Styczeń 2014

Polska nowym przemysłowym liderem Europy?

Polski sektor produkcyjny jest drugim najbardziej konkurencyjnym w Europie. Jednocześnie wytworzona w nim wartość dodana rośnie najszybciej w regionie. Jesteśmy jednym z niewielu unijnych krajów, który realizuje strategiczne cele gospodarcze przedstawione przez Komisję Europejską, wynika ze specjalnego raport „Reindustrializacja Europy” opublikowanego przez analityków Deutsche Bank Research.

– Przemysł jest w sercu Europy, jest też niezbędny, by sprostać obecnym i przyszłym wyzwaniom społecznym – stwierdził unijny komisarz ds. przemysłu i przedsiębiorczości Antonio Tajani. Dlatego Komisja Europejska ustanowiła rok temu nowy strategiczny cel dla gospodarki UE. Udział sektora produkcyjnego w wytworzonej wartości dodanej ma wzrosnąć do 2020 roku z 16 do 20 procent. To odpowiedź na spadek roli przemysłu w ostatnich latach. – Główną przyczyną jest brak globalnej konkurencyjności – zauważa Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank w Polsce. – Produkcja w krajach Europy Zachodniej jest zbyt droga w porównaniu z innymi kontynentami, na obniżenie konkurencyjności wpływa także to, że w ostatnich latach kurs EUR utrzymuje się na silnym poziomie – dodaje.

clip_image002

W 2000 roku europejski przemysł był odpowiedzialny za prawie 19 proc. wartości dodanej PKB, czyli wytworzonych towarów i usług wypracowanych przez wszystkie podmioty gospodarcze, pomniejszonych o koszty produkcji. Jednak już w 2012 ten współczynnik spadł do niewiele ponad 15 proc. Jak zaznaczają eksperci Deutsche Bank Research w raporcie „Reindustrializacja Europy”, częściowo odpowiedzialny jest za to kryzys. Ale nie tylko.

„Spadek wagi przemysłu może być uzasadniony wzrostem sektora usług, jednak w niektórych krajach trend ten jest spowodowany pogarszającą się międzynarodową konkurencyjnością przedsiębiorstw”, zauważają autorzy raportu. „Podczas gdy Niemcy i kraje skandynawskie pozostają konkurencyjne, pozostałe państwa ‘starej UE’ zostały daleko w tyle”, dodają.

Polska i cały nasz region zaczynają dominować

W ciągu ostatnich 12 lat wartość dodana przemysłu zmniejszyła się w kluczowych gospodarkach Unii Europejskiej (Wielkiej Brytanii, Hiszpanii, Włoszech czy Francji). Jedynymi zachodnimi krajami, gdzie sektor produkcyjny w tym czasie się rozwinął, są: Szwecja, Austria, Niemcy i Holandia. Natomiast Włochy, Grecja, Wielka Brytania czy Hiszpania odnotowały spadki udziału przemysłu w wartości dodanej sięgające aż 11 procent.

clip_image003

Przemysł dużo lepiej rozwija się w nowo przyjętych krajach UE. W latach 2000-2012 wartość dodana sektora przemysłowego na Słowacji wzrosła o 206 proc., w Polsce o 137 proc., a w najbardziej uprzemysłowionych w naszym regionie Czechach o 113 procent.

Od 2008 roku na skutek kryzysu wartość dodana brutto sektora przemysłowego spadła w całej Unii o 3 proc. Najgorszy pod tym względem był 2009 r. Pogorszenie się globalnej koniunktury najbardziej dotknęło Finlandię.

clip_image005

Polska, Litwa, Łotwa i Niemcy to jedyne kraje Unii, gdzie udział przemysłu w wartości dodanej gospodarki w ciągu ostatnich lat wzrósł. Dlatego, zdaniem analityków Deutsche Bank Research, cel ustanowiony przez Komisję Europejską jest zbyt ambitny i nie może być zrealizowany w możliwej do przewidzenia przyszłości. Mimo to jest sygnałem, że sektor przemysłowy pozostaje bardzo ważnym aspektem dalszego rozwoju Unii.

clip_image007

Spada zatrudnienie, rośnie produktywność

W krajach „starej UE” między 2000 a 2012 rokiem liczba osób zatrudnionych w przemyśle zmniejszyła o 18 procent. Najbardziej w Wielkiej Brytanii (35 proc.), Portugalii (33 proc.) oraz Irlandii (29 proc.). Spadek zatrudnienia w krajach „nowej UE” był w tym czasie znacznie mniejszy. W Polsce wyniósł 5 proc., na Słowacji 6,5 proc., a w Czechach 9 procent. Bardziej ucierpieli pracownicy sektora przemysłowego na Węgrzech (21 proc.), Słowacji (21 proc.) oraz w Rumunii (34 procent).

W niektórych krajach Europy Środkowej w ostatnich latach wzrostowi wartości dodanej wytwarzanej przez przemysł towarzyszyły rosnące koszty pracy. Według wyliczeń Kolońskiego Instytutu Badań Ekonomicznych (IW) jednostkowe koszty pracy w 2012 roku wynosiły nieco ponad 10 euro w Czechach oraz 6,65 euro w Polsce, podczas gdy w Niemczech było to prawie 37 euro.

„Coraz wyższe wynagrodzenia pracowników sektora produkcyjnego w Europie Środkowej i Wschodniej idą w parze ze wzrostem produktywności”, zauważają ekonomiści Deutsche Bank Research. Mając na uwadze, że mimo spadku zatrudnienia od 2000 roku dynamicznie wzrosła wartość dodana wytworzona w sektorach przemysłowych krajów Europy Środkowej, widać skalę wzrostu wydajności pracowników w tych państwach.

clip_image009

Polska jest jednym z trzech państw, obok Niemiec i Austrii, gdzie spadek zatrudnienia w przemyśle był najmniejszy. Mimo to również na polskim rynku pracy odczuwalne były skutki kryzysu. Od 2008 roku liczba pracowników sektora produkcyjnego spadła o około 16 proc. Jednak sytuacja szybko się odwróciła. W trzech największych gospodarkach Europy Środkowej – polskiej, czeskiej i węgierskiej – zatrudnienie od 2009 roku znów zaczęło rosnąć. Podczas gdy jednymi zachodnimi krajami, które w ostatnim czasie odnotowały wzrost zatrudnienia w przemyśle (o około 6 proc.) są Niemcy i Austria.

clip_image011

Aż 60 proc. wydatków na badania i rozwój w Europie przypada właśnie na sektor przemysłowy, który wymaga w coraz większym stopniu wysoko wykwalifikowanych pracowników. „Symbolem przemysłu przestały już być „dymiące kominy”, lecz badania, poszukiwanie przewag konkurencyjnych i produkcja przyjazna środowisku”, komentują eksperci DB Research. Sektor ten jest odpowiedzialny za ponad połowę eksportu z krajów Europy Zachodniej. Pozwala to czerpać korzyści z silnego wzrostu gospodarczego w regionach takich jak Azja.

Polski przemysł konkurencyjny w skali świata

„Dane wskazują, że rozwój sektora przemysłowego we wschodniej części UE w dużym stopniu odbył się kosztem Europy Zachodniej, a w szczególności krajów południa. Postępująca globalizacja zaostrzyła też konkurencję z państwami spoza Europy”. Wartość dodana w największych gospodarkach wschodzących Azji zwiększyła się z 9,5 proc. w 1995 roku do 29 w 2011, podczas gdy w Europie w tym czasie doszło do spadku z 35 do 29 procent.

clip_image012

Jak wskazują autorzy raportu, jednym z atutów Europy jest wspólny rynek, który jest największym obszarem gospodarczym na świecie i stanowi około 23 proc. globalnego PKB. Wolny transfer dóbr i usług pozwala firmom na budowę sieci produkcyjnej obejmującej cały kontynent i korzystać z ekonomii skali. Europejskim firmom produkcyjnym mimo spadku udziału przemysłu w wartości dodanej PKB, udało się wyjść obronną ręką z kryzysu. Świadczą o tym dane o największych firmach przemysłowych. Jeśli chodzi o obroty, udział europejskich firm wśród największych 100 przedsiębiorstw na świecie wzrósł w ciągu ostatnich lat.

„Wspólny rynek jest stopniowo liberalizowany, a spory dotyczące regulacji i konkurencji są w coraz większym stopniu rozwiązywane na poziomie unijnym. Oznacza to, że gospodarcze znaczenie Komisji nieustannie rośnie. Jednak restrykcje nakładane na firmy ze względów ochrony praw konsumenta czy środowiska mogą okazać się przeszkodą w wyścigu z rywalami spoza UE”, czytamy w raporcie.

Wspólny rynek jest bardzo zróżnicowany dlatego analizując konkurencyjność europejskiego sektora przemysłowego lepiej korzystać z danych dotyczących poszczególnych krajów i regionów. W rankingu „Global Manufacturing Competitiveness”, przygotowanym na bazie ankiet przeprowadzonych wśród dyrektorów największych międzynarodowych firm przemysłowych w pierwszej 10-tce Niemcy są jedynym krajem z Unii Europejskiej. Natomiast w pierwszej 20-tce znalazły się jeszcze tylko trzy kraje: Polska (na 14. miejscu), Wielka Brytania (15.) oraz Czechy (19.).

clip_image013

Z kolei indeks jakości lokalizacji przemysłowych sporządzony przez Koloński Instytut Badań Ekonomicznych (IW) na pierwszych pozycjach sytuuje: Stany Zjednoczone, Szwecję, Danię, Szwajcarię oraz Niemcy. Wśród 12 najatrakcyjniejszych miejsc znalazły się: Holandia, Finlandia i Austria. Polska została sklasyfikowana na 35. pozycji.

– Powyższe dane pokazują, że nie tylko sektor usług, korzystający z niskich kosztów pracy, ale także sektor przemysłowy z jego rosnącą efektywnością, relatywnie stabilnym zatrudnieniem i wzrostem udziału w gospodarce jest ogromną szansą dla Polski, nie tylko na rynku europejskim– mówi Arkadiusz Krześniak, główny ekonomista Deutsche Bank w Polsce. – Nasze przedsiębiorstwa produkcyjne mają ogromny potencjał, jednak aby w pełni go zrealizować, potrzebują wsparcia w postaci tanich i łatwo dostępnych kredytów, zmniejszenia narzutów na wynagrodzenia oraz niezbyt restrykcyjnej polityki pieniężnej, skutkującej stabilizacją lub stopniowym umocnieniem kursu złotego – dodaje.

Zdaniem analityków Deutsche Bank Research cel Komisji Europejskiej jest bardzo ambitny i mimo dobrych wyników krajów Europy Środkowej i Wschodniej praktycznie niemożliwy do osiągnięcia w skale całej wspólnoty. Jedynym sposobem na maksymalizację udziału przemysłu w wartości dodanej unijnej gospodarki jest zrównoważony wzrost tego sektora, szybszy od pozostałych (w szczególności usług). „Wydaje nam się to mało prawdopodobne z dwóch powodów. Pierwszy jest strukturalny. Wiele branż związanych z usługami ma większy potencjał wzrostu niż dojrzałe branże przemysłowe. To utrudni realizację celu. Drugi jest cykliczny: wiele branż przemysłowych w Europie cierpi z powodu niewykorzystanych mocy produkcyjnych (np. przemysł samochodowy czy stalowy) i pozostaje w fazie konsolidacji. Co więcej, najnowsze prognozy gospodarcze nie przewidują silnego odbicia koniunktury w UE, chociaż recesja powinna się skończyć już w 2014 roku. Biorąc pod uwagę te czynniki wiele firm może wstrzymywać się z inwestycjami w Europie. Może to ograniczać możliwości szybszego wzrostu przemysłu od pozostałych sektorów”, czytamy w podsumowaniu raportu.

Bartek CiszewskiPolska nowym przemysłowym liderem Europy?
read more

Sondaż Deutsche Bank PBC: Polacy szukają alternatywy dla lokat terminowych

Najnowsze badanie Deutsche Bank PBC dotyczące planów finansowych Polaków na 2014 rok pokazuje, że choć osoby aktywne finansowo nadal chcą korzystać z lokat terminowych, to atrakcyjność tej formy oszczędzania znacząco spadła. Wrosła natomiast, choć w niewielkim stopniu, popularność innych produktów finansowych.

Podobnie jak w latach ubiegłych, również w tym roku największa liczba badanych ma zamiar
oszczędzać na lokatach terminowych. Jednak odsetek takich osób zmniejszył się aż o połowę (z 31 proc. do 15 proc.). Natomiast nieco wzrosła (do niecałych 8 proc.) chęć odkładania pieniędzy na emeryturę w ramach planów regularnego oszczędzania. Była to druga najczęściej wskazywana
w tegorocznym badaniu Deutsche Bank PBC odpowiedź wśród osób aktywnych finansowo. Ponad połowa Polaków nie ma w planach na ten rok żadnych czynności związanych z finansami.

image

Zdaniem Moniki Szlosek, Dyrektor Departamentu Produktów Detalicznych i Inwestycyjnych
w Deutsche Bank PBC różnice pomiędzy wynikami w tym i w ubiegłym roku dobrze odzwierciedlają zmiany, jakie zaszły w ostatnich miesiącach na rynkach finansowych. – Popularność lokat terminowych, choć wciąż stosunkowo duża, zmniejszyła się o połowę, co nie powinno dziwić biorąc pod uwagę wyjątkowo niski poziom stóp procentowych, a co za tym idzie ograniczone możliwości zarabiania na lokatach – komentuje. – Sondaż pokazuje natomiast, że nieco częściej planujemy inwestycje o długoterminowym charakterze, co wydaje się być rozsądną strategią w obliczu dość dużej niepewności związanej z ostatecznym kształtem systemu emerytalnego – mówi.

Równocześnie niskie stopy procentowe i poluzowanie polityki kredytowej banków spowodowały, że wzrósł odsetek Polaków myślących o kredycie. Potwierdzają to dane Biura Informacji Kredytowej. Z analiz BIK wynika, że w III kwartale 2013 r. banki udzieliły o 15 proc. więcej kredytów gotówkowych w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego, a równocześnie sprzedaż kredytów mieszkaniowych zaczęła się wyraźnie zwiększać po bardzo słabym pierwszym półroczu. Wiele wskazuje więc na to, że ta wzrostowa tendencja będzie kontynuowana w 2014 r.

W porównaniu z ubiegłorocznym badaniem zwiększyło się zainteresowanie zakupem jednostek funduszy inwestycyjnych, a także tzw. inwestycjami alternatywnymi, np. w grunty, sztukę czy wino. Jak zaznacza Monika Szlosek z Deutsche Bank PBC, widać wyraźnie, że Polacy szukają jakiejś dobrej alternatywy dla jeszcze do niedawna popularnych lokat. – To dobry znak, mając na uwadze fakt, że realne zyski przy jednoczesnym minimalizowaniu ryzyka osiąga się wtedy, gdy odpowiednio dywersyfikujemy nasze inwestycje – mówi.

Z badania Deutsche Bank PBC wynika też, że to mężczyźni częściej planują wszelkie aktywności związane z finansami, począwszy od lokat, poprzez zaciągnięcie kredytu, po inwestycje w fundusze. Aż dwie trzecie kobiet i niespełna połowa mężczyzn nie ma zamiaru w przyszłym roku korzystać
z żadnych produktów finansowych. Większą aktywnością cechują się młodsi ankietowani. Odsetek osób nieplanujących tego typu czynności rośnie wraz z wiekiem badanych.

W opinii Moniki Szlosek faktyczna realizacja tego typu założeń będzie w dużym stopniu zależna od kondycji ekonomicznej naszych gospodarstw domowych, a także od polityki banku centralnego dotyczącej stóp procentowych. – Z sygnałów dochodzących z rynku można wnioskować, że w 2014 r. koniunktura przyspieszy, co z kolei może skłonić większą liczbę Polaków do aktywności finansowej, niż to wynika z obecnych deklaracji – przewiduje.

Bartek CiszewskiSondaż Deutsche Bank PBC: Polacy szukają alternatywy dla lokat terminowych
read more