązana jest również, na mocy ustawy, do przynależności do odpowiedniego samorządu zawodowego. Kogo obejmuje ten wymóg? Liczba takich profesji jest całkiem spora. To m.in. adwokaci, niektórzy aptekarze, architekci, biegli rewidenci, doradcy podatkowi, lekarze różnych specjalizacji, w tym dentyści, lekarze weterynarii, notariusze czy radcy prawni. Rozpoczęcie działalności na własną rękę, w wielu z wymienionych zawodów wymaga dużych nakładów inwestycyjnych.

Lekarz, który otwiera własną praktykę, nie tylko musi wynająć i nierzadko wyremontować gabinet, ale także zakupić lub wyleasingować sprzęt diagnostyczny i niezbędne materiały medyczne. Podobnie w przypadku prawników, którzy oprócz urządzenia kancelarii, muszą ponieść opłaty związane np. z licencjami do programów prawniczych czy kosztowną bazę aktów prawnych i komentarzy. Skąd wziąć na to pieniądze?

Kto bierze kredyt na rozwój?

Jak wygląda kwestia kredytowania osób wykonujących wolne zawody sprawdził Deutsche Bank w swoim najnowszym badaniu opinii. Wynika z niego, że z kredytu na rozwój działalności skorzystało dotychczas 41 proc. reprezentantów tej grupy.

Przedstawiciele wolnych zawodów a kredyty

Sondaż pokazał również, które zawody najczęściej posiłkują się zewnętrznym finansowaniem z banku. Więcej niż połowa weterynarzy (54 proc.) i w identycznym stopniu przedstawiciele branży consultingowej i doradczej dla biznesu, korzystało z kredytu. Wśród lekarzy odsetek ten wyniósł 46 proc., a wśród architektów i urbanistów 43 proc. Najrzadziej z kredytów na rozwój działalności korzystają osoby pracujące w branży IT oraz prawnicy (odpowiednio 33 i 15 proc.).

Główne bariery

Respondenci odpowiedzieli również na pytanie o główne bariery dla rozwoju ich działalności. Główną przeszkodą okazała się być duża konkurencja rynkowa. Wskazało na nią 47 proc. badanych (w tym aż 63 proc. prawników). Na drugim miejscu znalazły się bariery prawne, którą wybrało 36 proc. respondentów (jest to główna przeszkoda dla 64 proc. architektów i urbanistów). Na trzecim miejscu z 34,5 proc. wskazań, znalazło się wyzwanie, jakim jest dotarcie i pozyskanie nowych klientów. Natomiast dla jednej czwartej ankietowanych (24 proc.) taką barierą jest brak wystarczającego kapitału. Problem ten odczuwają w szczególności przedstawiciele branży medycznej i weterynaryjnej (odpowiednio 29 proc. i 41 proc.).

Bariery w prowadzeniu działalności wykonując wolny zawód

Fakt, że akurat w branży medycznej problemy z finansowaniem własnej działalności są największe, nie powinien być zaskoczeniem. Zarówno wyposażenie specjalistycznych gabinetów lekarskich, stomatologicznych, czy np. coraz bardziej popularnych placówek zajmujących się chirurgią estetyczną, wymaga znacznych nakładów pieniężnych. Nie bez znaczenie jest też fakt, że sprzęt medyczny, nawet ten wysokiej jakości dość szybko się zużywa. A to właśnie m.in. dzięki dostępności różnorodnych i zaawansowanych technik diagnostycznych niepubliczne jednostki opieki zdrowotnej zdobywają przewagę konkurencyjną.

Teraz łatwiej o pieniądze

– O ile faktycznie jeszcze do niedawna dostęp do finansowania dla osób wykonujących wolne zawody był dosyć mocno utrudniony, to obecnie część banków zaczęła kierować swoje oferty kredytowe bezpośrednio do tej właśnie grupy – mówi Waldemar Jarek, Dyrektor w Deutsche Bank odpowiedzialny za rozwój oferty kredytowej dla klientów indywidualnych i mikro-przedsiębiorców. – Są to zazwyczaj osoby osiągające ponadprzeciętne dochody, a zatem ich zdolność kredytowa jest stosunkowo wysoka.

Na jakie oferty mogą liczyć? – W Deutsche Bank znajdą oni dwa produkty kredytowe, przeznaczone wyłącznie dla nich. Jeden to kredyt inwestycyjny do 400 tys. zł, który można przeznaczyć na rozwój działalności lub na refinansowanie zobowiązań zaciągniętych w innych bankach – mówi Waldemar Jarek. – Drugim jest produkt o nazwie Biznes Hipoteka dla Profesjonalistów, przeznaczony dla osób wykonujących wolny zawód, a jednocześnie posiadający jednoosobową działalność gospodarczą. Z takiego kredytu mogą również skorzystać spółki osobowe – zaznacza. – W tym drugim przypadku finansowanie może wynieść nawet 2 mln zł, z kolei w przypadku kwoty poniżej 1 mln, bank stosuje uproszczoną procedurę w zakresie dokumentacji, jak i procesu weryfikacji zdolności kredytowej – firma nie musi przedstawiać zaświadczeń o niezaleganiu wobec ZUS i Urzędu Skarbowego.

Przewaga konkurencyjna kluczem do sukcesu

Większość wymienionych w badaniu bolączek, które utrudniają lub wręcz uniemożliwiają reprezentantom wolnych zawodów rozwój działalności na własny rachunek, mogą zostać w dużej mierze zminimalizowane przez odpowiednie dofinansowanie. –  Dobrze wyposażony gabinet lekarski ma szansę na uzyskanie dużej przewagi konkurencyjnej, co z kolei może pomóc w dotarciu do większej liczby klientów – tłumaczy Waldemar Jarek. – Tym bardziej, że obecnie pozyskanie takiego finansowania jest o wiele łatwiejsze, niż było to jeszcze kilka lat temu – zapewnia.

Warto też pamiętać o uwarunkowaniach rynkowych, które w chwili obecnej mocno sprzyjają kredytobiorcom. Kredyty są stosunkowo tanie, głównie dzięki rekordowo niskim stopom procentowym. – Nie  bez powodu od dłuższego czasu możemy obserwować wzrost akcji kredytowej – mówi Waldemar Jarek. – Dzieje się tak ponieważ kredyty są nie tylko tańsze ale i dostępne dla większej liczby klientów  – dodaje.

 

Bartek CiszewskiWolny zawód ułatwia otrzymanie kredytu
read more

Sondaż DB: W co warto inwestować

Królują nieruchomości. Za nimi długo nic, a na czele peletonu: złoto, giełda i… lokata. Potem dzieła sztuki, fundusze i… obligacje. Zestawienie najbardziej zyskownych inwestycji według Polaków wydaje się zaskakujące, ale jest w tym szaleństwie metoda. Niestety wciąż jesteśmy głusi na najbardziej oczywistą odpowiedź, dzięki której nasze pieniądze mogą zacząć na nas pracować, przynosząc oczekiwany zysk.

Prawie połowa Polaków wciąż uznaje inwestycję w nieruchomości za najbardziej zyskowną. Taką odpowiedź wskazało aż 45 proc. ankietowanych w najnowszym badaniu Deutsche Bank. Odsetek ten nie zmienia się od czterech lat. Prawdziwe historie z czasów boomu sprzed 2007 roku, kiedy to wartość wielu domów i mieszkań wzrosła kilkukrotnie, są na tyle inspirujące, że legenda jest wciąż żywa. Nawet pomimo tego, że nieruchomości w ostatnich latach potaniały.

najbardziej zyskowna forma inwestycji

Siłę przyzwyczajenia widać też w ocenie zyskowności kolejnych inwestycji. Złoto jest uznawane za korzystną inwestycję przez ponad 7 proc. osób, chociaż w ostatnich trzech latach uległo znacznej przecenie. Podobnie lokata bankowa, której wysokie oprocentowanie sprzed kilku lat, sięgające dwucyfrowych liczb, było ewenementem spowodowanym m.in. reakcją rynków na gigantyczny kryzys finansowy. Warto zatem rozważyć, jakie są alternatywy, dzięki którym nasze pieniądze, zamiast wyłącznie leżeć na niskooprocentowanych lokatach, zaczną efektywnie pracować.

Zyskowne nieruchomości?

– Jednym z największych błędów w ocenie potencjalnego zysku z nieruchomości jest przywiązywanie zbyt dużej wagi do danych historycznych. A to często prowadzi do błędnych decyzji – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

W tę pułapkę wpadło wielu inwestorów. W latach 2004-2006 ceny mieszkań w największych polskich miastach podwoiły się, a w niektórych nawet potroiły. Pamiętajmy jednak, że tego typu dane dotyczą cen średnich, tymczasem rynek nieruchomości jest bardzo zróżnicowany. Nietrafione zakupy nie zyskały na wartości, natomiast największe okazje, perspektywicznie położone i dobrze skomunikowane, przyniosły inwestorom w krótkim czasie ogromny zysk.

– W głowach Polaków zrodził się mit o inwestycji w nieruchomości, na której można zarobić wielkie pieniądze. Osoby, które na tej fali kupiły nieruchomość po 2006 roku mocno się rozczarowały – mówi Monika Szlosek. – Nie oznacza to, że były to nietrafione inwestycje. Trzeba jednak pamiętać, że atut nieruchomości widać dopiero z perspektywy czasu, często kilkunastu czy kilkudziesięciu lat. Kupowanie mieszkań z myślą o sprzedaży za kilka lat jest ryzykowny, a dodatkowo wymaga znacznego kapitału – mówi.

Przekonały się o tym osoby, które przyjęły takie założenia siedem lat temu. Indeks średnich cen nieruchomości w Polsce mierzony co miesiąc przez firmę Home Broker spadł w tym czasie z 1000 punktów w grudniu 2007 r., do zaledwie nieco ponad 800 punktów obecnie.

Nie wszystko złoto…

O ile nieruchomości mają swoje wyjątkowe zalety w porównaniu z innymi inwestycjami: są funkcjonalne, kupujący mają szansę na własną rękę znaleźć wyjątkowe okazje, w długim terminie powinny zyskać na wartości, to druga pozycja na liście „najbardziej zyskownych” według Polaków form pomnażania pieniędzy jest dużo bardziej kontrowersyjna.

Jeszcze w 2011 r. aż 13,4 proc. ankietowanych przez Deutsche Bank wskazywało złoto, jako najbardziej zyskowną inwestycję. Obecnie już tylko 7,2 proc. Przyczyną są oczywiście okresowe wahania ceny złota. Akurat tak się składa, że w 2011 r. jego cena sięgnęła historycznych rekordów i wynosiła 1800 dol. za uncję. Wspięła się na ten poziom z nieco ponad 400 dol. za uncję w 2005 r. Szczęśliwcy, którzy nabyli złoto 10 lat temu zarobili 450 proc. w ciągu 6 lat. Wygląda na najlepszą inwestycję świata? Nie dla tych, którzy zaopatrzyli się sztabki w latach 2011-2012. Od tego czasu cena złota spadła już do około 1100 dolarów za uncję.

– Złoto jest bardzo specyficznym aktywem. Zastosowanie praktyczne metalu jest bardzo ograniczone, a jego wysoka wartość jest spowodowana tym, że wciąż funkcjonuje jako rezerwa w wielu bankach centralnych i postrzegane jest jako alternatywa dla współczesnego pieniądza – tłumaczy Monika Szlosek z Deutsche Bank. – Oznacza to, że jego przyszła cena w dużym stopniu zależy od decyzji gospodarczo-politycznych na najwyższym światowym szczeblu. Równie dobrze może poszybować w górę, co w dół. Dlatego można traktować je jako uzupełnienie portfela, swoiste ubezpieczenie na wypadek załamania się światowych walut, jednak inwestowanie w złoto znacznych oszczędności to już bardzo ryzykowna gra – dodaje.

Na trzecim miejscu najbardziej zyskownych inwestycji zdaniem Polaków znalazła się giełda. Z jednej strony to trafna ocena, bo wytrawni albo najszczęśliwsi gracze inwestując w akcje szybko rozwijających się niewielkich spółek mogą pomnożyć pieniądze w ciągu kilku dni. Jednak w tym samym czasie pechowcy tracą na nieudanych zakupach.

Od około pięciu lat indeks WIG20 trzyma w miarę stabilny poziom, jednak na horyzoncie pojawiają się oznaki poprawy światowej koniunktury. W niepamięć odchodzi też wspomnienie załamania cen akcji z lat 2007-2008, kiedy to indeks stracił ponad dwukrotnie na wartości. Ma to odzwierciedlenie w ocenach Polaków: w 2011 r. grę na giełdzie za najbardziej zyskowną inwestycję uznawało 4 proc. ankietowanych, a teraz już 7 procent.

Największe niedopatrzenie

Prawie 7 proc. ankietowanych w badaniu Deutsche Bank wskazało na lokatę bankową jako na najbardziej zyskowną formę inwestycji, 2,6 proc. za taką uznało obligacje. – To ocena, która zaskakuje. Obligacje są z pewnością jednymi z najbezpieczniejszych produktów inwestycyjnych, ale właśnie dlatego zysk jest mocno ograniczony – komentuje Monika Szlosek. – Jeśli chodzi o ogólnodostępne produkty finansowe, dużo większy potencjalny zysk oferują fundusze – zauważa.

Sprawdźmy. Obecnie większość lokat terminowych, także tych na 1-2 lata, daje zarobić poniżej 3 proc. w skali roku. Oprocentowanie dwuletnich obligacji skarbowych to 2 proc., a czteroletnich 2,3 proc. Nie jest to zatem najbardziej zyskowna inwestycja.

Z największym niedoszacowaniem wśród ankietowanych spotkały się fundusze. Za najbardziej zyskowne uznało je mniej niż 4 proc. ankietowanych. – To zaskakujący wynik. Można przyjąć różne kryteria składające się na ogólną ocenę „zyskowności”: potencjalną roczną stopę zwrotu, ryzyko straty, elastyczność wejścia i wyjścia z inwestycji, barierę wejścia, wyniki historyczne, możliwość inwestycji w długim terminie. Jakkolwiek je nie zestawić, z punktu widzenia inwestora indywidualnego fundusze wypadają bardzo atrakcyjnie – mówi Monika Szlosek.

Spośród 450 najbardziej agresywnych funduszy akcji dostępnych w ofercie Deutsche Bank aż 200 w ciągu ostatnich 36 miesięcy, w czasie gdy WIG20 dryfował, wypracowało zysk przekraczający 40 procent, czyli ponad 13 proc. w skali roku. Pięć wiodących pozwoliło zarobić ponad 50 proc., a najlepszy prawie 70 proc. w skali roku. Inwestycje w akcje to oczywiście także ryzyko straty, ale sprawnie zarządzane fundusze je ograniczają. Straty w tym okresie odnotowało 60 funduszy.

średnie zyski z funduszy 2009-2014

Warto jednak również pamiętać, że fundusze są zróżnicowane i są wśród nich dostępne także dużo bezpieczniejsze kategorie, jak np. fundusze stabilnego wzrostu. Spośród 20 dostępnych w ofercie Deutsche Bank produktów z tej grupy, w ciągu ostatnich 3 lat wszystkie przyniosły zysk. Zaledwie cztery mniejszy niż 4 proc. rocznie, a aż 8 przekraczający 7 proc. w skali roku. Najlepsze dwa dały zarobić ponad 10 proc. rocznie.

– Najbardziej zyskowna inwestycja to trudne do zdefiniowania pojęcie. Pewnie najszybciej z dnia na dzień można zarobić kupując akcje niewielkiej spółki albo obraz genialnego, a nieodkrytego jeszcze  artysty. Są to jednak spekulacje, na których równie łatwo można stracić – mówi Monika Szlosek. – W mojej ocenie, jeśli chodzi o długoterminowe inwestycje, pozwalające naszym pieniądzom pracować przy jednoczesnym ograniczaniu ryzyka straty, zdywersyfikowany portfel funduszy jest najlepszym wyborem – dodaje.

Bartek CiszewskiSondaż DB: W co warto inwestować
read more

W fundusze trzeba inwestować mądrze

W obliczu coraz mniejszych zysków osiąganych na lokatach terminowych, fundusze inwestycyjne stają się alternatywą, dzięki której można liczyć na potencjalnie wyższy zysk. Co prawda, jak pokazało najnowsze badanie Deutsche Bank, wielu Polaków zdaje sobie sprawę z korzyści, jakie może dać zakup jednostek funduszy, z drugiej jednak strony w dalszym ciągu pokutują pewne przekonania zniechęcające do tego typu inwestycji. Wśród cech funduszy, które mogłyby skłonić Polaków do skorzystania z ofert TFI, najczęściej wymieniane są: elastyczność produktu, możliwość osiągnięcia dużego zysku oraz dodatkowe bonusy, np. tzw. cashback.

Z ostatniego sondażu Deutsche Bank wynika, że nasza znajomość funduszy inwestycyjnych jest dosyć powierzchowna. Chociaż niedługo miną 23 lata od pojawienia się w Polsce pierwszego funduszu, to jak pokazało badanie, aż 23 proc. Polaków nigdy nie słyszało o takim produkcie. Natomiast w świadomości tych, którzy spotkali się już kiedyś z funduszami, wciąż sporo jest zaszłości lub nieusystematyzowanej wiedzy. Ten stan przekłada się bezpośrednio na finansowe zachowania konsumentów. Pomimo sprzyjającej sytuacji rynkowej, czyli z jednej strony rekordowo niskich stóp procentowych, a z drugiej dobrej koniunktury gospodarczej, wciąż bardzo wielu z nas trzyma wszystkie swoje oszczędności wyłącznie na niskooprocentowanych lokatach i rachunkach. A to właśnie teraz jest najlepszy moment na zmianę przyzwyczajeń i wysłanie swoich pieniędzy do pracy, dzięki czemu przy odpowiednio długiej perspektywie i właściwie skonstruowanym portfelu mogą pozwolić budować nasz kapitał na przyszłość.

Nauczeni doświadczeniem?

Zniechęcenie wielu Polaków do inwestowania w fundusze wynika po części z ich obaw i złych doświadczeń z lat 2007-2008. Nabywając jednostki agresywnych funduszy akcyjnych w tamtym okresie, wiele osób nie było świadomych ryzyk związanych z ulokowaniem wszystkich oszczędności w jednym produkcie. Niestety, globalny kryzys spowodował wiele strat i na dłuższy czas zniechęcił inwestorów do powrotu na rynki. – Dość częstym błędem było również przyjęcie zbyt krótkiego, kilkumiesięcznego horyzontu inwestycyjnego – podkreśla Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank.

Polacy, w przeciwieństwie do inwestujących w Europie Zachodniej, którzy będąc świadkami wielu kryzysowych momentów, przyzwyczaili się do cyklicznych wahań koniunkturalnych, stracili zapał inwestycyjny. – Zachodni inwestorzy nie reagują tak panicznie na chwilowe zawirowania rynkowe, wiedząc że zbyt nerwowe ruchy mogą uniemożliwić osiągnięcie założonego celu inwestycyjnego – mówi Monika Szlosek. – Na stopy zwrotów z funduszy powinniśmy zawsze patrzeć długookresowo.

Gdzie fakty, a gdzie mity?

Ponad połowa Polaków, którzy znają fundusze (51,6 proc.) uważa, że inwestując w nie, powierza się swoje pieniądze profesjonalistom. Co piąty badany jest przeciwnego zdania. Istotną zaletą funduszy jest według większości badanych również to, że produkt ten można łatwo dostosować do własnych preferencji (45,8 proc.). Istotnie, te dwa aspekty są ważnymi cechami funduszy. – Jedną z głównych korzyści płynących z zakupu jednostek TFI jest właśnie to, że nie musimy na co dzień monitorować naszych inwestycji, ponieważ robią to za nas osoby zarządzające funduszem – komentuje Monika Szlosek. – Faktem jest również to, że wachlarz dostępnych typów funduszy jest na tyle różnorodny, że bez trudu można znaleźć taką ofertę, która pozwoli nam dostosować inwestycje do naszych oczekiwań, np. pod względem poziomu ryzyka i potencjalnego zwrotu – wyjaśnia.

Aż 44 proc. pytanych uważa, że fundusz to produkt wiążący klienta na długie lata, z czego większość (30 proc.) zgadza się z takim stwierdzeniem w sposób zdecydowany. Ponadto, zdaniem 27 proc. jest to produkt, który ogranicza dostęp do gotówki, zamrażając ją. Jak zaznacza Monika Szlosek, akurat fundusze cieszą się opinią produktów finansowych o wysokim stopniu elastyczności. – Z udziałów w funduszu można zrezygnować praktycznie w każdym momencie – zapewnia.

Mniej jednoznacznie respondenci, którzy kojarzą fundusze, oceniają dostępność do tej kategorii produktów finansowych. Blisko jedna czwarta uważa, że tego typu inwestycje są trudno dostępne dla osób mniej zamożnych. Z twierdzeniem tym nie zgadza się 20 proc. ankietowanych. Dodatkowo, 30 proc. badanych twierdzi, że bez większej gotówki, nie ma możliwości zakupu jednostek TFI, ale przeciwnego zdania, że fundusze nie wymagają posiadania dużej kwoty na start, jest taki sam odsetek respondentów. Nieco większa liczba osób (38 proc.) uważa, że produkty te nie wymagają stałych, dużych wpłat. Odmienne zdanie na ten temat ma ponad 27 proc. badanych.  – Tymczasem dostępność funduszy jest właściwie taka sama jak lokat, a próg wejścia w inwestycję jest niewysoki – zapewnia Monika Szlosek. – Trudno zgodzić się również z twierdzeniem, że fundusze wymagają stałych, dużych wpłat. Można inwestować w nie małe kwoty, ale robić to regularnie i w dłuższym horyzoncie – mówi.

Elastyczność i potencjalnie wyższe zyski

Polacy zapytani o to, co mogłoby ich skłonić do inwestycji w fundusze, wskazywali najczęściej na elastyczność, rozumianą jako łatwą zbywalność jednostek w dowolnym momencie. – Widać więc wyraźnie, że Polacy oczekują od funduszy dokładnie tego, co mają one do zaoferowania – komentuje  Monika Szlosek. – Wbrew opinii wyrażonej we wcześniejszym pytaniu, fundusz nie wiąże na lata, a czas wykupu lub sprzedaży jednostek uczestnictwa TFI trwa zazwyczaj nie dłużej niż kilka dni.

Co skłania Polaków do inwestowania w fundusze

Drugą najczęściej wskazywaną przez respondentów zachętą do inwestowania w fundusze jest możliwość osiągnięcia bardzo dużego zysku, a w dalszej kolejności dodatkowe bonusy, np. zwrot części zainwestowanych środków. – Również te dwa warunki są możliwe do spełnienia, trzeba jednak odpowiednio dobrać poszczególne fundusze i pamiętać o tym, że najbardziej efektywne inwestycje w rynek kapitałowy wymagają długiego horyzontu czasowego, odporności na przejściowe wahania, ale też znajomości mechanizmów rynkowych – radzi Monika Szlosek. – Jeśli liczymy na wyjątkowo duże zyski, możemy część pieniędzy ulokować w funduszach akcyjnych, gdzie stopa zwrotu faktycznie może być bardzo wysoka. Musimy też jednak pamiętać o ryzyku związanym z tą kategorią funduszy, szczególnie jeśli mamy zamiar inwestować w krótkim terminie. – Z kolei w kwestii oczekiwanych przez ankietowanych bonusów, warto jest poszukać promocji, dzięki którym jednostki można nabyć bez opłat manipulacyjnych, a dodatkowo, jak w przypadku oferty Deutsche Bank otrzymać 1 proc. zwrotu od zainwestowanej kwoty – mówi Monika Szlosek.

Co piątego ankietowanego do zakupu jednostek funduszy skłoniłaby niska kwota minimalnej inwestycji, niemal identyczny odsetek oczekiwałby braku prowizji za zakup funduszu. Ponad 18 proc. badanych wybrałoby fundusze w obliczu ograniczonych możliwości zarabiania na bardziej tradycyjnych produktach finansowych, takich jak lokaty. Warto też zauważyć, że ponad 20 proc. badanych zachęciłaby możliwość zakupu funduszy z pomocą profesjonalnego doradcy, np. w oddziale banku, a niewiele mniejszy odsetek (19 proc.), możliwość zakupu jednostek w Internecie. Niecałe 10 proc. doceniłoby dostęp do szerokiej oferty funduszy w jednym miejscu.

Polacy za biedni na inwestowanie?

Największą przeszkodą na drodze do inwestycji w fundusze, jest zdaniem ponad 38 proc. badanych, obawa przed stratą oraz, w takim samym stopniu, brak wolnych środków do zainwestowania. – Tak duży odsetek wskazań może być potwierdzeniem, że barierą często bywa faktyczny lub subiektywnie odczuwalny brak możliwości finansowych – komentuje Monika Szlosek. – Warto jednak przypomnieć, że w przypadku funduszy istnieje możliwość wpłacania bardzo niskich kwot.

Co zniechęca Polaków do inwestowania w fundusze

Co trzeci badany wskazywał, że do zakupu jednostek zniechęca go ryzyko utraty zainwestowanych pieniędzy, a co piątego ankietowanego zrażają jego zdaniem słabe wyniki funduszy w ostatnich miesiącach. Zbyt wysokie prowizje i opłaty, potrzeba posiadania znaczącej kwoty na start, czy duży stopień skomplikowania tych produktów, okazały się mniejszą przeszkodą. – Warto w tym miejscu przypomnieć, że ryzyko utraty zainwestowanych pieniędzy można skutecznie minimalizować, zwiększając w swoim portfelu udział bezpiecznych funduszy, np. dłużnych lub pieniężnych i gotówkowych – komentuje Monika Szlosek. – Natomiast jeśli spojrzymy na wyniki, które TFI osiągnęły w ostatnim kwartale, to były one najczęściej bardzo dobre.

Wiele z obaw wyrażonych przez respondentów w badaniu, może zostać w łatwy sposób rozwiana, przede wszystkim dzięki temu, że w ofertach części banków mamy dostęp do całej gamy bardzo różnorodnych funduszy. Dlatego właśnie zarówno te osoby, które oprócz chęci zarobku, cenią sobie poczucie bezpieczeństwa, jak i te, które są w stanie podjąć nieco większe ryzyko, mogą tak dobrać poszczególne fundusze do swojego portfela, aby odpowiadały zarówno na ich potrzeby w zakresie oczekiwanego zwrotu, jak również akceptowanego ryzyka.

Bartek CiszewskiW fundusze trzeba inwestować mądrze
read more

5 psychologicznych pułapek, na które narażony jest inwestor

W ostatnim czasie można zaobserwować wzmożone zainteresowanie funduszami inwestycyjnymi. Ma to związek ze spadkiem oprocentowania lokat i rentowności obligacji oraz z poprawą koniunktury na rynkach. Zamiast trzymać oszczędności wyłącznie na niskooprocentowanych lokatach, możemy więc wysłać nasze pieniądze do pracy, dzięki czemu zwiększamy szanse na satysfakcjonujący nas zysk. Zanim jednak przystąpimy do pomnażania naszego kapitału, warto przyjrzeć się pewnym częstym pułapkom psychologicznym związanym z inwestowaniem. Wpadając w nie, znacząco zwiększamy ryzyko niepowodzenia.

Gdy 15 września 2008 r. Bank Lehman Brothers ogłosił upadłość, nastąpiło załamanie nastrojów na rynku za oceanem. Kolejnym bankom groziło bankructwo, a amerykańska administracja starała się opanować panikę, która zaczęła rozlewać się jednak na cały świat. Ceny akcji na większości rynków leciały na łeb, na szyję, a wielu inwestorów zdecydowało się na natychmiastowe wycofanie swoich aktywów z rynków kapitałowych. Niestety robili to często w najgorszym możliwym momencie, kiedy straty były już bardzo duże.

Jeśli ci sami inwestorzy nie poddaliby się wówczas tej powszechnej panice i nie wykonywali tak gwałtownych ruchów, ich obecna sytuacja byłaby zupełnie odmienna. Dane z największego światowego indeksu giełdowego – Dow Jones pokazują, że wbrew pozorom, kupując akcje na tamtym rynku, nawet zaraz po upadku Lehman Brothers i spieniężając je teraz, można było zarobić – i to dużo. Co prawda, początkowo indeks ten zanurkował z niespełna 11 000 pkt. (15.09.2008) do około 6500 pkt. (09.03.2009), ale w tej chwili oscyluje on już w okolicach 18 000 pkt. (zysk z inwestycji z okresu kryzysu mieściłby się zatem teraz w zakresie od około 60 proc. do nawet 275 proc.).

– Oczywiście, nie wszystko da się przewidzieć z góry, tym bardziej jeśli mamy do czynienia z taką katastrofą jak upadek jednego z największych banków amerykańskich – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank. – Historia ta pokazuje jednak, że instynkt stadny nie zawsze działa racjonalnie, a na inwestycje powinniśmy patrzeć w dłuższym horyzoncie czasowym, ponieważ dopiero wtedy możemy faktycznie ocenić opłacalność danej inwestycji – komentuje.

Podobną opinię wyraża prof. dr hab. Małgorzata Bombol z Instytutu Bankowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. Jej zdaniem niezwykle istotna jest świadomość inwestorów, że po drodze do celu, jakim jest zysk, mogą natrafić na trudności wynikające z faz koniunkturalnych. – Długodystansowe cele buduje się powoli i systematycznie – wyjaśnia.

Nasz umysł często zastawia pułapki sam na siebie, przez co podejmujemy mylne i pochopne decyzje. Jakie są więc najczęstsze psychologiczne pułapki, w które wpadają inwestorzy?

Niekontrolowanie swoich emocji – istnieje wiele czynników, które mogą wpłynąć na sytuację rynkową i wywołać chwilowe zamieszanie. Napływ nieprognozowanych informacji może zaskoczyć inwestorów i sprawić, że część z nich ulegnie panice. W takich momentach lepiej zachować zimną krew i przeczekać kryzys. Nasz mózg działa wybiórczo i nie jest w stanie opanować wszystkich bodźców podczas sytuacji kryzysowych. Podejmowanie decyzji pod wpływem emocji może spowodować nieracjonalne postrzeganie rzeczywistości.

Przecenianie swojej wiedzy – Wiele osób, szczególnie po pierwszych udanych transakcjach, nabiera zbyt dużej pewności siebie. W takich momentach łatwo wpaść w samozachwyt i przecenić swoje zdolności. Może to prowadzić do nierealistycznego optymizmu. Osoby takie miewają trudności w uczeniu się na własnych błędach i są często zdania, że kursy, książki i przeprowadzenie kilku udanych transakcji jest wystarczającym dowodem zdobycia wprawy inwestycyjnej, co z kolei może sprzyjać podejmowaniu coraz bardziej ryzykownych decyzji.

Pułapka codziennego handlu – przekonanie, że istnieje prosta zależność – im większa liczba transakcji tym większy zysk. Niektórzy próbują zwiększyć swoje dochody poprzez inwestycyjną nadaktywność. Zachęcani mocnymi wahaniami na rynkach starają się wykorzystać szanse do wzbogacenia się. Jednak zwykle nie przynosi to wymiernych efektów, a inwestowanie w niestabilne walory może być ryzykowne i doprowadzić do dużych strat.

Przetrzymywanie tracących akcji lub za szybka sprzedaż zyskujących – zdarza się, że w obliczu pierwszych spadków, inwestorzy niemal natychmiast pozbywają się aktywów, preferując mniejszy, ale pewny zysk. Interpretują oni drobną przecenę zwyżkujących dotychczas wyników jako stratę, a nie jako moment przestoju. Pułapką może być również gotowość do akceptowania nawet największych spadków, mimo że przybierają charakter długookresowy lub permanentny.

Mentalne księgowanie – czasami nie zdajemy sobie sprawy jak nieracjonalnie zachowujemy się w wydawaniu pieniędzy czy inwestowaniu. W pułapkę mentalnego księgowania możemy wpaść kiedy szufladkujemy różne pozycje finansowe i patrzymy na nie z różnych perspektyw. Na przykład, różnie oceniamy straty finansowe. Z jednej strony 5 proc. straty z 2000 zł zainwestowanych w akcje (100 zł) może wywołać u nas poczucie zdenerwowania. W końcu straciliśmy bardzo dużo – 100 zł w 1 dzień. Z drugiej strony przepłacenie wakacji w biurze podróży o tę samą kwotę, choć wiemy, że w innej części miasta czy w innym biurze jest taniej, nie robi na nas wielkiego wrażenia – w końcu to tylko 100 zł.

Według prof. dr hab. Małgorzaty Bombol, każdy z nas jest podatny na błędy we własnych osądach i założeniach. – Wobec pewnych pułapek psychologicznych jesteśmy bezbronni, bo nie mamy świadomości ich istnienia. Niestety nasz umysł jest leniwy z natury i nie chce poszerzać wiedzy o zagrożeniach, które sami tworzymy, dlatego warto wykorzystać wiedzę innych i uczyć się na cudzych, a nie swoich błędach – podkreśla.

Zdaniem Moniki Szlosek z Deutsche Bank, to m.in. dlatego właśnie dobrym rozwiązaniem może być zakup jednostek funduszy inwestycyjnych. – Inwestując w fundusze, powierzamy nasze pieniądze profesjonalistom, których wiedza i doświadczenie może nas uchronić przez nieprzemyślanymi zachowaniami, które zwiększałyby prawdopodobieństwo strat. Taki pogląd potwierdzają badania Deutsche Bank, według których 54 proc. ankietowanych (którzy słyszeli o funduszach) twierdzi, że inwestując w ten produkt, powierza się pieniądze profesjonalistom, a tylko 24 proc. jest przeciwnego zdania. – Fundusze nie wymagają od inwestora codziennej analizy wskaźników ekonomicznych i podejmowania szybkich decyzji – mówi Monika Szlosek. – Wystarczy, że określimy jaki typ funduszu nas najbardziej interesuje, a resztą zajmą się licencjonowani specjaliści, którzy zmuszą nasze pieniądze do pracy.

Bartek Ciszewski5 psychologicznych pułapek, na które narażony jest inwestor
read more

Na jakie wskaźniki powinien zwracać uwagę inwestor?

Dobra koniunktura gospodarcza, a także najniższy w historii poziom stóp procentowych, powinny spowodować wzrost zainteresowania produktami rynku kapitałowego. Zdaniem większości ekspertów znajdujemy się obecnie w takim momencie, w którym warto wysłać swoje pieniądze do pracy, np. poprzez inwestycje w fundusze. Przy odpowiednio długiej perspektywie czasowej i właściwie skonstruowanym portfelu, możemy osiągać satysfakcjonujący zysk. To, jak ostatecznie będzie kształtowała się stopa zwrotu z inwestycji, zależy m.in. od właściwego interpretowania danych rynkowych. Zajmują się tym osoby zarządzające funduszami, które obserwując na bieżąco wskaźniki, mogą trzymać rękę na pulsie.

W marcu br. padł kolejny rekord wartości aktywów zgromadzonych w polskich funduszach inwestycyjnych. Na koniec miesiąca TFI zarządzały środkami wartymi 220,3 mld zł. To wynik o 2 proc. lepszy niż przed miesiącem, a w ujęciu rocznym wzrost wyniósł aż 15 proc. – wynika z danych portalu Analizy Online.

Z najnowszego badania przeprowadzonego przez Deutsche Bank wynika, że wśród osób, które wiedzą, czym są fundusze inwestycyjne, znaczna część (prawie 37 proc.) uważa, że jest to skomplikowany produkt, wymagający dużej wiedzy o rynku. Dodatkowo, ponad 38 proc. ankietowanych uważa, że funduszami należy się stale zajmować, z czego 24 proc. zgadza się z takim stwierdzeniem w sposób zdecydowany. Jak zaznacza Piotr Tukendorf, doradca inwestycyjny z Biura Maklerskiego Deutsche Bank, inwestując w fundusze warto jest wiedzieć, czym się różnią poszczególne kategorie tych produktów, od czego zależy potencjalna stopa zwrotu, a także jaki jest nasz profil ryzyka. Nie jest jednak konieczna bardzo zaawansowana wiedza o rynku. – Jedną z podstawowych zalet funduszy jest też to, że nie musimy cały czas monitorować sytuacji rynkowej, jak to ma miejsce w przypadku bezpośrednich inwestycji w akcje – tłumaczy. – Kupując jednostki TFI powierzamy swoje pieniądze profesjonalistom, którzy wiedzą np. jakie wskaźniki rynkowe mogą wyprzedzać wahania koniunktury.

Na co m.in. musi zwracać uwagę zespół zarządzający funduszem? Przede wszystkim zajmuje się oczywiście bieżącą oceną wszystkich zmiennych związanych z poszczególnymi klasami aktywów w danym funduszu i odpowiednio dostosowuje strategię inwestycyjną. Ponadto, uwzględnia trendy najważniejszych wskaźników ekonomicznych.

Poniżej lista najistotniejszych wskaźników:

1. Produkt Krajowy Brutto (PKB) – to zagregowana wartość dóbr i usług finalnych wytworzonych na terenie danego kraju w określonej jednostce czasu. PKB jest uważany za podstawowy miernik rozwoju gospodarczego krajów. Jednak należy pamiętać, że ogłoszenie danych nt. poziomu PKB, może być spóźnioną informacją dla inwestora.

2. Sytuacja polityczna – bardzo ważny wskaźnik nieekonomiczny, który często może przesądzać o powodzeniu inwestycji. Od sytuacji politycznej w danym kraju, może zależeć w dużej mierze bieżący klimat inwestycyjny. Czynnik ten odgrywa obecnie dużą rolę, np. dla inwestujących we wschodniej części Europy np. na rynkach ukraińskim i rosyjskim, czy np. greckim.

3. Inflacja – proces wzrostu przeciętnego poziomu cen w gospodarce. Poziom inflacji uwarunkowany jest wieloma czynnikami. W Polsce istnieje obecnie zagrożenie deflacyjne (proces spadku przeciętnego poziomu cen w gospodarce), spowodowane m.in. spadkiem cen żywności oraz ropy. Niska inflacja wiąże się ze spadkiem stóp procentowych, a co za tym idzie spadkiem oprocentowania lokat, co często zazwyczaj jest bodźcem do lokowania pieniędzy w innych, bardziej ryzykownych instrumentach finansowych.

4. Stopa bezrobocia – stosunek liczby osób bezrobotnych do liczby ludności aktywnej ekonomicznie. Wskaźnik, który pokazuje jakie są tendencje w gospodarce i w jakim aktualnie momencie cyklu koniunkturalnego się znajdujemy. Spadek bezrobocia to jeden ze skutków przyspieszania gospodarki.

5. Dynamika produkcji przemysłowej – produkcja sprzedana przedsiębiorstw przemysłowych. Jest to jeden z najistotniejszych czynników gospodarczych pozwalający prognozować tempo rozwoju gospodarki na podstawie kondycji przemysłu.

6. Dynamika sprzedaży detalicznej – jest indeksem mierzącym wartość comiesięcznej sprzedaży detalicznej w cenach bieżących i stałych, realizowanej przez przedsiębiorstwa handlowe i niehandlowe. Zmiany poziomu sprzedaży pokazują tendencje w wydatkach konsumpcyjnych społeczeństwa.

7. Wskaźnik Optymizmu Konsumentów (WOK) – mierzony na podstawie comiesięcznych sondaży opinii publicznej. Respondenci oceniają sytuację kraju, swoją sytuację materialną, poziom bezrobocia, inflację, skłonność do zakupu trwałych dóbr konsumpcyjnych i poziom oszczędności w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Respondenci dokonują również prognozy tych zjawisk na rok następny.

8. Indeks IFO (Niemcy) – powstaje co miesiąc na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród około 7 tys. niemieckich przedsiębiorców z sektorów: przetwórczego, budownictwa, handlu hurtowego i detalicznego. Ankietowani oceniają aktualne warunki do prowadzenia przedsiębiorstw oraz ich perspektywy na kolejne 6 miesięcy. Jest to ważny wskaźnik dla niemieckiej gospodarki, a zatem pośrednio również i dla polskiej ze względu na dużą wymianę handlową między Polską a naszym zachodnim sąsiadem.

9. CSI – Consumer Sentiment Index (USA) – wskaźnik nastrojów konsumentów. Powstaje na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród losowo wybranych, 500 amerykańskich gospodarstw domowych. Ankiety zawierają pytania o ocenę bieżących warunków ekonomicznych oraz oczekiwań co do kształtowania się tych warunków w przyszłości). Jest to wskaźnik istotny dla polskich inwestorów, ponieważ amerykańska gospodarka, jako największa na świecie, często wyznacza trendy w skali globalnej. Jest to jeden ze wskaźników wyprzedzających, na podstawie których można prognozować trendy rynkowe.

10. PMI – Purchasing Management Index, polska nazwa – Indeks Menadżerów Logistyki prowadzony osobno dla przemysłu i sektora usług w poszczególnych krajach (oprócz USA, gdzie PMI ma mniejsze znaczenie niż ISM). Wskaźnik powstaje na podstawie, opracowywanych w cyklach miesięcznych odpowiedzi na kwestionariusze przesyłane menadżerom w firmach produkcyjnych lub usługowych. Jest to kolejny wskaźnik wyprzedzający i dobry prognostyk dla koniunktury.

11. Najważniejsze indeksy światowe – światowe indeksy giełdowe, są odbiciem procesów zachodzących w światowej gospodarce. Do najważniejszych światowych indeksów należą: amerykańskie- S&P500, Dow Jones Industrial, NASDAQ Composite, europejskie- Stoxx600, DAX 30 i azjatyckie – Hang Seng, Nikkei 225, Sensex oraz CSI300.

12. Pozostałe istotne wskaźniki obserwowane przez inwestorów:

CRB Index – wskaźnik cen surowców, który składa się z 6 grup towarów: m.in. paliw, towarów przemysłowych, metali szlachetnych czy tzw. soft-commodities, czyli produktów rolnych.

Wskaźnik VIX – zwany też indeksem strachu. Jest to miernik zmienności implikowanej opcji opartych na indeksie S&P 500.

Baltic Dry Index – popularny wskaźnik wyprzedzający, który jest miernikiem koniunktury gospodarczej na świecie. Jest to indeks reprezentujący szacunki wysokości stawek frachtowych pobieranych przez globalnych przewoźników morskich na 23 najważniejszych światowych szlakach morskich.

Dollar Index (DXY) – wskaźnik wartości relatywnej dolara amerykańskiego (USD) do koszyka 6 walut (euro, jena, funta, dolara kanadyjskiego, korony szwedzkiej i franka szwajcarskiego)

Powyższe wskaźniki powinny być monitorowane przez osoby zarządzające funduszami. Wszystkie one są na bieżąco dostępne w Internecie:

· Notowania indeksów giełdowych, walut, surowców (Polska i Świat) oraz kalendarium publikacji wyników (Polska):

http://www.gpw.pl/indeksy

http://www.nbp.pl/

http://stat.gov.pl/wskazniki-makroekonomiczne/

http://www.mg.gov.pl/Analizy+i+prognozy

· Światowe wskaźniki gospodarcze, raporty oraz kalendarium publikacji wyników:

http://www.tradingeconomics.com/calendar
http://www.reuters.com/finance/markets

Które z wymienionych wskaźników najlepiej antycypują tendencje rynkowe? Jak zaznacza Piotr Tukendorf, najważniejsze są wskaźniki wyprzedzające koniunktury oraz te odzwierciedlające nastroje, z których można wywnioskować, jakie będą tendencje i stan koniunktury gospodarczej danego kraju lub regionu w najbliższej przyszłości. Do grupy tej można zaliczyć różnego rodzaju ankiety i badania (które oceniają nastroje lub oczekiwania przedsiębiorców, konsumentów i analityków), niektóre dane makroekonomiczne, wielkość podaży pieniądza oraz wartości indeksów giełdowych.

Wskaźniki opóźnione (np. PKB czy stopa bezrobocia) to już na moment ich publikacji dane historyczne, warto jednak i na nie zwracać uwagę, ponieważ pokazują one jasno trendy panujące w gospodarce, co także może być pewnym odniesieniem dla przyszłych inwestycji – mówi Piotr Tukendorf. – Co istotne, są to również wskaźniki, które opierają się na faktach, a nie przewidywaniach – dodaje.

Warto obserwować trendy, aby wiedzieć, jaki portfel inwestycyjny będzie dla nas aktualnie efektywnie pracował. Jednak sam proces inwestowania, jeśli nie jesteśmy aktywnymi inwestorami giełdowymi, najlepiej powierzyć ekspertom, którzy wiedzą, jak interpretować określone wskaźniki.

Bartek CiszewskiNa jakie wskaźniki powinien zwracać uwagę inwestor?
read more