Kwiecień 2013

Jak długie weekendy wpłyną na polską gospodarkę

Dopiero co z początkiem kwietnia obchodziliśmy Święta Wielkanocne, a za pasem już długi weekend majowy. Wystarczą zaledwie trzy dni urlopu, by móc cieszyć się aż dziewięciodniowym wypoczynkiem. Już pod koniec maja czeka nas kolejny wydłużony weekend, związany ze świętem Bożego Ciała. W tygodniach, kiedy występują wolne dni, handel praktycznie zamiera, nie funkcjonuje giełda, a większość firm pracuje na „zwolnionych obrotach”, niezależnie od branży. Czy tegoroczne długie weekendy i święta będą miały negatywne konsekwencje dla polskiej gospodarki?

Według Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Grupy Deutsche Bank w Polsce – niekoniecznie. – Układ długich weekendów i świąt ma znaczenie dla nieskorygowanej sezonowo produkcji przemysłowej i jest on oczywiście widoczny, jeśli porównujemy kolejne miesiące lub dany miesiąc do analogicznego miesiąca roku ubiegłego – komentuje. – Kumulujące się wolne dni świąteczne mają również negatywny wpływ na sprzedaż detaliczną, ale jest on częściowo kompensowany przesunięciami popytu na dni przed i po długim weekendzie, i można go porównać do efektów, jakie wywołuje np. zła lub bardzo dobra pogoda w danym miesiącu – dodaje.

Nagromadzenie dni wolnych w taki sposób, że skłaniają pracowników do brania kilku dni urlopu,
a tym samym znaczącego wydłużenia wypoczynku, spowoduje zastój w wielu firmach. W 2013 r. mamy aż siedem długich weekendów, z których przede wszystkim ten majowy oraz grudniowy, dzięki zaledwie kilku dniom urlopu, mogą trwać ponad tydzień. Długie weekendy szykują się nam w okolicy Bożego Ciała, które przypada w czwartek, 30 maja, oraz przypadającego w czwartek, 15 sierpnia, Święta Wojska Polskiego. Arkadiusz Krześniak zapewnia jednak, że w ujęciu rocznym jedyne znaczenie ma łączna liczba dni roboczych w danym roku, a ta nie podlega dużym zmianom rok do roku, bowiem długie weekendy są z reguły równoważone większą liczbą dni roboczych w innych miesiącach.

Polska z 13-stoma dniami wolnymi od pracy, nie wyróżnia się specjalnie na tle innych europejskich krajów. Z danych opublikowanych w Dzienniku Urzędowym Unii Europejskiej wynika, że znacznie dłużej od nas odpoczywają chociażby Belgowie (20 dni), Słoweńcy (17), Słowacy (16), Litwini (15) i Łotysze (14). Mniej dni wolnych mają natomiast Niemcy (9), Hiszpanie (8), Anglicy (8) czy wreszcie najbardziej pracowici Holendrzy (7 dni).

Zdaniem Arkadiusza Krześniaka z Deutsche Bank, układ dni świątecznych w tym roku nie będzie miał szczególnego wpływu na polski PKB. – Liczba dni roboczych w roku ma znacznie mniejsze znaczenie dla gospodarki niż zmiany popytu krajowego i zagranicznego, zmiany produktywności pracy, zmiany parametrów polityki fiskalnej i pieniężnej, czy też kursu złotego – mówi.

W 2013 r. mamy do przepracowania w sumie 251 dni roboczych, czyli zaledwie o jeden dzień mniej niż w latach 2012 i 2011. – Gdyby PKB był tworzony równomiernie w skali całego roku i nie było wahań sezonowych lub gospodarka pracowała przy maksymalnym wykorzystaniu mocy produkcyjnych i czynników produkcji (co oznaczałoby m.in. pełne zatrudnienie), różnica jednego dnia roboczego w skali roku oznaczałaby ok. 0,4 proc. dodatkowego wypracowanego PKB – wylicza główny ekonomista Grupy Deutsche Bank. – W związku z tym, że w 2013 r. nasza gospodarka, ze względu na stan gospodarki w całej Europie i na świecie, będzie pracować znacznie poniżej swojego potencjału, wpływ jednego mniej dnia roboczego prawdopodobnie nie przekroczy 0,1 proc. PKB. Statystycznie odpowiada to ok. 1,6 mld zł produktu krajowego, który nie zostanie wytworzony. Z drugiej jednak strony, o koniunkturze nie decyduje podaż, ale popyt, który mniejszym stopniu zależy od liczby dni roboczych i jest zależny głównie od dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych oraz od koniunktury na głównych rynkach eksportowych.

Trzeba pamiętać, że podczas gdy produkcja przemysłowa zwalnia, w niektórych branżach długie weekendy to czas wytężonej pracy. Pierwsze dni maja oznaczają start sezonu dla biur turystycznych oferujących klientom kilkudniowe wyjazdy, hotelarzy czy restauratorów, którzy mają szansę na dobry zarobek, szczególnie jeśli dopisze pogoda. Zauważalny jest również wzrost obrotów w centrach handlowych przed i pomiędzy dniami świątecznymi. Zakaz handlu w święta powoduje, że w pozostałe dni klienci, którzy nie wyjechali korzystając z dnia wolnego, mają czas na zrobienie większych zakupów.

Bartek CiszewskiJak długie weekendy wpłyną na polską gospodarkę
read more

Badanie: Dobry rachunek firmowy powinien przede wszystkim pomóc obniżać koszty

Z najnowszego badania przeprowadzonego wśród mikroprzedsiębiorców przez Deutsche Bank PBC, wyraźnie wynika, że w zakresie relacji z bankiem, najbardziej cenione są rozwiązania przynoszące firmie wymierne oszczędności. Rachunek firmowy ma być tani,
a najlepiej darmowy. Do tego, jeśli bank chce zaoferować w pakiecie z kontem usługi dodatkowe, najlepiej gdyby były to rozwiązania pozwalające obniżyć koszty prowadzenia działalności gospodarczej.

Klient indywidualny szukający dla siebie banku ma obecnie do wyboru całkiem pokaźną liczbę praktycznie darmowych kont osobistych. Oferta banków dla przedsiębiorców zdaje się być nieco skromniejsza, mimo że niemal każda instytucja finansowa w naszym kraju oferuje produkty dla nich przeznaczone. Jak wynika z najnowszego badania przeprowadzonego wśród klientów Deutsche Bank PBC prowadzących własne firmy, niskie koszty są dziś dla nich najistotniejszym czynnikiem wyboru rachunku.

Zdaniem Moniki Szlosek, Dyrektor Zarządzającej Obszarem Bankowości Detalicznej i Inwestycyjnej z Deutsche Bank PBC badanie pokazuje jednoznacznie, jak duża jest dziś wśród przedsiębiorców potrzeba obniżania kosztów prowadzenia działalności. – Cena to podstawowe kryterium wyboru rachunku firmowego, wszelkie pozostałe elementy odsuwane są w tej chwili na dalszy plan – komentuje Monika Szlosek. – To oczywiste, że w obliczu spowolnienia gospodarczego właściciele firm, tak samo jak konsumenci, szukają oszczędności – dodaje.

Według Jacka Kasperczyka, analityka porównywarki finansowej Comperia.pl oferta produktów bankowych adresowanych do podmiotów gospodarczych z segmentu MSP nie zmienia się zasadniczo, co świadczy o stabilizacji w nastawieniu banków do mikroprzedsiębiorców. – Intensywna konkurencja na rynku usług bankowych oraz stale rosnące wymagania klientów spowodowały, że w tej chwili bezpłatne konto stało się właściwie standardem – mówi. – Choć najczęściej aby bank odstąpił od pobierania opłat za rachunek firmowy klient musi spełnić dodatkowe wymagania, np. zapewnić odpowiednie saldo na rachunku lub też dokonać odpowiedniej ilości operacji z konta – zaznacza.

Przedsiębiorcy poproszeni przez Deutsche Bank PBC o wymienienie trzech najważniejszych dla nich cech konta firmowego najczęściej wskazywali właśnie niską cenę za jego
prowadzenie (odpowiedziało tak aż 80 proc. ankietowanych). W dalszej kolejności wybierali bezpłatne przelewy krajowe i zagraniczne (78,6 proc.) oraz brak prowizji za wypłatę gotówki z bankomatów w Polsce i na świecie (ponad 55 proc. wskazań).

clip_image002

Czy faktycznie patrzenie na ofertę banków wyłącznie przez pryzmat ceny to dobra strategia? – Szansa na znalezienie idealnego rachunku w istotny sposób wzrośnie, jeśli poświęci się trochę czasu na dogłębną analizę realnych potrzeb – mówi Jacek Kasperczyk z Comperia.pl.
– Ponieważ zdecydowana większość rachunków firmowych po spełnieniu pewnych warunków jest darmowa, przedsiębiorca powinien skupić się na pakietach dodatkowych usług towarzyszących ofercie i na podstawie ich użyteczności dla siebie dokonać wyboru
– radzi. – Warto więc odpowiedzieć sobie na pytanie, czy i w jaki sposób rachunek bankowy może ułatwić naszej firmie jej codziennie funkcjonowanie.

Najczęściej wskazywaną przez badanych cechą decydującą o atrakcyjności konta, poza ceną, jest dostęp do zaawansowanej bankowości elektronicznej – jest to kwestia istotna dla
30 proc. firm. Nic dziwnego. Wyniki badania przeprowadzonego przez Deutsche Bank PBC pod koniec 2011 r. wśród mikrofirm osiągających obroty do 5 mln zł rocznie pokazały, że obsługa online jest kluczowym sposobem zarządzania rachunkiem firmowym, o wiele dziś już bardziej naturalnym niż wizyta w oddziale, czy kontakt z infolinią. Zdaniem ankietowanych wówczas firm, bankowość elektroniczna pozwala zaoszczędzić cenny czas i lepiej kontrolować przepływy gotówkowe.

Natomiast w najnowszym badaniu widać, że ocena usług dodatkowych dostępnych w ramach pakietów firmowych zależy przede wszystkim od charakteru prowadzonej działalności. Jedna trzecia ankietowanych uważa za bardzo atrakcyjną specjalną ofertę paczkomatów – usługę przydatną np. dla przedsiębiorców prowadzących sklep internetowy, niewiele mniej (26,5 proc.) docenia możliwość otrzymania zniżki na bilety lotnicze, a niemal jedna czwarta system księgowości internetowej, za pomocą której przedsiębiorca może wystawiać faktury w formie elektronicznej czy też tworzyć archiwum faktur. – Potrzeby w poszczególnych branżach mogą znacząco się różnić, to oczywiste że z innych usług będzie korzystał właściciel sklepu, a z innych osoba prowadząca firmę doradczą – komentuje Monika Szlosek z Deutsche Bank PBC.

clip_image004

Właściciele firm, którzy brali udział w badaniu, za potencjalnie najbardziej atrakcyjne usługi, które w ich opinii mogłyby w największym stopniu zachęcić ich do korzystania z danego rachunku, uznali zniżki na usługi operatora telefonii komórkowej i sprzęt komputerowy (odpowiednio 56 i 53 proc. ankietowanych). Dla niemal połowy badanych (49 proc.), atrakcyjność rachunku podniosłaby możliwość skorzystania ze zniżek na promocję firmy
w Internecie (np. ekspozycję w serwisie ZUMI, czy na Facebooku). Nieco mniej (43,9 proc.) liczyłoby na darmowe pakiety internetowe (darmowy serwer i domena www) oraz zniżki na usługi kurierskie (45.9 proc.). Dla ponad 32 proc. klientów ważne byłyby porady prawne, tyle samo opowiedziało się za zniżkami w systemie rezerwacji hoteli.

clip_image006

Co ciekawe, z badania wynika jednoznacznie, że klienci biznesowi nie są specjalnie zainteresowani otrzymywaniem gadżetów przy otwieraniu konta. Zdaniem Moniki Szlosek, przedsiębiorcy wiedzą doskonale, że korzyść z nawet darmowego, jednak jednorazowego gadżetu jest nieporównywalna z korzyściami, jakie przynosi dostęp do usług przekładających się bezpośrednio na funkcjonowanie firmy, takich jak możliwość tańszej promocji w Internecie, dostęp do porad prawnych, czy zniżki na usługi kurierskie.

clip_image008

Słabsza obecnie koniunktura przełoży się z pewnością na kondycję małych firm, co wymusza oszczędności. Wybór właściwego rachunku może być więc jednym z elementów wspierających strategię przedsiębiorstwa w tym zakresie. Obniżenie zbędnych kosztów
teraz, może w niedalekiej przyszłości przełożyć się na zwiększenie przewagi konkurencyjnej firmy, ułatwiając ekspansję kiedy tylko gospodarka znajdzie się w fazie ożywienia.

Informacje o badaniu:

Badanie Deutsche Bank PBC na temat usług bankowych przeprowadził Instytut Homo Homini wśród właścicieli firm będących klientami Banku.

Bartek CiszewskiBadanie: Dobry rachunek firmowy powinien przede wszystkim pomóc obniżać koszty
read more

Dlaczego social media manager musi chodziaż udawać zachwyt kotami [infografika]

ScreenShot144

Ładna i ogromna infografika została przygotowana przez fachowców z Nowsourcing (specjalistów w tej dziedzinie). Nasza fascynacja kotami ma wielotysięczne tradycje. Raz widzieliśmy w nich boga, innym razem wysłannika szatana, dzisiaj zastępują nam dziennikarzy i profesjonalnych szołmenów. Oto dlaczego

koty

Bartek CiszewskiDlaczego social media manager musi chodziaż udawać zachwyt kotami [infografika]
read more

DB Research: Wybory nie wpłyną na zmianę niemieckiej polityki w strefie euro.

Jesienią Angela Merkel już po raz trzeci ubiegać się będzie o stanowisko kanclerza Niemiec. Zasadniczym celem prowadzonej przez Merkel kampanii jest utrzymanie obecnie rządzącej koalicji złożonej z konserwatywnej partii CDU, siostrzanej bawarskiej CSU oraz liberalnej FDP. Najważniejszym kontrkandydatem Angeli Merkel do kanclerskiego stanowiska jest były minister finansów z ramienia socjalistów Peer Steinbrück. Tocząca się kampania wyborcza to przede wszystkim starcie tych dwóch polityków. Zdaniem ekspertów Deutsche Bank Research, po wyborach parlamentarnych możliwych jest kilka scenariuszy rozwoju sytuacji na niemieckiej scenie politycznej, jednak w żadnym z nich niemiecka strategia dotycząca strefy euro nie ulegnie znaczącym zmianom.

W opinii Arkadiusza Krześniaka, głównego ekonomisty Deutsche Bank PBC, mimo że wynik wyborów powinien być neutralny dla polityki gospodarczej Niemiec w UE, mogą mieć one pewne implikacje dla polskich przedsiębiorców: „Jeśli chodzi o politykę w ramach UE, nie ma istotnych różnic pomiędzy rządzącą konserwatywno-liberalną koalicją a opozycyjnymi socjalistami i zielonymi. Zatem wybory nie powinny mieć dużego wpływu na politykę gospodarczą Niemiec w ramach UE, co powinno również oznaczać utrzymanie status quo w relacjach gospodarczych z Polską. Rządząca koalicja i opozycja różnią się natomiast w kwestii polityki podatkowej w Niemczech. Zwiększenie opodatkowania dochodów z kapitału, postulowane przez socjalistów i zielonych, może zmniejszyć atrakcyjność kapitałochłonnych technologii w Niemczech, co może spowodować również zmiany struktury polskiego eksportu do Niemiec.”

Jeśli obecna koalicja tworzona przez partię Merkel i liberałów się utrzyma, nie należy spodziewać się większych zmian w polityce fiskalnej lub gospodarczej. Na arenie europejskiej utrzymanie się koalicji ułatwiłoby Angeli Merkel kontynuowanie działań mających na celu zażegnanie kryzysu w strefie euro. „W tym scenariuszu Niemcy będą nadal zmierzać do zaostrzania reguł fiskalnych, promować kryteria konwergencji, wspierając, poprzez mechanizmy finansowej solidarności, reformy strukturalne
w strefie euro” – czytamy w raporcie.

clip_image002

W przypadku zwycięstwa Steinbrücka, prawdopodobne będzie powstanie koalicji SPD i Partii Zielonych, w szczególności jeśli FPD nie uda się przekroczyć progu wyborczego. W sprawach wewnętrznych lewicowy rząd będzie się różnić od centroprawicy przede wszystkim podejściem do systemu podatkowego, promując większą progresywność systemu w zakresie podatków dochodowych, majątkowych i spadkowych, powstrzymując się równocześnie od znaczącego zwiększania wydatków federalnych. Rząd ten będzie starał się utrzymywać zrównoważoną politykę budżetową. W sprawach europejskich będziemy mieli do czynienia z kontynuacją dotychczasowych działań. Socjaldemokraci będą nieco mocniej skupiać się na wspieraniu polityki wzrostu, a Zieloni na pogłębianiu ekonomicznej integracji. Obie partie będą w stanie stosunkowo szybko uzgodnić wspólne stanowisko dotyczące wprowadzania niezbędnych regulacji finansowych.

clip_image004 clip_image006

Jeśli wynik wyborów nie pozwoli na wyłonienie tradycyjnego obozu rządzącego, sytuacja stanie się nieco bardziej skomplikowana. W takim przypadku wszystko będzie zależeć od tego, które partie przekroczą próg wyborczy, jaka koalicja będzie miała potencjał do zdobycia większości
w parlamencie, a także które partie będą w stanie uzgodnić wspólny program. Istnieje więc wiele możliwych kombinacji: CDU / CSU + Zieloni + liberałowie, CDU / CSU + Zieloni, SPD + liberałowie; SPD + Zieloni + albo lewicowa partia Die Linke czy nawet Partia Piratów.

Niemiecka polityka stroni od eurosceptycyzmu

Wielu, zwłaszcza zagranicznych obserwatorów niemieckiej polityki oczekuje, że kwestie europejskie
i głębsza integracja staną się głównym tematem kampanii. Faktycznie, zagadnienia związane
z funduszem solidarności i warunków, na jakich ma się odbywać wsparcie dla najbardziej zadłużonych krajów strefy euro, budzą wiele kontrowersji tak w niemieckim społeczeństwie, jak wśród klasy politycznej. Dużo dyskutuje się również na temat roli Europejskiego Banku Centralnego w walce
z kryzysem.

Mimo to, zdaniem analityków Deutsche Bank Research partiom politycznym trudno będzie grać „kryzysową kartą” tak, aby zaprezentować spójne stanowisko, a równocześnie wyróżniać się na tle swoich konkurentów politycznych. – „O ile widoczne są pewne różnice pomiędzy partiami
w kwestiach związanych z systemem podatkowym, polityką socjalną czy regulacjami rynku pracy, to w sprawach europejskich, za wyjątkiem lewicowej Die Linke, brak jest większych różnic zdań” – czytamy w raporcie.

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Niemieckie społeczeństwo pozostaje zdecydowanie proeuropejskie. Politycy przeciwni integracji europejskiej nigdy nie cieszyli się dużym poparciem wśród wyborców, nawet na szczeblu regionalnym. I to nawet w sytuacji, gdy trudno wyobrazić sobie okoliczności bardziej sprzyjające pojawieniu się eurosceptycznych nastrojów niż te obecne. Według Deutsche Bank Research oznacza to, że żadna większa partia nie przedstawi alternatywnego modelu europejskiej polityki. Choć ton wypowiedzi przedstawicieli poszczególnych partii może różnić się detalach, nie ma w zasadzie istotnej różnicy pomiędzy stroną rządową i opozycją w kwestiach europejskich.

clip_image008

Rząd i opozycja różnią się tylko w szczegółach

Niewielki rozdźwięk między koalicją rządzącą a socjaldemokratami dotyczy kwestii spłaty greckiego długu. Peer Steinbrück, godząc się na wsparcie finansowe dla Aten zarzucił rządowi, że redukcja greckiego zadłużenia jest nieunikniona, co jego zdaniem rząd stara się ukryć, aby nie psuć nastrojów społecznych przed wyborami. W opinii kandydata SPD niemieckie społeczeństwo należy przygotować na poniesienie kosztów z tym związanych. Tymczasem wg CDU bezwarunkowa redukcja greckiego zadłużenia nie jest dobrym rozwiązaniem, dopóki Grecy nie wprowadzą trudnych reform i nie spełnią wymogów niezbędnych dla otrzymania pomocy.

Co ciekawe, w tej chwili większe różnice poglądów można znaleźć pomiędzy przedstawicielami jednej partii, niż pomiędzy rządem i opozycją. Część członków rządzącej koalicji stworzyła wewnątrzpartyjną frakcję przeciwną polityce dotowania zadłużonych państw. Podobna wewnętrzna opozycja funkcjonuje w SPD. Zdaniem ekspertów DB Research można się spodziewać, że w następnej kadencji ci sami parlamentarzyści będą przeciwni decyzjom rządu, bez względu na to, kto ostatecznie będzie go tworzył.

Małe partie, duża waga polityczna

Mniejsi partnerzy koalicyjni mają większe znaczenie polityczne, niż by to wynikało z ich faktycznego poparcia. Liderzy FDP wzywają do bardziej ostrożnego podejścia do udzielania wsparcia finansowego zadłużonym państwom, postulując zaostrzenie warunków przyznawania pomocy i zmniejszenie wagi głosu EBC w kształtowaniu polityki pieniężnej.

Z kolei Zieloni popierają propozycje Niemieckiej Rady Ekspertów Ekonomicznych dotyczące utworzenia ogólnoeuropejskiego funduszu oddłużeniowego, jak również głębszą integrację polityczną, włączając w to kwestie podatkowe i unijną kontrolę nad budżetami poszczególnych krajów. Partia Zielonych podobnie jak SPD uważa, że wsparcie dla Grecji spowoduje prędzej czy później spadek przychodów do państwowego budżetu.

Wybory zmienią niewiele

Czy wynik niemieckich wyborów zmieni znacząco sytuację polityczną na arenie europejskiej? Zdaniem ekspertów Deutsche Bank Research nic na to nie wskazuje. Kryzys finansowy i gospodarczy w wielu państwach strefy euro nie został jeszcze opanowany, co będzie wymagało z pewnością podjęcia dodatkowych działań. Ponieważ stawka jest wysoka, Niemcy będą najprawdopodobniej nadal udzielać takiego wsparcia finansowego i politycznego zadłużonym krajom, aby kontynuowały one reformy niezbędne do stłumienia kryzysu. Równocześnie rząd niemiecki będzie starał się minimalizować ryzyko nadmiernego zwiększania wydatków.

Rząd Angeli Merkel forsował powołanie wspólnego nadzoru bankowego (zalążka unii bankowej), jednak zgodnie z niemieckim postulatem nie ma on obejmować banków lokalnych, a jedynie największe instytucje finansowe. Merkel sprzeciwia się również powołaniu wspólnego funduszu gwarantującego dla depozytów bankowych (podobnie jak Steinbrück).

Najważniejsze to uniknąć recesji

Istnieją jednak pewne zagrożenia, tak polityczne jak i gospodarcze, które mogą zmienić obraz niemieckiej polityki. Jeśli gospodarka pogrążyłaby się w recesji np. w następstwie znacznego pogorszenia koniunktury w gospodarce światowej, czego następstwem byłby znaczący wzrost bezrobocia, temat kosztów związanych z działaniami antykryzysowymi może stać się drażliwy dla opinii publicznej i niemieckich podatników. Zastrzeżenia natury politycznej mogą wzrosnąć, jeśli politycy z zadłużonych państw strefy euro nie zaangażują się dostatecznie mocno we wdrażanie niezbędnych reform w zamian za finansowe wsparcie.

Pomimo stosunkowo słabych wyników na przełomie 2012 i 2013 r. niemiecka gospodarka jest wciąż w znacznie lepszej kondycji, niż ma to miejsce w większości krajów europejskich. Zdaniem ekspertów Deustche Bank nie jest to jednak zasługa konserwatywno-liberalnego rządu, tylko dobrej kondycji finansowej niemieckich firm, które z powodzeniem funkcjonują na rynkach światowych. Dobra kondycja niemieckiej gospodarki jest również wynikiem reform rynku pracy przeprowadzonych
w pierwszej połowie 2000 r., które wzmocniły Niemcy jako miejsce przyjazne inwestycjom.

Czy nowy rząd będzie prowadził politykę ukierunkowaną na wzmacnianie popytu krajowego? Według analityków DB Research prawdopodobnie nie. Wzmacnianie popytu wewnętrznego nie jest celem politycznym samym w sobie, ale ma nastąpić, jeśli w ogóle, jako efekt uboczny innych politycznych działań.

Obecny rząd od samego początku popierał ściślejsze rozwiązania systemowe dotyczące rynków finansowych, wspierając w tym zakresie instytucje unijne. W niektórych przypadkach Niemcy samodzielnie wdrażali u siebie regulacje, kiedy oceniali, że unijne procesy decyzyjne trwają zbyt długo. Stało się tak w przypadku uchwalenia prawa o restrukturyzacji banków i wprowadzenia podatku bankowego w 2011 r. Niemcy dużo wcześniej niż Unia wprowadzili zakaz krótkiej sprzedaży bez pokrycia na rynkach akcji. Trwają też intensywne prace nad regulacją dotyczącą HFT (trading wysokiej częstotliwości).

Dynamika polityczna w roku wyborczym może prowadzić do zawężenia politycznych różnic w kwestii ustawodawstwa dotyczącego systemu bankowego między centroprawicową koalicją
i socjaldemokratami. Jeśli SPD ponownie wejdzie do koalicji rządzącej, można się spodziewać skomplikowanych negocjacji międzypartyjnych dotyczących tych kwestii. Niedawno, po długotrwałych dyskusjach koalicja rządowa zaproponowała termin przyszłych wyborów do Bundestagu na 22 września 2013 roku. Ostateczne zdanie podejmie prezydent Joachim Gauck. Do tego czasu, przyszłość niemieckiej polityki gospodarczej nie jest pewna.

Pełny raport Deutsche Bank Research na temat wpływu wyborów w Niemczech na politykę w strefie euro jest dostępny tutaj.

Bartek CiszewskiDB Research: Wybory nie wpłyną na zmianę niemieckiej polityki w strefie euro.
read more

Deloitte: Metody wywiadowcze skuteczną bronią w walce z cyberzagrożeniami

DlaczegoTeraz

Ponad 80 proc. zagrożeń w sieci Internet nosi znamiona działań o charakterze zorganizowanym. Tymczasem ani prawo, ani narzędzia dotychczas wykorzystywane przez firmy w walce z cyberprzestępczością nie nadążają za nowymi sposobami ataków. Autorzy raportu „Cyberodporność w świecie ewoluujących zagrożeń” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte zwracają uwagę, że każda polska firma oraz organizacja musi zakładać, że jest potencjalnym obiektem ataku w sieci. Tylko działania prewencyjne mogą skutecznie przygotować ją na takie zagrożenie.

Dynamiczne zmiany technologiczne poza wieloma zaletami niosą za sobą także wiele zagrożeń. Zorganizowane grupy przestępcze zachęcone pozorną anonimowością w sieci, nieskutecznością działań organów ścigania oraz łatwością uzyskania korzyści finansowych, atakują organizacje rządowe i firmy na całym świecie. Wbrew pozorom nie jest to tylko problem amerykańskich gigantów czy tamtejszej administracji publicznej. W erze globalizacji granice pomiędzy poszczególnymi krajami zacierają się, a Polska i polskie firmy są członkami licznych organizacji o zasięgu międzynarodowym.

Tymczasem w ostatnich latach nastąpił gwałtowny proces profesjonalizacji grup przestępczych działających w cyberprzestrzeni. Obecnie cyberprzestępczość jest kolejną generacją rozwoju zorganizowanych grup przestępczych i potencjalnie może okazać się realnym następcą choćby mafii narkotykowej, a przez to atrakcyjną alternatywą dla tradycyjnych źródeł działań przestępców.

„Atrakcyjność cyber rzeczywistości, jako platformy przeznaczonej do nielegalnych działań, wynika z kilku czynników. Przestępcy mogą liczyć na brak gotowości organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości do sprawnego reagowania, a co za tym idzie do ograniczonego ryzyka sankcji. Zachęcającym czynnikiem jest także fakt, że koszt rozpoczęcia działań przestępczych w sieci jest mniejszy niż w wypadku tradycyjnych metod działania przestępczości zorganizowanej. Istotnym czynnikiem wpływającym na atrakcyjność cyberprzestęczości jest również ograniczona konkurencja, która w tradycyjnie pojmowanych obszarach działań przestępców jest znaczna. To wszystko sprawia, że rynek handlu informacjami rośnie w ogromnym tempie.” – tłumaczy Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Działalność przestępców to jednak tylko jedno z wielu źródeł współczesnych zagrożeń dla organizacji działających w cyber rzeczywistości. Organizacje uczestniczące w globalnym badaniu Deloitte TMT Security Survey 2013 (2013 TMT Global Security Study: Blurring the lines) wskazały, że dostrzegają istotne zagrożenia związane:

· z ilością oraz rodzajem danych przekazywanych stronom trzecim (78 proc. respondentów),

· coraz szerszym wykorzystaniem urządzeń mobilnych (74 proc.) oraz

· brakiem odpowiedniej świadomości wśród użytkowników (70 proc.)

Powoduje to sytuację, w której organizacje stoją przed wyzwaniami związanymi z cyberprzestępczością z jednej strony, a trendami w dziedzinie wykorzystania technologii z drugiej.

Skuteczna odpowiedź na nowe lub rozwijające się zagrożenia związane z działaniem w cyber rzeczywistości wymaga zastosowania nowego podejścia. Stosowana od lat ochrona polegająca na wykrywaniu i neutralizowaniu cyber zagrożeń oraz doskonaleniu procesów ochrony w oparciu o wnioski wynikłe z analizy zdarzeń, przestała być skuteczna. Skala potencjalnych strat w organizacjach silnie uzależnionych od technologii może być tak znaczna, że nie będą one miały szans na naukę – przestaną istnieć w wyniku skutecznego cyberataku.

„W obliczu zagrożeń typu APT – Advanced Persistent Threats („zaawansowane, ciągłe zagrożenia”) najważniejszym czynnikiem, który minimalizuje skutki ataku jest natychmiastowa reakcja. Tradycyjne metody oparte na kontroli dostępu okazują się nieadekwatne do stopnia złożoności i szkodliwości aktualnych zagrożeń” – wyjaśnia Cezary Piekarski, Starszy Menedżer w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Zdaniem ekspertów Deloitte w takich przypadkach dobrym pomysłem jest ciągła analiza zachowań infrastruktury informatycznej oraz informacji pochodzących z zewnątrz organizacji (ang. threat intelligence).

„Mechanizmy obrony muszą mieć charakter wyprzedzający i działać niczym sprawny wywiad, który dostarcza informacji na czas. W gotowości powinny czekać narzędzia do zbierania materiału (mogącego stanowić dowód w postępowaniu), środki komunikacji wewnętrznej i zewnętrznej firmy oraz grupa ekspertów, która niezwłocznie podejmie działania eliminujące słabości wykorzystane przez atakujących oraz ograniczy wpływ zagrożenia” – tłumaczy Cezary Piekarski.

Tymczasem mimo rosnącej skali zagrożeń budżety przeznaczane przez organizacje na ochronę kluczowych informacji oraz obronę przed cyber zagrożeniami pozostają niemal bez zmian na przestrzeni ostatnich trzech lat. Wynika to przede wszystkim z trwającego kryzysu ekonomicznego i konieczności redukcji kosztów. Jest jednak szansa na zmianę postrzegania wydatków na ochronę informacji jako zbędnego balastu w budżecie. Blisko połowa firm z sektora bankowego i technologicznego zdaje sobie sprawę, że ograniczenia budżetowe stanowią poważną przeszkodę na drodze do budowania efektywnego programu bezpieczeństwa IT.

Jak Polska i polskie firmy są przygotowane do walki z cyberprzestępczością? W ocenie Deloitte, propozycje Ministerstwa Spraw Wewnętrznych RP zawarte w dokumencie „Rządowy Program Ochrony Cyberprzestrzeni RP na lata 2011-2016” oraz „Polityce Ochrony Cyberprzestrzeni” są krokiem w dobrą stronę, ale niezbędne są również zmiany legislacyjne, których celem byłoby stworzenie lepszych warunków do współpracy pomiędzy administracją publiczną a sektorem prywatnym.

 „Niepokoi również brak współpracy i wymiany doświadczeń w zakresie bezpieczeństwa w sieci pomiędzy firmami w wielu branżach, także tych kluczowych dla gospodarki, jak energetyka czy transport. Dużo lepiej jest za to w sektorze telekomunikacyjnym czy bankowym, gdzie dochodzi do regularnych kontaktów pomiędzy osobami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo informacji w danej spółce. Działania koordynowane z innymi firmami z tego samego sektora gospodarki lub posiadającymi podobny profil ryzyka powinny być podstawą skutecznego programu zwalczania cyberzagrożeń” – podsumowuje Jakub Bojanowski.

Informacje o raporcie:

Raport Deloitte Cyberodporność w świecie ewoluujących zagrożeń podsumowuje zmiany, które zachodzą na polu cyberzagrożeń. Raport przedstawia powody, dla których cyberprzestępcy decydują się na nielegalne działania w sieci, omawia kwestie związane z rozwojem technologii i jej adaptacji, oraz zwraca uwagę na fakt, iż dotychczasowe, standardowe metody walki ze zorganizowanymi grupami przestępczymi nie stanowią już odpowiedniej ochrony i nie gwarantują bezpieczeństwa. Autorzy opracowania udzielają odpowiedzi, jak stawić czoła wszechobecnym zagrożeniom, wskazując nowe drogi w bezpieczeństwie informacji.

Cały raport: www.deloitte.com/pl/cyber

Bartek CiszewskiDeloitte: Metody wywiadowcze skuteczną bronią w walce z cyberzagrożeniami
read more

Czas na drzemkę: Sen w trakcie dnia pomaga biznesowi

image

Serwis dailyinfographic.com sporządził bardzo ciekawe graficzne studium drzemki. Można na nim zobaczyć obyczaje z nią związane w różnych częściach świata, wpływ drzemki na zdrowie oraz wyniki firm. Drzemka nie tylko zmniejsza poczucie senności w trakcie dnia, ale podnosi nastrój, polepsza nasze interakcje z pracownikami, wytrzymałość i zdolności logicznego rozumowania. Infrastrukturę i politykę pozwalającą pracownikom drzemać w trakcie dnia wprowadziły najbardziej innowacyjne firmy jak Nike czy Google.

Bartek CiszewskiCzas na drzemkę: Sen w trakcie dnia pomaga biznesowi
read more

Prasa bez pośredników: Czy wierni czytelnicy zdołają utrzymać ulubiony tytuł?

Zaczynają powstawać pisma sponsorowane przed ich publikacją przez samych czytelników. Ciekawy artykuł o tym w dzisiejszej “Gazecie Wyborczej”.  Model, który testują na razie m.in. producenci gier, którzy szukają finansowania na serwisach takich jak kickstarter.com, przebija się do branży prasowej.

Na powstanie „De Correspondent” ponad 17 tys. osób wpłaciło po 60 euro. I gdy cyfrowa gazeta wystartuje, to za te 60 euro będą mieli wykupiony abonament na cały rok.

[…] Na początku tego roku z serwisu Daily Beast postanowił wynieść się – wraz ze swoim blogiem Daily Dish – popularny Andrew Sullivan. I ogłosił, że zamyka dostęp do treści, będzie oferował czytelnikom roczny abonament w wysokości 19,99 dol. Za darmo zostawił, na wzór dziennika „The New York Times”, możliwość czytania siedmiu artykułów w miesiącu. Początek był zaskakujący – w ciągu 24 godzin Sullivan miał na koncie ponad 330 tys. dolarów, po kilku tygodniach ta kwota urosła do 611 tys. dol. Potem entuzjazm nowych abonentów do płacenia przygasł. – W ciągu trzech miesięcy mamy już zebrane 72 proc. potrzebnej kwoty. Ale też ci abonenci, którzy i tak by dołączyli, już to zrobili. Teraz będzie nam coraz trudniej – napisał Sullivan na blogu. Wylicza, że na pokrycie kosztów całego projektu potrzebuje 900 tys. dolarów rocznie. I zaczął swoją ofertę zmieniać – wprowadził np. abonament miesięczny (1,99 dol.) i obciął znacząco bezpłatne czytanie do pięciu tekstów, i to na dwa miesiące.

W Polsce na razie skromnie, ale dzieje się:

Z kolei w Polsce ruszył magazyn publicystyczny „W Punkt”, tylko w wersji na tablety i bezpłatny. Jego twórcy, dziennikarze i redaktorzy związani z takimi tytułami jak „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek Polska” czy „Forbes” zapowiadają, że „magazyn będzie bronić tematów istotnych, które giną w zalewie informacji, zwalczać stereotypy historyczne, kulturowe, polityczne, szerzyć wiedzę o przeszłości, a przede wszystkim – koncentrować się na nowych zjawiskach społecznych”.
Wydanie jednego numeru kosztuje 5 tys. zł, zrzucają się na to chętni czytelnicy. Na ostatni numer zrzuciło się 39.

Moim zdaniem dziennikarstwo jako takie nie jest zagrożone, bo zapotrzebowanie na dobre teksty, pisane przez zawodowców nie zniknie. Jednak, podobnie jak w innych dziedzinach, internet doprowadzi na tym rynku do decentralizacji. Czytelnicy będą bezpośrednio płacić autorom z pominięciem wydawców. Jeśli intuicja mnie nie zawodzi i sprawdzi się optymistyczny scenariusz, okaże się, że wartościowe treści kupowane od samych producentów są tak tanie, że rzesze “drobnych mecenasów” będzie na nie stać bez przymusu paywalla.

Trzymamy kciuki! Początki są trudne. Od kilku lat śledzę amerykański podcast “No Agenda” zajmujący się “dekonstrukcją mediów” i chociaż tworzą go tylko dwie osoby a jest bardzo popularny, to wciąż narzekają na finanse. Miejmy nadzieję, że to kwestia odpowiedniej promocji finansowania.

źródło: wyborcza.biz

Bartek CiszewskiPrasa bez pośredników: Czy wierni czytelnicy zdołają utrzymać ulubiony tytuł?
read more

Czy Facebook stanie się sprzedawcą powierzchni reklamowej, jak tradycyjne portale?

Czym są ciasteczka powinien wiedzieć każdy Polak, dzięki kampanii zafundowanej nam przez ustawodawców. Dla tych, którzy nie czytają komunikatów, ciasteczka są plikami przechowywanymi przez przeglądarkę, które zostawiają w niej odwiedzane witryny internetowe. Pozwalają rozpoznać użytkownika i np. zaserwować mu komunikat reklamowy: “Witaj, tylko do jutra mamy dla Ciebie promocję”, gdy przychodzi po raz pierwszy, lub “Specjalnie dla ciebie przedłużamy promocję o jeden dzień”, gdy przychodzi po raz drugi.

Facebook, jako sieć społeczna, która w przeciwieństwie np. do Google dobrze wie, kim są jego użytkownicy, bo sami skrupulatnie wypełniają rubryki poświęcone wiekowi, płci, pracy, do tej pory gardził ciasteczkami. Był to dla niego prymitywny, automatyczny i niedokładny sposób rozpoznawania ludzi. I na tej podstawie FB miał budować nową przyszłość.

Około tygodnia temu Facebook ogłosił, że pozwoli zamieszczać reklamy zakupione za pośrednictwem Facebook Ad Exchange (FBX) między postami wiadomości w widoku serwisu. Co więcej te reklamy mają być targetowane także na podstawie danych reklamodawcy, czyli w przypadku firm e-commerce głównie na podstawie ciasteczek. FB pogodził się z nimi.

Poza tym sieć społecznościowa kupiła w ostatnim czasie firmę udostępniającą ad-servery Atlas oraz weszła w partnerstwo z Acxiom. Wygląda więc na to, że Facebook powoli odchodzi od swoich ideałów – reklamy społecznej, sponsorowanych wydarzeń, historii – na rzecz tradycyjnego marketingu internetowego.

Jaka może być tego przyczyna? Pieniądze. Reklamodawcy oczekują konkretnej reklamy pozwalającej im zwiększyć sprzedaż i dokładnie mierzyć konwersję. Taką reklamę daje im Google, tak do pewnego stopnia działa reklama display w internecie. I za to chcą płacić.

Sieci społeczne świetnie sprawdzają się w budowie świadomości marki. Udane kampanie wirusowe małym kosztem pozwalają zwiększyć sprzedaż. Ale to działania, za które firmy chcą płacić twórcom treści i kreatywnych reklam, a nie samemu serwisowi. Reklamy stosowane na Facebooku pozwalają dać impuls dobrej treści do dalszego wirusowego rozpowszechniania się. Pozwalają zwiększyć bazę fanów, dzięki której te komunikaty mogą się rozprzestrzeniać. Jednak to za mało, by zapewnić satysfakcjonujące zyski ogromnej spółce giełdowej.

Social media pozwalają dotrzeć z atrakcyjnym przekazem do milionów bez dodatkowych kosztów. To jest ich natura. Dlatego właściciel nawet największej platformy ma duże problemy z zarobieniem na reklamach.

źródło: AdAge

Bartek CiszewskiCzy Facebook stanie się sprzedawcą powierzchni reklamowej, jak tradycyjne portale?
read more

Prawdziwa historia “Harlem Shake”, czyli dlaczego warto odgrzewać suchary

Jednym z największych błędów ludzi korzystających z nowych technologii i social media jest obsesja bieżącymi wydarzeniami. Informacje starsze niż kilka godzin, dowcipy starsze niż jeden dzień są “sucharami”. Modnymi memami mamy prawo dzielić się najwyżej kilka tygodni. Tymczasem dopiero z perspektywy czasu można poznać ich prawdziwą naturę. Wtedy okaże się, że rzeczy wydawały nam się inne niż są w rzeczywistości.

Ostatni hit internetu – mem “Harlem Shake” – wypromowała wytwórnia muzyczna, wynika ze “śledztwa” jakie przeprowadził publicysta magazynu “Quartz” Kevin Ashton (jeśli masz czas, polecamy ten artykuł). Dlatego warto przyjrzeć się modom właśnie w momencie, gdy ogół stwierdza, że “this silly trend is officially dead. Please move on”:

Moda na zwariowane filmiki w rytm utworu techno z frazą “con los terroristas” zrodziła się zupełnie przypadkowo, bez udziału wielkich firm, z eksperymentów wideo milionów amatorów. Ale wpełzała na monitory całego świata, dzięki sprytnej promocji wytwórni muzycznej.

Oto 30 stycznia George Miller, amerykański student, autor komediowych filmików o umiarkowanej popularności, opublikował materiał, który zaczynał się krótką surrealistyczną sceną tańca w dziwacznych strojach. Wykorzystał do niego kawałek “Harlem Shake” DJ Baauera, który z kolei wcześniej użył sampli z utwóru, w którym pojawia się “Harlem Shake” dokładnie w tej minucie. Utworu Baauera nie znał pies z kulawą nogą, ale to miało się wkrótce zmienić.

Intro zachwyciło widzów jego kanału na YT. Powstało wideo tylko i wyłącznie z nim a 2 lutego powstał pierwszy “prawdziwy” Harlem Shake, czyli pierwszy, który był globalnie oglądany i dzisiaj ma 25 mln wyświetleń. Autorami są nastoletni… Australijczycy:

I zaczęło się. Kolejne imitacje mema odnosiły się do filmu chłopaków z antypodów, nie do oryginału amerykańskiego studenta. Wtedy do akcji włączyły się firmy. Jak pisze Ashton, pierwszą firmą, która podchwyciła trop była wytwórnia internetowych wideo Maker Studios, w części własność Time Warnera. Po nich do gry włączyła się firma fonograficzna Mad Decent, do której należy utwór DJ Baauera. Ashton odkrył, że twitterowe konta artystów ze stajni Mad Decent (m.in. Majora Lazera) linkując do filmu Australijczyków przyczyniły się w dużym stopniu do jego popularności, dając pierwszego “kopa”, po którym stał się globalnym wirusem.

Zaczęło się. Wideo kręcili studenci, ale też firmy, które szukały rozgłosu na fali mody a także celebryci i sportowcy. A kawałek Baauera? 20 lutego wskoczył na 1 pozycję w rankingu Billboard Hot 100. To dopiero 21. w historii magazynu, kiedy zdarzyło się to artyście wcześniej zupełnie nieznanemu.

Na popularności Harlem Shake skorzystał DJ Baauer i jego wytwórnia, skorzystało też Maker Studios. Wygrali też autorzy najpopularniejszych wideo (w tym Australijczycy) oraz korporacje, które użyły modnego mema do promocji i podkreślenia swojej “fajności”. Jak to bywa sam autor pomysłu George Miller pozostał niedostrzeżony. Ba, Ashton dotarł nawet do jego tweeta, w którym zaprasza Baauera, człowieka któremu rozpromował utwór, na pizzę. Niestety, nie dostał odpowiedzi.

Hity w internecie powstają dzięki ślepym eksperymentom milionów amatorów, ale zarabiają na nich głównie profesjonaliści.

źródło: Quartz

Bartek CiszewskiPrawdziwa historia “Harlem Shake”, czyli dlaczego warto odgrzewać suchary
read more

Polskie mieszkania jednymi z najbardziej zatłoczonych w Europie

Z początkiem roku banki rozdzieliły ostatnie kredyty hipoteczne z rządową dopłatą w ramach programu „Rodzina na Swoim” dla tych, którzy zdążyli z wnioskami przed Sylwestrem 2012. I chociaż skorzystało z niego łącznie prawie 200 tys. osób, polskie mieszkania są wciąż jednymi z najbardziej przeludnionych w Europie. Czy tegoroczny spadek cen nieruchomości i kosztów kredytów po ostatnich obniżkach stóp procentowych będzie większą zachętą do kupna własnego mieszkania niż rządowe wsparcie?

Mimo dopłat rządowych do kredytów mieszkaniowych w ramach programu „Rodzina na Swoim”, który po siedmiu latach zakończył się w 2012 roku, nie udało się diametralnie zmienić sytuacji mieszkaniowej Polaków. Na tle Unii Europejskiej nadal żyjemy w ciasnych przestrzeniach. Co prawda mierzony co roku przez Eurostat współczynnik przeludnienia w Polsce w ciągu pięciu lat spadł, ale zaledwie o pięć punktów procentowych – z 54 do 49 procent. Oznacza to, że wciąż co drugi Polak mieszka w warunkach, które UE definiuje jako przeludnienie. Pod tym względem zajmujemy czwarte od końca miejsce w Europie, wynika z najnowszych danych instytutu. Gorzej jest tylko w Rumunii, na Węgrzech i w Bułgarii. W krajach Europy Zachodniej warunki są dużo lepsze. W Holandii czy Belgii w przeludnionych mieszkaniach żyje zaledwie odpowiednio 1,4 i 2,1 procent osób. W Czechach czy na Litwie co piąty obywatel. Średni współczynnik przeludnienia w Unii Europejskiej wynosi 18 procent.

clip_image002

Tymczasem sytuacja na polskim rynku nieruchomości wygląda wyjątkowo korzystnie – przynajmniej z perspektywy kupującego. Po raz pierwszy od wielu lat mamy do czynienia z tak dużą nadpodażą mieszkań, co przekłada się na większe możliwości negocjacyjne przy ich zakupie. Dlaczego więc nie ma kolejnego boomu? – Co prawda na rynku nieruchomości obserwujemy spadek cen, to jednak chętnych wciąż nie ma zbyt wielu, ponieważ potencjalni nabywcy liczą albo na dalsze przeceny, albo wstrzymują się z decyzjami z uwagi na ogólną sytuację rynkową i rosnące bezrobocie – tłumaczy Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank PBC. – Wydaje się jednak, że zbliżamy się już do momentu, w którym warto poważnie rozważyć zakup nieruchomości. Ceny mieszkań zatrzymały się na takim poziomie, że trudno oczekiwać kolejnych znacznych obniżek, a jedynie ewentualnej drobnej korekty. Dodatkowo mocno spadły stopy procentowe, co podniosło atrakcyjność kredytów. Warto też podkreślić, że w dalszym ciągu na niskim poziomie pozostają marże – dodaje.

Dziś we własnym domu lub mieszkaniu obciążonym hipoteką mieszka co dziesiąty Polak. To wynik zbliżony do średniej europejskiej. Co warto odnotować, w kredytowanych nieruchomościach częściej mieszkają obywatele krajów, gdzie współczynnik przeludnienia jest niski: Holendrzy, Niemcy, Hiszpanie czy Duńczycy. W dużo trudniejszej sytuacji są Węgrzy. Ponad 20 procent z nich żyje w domu lub mieszkaniu obciążonym hipoteką, jednocześnie połowa z tych lokali jest przeludniona.

clip_image004

Nadchodzi ożywienie?

Tymczasem wśród nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach dużych miast można znaleźć coraz więcej okazji do atrakcyjnego zakupu. W ciągu ostatnich trzech miesięcy ceny mieszkań w największych metropoliach spadły między 0,2 proc. w Gdańsku do prawie 2 proc. we Wrocławiu, wynika z raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera. Co więcej np. w Krakowie rzeczywiste ceny transakcyjne są średnio aż o 20 procent niższe niż ceny ofertowe. Odbicie zaobserwowane zostało tylko w dwóch z siedmiu największych badanych miast: w Poznaniu i Gdyni.

– Jak pokazują dane Eurostatu, potrzeby mieszkaniowe w Polsce są wciąż bardzo duże, a właśnie to wyznacza długoterminowy popyt – mówi Agnieszka Pilarek z Deutsche Bank PBC. – Na razie wszystko wskazuje na to, że osoby, które planują zakup nieruchomości, wciąż wyczekują najlepszej okazji. Sądzę jednak, że w perspektywie średnioterminowej można spodziewać się ożywienia – dodaje.

Być może impulsem okażą się już w tym roku bardziej korzystne warunki kredytowania. Obecny poziom referencyjnej stopy procentowej wyznaczonej przez RPP (3,25 proc.) to historyczny rekord – pieniądz jest tani jak nigdy wcześniej. A to według ekonomistów być może jeszcze nie koniec cięć. – Oprocentowanie kredytów hipotecznych w złotych wyznaczane jest najczęściej na podstawie wysokości trzymiesięcznego WIBOR-u, który spada od pół roku. Dlatego można spodziewać się bardziej atrakcyjnych ofert kredytowych – mówi Paweł Majtkowski, niezależny analityk rynku finansowego.

Dla chętnych do kupna mieszkania często problemem jest nie sam koszt kredytu, ale znalezienie banku, który im go udzieli. Wiele osób ma stałe przychody, ale bez etatu. Pracują na podstawie umowy o dzieło lub zlecenie, na kontraktach. Do tej pory takim osobom trudno było o kredyt, ale banki zmieniają swoje podejście. – coraz więcej banków, w tym ostatnio np. Deutsche Bank PBC, BZWBK czy Millenium, wypracowało procedury, które pozwalają im udzielać kredytów hipotecznych osobom o różnych formach zatrudnienia, także tym pracującym za granicą, w krajach Unii Europejskiej. Brak etatu przestał być czynnikiem przekreślającym szanse na kredyt – mówi Paweł Majtkowski.

Warto pamiętać, że zgodnie z Rekomendacją S ten rok jest ostatnim, w którym klienci będą mogli liczyć na kredyt mieszkaniowy bez wkładu własnego. Od przyszłego roku Komisja Nadzoru Finansowego prawdopodobnie zabroni ich udzielania. Na razie kredyty na 100 procent wartości nieruchomości są jeszcze dostępne w wielu bankach. Jak wynika z ostatniego rankingu kredytów hipotecznych przygotowanego przez Invigo.pl, oprocentowanie takich pożyczek wynosi od 5 do 6 procent w skali roku.

clip_image006

Ranking kredytów hipotecznych w złotych na 100 proc. LTV, oferta kredytów dedykowanych klientom, którzy szukają  kredytu na realizację własnych potrzeb mieszkaniowych - zakup mieszkania/domu lub na budowę własnego domu. Kwota kredytu wynosi 200 tys. zł, długość kredytu 30 lat. źródło: Invigo.pl
Bartek CiszewskiPolskie mieszkania jednymi z najbardziej zatłoczonych w Europie
read more