Maj 2014

Sondaż: Na co wydalibyśmy nieoczekiwany zastrzyk gotówki?

Deutsche Bank po raz trzeci sprawdził, na co najchętniej wydalibyśmy 5 tys. zł gdyby nam niespodziewanie „spadły z nieba”. Jak się okazuje, nagły przypływ gotówki wydalibyśmy w pierwszej kolejności na poprawę naszych warunków mieszkaniowych. Od 2011 r., kiedy Deutsche Bank przeprowadził taki sondaż po raz pierwszy, preferencje Polaków są niezmienne: nadprogramowe pieniądze wolimy wydać, niż zainwestować czy odłożyć.

Jak wynika z najnowszego sondażu Deutsche Bank, dodatkowe 5 tys. zł, które niespodziewanie znalazłyby się w naszym portfelu, blisko jedna trzecia (30,7 proc.) z nas najchętniej przeznaczyłaby na remont mieszkania lub zakup nowych mebli. Co ciekawe, chęć poprawienia warunków mieszkaniowych stała się pierwszym wyborem dla największej liczby ankietowanych. W badaniach z lat poprzednich najchętniej wskazywaną możliwością było przeznaczenie gotówki na bieżące wydatki. W tym roku takiej odpowiedzi udzielił co czwarty badany (25,4 proc.). Pierwszą trójkę najpopularniejszych odpowiedzi zamyka wakacyjny wyjazd. Na wypoczynek pieniądze wydałoby 23 proc. pytanych.

Na co przeznaczylibyśmy 5 tys. zł

– Wyniki badania pokazują, że niespodziewany zastrzyk gotówki raczej wydalibyśmy od razu, przede wszystkim na takie rzeczy, które kiedyś sobie obiecaliśmy lub zaplanowaliśmy, jednak nie były to cele priorytetowe – mówi Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej z Deutsche Bank. – Z drugiej jednak strony widać, że nieobce jest nam podejście „łatwo przyszło, łatwo poszło”, a dodatkową gotówkę rzadziej traktujemy jako potencjalny kapitał inwestycyjny lub dobrą okazję do odłożenia oszczędności – dodaje.

Badanie obala również stereotyp, mówiący że mężczyźni są „gadżeciarzami”. Jak wynika z sondażu, chęć zakupienia wymarzonego gadżetu zarówno kobiety, jak i mężczyźni deklarują na bardzo zbliżonym poziomie (odpowiednio 5 i 7 proc.). W przypadku kupna sprzętu AGD, zainteresowanie takimi wydatkami jest już jednak niemal dwukrotnie wyższe wśród kobiet niż mężczyzn. Ci w pierwszej kolejności przeznaczyliby dodatkowe pieniądze na bieżące wydatki i remont mieszkania (po 26 proc.).

W tegorocznym sondażu do 19 proc. (z 14 proc. w 2013 r.) wzrósł odsetek osób, które w pierwszej kolejności uregulowałyby zaległe zobowiązania, jak np. raty kredytu. Liczba ankietowanych, którzy odłożyliby te pieniądze w domu na „czarną godzinę” wzrosła dwukrotnie (z niespełna 11 do 21,5 proc.). Zdaniem Moniki Szlosek z Deutsche Bank odpowiedzi te mogą wskazywać, że Polacy zaczęli w większym stopniu odczuwać obawy związane z brakiem stabilności na rynku pracy.

W ostatnim roku zmniejszyło się poczucie bezpieczeństwa finansowego Polaków. – Chęć uregulowania zaległości kredytowych może wskazywać na zwiększający się odsetek osób zagrożonych problemami z terminowym obsługiwaniem wcześniejszych zobowiązań wobec banków – mówi Monika Szlosek. – Równocześnie może to również oznaczać rosnącą świadomość negatywnych konsekwencji, jakie taka sytuacja za sobą niesie – komentuje.

Niemal 19 proc. respondentów wpłaciłoby pieniądze na konto osobiste – to dwukrotny wzrost w porównaniu z poprzednim sondażem. Większym zainteresowaniem cieszą się również konta oszczędnościowe i lokaty, na których otrzymaną gotówkę zdeponowałby prawie co szósty badany.

Nadal mniej entuzjazmu budzą wśród respondentów produkty inwestycyjne, takie jak akcje spółek giełdowych, jednostki funduszy inwestycyjnych, złoto i waluty, czy wreszcie obligacje skarbu państwa. Żaden z wyżej wymienionych produktów nie otrzymał więcej niż 4 proc. wskazań. Według Moniki Szlosek Polacy dość zachowawczo korzystają z instrumentów rynku kapitałowego. – Sondaż pokazuje, że pieniądze raczej wolimy trzymać w domu lub na rachunkach oszczędnościowych i lokatach. Tymczasem niespodziewana gotówkowa nadwyżka może stanowić dobry kapitał właśnie na wypróbowanie możliwości, jakie oferują produkty inwestycyjne – mówi ekspert Deutsche Bank.

Informacje o badaniu

Badanie Deutsche Bank zrealizowane 24 stycznia 2014 przez Instytut Homo Homini, na wybranej losowo, reprezentatywnej grupie Polaków, metodą telefoniczną.

Bartek CiszewskiSondaż: Na co wydalibyśmy nieoczekiwany zastrzyk gotówki?
read more

Spróbuj inwestycji za granicą – lepiej zdywersyfikujesz swój portfel

Inwestorzy indywidualni, którzy są zainteresowani rynkami zagranicznymi, mogą w coraz większym stopniu korzystać z dostępu do globalnych inwestycji. Zdaniem większości ekspertów zapotrzebowanie na takie inwestycje sukcesywnie wzrasta, głównie ze względu na możliwość jeszcze lepszej dywersyfikacji portfela inwestycyjnego, co jest najważniejszym czynnikiem umożliwiającym osiągnięcie zadowalających zysków.

Polscy inwestorzy są coraz częściej zainteresowani ofertami funduszy lokujących oszczędności klientów na rynkach zagranicznych. Jak wynika z obliczeń ekspertów Analiz Online w  2013 r. do funduszy zagranicznych wpłacono o 1,5 mld zł więcej, niż z nich wypłacono. Przewiduje się, że w obecnym roku liczby te jeszcze wzrosną.

Skąd rosnąca popularność tego typu rozwiązań? Monika Szlosek, Dyrektor Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej Deutsche Bank uważa, że dywersyfikacja portfela inwestycyjnego nie tylko pod kątem klasy aktywów, ale też geograficzna jest dobrym zabezpieczeniem przed niespodziewanymi wydarzeniami, które mogą mieć negatywny wpływ na nasze potencjalne zyski.

Jak wyjaśnia Grzegorz Pietrucha, Dyrektor Departamentu Sprzedaży Detalicznej Skarbiec TFI, fundusze oparte na jednym rynku posiadają zazwyczaj dodatnią korelację, co oznacza, że kierunkowo zachowują się do siebie bardzo podobnie. – Co prawda jedne będą pracować lepiej, inne gorzej, ale najczęściej w tym samym kierunku, czyli razem dadzą zarobić lub spowodują straty – komentuje.
– Natomiast dobrze zdywersyfikowany portfel to taki, w którego skład wchodzą aktywa ze sobą nieskorelowane lub skorelowane ujemnie. Taki efekt osiągamy m.in. dzięki inwestycjom za granicą – mówi.

Istotnym czynnikiem mającym wpływ na popularyzację wśród klientów w Polsce funduszy inwestujących za granicą jest możliwość kupowania jednostek w polskiej walucie. – By móc inwestować za granicą, jeszcze do niedawna należało posiadać walutę obcą, dzisiaj można kupować w polskich złotych – podkreśla Grzegorz Pietrucha.

– Najwięksi gracze na rynku funduszy zagranicznych, oferujący swoje usługi również w Polsce, to uznane, funkcjonujące już od kilkudziesięciu lat instytucje finansowe, co jest nie bez znaczenia dla klientów rozważających inwestycje w ich produkty – mówi Monika Szlosek z Deutsche Bank. – Polscy inwestorzy mogą powierzyć swoje oszczędności takim globalnym instytucjom jak Black Rock, Franklin Templeton Investments, a od niedawna również JP Morgan Asset Management.

– Kilkudziesięcioletnie doświadczenie tych podmiotów daje nam możliwość prześledzenia, jak interesujące nas fundusze zachowywały się w różnych okolicznościach rynkowych na przestrzeni lat, takich jak: hossa internetowa czy kryzys finansowy – mówi Grzegorz Pietrucha. – Warto zatem współpracować z renomowanymi instytucjami, gdzie proces doboru dostawców funduszy  jest oparty o oceny ilościowe i jakościowe, a kadra doświadczona i przeszkolona – mówi.

Niektórzy zwracają z kolei większą uwagę na czynniki geograficzne. – Można również wyróżnić sporą grupę inwestorów poszukujących ekspozycji na konkretny rynek, np. amerykański, czy też rynki krajów rozwijających się – dodaje Grzegorz Pietrucha. – W miarę wzrostu świadomości inwestorów horyzonty powinny się rozszerzać jeszcze bardziej – przewiduje. 

Niezależnie od geograficznego kryterium trzeba też wziąć pod uwagę poziom ryzyka i to, z jakim funduszem mamy do czynienia – bezpieczniejszymi funduszami obligacji, czy też z agresywniej inwestującymi funduszami akcji, które w długim okresie mogą przynieść większe zyski.

Według Grzegorza Pietruchy idealnym rozwiązaniem w mniej pewnych czasach, gdy trudno jednoznacznie oszacować, jak globalne rynki będą się zachowywały w kolejnych miesiącach i latach, są fundusze parasolowe. – W okresach dekoniunktury pozwolą nam chronić kapitał w funduszach obligacji, a w czasie rozkwitu korzystać ze wzrostów na rynkach akcji – tłumaczy.

Deutsche Bank Polska wprowadził niedawno do oferty rozwiązanie inwestycyjne w postaci funduszu parasolowego Skarbiec – JP Morgan Asset Management Funds Polska SFIO. W jego skład wchodzą cztery subfundusze. Są to dwa agresywniejsze fundusze akcji, jeden inwestujący na rynku amerykańskim, drugi na rynkach wschodzących, dodatkowo fundusz oparty na światowych obligacjach oraz rynkach walutowych, a także fundusz inwestujący w obligacje przedsiębiorstw. Zdaniem Moniki Szlosek z Deutsche Bank, jest to unikalne na polskim rynku rozwiązanie inwestycyjne.

Na czym polega jego wyjątkowość? Subfundusze tego typu pozwalają klientom korzystać z doświadczenia zagranicznego assetmanagera na zasadach operacyjnych i  podatkowych obowiązujących w Polsce. Inwestor nie ma obowiązku samodzielnego rozliczania podatków, tak jak to ma miejsce np. w przypadku funduszy luksemburskich.

Według wielu ekspertów polski rynek funduszy będzie się rozwijał wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa. – Oszczędności zgromadzone w funduszach mogą być odporne na wiele zawirowań – podkreśla Grzegorz Pietrucha.

Bartek CiszewskiSpróbuj inwestycji za granicą – lepiej zdywersyfikujesz swój portfel
read more

Pięć mitów o giełdzie, które nie pozwalają ci zarobić

Niskie stopy procentowe zmuszają Polaków do poszukiwania sposobów oszczędzania
i inwestowania, które dałyby wyższy zwrot od zwykłych depozytów bankowych. W wielu krajach inwestorzy w pierwszej kolejności często zwracają się ku giełdzie. Nad Wisłą jest inaczej. Ciągle mała wiedza na temat mechanizmów rynku kapitałowego i pokutujące od lat mity sprawiają, że w akcje inwestuje tylko garstka. Im szybciej się z nimi rozprawisz, tym szybciej zaczniesz zarabiać.

Rekordowo niskie stopy procentowe NBP sprawiają, że przeciętne oprocentowanie depozytów w złotych spadło, jak podaje Comperia.pl, do około 2,46 proc. rocznie (dla lokaty na kwotę 5 tys. złotych). Niewiele mniej, bo 2,5 proc. może wynieść inflacja – wynika z badania oczekiwań bankowców wykonanego przez firmę badawczą TNS OBOP. Taka sytuacja skłania oszczędzających do poszukiwań rozwiązań o potencjalnie wyższej stopie zwrotu, które nie dość, że uchronią przed inflacją, ale też pozwolą wypracować zysk. Najbardziej dostępnym jest giełda.

Tymczasem, chociaż Polacy otworzyli już około 1,5 miliona rachunków maklerskich, aktywnie inwestuje na giełdzie zaledwie 250-300 tys. osób, wynika z danych Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Dlaczego tak niewiele?

Jak wskazuje badanie przeprowadzone przez Deutsche Bank przed inwestycjami na giełdzie powstrzymuje nas najczęściej pięć podstawowych obaw: „brak wystarczających środków” (50 proc. wskazań), „brak kompetencji” (16 proc.) oraz w dalszej kolejności: „zbyt duże ryzyko”, „zbyt zaawansowany wiek” czy „brak czasu”. – To mity, z którymi łatwo rozprawić się stosując zdroworozsądkowe podejście do inwestycji giełdowych – przekonuje Jacek Buczyński, analityk z Biura Maklerskiego Deutsche Bank. – Gdy już zdamy sobie sprawę z niezasadności tych obaw, otworzymy sobie drogę do efektywnego narzędzia mającego służyć pomnażaniu pieniędzy – dodaje.

Przyjrzyjmy się każdemu z nich z osobna.

Mit 1: Inwestycje na giełdzie wymagają znacznych środków

Ten mit najłatwiej obalić. Po pierwsze w przeciwieństwie do wielu innych produktów finansowych, inwestycje na giełdzie można rozpocząć przeznaczając na nie dowolnie małe środki. Jedynym ograniczeniem jest cena akcji. Te na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie wahają się od kilku groszy do kilkuset złotych. Tylko kurs akcji dwóch spółek (LPP oraz Wawel) wynosi ponad tysiąc złotych.

Brak opłat za prowadzenie rachunku maklerskiego jest już standardem na polskim rynku, a prowizje za transakcje pobierane przez domy spadły nawet do 0,19 procent. Tyle zapłacimy za transakcje kupna akcji korzystając z rachunku db Makler w Deutsche Bank Polska, najtańszego dziś na rynku wg rankingów serwisu Bankier.pl oraz „Pulsu Biznesu”.

Mit 2: Z giełdą związane jest ogromne ryzyko

Każdy inwestując w akcje powinien zdawać sobie sprawę, że ich cena może być bardzo zmienna. Wartość spółki może spaść lub wzrosnąć o kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt procent w ciągu jednej sesji. Ryzyko straty pieniędzy jest ceną za potencjalne ponadprzeciętne zyski. Jest kilka sprawdzonych sposobów, aby je okiełznać.

– Po pierwsze, początkujący inwestor giełdowy nie powinien od razu lokować w nią znacznej części swoich oszczędności – mówi Jacek Buczyński z Deutsche Bank. – Może zacząć od niewielkich sum, sięgających na przykład 5-10 procent wartości jego portfela – dodaje. Powinien też szczerze odpowiedzieć na podstawowe pytanie: czy jestem w stanie pogodzić się z ewentualną stratą znacznej części inwestowanych na giełdzie pieniędzy. – Jeśli odpowiedź brzmi „nie”, najprawdopodobniej nie będziemy w stanie podejmować racjonalnych decyzji zakupu oraz sprzedaży akcji i powinniśmy zrezygnować z tego pomysłu albo zacząć swoją przygodę z giełdą od mniejszej sumy – radzi ekspert Deutsche Bank Polska.

Druga podstawowa metoda na radzenie sobie z ryzykiem polega na dywersyfikacji inwestycji giełdowych, czyli kupowaniu akcji różnych spółek, najlepiej z różnych branż, oraz rozkładaniu tych zakupów w czasie. – To właśnie odróżnia rozsądnego inwestora od hazardzisty. Próba kupna tej jedynej właściwej spółki w najodpowiedniejszym momencie da nam teoretycznie szansę szybkiego zysku w krótkim czasie, ale równie dobrze może skończyć się szybką i bolesną stratą – przestrzega ekspert Deutsche Bank. – Dużo rozsądniej jest inwestować w walory kilku różnych spółek – mówi Jacek Buczyński z Biura Maklerskiego Deutsche Bank.

Szacując ryzyko związane z kupnem akcji warto też pamiętać, że także rozwiązania oszczędnościowe nie są go całkowicie pozbawione. Dla przykładu środki zgromadzone na lokatach są zabezpieczone Bankowym Funduszem Gwarancyjnym, jednak oprocentowanie może spaść poniżej inflacji, jak to ma miejsce w krajach zachodniej Unii Europejskiej, co sprawia, że trzymane na nich oszczędności realnie tracą na wartości. Właśnie w takiej sytuacji warto rozważyć bardziej agresywne inwestycje, np. te w akcje.

Mit 3: Inwestycje giełdowe pochłaniają dużo czasu

To prawda, że kupno i sprzedaż akcji wymaga nieco więcej zaangażowania niż przelanie pieniędzy na bankową lokatę. Jednak stereotyp gracza giełdowego przyklejonego do kilku ekranów monitora, wykonującego kilka transakcji na minutę dotyczy jedynie zawodowych maklerów oraz nielicznej grupki hobbystów-pasjonatów, którzy próbują się z nimi zmierzyć. Zdecydowana większość inwestorów indywidualnych na całym świecie dokonuje nie więcej niż kilka transakcji miesięcznie.

Z kolei ich wykonywanie stało się dziecinnie proste dzięki nowoczesnym technologiom. Dostępne na polskim rynku internetowe systemy transakcyjne domów maklerskich są zaprojektowane tak, że ich obsługa praktycznie nie różni się zbytnio od obsługi internetowego konta bankowego. W kilku intuicyjnych ruchach można zlecić maklerom kupno lub sprzedaż akcji.

– Inwestując długoterminowo nie trzeba codziennie śledzić wykresów giełdowych. Wręcz przeciwnie, zbyt częste decyzje dotyczące transakcji, podejmowane pod wpływem emocji są częstym błędem – mówi ekspert Deutsche Bank.

Mit 4: Giełda jest dla młodych

Rzeczywiście, z jednej strony najbezpieczniejsze inwestycje w akcje to te dokonywane z długim horyzontem czasowym, sięgającym kilku dekad. Jednak także zakupy w krótszej perspektywie pozwalają zredukować ryzyko związane z okresowymi wahaniami koniunktury giełdowej. Obserwując historyczne wyniki najstarszych funkcjonujących do dzisiaj indeksów giełdowych, np. nowojorskiego Dow Jones Industrial, widać, że nawet po największych zawirowaniach rynkowych były one w stanie odrobić straty w ciągu jednej czy dwóch dekad.

– Przekonanie o tym, że giełda jest dla młodych, wynika z opacznego rozumienia inwestycji w akcje. W Polsce są one często mylone z krótkoterminowymi spekulacjami, czy tzw. day tradingiem – mówi Jacek Buczyński z Biura Maklerskiego Deutsche Bank Polska. – Tymczasem na Zachodzie inwestorzy indywidualni najczęściej wykorzystują giełdę jako dodatkową formę średnio- i długoterminowego inwestowania. W tym przypadku doświadczenie życiowe, dystans do codziennego szumu informacyjnego są ważnymi atutami – dodaje.

Mit 5: Na giełdzie zarabiają tylko eksperci

O sukcesie na giełdzie decyduje wybór właściwych akcji. Tych, których cena wzrośnie. Doświadczeni inwestorzy poszukują ich korzystając z dwóch podstawowych narzędzi: analizy technicznej, czyli obserwacji historycznych cen akcji i prognozowania na ich podstawie przyszłych trendów, oraz analizy fundamentalnej, w której bierze się pod uwagę wyniki finansowe spółek, ich konkurencyjność oraz perspektywy rozwoju spółki i całego sektora.

– Początkujący inwestor nie musi wykonywać tej pracy osobiście. Może skorzystać z analizy profesjonalistów, którzy regularnie wydają rekomendacje kupna, bądź sprzedaży notowanych na giełdzie papierów wartościowych – mówi ekspert z Biura Maklerskiego Deutsche Bank.

Inwestorzy indywidualni, którzy chcą dokonać dokładniejszej analizy interesujących ich akcji, mają do dyspozycji coraz więcej narzędzi pomagających podjąć właściwe decyzje. Oprócz ogólnie dostępnych bezpłatnie aktualnych i historycznych notowań akcji, wiadomości ze spółek, komentarzy i rekomendacji dostępnych na stronach biur maklerskich czy portali finansowych, pojawiają się wyspecjalizowane serwisy, które za niewielką opłatą udostępniają bardziej zaawansowane analizy, takie jak Stockwatch, Fundamentalna czy ATSkaner, prowadzony przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych. Ten ostatni wysyła użytkownikom spersonalizowane alerty dotyczące interesujących ich spółek (od niedawna jest dostępny bezpłatnie dla klientów Biura Maklerskiego Deutsche Bank).

– Przy wyborze akcji możemy kierować się też własnymi obserwacjami. Dla przykładu, jeśli korzystamy z usług firmy, która jest notowana na giełdzie i naszym zdaniem dobrze radzi sobie na rynku, warto sprawdzić, jak w danym momencie są wyceniane jej akcje – zauważa ekspert Biura Maklerskiego Deutsche Bank. – Spostrzeżenia z życia wzięte mogą być często bardziej wartościowe niż te pochodzące od analityka – dodaje.

Żyjemy w świecie nieprzerwanej inflacji. Czy chcemy tego, czy nie, aby chronić przed nią nasze oszczędności musimy nimi aktywnie zarządzać. Inwestycje giełdowe są jednymi z łatwiejszych form agresywniejszego oszczędzania. Mają trzy kluczowe zalety: są tanie, więc praktycznie można je zacząć od dowolnej kwoty. Na giełdę można wejść w dowolnym momencie oraz w dowolnym momencie się wycofać. Wreszcie są szybkie i wygodne: transakcję można zlecić w kilka sekund za pośrednictwem internetowego systemu transakcyjnego.

Inwestując część oszczędności na giełdzie, a resztę pozostawiając na depozytach bankowych, mamy szansę skuteczniej pomnażać pieniądze jednocześnie minimalizując ryzyko straty. Ale żeby się o tym przekonać, trzeba spróbować tego na własnej skórze.

Bartek CiszewskiPięć mitów o giełdzie, które nie pozwalają ci zarobić
read more

All the Presidents’ Heads

The more you tighten your grip, Tarkin, the more star systems will slip through your fingers.

The plans you refer to will soon be back in our hands. A tremor in the Force. The last time I felt it was in the presence of my old master. Don’t act so surprised, Your Highness. You weren’t on any mercy mission this time. Several transmissions were beamed to this ship by Rebel spies. I want to know what happened to the plans they sent you. You mean it controls your actions?

All the Presidents’ Heads
read more