Lipiec 2012

Jak dobrać odpowiednie ubezpieczenie turystyczne?

Podczas wakacji za granicą nawet niezbyt groźne wypadki mogą okazać się bardzo kosztowne. Poważniejsza choroba może być wręcz rujnująca, gdy koszty leczenia sięgną kilkudziesięciu tysięcy złotych. Łatwo można zabezpieczyć się przed takim zdarzeniem, wykupując polisę turystyczną. Chociaż tygodniowy wyjazd czteroosobowej rodziny można ubezpieczyć nawet za kilkadziesiąt złotych, zamierza to zrobić zaledwie co trzeci Polak. Przeczytaj, jak szybko i skutecznie wybrać tanią i dobrą polisę turystyczną.

Upadek Sky Club dotknął kilkanaście tysięcy osób, które wykupiły w biurze wycieczki. Klienci Alba Tour zostali pozostawieni sami sobie za granicą, bo nie starczyło pieniędzy na samoloty, mogące sprowadzić ich do kraju. Bankructwa biur podróży nie są czymś niecodziennym. Dwa lata temu również mieliśmy do czynienia z falą upadłości. Splajtował nawet mający długie tradycje Orbis Travel. Chociaż takie nagłaśniane przez media wydarzenia dotykają tylko części urlopowiczów, to jednak zwracają uwagę na nieprzewidywalne wypadki, które mogą słono kosztować turystów.

Tymczasem, tylko co trzeci Polak planuje wykupić ubezpieczenie turystyczne wybierając się na tegoroczne wakacje, wynika z badania Mondial Assistance i AC Nielsen. Zwykle bardziej zapobiegliwe są osoby z wyższym wykształceniem, między 40. a 59. rokiem życia. – Ta niechęć do ubezpieczania się w podróży jest wciąż zaskakująca. Nawet drobny uraz albo choroba, które zmuszą nas do wizyty u lekarza, mogą przecież słono kosztować – przestrzega Łukasz Wietrzyński z Deutsche Bank PBC. – Ubezpieczając całą rodzinę za kwotę już od kilkudziesięciu złotych, w przypadku nieszczęśliwego zdarzenia jesteśmy w stanie uchronić się przed wydatkami rzędu nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych – dodaje.

Chociaż regularnie opłacamy składki na ubezpieczenie zdrowotne, nawet wypoczywając na terenie Polski jesteśmy narażeni na dodatkowe koszty związane np. z korzystaniem z usług prywatnych lekarzy czy w poważniejszych wypadkach – na leczenie w klinikach w turystycznych kurortach albo na rehabilitację.

ile-kosztuje-ubezpieczenie-w-kraju

W krajach Europy Zachodniej ubezpieczenia turystyczne są dużo bardziej popularne. Aż 2/3 wczasowiczów z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch, Hiszpanii, Austrii i Belgii planuje przed wyjazdem kupić polisę, wynika z badania Europe Assistance i Instytutu Ipsos. – Przyczyną jest nie tylko większa zamożność mieszkańców Europy Zachodniej, ale też różnice kulturowe. Polacy jeszcze z czasów PRL wynieśli przyzwyczajenie do pełnej darmowej opieki zdrowotnej dla każdego. Natomiast mieszkańcy Europy Zachodniej przyzwyczajeni są do bezpośrednich opłat za usługi medyczne. Wiedzą też, że dobrowolne ubezpieczenie pokrywa koszty takiego leczenia. Tymczasem dla polskiego turysty rachunek za założenie gipsu albo pobyt w szpitalu jest często szokujący – mówi Łukasz Wietrzyński z Deutsche Bank PBC.

Podobnie jak w innych kategoriach usług, także w ubezpieczeniach mamy do czynienia z cyfrową rewolucją. Rosnąca popularność marketów ubezpieczeniowych online to silny trend w Europie. Jak wynika z badań Ipsos, w podobny sposób w tym roku planowało kupić polisy 14 proc. Europejczyków.

ile-kosztuje-ubezpieczenie-za-granica

Wysokie ryzyko – niskie wymagania

Każde biuro podróży ma obowiązek ubezpieczyć wszystkich klientów, którym sprzedaje wycieczkę. Jednak w przypadku takich firm, które konkurują ze sobą głównie ceną, kwestia ubezpieczenia często ograniczana jest tylko do wymaganego prawnie minimum. A to oznacza, że przyjęte kwoty mogą zabezpieczać nas jedynie od mało groźnych wypadków. Kiedy naprawdę zachorujemy czy ulegniemy jakiemukolwiek wypadkowi, może okazać się, że za wizytę w przychodni albo szpitalu będziemy musieli zapłacić z własnej kieszeni. A lekarze w kurortach cenią się wysoko, szczególnie w sezonie. Zdarzają się przypadki powikłań chorobowych, gdy turyści niespodziewanie muszą spędzić w szpitalu kilka, a nawet kilkanaście dni. W takim przypadku koszty leczenia mogą sięgać kilkudziesięciu tysięcy złotych.

od-czego-zalezy-cena-ubezpieczenia

Dodatkowego ubezpieczenia wymagają osoby, które planują uprawiać ryzykowne sporty: kolarstwo (szczególnie górskie), wspinaczkę, kite surfing, rafting czy nurkowanie. Najpopularniejszym sportem wysokiego ryzyka jest oczywiście narciarstwo.

ubezpieczenie-sportow-ekstremalnych

Jeszcze większe koszty wiążą się ze zdarzeniami, w których ktoś z naszej winy zostanie poszkodowany. – Dlatego w przypadku uprawiania sportów, planowanego poruszania się samochodem czy skuterem konieczne jest wykupienie polisy odpowiedzialności cywilnej – radzi Łukasz Wietrzyński z Deutsche Bank PBC.

Jak wybrać odpowiednie ubezpieczenie?

Wbrew pozorom ubezpieczenia turystyczne nie są bardzo skomplikowane. Najważniejszym współczynnikiem są poszczególne kwoty, jakie pokrywa polisa. Dotyczą one zarówno kosztów leczenia ambulatoryjnego lub w szpitalu, odpowiedzialności cywilnej, jak i drobniejszych zdarzeń, np. kradzieży bagażu.

co-ma-obejmowac-ubezpieczenie

Platformy gromadzące oferty wielu ubezpieczycieli, jak np. markety ubezpieczeniowe, pozwalają w szybki sposób, bez podawania dokładnych danych zestawić oferty kilku towarzystw, a także dopasować je do potrzeb i możliwości finansowych.

przyklad-ofert-ubezpieczenia

Wybierając się na wakacje np. do Chorwacji za podstawowe ubezpieczenie dla czteroosobowej rodziny możemy zapłacić od kilkudziesięciu do kilkuset złotych. Najważniejszą różnicą między tymi ofertami są kwoty, do jakich polisa pokryje koszy poszczególnych usług ratowniczych czy medycznych w przypadku nieszczęśliwego zdarzenia. Warto też sprawdzić, czy uwzględnione są dodatkowe usługi, np. dentystyczne.

– Ubezpieczenia turystyczne są bardzo przydatnym rozwiązaniem, chociaż wciąż jeszcze zdecydowanie zbyt mało popularnym wśród Polaków. Wyjeżdżając, szczególnie za granicę, bez odpowiedniej polisy podejmujemy duże ryzyko finansowe – przestrzega Łukasz Wietrzyński z Deutsche Bank PBC. – Wbrew pozorom polisy turystyczne nie są skomplikowane i można je z powodzeniem wybrać samodzielnie, bez pomocy agenta. W prostej tabeli dostępnej online możemy zestawić kilka albo kilkanaście ofert i sprawdzić, do jakiej kwoty ubezpieczyciel pokryje nasze wydatki oraz ile będzie kosztować polisa – dodaje.

W marketach ubezpieczeniowych można ubezpieczyć nie tylko wyjazd na wakacje, ale też mieszkanie, kupić polisę komunikacyjną, a nawet samo assistance samochodowe. Oprócz zestawienia ofert wielu towarzystw w formie tabeli, taka platforma często udziela też rekomendacji, która z nich jest zdaniem ekspertów banku najbardziej korzystna dla klienta.

Bartek CiszewskiJak dobrać odpowiednie ubezpieczenie turystyczne?
read more

Zobacz, jakie struktury są najpopularniejsze, a które dały najwięcej zarobić

banknoty 100 zl

Najczęściej powiązane z kursem euro, rzadziej z indeksami giełdowymi. Jak wynika z raportu Structus.pl, popularność produktów strukturyzowanych w Polsce nieprzerwanie rośnie. W ubiegłym roku ich sprzedaż przekroczyła 10 miliardów złotych. Są coraz bezpieczniejsze, ale też coraz rzadziej pozwalają uniknąć płacenia podatku Belki.

Produkty strukturyzowane zyskują zaufanie coraz większej liczby Polaków. W ubiegłym roku łączna sprzedaż tego typu rozwiązań przekroczyła 10 miliardów złotych i wzrosła w porównaniu z 2010 r. o 14 proc., wynika z raportu „Rynek produktów strukturyzowanych w Polsce w 2011 roku” przygotowanego przez serwis Structus.pl.

W 2011 r. na rynku pojawiło się aż 487 nowych ofert pochodzących od 27 instytucji (o prawie 5 proc. więcej niż rok wcześniej). – Hitem okazały się produkty typu „pareto”, w których klient wpłaca 20 proc., a reszta rozłożona jest niejako na raty i spłacana w formie programu regularnego oszczędzania. Liczba takich ofert zwiększyła się w stosunku do 2010 r. o ponad 40 procent – mówi Michał Szeliński, analityk portalu Structus.pl. Swoim klientom sprzedawały je już m.in. Deutsche Bank PBC, Alior Bank, Bank DnB Nord, Expander, Getin Bank, Gold Finance, Noble Bank i Open Finance.

Wybieraj z rozwagą

Skąd taka popularność „struktur”? Otóż można na nich zarobić nawet kilkanaście do kilkudziesięciu procent w skali roku (po odliczeniu podatku), o czym mogli przekonać się właściciele kilku produktów, które zakończyły się w pierwszych sześciu miesiącach 2012 roku.

clip_image002

Najlepszy wynik (17,6 proc. w skali roku) wypracował oferowany przez Deutsche Bank PBC Certyfikat Express db EuroStoxx50 II, którego zwrot uzależniony był od zachowania indeksu 50 największych przedsiębiorstw strefy euro. Jednak realnie dużo więcej zarobili inwestorzy długoterminowych produktów: trzy- i czteroletnich, takich jak db Gwarancja – Zyskowna Energia I oraz db Gwarancja – Zyskowna Energia II, które zarobiły odpowiednio 42 i 40 procent. Na czwartym miejscu w zestawieniu przygotowanym przez Structus.pl znalazła się Salsa I oferowana przez Expandera.

clip_image004

Choć wyniki najlepszych struktur robią wrażenie, trzeba pamiętać, że większość z nich nie kończy się zyskiem. Jak wynika z raportu Structus.pl, średnia stopa zwrotu ze struktur zakończonych w 2011 roku wyniosła 2,67 proc. w skali roku. Mimo to na produktach strukturyzowanych rzadko można stracić, nawet jeśli zakładany przez nas w momencie ich nabywania scenariusz rynkowy się nie sprawdzi. Jak to możliwe?

Produkty strukturyzowane coraz bezpieczniejsze

– Wiele oferowanych na polskim rynku produktów ma z góry określony potencjalny dochód – wyjaśnia Monika Pawlak, Menedżer Produktów Strukturyzowanych Deutsche Bank PBC. Tego rodzaju inwestycje mają charakter zerojedynkowy. Klient decyduje się „obstawić” realizację określonego scenariusza rynkowego zakładającego przykładowo, że kurs instrumentu bazowego w dniu wygaśnięcia opcji będzie wyższy od kursu realizacji. Jeśli jego przewidywania się sprawdzą, otrzyma określony w warunkach produktu kupon powiększający zainwestowany kapitał.

A co się stanie, gdy zakładany scenariusz nie spełni się? To zależy od konstrukcji danego produktu. Większość dostępnych obecnie na rynku rozwiązań strukturyzowanych oferuje 100-proc. ochronę kapitału. – Oznacza to, że w przypadku, gdy scenariusz inwestycyjny nie zostanie zrealizowany, klient otrzyma całość zainwestowanych środków – mówi Monika Pawlak z Deutsche Bank PBC. – Jedyną „stratą” będzie więc potencjalny zysk z kapitału, który klient uzyskałby na przykład deponując go na bankowej lokacie – wyjaśnia.

clip_image006

Polacy nie są skłonni do ryzyka, dlatego zdecydowana większość produktów na naszym rynku (w sumie aż 83 procent) – gwarantowała pełną (77 proc. oferowanych produktów) albo i większą niż 100 procent ochronę kapitału (6 proc. produktów na rynku). Rok wcześniej taką gwarancję zapewniało 77 procent struktur.

Dodatkowo niektóre struktury wyposażone są w tzw. mechanizm autocall, który pozwala na zakończenie inwestycji przed terminem zapadalności, jeśli aktywo bazowe, na którym oparty jest produkt osiągnie zakładaną wartość. Tego typu mechanizm zwiększa prawdopodobieństwo zyskownego zakończenia inwestycji.

Produkty na kilka lat

Dostępne w Polsce produkty strukturyzowane zakładają coraz dłuższy horyzont inwestycyjny. Przyczyną są warunki rynkowe, w których bankom trudno jest zaoferować wysokie zwroty w krótszym okresie. – W warunkach niezbyt wysokiego oprocentowania depozytów i przy drogich opcjach trudno jest złożyć atrakcyjną strukturę na 12 czy 18 miesięcy, więc rośnie popularność tych kilkuletnich –tłumaczy zmianę trendu Michał Szeliski, analityk portalu Structus.pl. – Przy niskich stopach procentowych i niskim oprocentowaniu depozytów, a do tego wysokich cenach opcji (co jest pochodną zmienności na rynkach), konstruktorzy struktur mogą zaoferować albo niepełną ochronę kapitału, albo wydłużyć okres inwestycji, a większość inwestorów woli jednak to drugie rozwiązanie – mówi Szeliski.

clip_image008

W rezultacie ponad 27 proc. produktów strukturyzowanych oferowanych w 2011 roku stanowiły inwestycje na okres od trzech do niespełna dziesięciu lat. Rok wcześniej najpopularniejsze były struktury przewidziane na od jednego do dwóch lat. W 2011 roku pojawiło się też wiele długoletnich programów oszczędnościowych w formie „pareto”.

Rynek walutowy wciąż przed giełdą

Od dwóch lat wśród struktur dominują waluty. Podczas, gdy w 2009 roku aż 27,5 proc. produktów bazowało na indeksach giełdowych, głównie WIG20, a aż 13 proc. opierało się na koszykach akcji, to w późniejszych latach trend się odwrócił. W 2010 i 2011 roku aż 30 proc. dostępnych struktur było powiązanych z rynkiem walutowym. Najczęściej zwrot z inwestycji uzależniony był od zachowania pary EUR/PLN.

Dynamicznie rośnie też znaczenie produktów hybrydowych. Taką formę miała w zeszłym roku co czwarta oferowana struktura, podczas gdy rok wcześniej zaledwie co dziesiąta.

clip_image010

– Jedną z głównych przyczyn wzrostu popularności struktur hybrydowych jest rosnąca popularność produktów paretopodobnych, które są na nich oparte – wyjaśnia Szeliski. – W przypadku takiego produktu bank jest w stanie zaoferować 100- czy 120-proc. partycypację we wzroście takiego indeksu (bo opcje na niego są tanie), podczas gdy przy WIG20 wyniesie ona nie więcej niż 35 proc.

Wyżej zawieszona poprzeczka

Polacy coraz chętniej inwestują w produkty strukturyzowane, ale banki podnoszą poprzeczkę. Jeszcze w 2010 roku, by zainwestować w połowę oferowanych produktów trzeba było wpłacić najwyżej 5 tys. złotych. Teraz tak nisko zawieszoną poprzeczkę ma tylko 38 proc. produktów.

clip_image012

Mniej też produktów strukturyzowanych było dostępnych w formie umożliwiającej zwolnienie z 19-proc. podatku od zysków kapitałowych. Jeszcze dwa lata temu dominującą formą prawną struktur była polisa na życie i dożycie. Forma ubezpieczenia pozwalała klientom uniknąć podatku Belki. W 2011 roku takie rozwiązanie było dostępne już tylko w co piątym produkcie.

clip_image014

Zaczęły za to dominować polisy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym. – Są mniej kapitałochłonne dla ubezpieczycieli (wymagane są niższe rezerwy), stąd wzrost ich popularności – wyjaśnia Michał Szeliski. – Nie bez wpływu na to pozostaje również upowszechnianie się produktów paretopodobnych, które oferowane są właśnie w formie polisy z UFK – dodaje.

Rynek produktów strukturyzowanych dynamicznie się rozwija i wygląda na to, że Polacy zaakceptowali te instrumenty jako uzupełnienie portfela inwestycyjnego. – Ich szczególny charakter, czyli możliwość osiągnięcia kilkunastoprocentowych zwrotów w skali roku połączona z ograniczeniem ryzyka inwestycyjnego, które wiąże się z bezpośrednią inwestycją np. na rynku akcji, surowców lub funduszy inwestycyjnych, sprawia, że chętniej decydujemy się na tego typu inwestycje – mówi Monika Pawlak z DB PBC. – Trzeba jednak pamiętać, żeby wybierając najlepsze dla siebie rozwiązanie, dokładnie przeanalizować scenariusz inwestycyjny i warunki związane z danym produktem. I jeśli nie akceptujemy wysokich poziomów ryzyka – wybierać rozwiązania oferujące pełną lub częściową gwarancję kapitału.

AttributionNoncommercialShare Alike Some rights reserved by lemoniada

Bartek CiszewskiZobacz, jakie struktury są najpopularniejsze, a które dały najwięcej zarobić
read more

Sondaż: nieruchomości i złoto to wciąż najlepsza inwestycja

sztabki-zota_thumb

Jak co roku Deutsche Bank PBC zbadał preferencje inwestycyjne Polaków. Nie uległy one radykalnym zmianom. Identycznie jak w 2011 roku aż 45 proc. Polaków uważa, że najbardziej zyskowną formą inwestycji są nieruchomości. Na drugim miejscu plasuje się złoto, które jest najlepszą inwestycją według 12 proc. respondentów. Na trzecie miejsce wysunęły się lokaty bankowe, gdzie swoje oszczędności najchętniej odłożyłoby prawie 6 proc. Polaków.

Wyniki najnowszego badania przeprowadzonego dla Deustche Bank PBC przez Instytut Homo Homini dotyczącego najlepszych w opinii Polaków sposobów pomnażania oszczędności potwierdzają pierwszeństwo nieruchomości jako inwestycji uważanej za stabilną i bezpieczną. Aż 45 proc. wskazań respondentów to wynik niemal identyczny jak przed rokiem, kiedy tę odpowiedź wybrało 44,9 proc. Taka długofalowa inwestycja to domena mężczyzn. Na nieruchomości wskazywali oni znacznie częściej niż kobiety (52 proc., w porównaniu z 38 proc.). Preferują je również osoby młode, w wieku 25-34 lat (59 proc.). Taki wybór deklarowali przede wszystkim mieszkańcy dużych miast oraz metropolii powyżej 500 tys. mieszkańców (odpowiednio 51 i 67 proc.)

najbardziej zyskowne inwestycje

Zdaniem Wioletty Kociszewskiej z Deutsche Bank PBC, Polacy kolejny rok z rzędu wybierają inwestycje z rodzaju tzw. „save heaven”, które przede wszystkim mają chronić aktywa, a dopiero w drugiej kolejności je pomnażać. Powolny, ale stały spadek cen nieruchomości w większości miast w Polsce stwarza okazje do zakupów. Lokaty bankowe, krótkoterminowe o promocyjnym oprocentowaniu, są traktowane jako forma inwestycji na przeczekanie. Tymczasem rynek kapitałowy nie zyskał więcej zwolenników niż przed rokiem. – Dziś zaufanie jest na wagę złota. I to właśnie złoto utrzymujące się na szczytach praktycznie przez cały czas kryzysu pracuje z sukcesem na zaufanie inwestorów i ich zyski – mówi Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC.

Polaków nie zniechęciły do złota nawet wahania i niedawne spadki cen kruszców. W rok od ostatniego badania złoto jest w dalszym ciągu drugą najchętniej wskazywaną w badaniu formą inwestowania. Swoje oszczędności zainwestowałoby w ten sposób ponad 12 proc. ankietowanych. – Metale szlachetne zawsze były postrzegane jako bezpieczna forma inwestowania w trudniejszych czasach – mówi Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC. – Widać wyraźnie, jak niepokoje na rynkach finansowych, a w konsekwencji w całej gospodarce, powodują, że szukamy sprawdzonej lokaty kapitału. Rynek kruszców, a w szczególności złota jest zdaniem wielu Polaków odpowiedzią na to zapotrzebowanie – dodaje.

W opinii wielu ekspertów zawirowania dotykające kolejne kraje strefy euro spowodują prawdopodobnie wzrost ceny złota w najbliższych kilku miesiącach. Inwestorzy szukając bezpiecznej przystani, chętniej ulokują swoje oszczędności w tym kruszcu, niż choćby na wymagającym zdecydowanie więcej doświadczenia rynku akcji. Stąd ciągle poszerzania oferta inwestycyjna związana ze złotem.

Teraz aby zainwestować w złoto, nie musimy wcale osobiście dokonywać zakupu i gromadzić fizycznie sztabek u siebie w domu. Na polskim rynku można już inwestować w złoto czy srebro przez Internet. To zdecydowanie najwygodniejsza forma ich zakupu. Niedawno jako jeden z pierwszych banków w Polsce umożliwił inwestycje w kruszce za pośrednictwem platformy internetowej właśnie Deutsche Bank PBC. Serwis działa pod adresem www.dbmennica.pl i jest prowadzony we współpracy z Mennicą Wrocławską, jednym z największych dealerów złota i srebra inwestycyjnego oraz diamentów w Polsce.

Obok złota i nieruchomości, w badaniu przeprowadzonym na zlecenie Deutsche Bank PBC zaskakująco dobrze wypadły lokaty bankowe. W ubiegłym roku jako najlepszą formę lokowania oszczędności wskazało je zaledwie 1,2 proc. ankietowanych. W najnowszym sondażu ich popularność zwiększyła się niemal sześciokrotnie (do 5,9 proc). – Wzrost popularności lokat bankowych może nieco dziwić, zważywszy na wycofanie z rynku tak do niedawna popularnych lokat jednodniowych. Widać, że mimo konieczności ponoszenia kosztu podatku od zysków kapitałowych Polacy w niepewnych czasach decydują się na oszczędzanie – komentuje Marcin Zienkiewicz, analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Lokaty bankowe „zrzuciły” z podium fundusze inwestycyjne, których popularność utrzymuje się na podobnym jak w ubiegłym roku poziomie (ponad 5 proc.). W dalszej kolejności w badaniu Polacy wskazywali na: grę na giełdzie (4,8 proc.) , obligacje (4,4 proc.) oraz kupno dzieł sztuki (3,7 proc.) jako te formy inwestycji, na których można najlepiej zarobić.

Zarówno inwestycje w lokaty, jak i w fundusze czy dzieła sztuki częściej wybierają kobiety niż mężczyźni, którzy preferują bardziej tradycyjne formy lokowania oszczędności (więcej wskazań w przypadku nieruchomości i złota).

clip_image004

Zdaniem Wioletty Kociszewskiej z Deutsche Bank PBC bardzo pozytywnie należy odczytywać wynik badania, pokazujący, że spada odsetek Polaków, którzy nie interesują się i nie mają zdania na temat form i sposobu pomnażania kapitału, a jednocześnie wzrasta procent respondentów zainteresowanych długoterminowymi produktami inwestycyjnymi. To znak, że Polacy zaczynają myśleć o budowaniu kapitału na przyszłość poprzez np. regularne oszczędzanie niskich kwot w długim okresie, co przynosi szereg korzyści, w tym m.in. chroni przed nagłymi spadkami cen i bolesnymi stratami.– Istotna jest również odpowiednia dywersyfikacja inwestycji. Im bardziej zróżnicowany jest nasz portfel oszczędnościowo-inwestycyjny, tym większe są szanse zarówno na uniknięcie strat, jak i na satysfakcjonujące zyski – dodaje Wioletta Kociszewska. – Duży wachlarz dostępnych obecnie na rynku możliwości inwestycyjnych znacznie to ułatwia.

fot. covilha / flickr.com (CC)

Bartek CiszewskiSondaż: nieruchomości i złoto to wciąż najlepsza inwestycja
read more

Brett King: klienci chcą mieć bank ze sobą

Brett_King

Usługi finansowe powinny pojawiać się tam, gdzie są potrzebne. W ciągu następnej dekady bankowość mobilna będzie głównym kanałem kontaktu klienta z bankiem – uważa Brett King, pomysłodawca Movenbanku, autor bestsellera „Bank 2.0”, który był gościem seminarium „Bank Przyszłości” pod patronatem nowego mBanku.

– Nowy mBank to przełomowy projekt w dziedzinie bankowości, którego ambicją jest odpowiadanie na zmieniające się potrzeby klientów – mówi Michał Panowicz, szef zespołu pracującego nad projektem nowego mBanku. – Budując ten bank, korzystamy nie tylko z naszych doświadczeń w zakresie bankowości on-line. Inspiracją dla nas są również najlepsze światowe innowacje z dziedziny finansów i nowoczesnych technologii. Uważamy, że obecnie wiele dziedzin życia można w użyteczny sposób zintegrować wokół zarządzania finansami – dodaje.

Rozmowy o nowoczesnej bankowości toczą się m.in. w trakcie seminariów „Bank Przyszłości” organizowanych pod patronatem nowego mBanku, gdzie wyjątkowi goście przedstawiają swoje pomysły, poglądy i doświadczenia. – Jest to nasz sposób na upowszechnianie wiedzy o  możliwościach, jakie niesie ze sobą świat technologii połączony ze światem finansów – wyjaśnia Michał Panowicz.

Gościem specjalnym drugiego spotkania z cyklu „Bank Przyszłości” był Brett King – pomysłodawca i założyciel Movenbanku, pierwszego mobilnego banku działającego w modelu direct w USA i Wielkiej Brytanii. King to także światowej sławy mówca, bloger oraz autor bestsellerów, takich jak „Bank 2.0”.

Podczas spotkania w Warszawie podzielił się on swoim spojrzeniem na bankowość. O tej dzisiejszej mówił, że potrzebuje zmian, żeby nadążyć za zmieniającymi się przyzwyczajeniami klientów i ich potrzebami. O bankowości przyszłości – że jej fundamentem jest mobilność. Według przewidywań Bretta Kinga, do 2016 roku większość operacji finansowych będzie realizowana w kanałach mobilnych.

Zmniejszy się również zainteresowanie oddziałami bankowymi – według eksperta, w 2016 r. przeciętny klient będzie je odwiedzał raz w roku, a 40 proc. klientów nie będzie przychodzić do placówek banków wcale. Oddziały banków nie znikną zupełnie, ale będą wyglądać inaczej niż dziś. Staną się centrami wiedzy i doradztwa. W nich klienci będą załatwiać najbardziej skomplikowane sprawy oraz uczyć się korzystania z nowoczesnych rozwiązań, ułatwiających codzienne życie. W USA już od przeszło dekady spada liczba transakcji realizowanych przez klientów w oddziałach banków.

Według Bretta Kinga usługi finansowe powinny pojawiać się tam, gdzie są potrzebne, i w momencie, w którym są potrzebne. Klient nie powinien iść do banku żeby sprawdzić, czy dostanie kredyt na samochód, nie kupuje bowiem kredytu, ale auto. Bank powinien mu w tym pomóc. Zdaniem Kinga, bankowość staje się kontekstowa – bank to nie miejsce, do którego się chodzi, ale jest to zbiór czynności, które się wykonuje.

Jak ocenił Brett King, za 10 lat bankowość mobilna będzie podstawowym kanałem bankowości na świecie, internet i tablety staną się drugim kanałem, bankomaty trzecim, call center czwartym, a oddziały bankowe znajdą się dopiero na piątym miejscu. Zdecydują o tym zachowania i upodobania klientów, a nie preferencje banków.

– W nowoczesnej bankowości warto stawiać na proste intuicyjne rozwiązania, klient potrzebuje wsparcia, aby jego dostęp do bankowości nie był celem samym w sobie, a jedynie środkiem do celu – podsumowywał na koniec spotkania Michał Panowicz z nowego mBanku.

Spotkanie z Brettem Kingiem było drugim z cyklu seminariów „Bank przyszłości”. Gościem spotkania inaugurującego cykl w czerwcu br. był Mikołaj Jan Piskorski, profesor nadzwyczajny zarządzania na Harvard Business School, specjalizujący się w badaniach sieci społecznościowych i innowacyjnych struktur organizacyjnych, ekspert z zakresu wykorzystania platform społecznościowych w biznesie.

Relacje ze spotkań pod nazwą „Bank Przyszłości” publikowane są w internecie na stronie www.nowymbank.pl oraz na profilu nowego mBanku w portalu Facebook.

fot. International Academy of Financial Management, www.theiafm.org, creative commons

Bartek CiszewskiBrett King: klienci chcą mieć bank ze sobą
read more

DB Research: Związek z bankiem – raz na całe życie?

Aż 88 proc. klientów europejskich banków pytanych przez Komisję Europejską w specjalnym Eurobarometrze stwierdziło, że nie odczuwa potrzeby przeniesienia swoich oszczędności do innego banku, niż ten, z którego korzysta. Jednocześnie w innym raporcie Komisja Europejska podaje, że aż 81 proc. respondentów którzy próbowali, spotkało się z pewnymi trudnościami przy zmianie rachunku. Polska to dobry przykład kraju, gdzie przywiązanie do banku jest bardzo silne. Ta lojalność będzie się zdaniem ekspertów Deutsche Bank Research z czasem znacząco osłabiać.

Mobilność klientów jest istotnym elementem konkurencji w każdej branży, również na rynku finansowym, gdzie rachunek bankowy to podstawa długotrwałej relacji z konsumentem. Im trudniejszy jest proces rezygnacji z danej usługi, tym wyższy poziom niezadowolenia jest potrzebny, aby klient faktycznie zmienił jej dostawcę. – Oznacza to, że często niezadowoleni klienci tkwią w umowach, które nie są dla nich optymalne i nie do końca spełniają ich wymagania. Z drugiej strony dostawcy nie mają dostatecznej motywacji, aby pozyskiwać nowych klientów oferując innowacyjne rozwiązania, nowe usługi czy bardziej atrakcyjne ceny – zauważa Sophie Ahlswede, analityk Deutsche Bank Research w specjalnej analizie dotyczącej mobilności klientów banków. – W takim systemie zyskują przede wszystkim firmy nieefektywne i mniej innowacyjne – zauważa.

Wydawać by się mogło, że na tak konkurencyjnym rynku jak bankowość wyjątkowo opłaca się zmieniać dostawcę usługi – na takiego, który oferuje lepsze ceny, bardziej wyrafinowane technologie, wyższą jakość obsługi w oddziale, itd. Tymczasem z cytowanych przez Deutsche Bank Research badań Komisji Europejskiej wynika, że aż 88 proc. obywateli UE nie zmieniło swojego konta ani razu w ciągu ostatnich 5 lat! Dlaczego? W ich opinii nie było takiej potrzeby. W Polsce ok. 10 proc. respondentów przyznało, że zmieniło lub próbowało zmienić swój główny bank. Co ważne, 80 proc. respondentów zmianę banku uznało za czynność łatwą. To drugi najlepszy wynik po liniach lotniczych, w przypadku których konsumenci w Europie uważają zmianę dostawcy usługi za najłatwiejszą.

O ile, jak pokazuje badanie Eurobarometr, w całej populacji klientów banków panuje przekonanie o tym, że zmiana konta jest łatwa, o tyle, kiedy Komisja Europejska zbadała klientów, którzy faktycznie chcieli zmienić dostawcę, dane okazały się zgoła inne. Eurobarometr bada wszystkich klientów banków posiadających rachunek, więc ilość osób, które miały trudności związane ze zmianą banku, wyrażona jest jako procent całości (takich klientów było jedynie 5 proc.). Jednak wśród tych, którzy faktycznie chcieli zmienić bank na inny, jakiegoś rodzaju trudności w procesie napotkało aż 81 proc.

clip_image001

Jak sytuacja wygląda w Polsce? Jak pokazują dane z badania Eurostat analizowane przez Deutsche Bank Research, Polska jest jednym z 5 krajów, w których zmiana konta jest najmniej kłopotliwa. W 2011 roku odsetek klientów, którzy chcieli zmienić bank i napotkali kłopoty przy zmianie konta, wyniosła ok. 35 proc. Z niedawno opublikowanego badania przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że choć banki walczą o pozyskiwanie klientów od swoich konkurentów, konsumenci swój bank zmieniają bardzo niechętnie. Wśród przyczyn tej niechęci dominują obawy przed poświęcaniem temu procesowi znacznej ilości czasu, fakt równoczesnego korzystania z innych produktów (np. kredytu), czy wreszcie podobny poziom usług i cen oferowanych przez większość banków. Według ekspertów Deloitte te właśnie czynniki powodują, że zaledwie 2,35 mln osób w Polsce kiedykolwiek zmieniło swój bank.

clip_image003

Najwięcej takich „switchersów” jest w grupie wiekowej 36-45 lat. Przeważająca część klientów pozostaje przez większość życia w relacji z jedną i tą samą instytucją finansową. Wszystko to pomimo faktu, że polscy klienci banków należą do najbardziej niezadowolonych w naszej części kontynentu.

clip_image005

KE pracuje obecnie nad projektem ustawy, która ma zwiększyć przejrzystość opłat za prowadzenie konta i zasad ich przenoszenia. W opinii ekspertów Deutsche Bank Research ustawowe rozwiązania nie będą jednak skuteczne. – Niezbędne jest większe otwarcie rynków krajowych, które automatycznie zwiększy konkurencję, spowoduje równocześnie większą przejrzystość zasad otwierania nowych rachunków, w tym kontroli tożsamości, zdolności kredytowej czy przepisów podatkowych – czytamy w analizie Deutsche Bank Research.

Komentarz Sophie Alswede z Deutsche Bank Research na temat badań KE dotyczących bankowych „switchersów” dostępne jest tutaj.

Bartek CiszewskiDB Research: Związek z bankiem – raz na całe życie?
read more

E-pieniądz – nisza, która rośnie. Raport DB Research

Pieniądz elektroniczny to ciągle niszowy obszar rynku płatności, jednak według ekspertów Deutsche Bank Research będzie on z czasem coraz bardziej zyskiwał na znaczeniu. Przyczynią się do tego trzy trendy: rozwój innowacyjnych systemów płatności mobilnych, cyfryzacja usług finansowych oraz usługi pieniądza wirtualnego, który może okazać się prawdziwym hitem dzięki ogromnej masie potencjalnych użytkowników – aktywnych internautów.

Pieniądz elektroniczny to mówiąc najprościej – cyfrowy odpowiednik gotówki. Za jego pośrednictwem można dokonywać płatności bez potrzeby angażowania rachunku bankowego. Pieniądz elektroniczny działa na zasadzie przedpłacenia. Aby móc z niego korzystać, należy najpierw wpłacić pewną kwotę na dedykowane elektroniczne subkonto w systemie internetowym banku lub operatora. Kwota ta jest cyfrowo przypisana użytkownikowi – na specjalnym fizycznym nośniku (a konkretnie na umieszonym na nim chipie), jak karta elektroniczna czy brelok, bądź w postaci wirtualnej, dostępnej online informacji zapisanej na serwerze.

W Internecie rządzą karty

Według danych Europejskiego Banku Centralnego najpopularniejszą metodą płacenia za zakupy w Internecie na starym kontynencie jest karta płatnicza (dowolny rodzaj). Transakcje z udziałem elektronicznego pieniądza to ciągle rozwiązanie niszowe, ale ich udział z roku na rok stopniowo rośnie. Marginalizacji za to ulegają płatności dokonywane czekami.

clip_image002

Karta płatnicza jest jednocześnie najpopularniejszym nośnikiem pieniądza elektronicznego. Liczba kart płatniczych zawierających tę funkcję wzrasta regularnie. Jej dynamika wzrostu przerasta rozwój innych form płatności. Jak podaje EBC w ciągu 10 lat od roku 2000 średni wzrost liczby transakcji dokonanych za pomocą e-pieniądza wyniósł w Europie 11,5 proc. To rozwój szybszy, niż w przypadku innych instrumentów takich jak karty płatnicze (10,8 proc.), polecenie przelewu (5,6 proc.), polecenie zapłaty (6,4 proc.) czy czeki, w przypadku których liczba transakcji skurczyła się aż o 5,7 proc. W sumie w całej Europie w 2010 roku wykonano z wykorzystaniem różnych rodzajów pieniądza elektronicznego transakcje na niewiele ponad 80 mln euro.

clip_image004

Pod względem popularności e-pieniądza wśród klientów Stany Zjednoczone zdecydowanie wyprzedzają Europę. Do popularyzacji tej formy rozliczeń przyczynia się stosowanie od wielu lat systemu PayPal na popularnym portalu zakupowym eBay. PayPal to przykład czysto internetowej formy e-płatności. W Stanach Zjednoczonych już około 60 proc. transakcji internetowych dokonywanych jest za pomocą tego systemu, a udział ten niemal podwoił się w ciągu ostatnich 3 lat – wynika z danych analizowanych przez Deutsche Bank Research. Amerykanie dokonują za pomocą PayPal płatności o wartości niemal 120 mld dolarów rocznie.

clip_image006

E-pieniądz to przyszłość Internetu

Postępująca cyfryzacja usług finansowych przyczynia się do zwiększania popularności transakcji wykonywanych za pomocą e-pieniądza. – Systemy płatnicze wykorzystujące elektroniczny pieniądz mogą z powodzeniem konkurować z płatnościami dokonywanymi za pomocą kart kredytowych przy zdalnym opłacaniu usług przez Internet – czytamy w raporcie Deutsche Bank Research. – Dużą popularność wśród konsumentów mogą zyskać zwłaszcza tzw. mobilne portfele – czyli oprogramowanie wgrywane na kartę SIM telefonu komórkowego, umożliwiające wykorzystywanie telefonu w identyczny sposób jak bezstykowe karty płatnicze – piszą w raporcie eksperci DB Research. Nie bez powodu Unia Europejska już dwa lata temu wprowadziła specjalną dyrektywę dotyczącą e-pieniądza, której celem jest ułatwienie emisji tej formy narzędzi płatniczych. Niestety, Polska oraz kilka innych krajów UE wciąż nie wdrożyło tej unijnej dyrektywy, co może znacznie opóźnić upowszechnianie się e-pieniądza w naszym kraju.

Poza systemem

Ciekawym obszarem rozwoju e-pieniędzy są pieniądze wirtualne. Ta specyficzna forma płatności funkcjonuje wyłącznie w przestrzeni internetowej, w systemie peer-to-peer (czyli bezpośrednio między użytkownikami) i nie jest związana z żadnym oficjalnym systemem walutowym ani bankiem centralnym. Dwa największe alternatywne systemy płatności to Bitcoin i Facebook Credits. Sam Bitcoin („Bitmoneta”) to cyfrowa waluta stworzona w 2009, do której wymiany użytkownicy używają specjalnego, otwartego oprogramowania. Płatnik i odbiorca przelewu posługują się "Bitmonetami", które zapisywane są na komputerze w formie pliku portfela. Bitmonety można przesyłać pomiędzy dowolnymi użytkownikami sieci Bitcoin. Dzięki temu system działa bardzo szybko – przelewy dokonywane są w przeciągu kilku sekund, ich weryfikacja trwa minuty. Obecnie na świecie jest w obrocie zaledwie 6 mln Bitmonet, niemniej jak oceniają eksperci Deutsche Bank Research, ta nisza może gwałtownie urosnąć dzięki stale zwiększającej się liczbie potencjalnych użytkowników – Internautów. Szczególnie, jeśli pamiętamy, że zapis o wirtualnych pieniądzach można przechowywać w smartfonie.

W Polsce systemy wykorzystujące e-pieniądz są wciąż dużo rzadziej stosowane niż w krajach Europy Zachodniej, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych. Pozostaje mieć nadzieję, że coraz większa popularność smarftonów oraz rosnąca liczba użytkowników Internetu spowoduje, że Polacy będą chętniej sięgać po te szybkie, wygodne i nowoczesne sposoby płatności.

Bartek CiszewskiE-pieniądz – nisza, która rośnie. Raport DB Research
read more

Ile trzeba odkładać miesięcznie, aby mieć godną emeryturę z własnych oszczędności

spa

Ekonomiści nie pozostawiają złudzeń: emerytura pochodząca z obowiązkowych składek nie zapewni dostatniej przyszłości. Nawet przy gruntownych reformach państwowych systemów ubezpieczeń społecznych, dzisiejsi 30-latkowie będą mogli liczyć na emeryturę w wysokości nie więcej niż 30 proc. ostatniej pensji. Aby temu zapobiec – nie ma wyjścia – trzeba oszczędzać na własną rękę. Eksperci Deutsche Bank PBC policzyli, jak odkładając ok. 300 zł miesięcznie, można uzbierać aż 810 000 złotych.

Polak, który obecnie przechodzi na emeryturę otrzymuje pierwsze świadczenie w wysokości średnio około połowy swojej ostatniej pensji. W przyszłości ta proporcja, czyli tzw. stopa zastąpienia będzie niższa. W badaniach opinii Polacy deklarują, że dostatnia emerytura jest jednym z najważniejszych celów, na które warto oszczędzać w długoterminowej perspektywie. Jednak jak pokazało badanie Deutsche Bank PBC zrealizowane przez Instytut Homo Homini, tylko co piąty badany faktycznie odkłada pieniądze z myślą o starości.

Nie ZUS, a procent składany i systematyczność zapewnią emeryturę

Jakie formy oszczędzania na okres emerytury są najpopularniejsze w Polsce? – Do niedawna były to nieruchomości. Ceny mieszkań rosły, a koszty kredytu hipotecznego można było pokryć np. z wynajmu – mówi Wioletta Kociszewska, z Departamentu Centrum Inwestycyjne Deutsche Bank PBC. – Jednak ostatni spadek cen mieszkań, wahania na rynku walutowym i brak jednoznacznych prognoz tempa rozwoju rynku nieruchomości sprawiły, że coraz bardziej atrakcyjną alternatywą stało się inwestowanie z myślą o dostatniej przyszłości, np. w ramach długoterminowych programów oszczędnościowych – dodaje.

Nic dziwnego – jak pokazuje symulacja przygotowana przez ekspertów Deutsche Bank PBC, odkładając regularnie 300 złotych miesięcznie, można uzbierać na czas emerytury aż 810 000 złotych. Odkładając 2/3 tej kwoty, czyli 200 zł, uzbieramy 540 000 zł. Choć prawie o 300 000 zł mniejsza, nadal będzie to suma, która pozwoli przyszłemu emerytowi żyć na przyzwoitym poziomie, niezależnie od świadczeń wypłacanych przez państwowy system ubezpieczeń.

– Sukces w długofalowym oszczędzaniu nie pochodzi z promocyjnego oprocentowania depozytu w krótkim okresie i nie wynika z przyjętej agresywnej strategii inwestycyjnej. Najważniejsze są systematyczność i czas, który z każdym kolejnym rokiem działa na korzyść oszczędzającego – mówi Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC. Gdzie leży sekret? Przede wszystkim w efekcie tzw. procentu składanego oraz uśrednianiu kosztów.

Mechanizm procentu składanego polega na bieżącym powiększaniu pracującego kapitału o odsetki, które w rezultacie z każdym kolejnym okresem naliczane są od większej kwoty. Wyjaśnijmy to na przykładzie. Załóżmy, że wpłaciliśmy 1 000 zł na lokatę o miesięcznej kapitalizacji odsetek i oprocentowanej stawką 6 proc. w skali roku. Po pierwszym miesiącu do wkładu doliczamy 1/12 rocznego oprocentowania, czyli 0,5 proc. z 1 000 zł i na lokacie mamy już 1 005 zł. W drugim miesiącu znowu doliczamy dwunastą część rocznego oprocentowania, ale tym razem podstawa (pracujący dla nas kapitał) jest już większy, dlatego zyskujemy już 5 zł i 2,5 gr.

– Mechanizm można przyrównać do efektu śnieżnej kuli, na kolejne odsetki pracuje nie tylko wpłacany kapitał, ale także wcześniej narosłe odsetki, dzięki czemu generowane są coraz większe przychody – tłumaczy Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC. – Gdy decydujemy się na długoterminowe oszczędzanie w perspektywie co najmniej 10 lat, a tak jest w przypadku programów emerytalnych, procent składany może generować znaczące zyski – dodaje.

Jak duże? Eksperci Deutsche Bank przeprowadzili symulację programu oszczędnościowego, w którym młody, 22-letni klient inwestuje 200 złotych regularnie przez kolejne 45 lat, czyli do momentu, kiedy w wieku lat 67 prawdopodobnie przejdzie na emeryturę. Eksperci założyli, że długoterminowy instrument inwestycyjny osiąga średnią stopę zwrotu w wysokości 6 proc. rocznie. W niektórych okresach zarabia dużo więcej, w niektórych traci na wartości, jednak historyczne dane pokazują, że dywersyfikacja portfela inwestycyjnego oraz bardzo długi okres oszczędzania pozwalają na stabilne zyski na podobnym poziomie.

Jak widać na wykresie, oszczędności narastają coraz szybciej. W pierwszym pięcioleciu przyszły emeryt uzbierał ponad 14 tys., w ostatnim aż 140 tys. złotych, czyli dziesięć razy więcej! To właśnie efekt procentu składanego, czyli pracujących na zyski inwestora odsetek.

Mając do dyspozycji 540 tys. złotych w wieku 67 lat będzie mógł przez kolejne 20 lat wypłacać sobie rentę w wysokości prawie 4 000 złotych miesięcznie.

dwudziestolatek_odklada_200_zl

Odkładając niewiele więcej, np. 300 zł miesięcznie, klient uzbierałby do czasu emerytury 810 tys. złotych, co pozwoliłoby na dodatkową emeryturę w wysokości prawie 6 000 złotych.

dwudziestolatek odklada 300 zl

Systematyczne oszczędzanie na czas emerytury bezsprzecznie daje efekt, ale jaką formę oszczędzania wybrać?

IKE i IKZE – ulga podatkowa, ale z ograniczeniami

Jakie produkty emerytalne są najpopularniejsze w Polsce? – Najchętniej korzystamy z IKE i PPE, czyli produktów oszczędnościowych oferowanych przede wszystkim przez banki i towarzystwa ubezpieczeniowe. Są to rozwiązania pozwalające na odkładanie oszczędności na przyszłą emeryturę w ramach III filaru – mówi Wioletta Kociszewska z Deutsche Bank PBC.

Ich zaletą są korzyści podatkowe – oszczędności w IKE nie podlegają opodatkowaniu od zysków kapitałowych (tzw. podatkowi Belki). Można je założyć w dowolnym momencie, jednak maksymalna suma rocznych wpłat jest z góry ograniczona. PPE z kolei tworzone są przez pracodawców specjalnie dla osób zatrudnionych w danym zakładzie pracy.

Aby czerpać korzyści podatkowe w ramach III filaru, należy spełnić kilka warunków. W przypadku IKE: wypłata środków musi nastąpić dopiero po ukończeniu 60. roku życia (lub 55 lat w przypadku wcześniejszego uzyskania uprawnień emerytalnych), wpłaty muszą być dokonywane co najmniej w 5 dowolnych latach kalendarzowych, ewentualnie połowa wartości wpłat musi być wykonana nie później, niż na 5 lat przed dniem złożenia wniosku o dokonanie wypłaty.

Od stycznia tego roku mamy możliwość odkładania pieniędzy w ramach Indywidualnych Kont Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), które również zaliczane są do III filaru. IKZE są w znacznej mierze oparte na rozwiązaniach funkcjonujących już w IKE. Są jednak pewne różnice, dotyczące przede wszystkim kwestii podatkowych.

W przypadku IKZE zastosowano preferencję podatkową polegającą na odliczaniu wpłat na konto od podstawy opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Opodatkowaniu PIT (według aktualnej wówczas skali podatkowej) będzie podlegała wypłata środków dopiero po zakończeniu okresu oszczędzania przez właściciela (ewentualnie wypłata środków zgromadzonych przez oszczędzającego na IKZE na rzecz osoby uprawnionej na wypadek śmierci oszczędzającego).

AttributionNoncommercialShare Alike Some rights reserved by IANRORY

Bartek CiszewskiIle trzeba odkładać miesięcznie, aby mieć godną emeryturę z własnych oszczędności
read more