Wrzesień 2011

What? Que? Co? Co.pl za milion złotych

image

Padł rekord na polskim rynku internetowym. Na giełdzie domen AfterMarket.pl sprzedano adres co.pl. Cena to 315 tys. dolarów. Dla tych z was, którzy zastanawiają się czy to dużo, odpowiadamy – to bardzo dużo. Najdroższe do tej pory domeny, które zawierały nazwy gigantycznych marek kosztowały dużo mniej:

orange.pl – 150 tys. euro

plus.pl – 100 tys. dolarów

Co ciekawe kupił ją pośrednik, który zamierza na transakcji zarobić. Firma Michau Enterprises LTD podkreśla, że wartość tkwi w subdomenach, np. nieruchomosci.co.pl czy tlumaczenia.co.pl. Na stronie co.pl możemy przeczytać:

Ze względu na to, iż wiele osób jest zainteresowanych takimi domenami jak nieruchomosci.co.pl czy tlumaczenia.co.pl, aby rozdzielić je sprawiedliwie pomiędzy potencjalnych nabywców zostały one wystawione na aukcjach. W ten sposób każdy ma szansę zarejestrowania wybranej przez siebie domeny. Lista domen wystawionych na aukcjach znajduje się pod tym adresem.

Wygląda na to, że firma liczy na sprzedaż subdomen, a co.pl ma być tańszym substytutem np. com.pl, waw.pl czy edu.pl, na które popyt jest stosunkowo mały. Wszyscy decydują się raczej na bardziej wyszukane nazwy w domenie .pl.

Dlatego pomysł wydaje się bardzo odważny, jeśli nie zwariowany:

Że co?

Wszystkich, którzy chcieliby za symboliczną opłatą zarejestrować serwis w domenie umarketing.pl, zapraszamy do kontaktu.

Bartek CiszewskiWhat? Que? Co? Co.pl za milion złotych
read more

Jaki masz wpływ w mediach społecznościowych?

image

Jeśli korzystasz z facebooka, twittera, google+, foursquare czy linkedin, wchodzisz w interakcję z innymi użytkownikami tych serwisów. Zaczepiasz ich, zagadujesz, rozbawiasz i inspirujesz. Nie interesuje cię, jak dalece jesteś wpływowy?

Pojawiło się ostatnio w sieci kilka serwisów, które zajmują się dokładnie tym – badaniem twoich postów, twittów, komentek i lików. Dzięki nim możesz dowiedzieć się po pierwsze czy jesteś efektywnym społecznikiem, jak skutecznie potrafisz rozprowadzić swój przekaz, do ilu odbiorców docierasz i jak twój wpływ wygląda na tle innych. Jeśli zajmujesz się sieciami – jest to ważne również ze względu na możliwość uwiarygodnienia się w oczach klientów i branżowców. Firmy zaczynają coraz dokładniej badać wpływ swoich działań w społecznościach – czy nie wydaje się prawdopodobne,że za niedługo zaczną badać wpływ osób, które te działania prowadzą?

image

Ja zaczęłam używać serwisu klout.com, który mierzy zasięg dotarcia mojego przekazu, siłę mojego wpływu oraz siłę mojej sieci relacji (czyli wpływ moich znajomych na ich rozmówców) w kilku serwisach, w których się udzielam. Kluczem do sukcesu są oczywiście treści, które publikujemy – czy są interesujące, czy potrafimy je dobrze wypromować, czy budzą kontrowersje i zachęcają do rozmowy.

 

Z czym się je Klout?

 

Każdy, kto zapisuje się do Klout dostaje wynik między 1 a 100 (i podobno jest się naprawdę cool dopiero powyżej 40 punktów). Serwis podpowiada nam również, w jakich tematach i dziedzinach stajemy się ekspertami (aczkolwiek na razie działa to w angielskim, trzymam kciuki za rozwój usługi dla innych języków albo jakiś dobry lokalny polski start-up). Poza tym można dostać trochę realnych bonusów, np. kupony zniżkowe, zaproszenia na imprezy, zaproszenia do testowania nowych serwisów etc.

Polecam bardzo ciekawy wywiad z założycielem Klout, Joe Fernandezem. Podoba mi się fragment, w którym Joe opowiada o tym, że ponieważ sieć coraz mocniej obraca się wokół użytkownika i jego działalności, dość naturalnym krokiem było danie ludziom narzędzi analitycznych do mierzenia ich obecności, porozrzucanej po różnych serwisach. Portale mają gemiusy i analiticsy, my mamy Klout.

Jeżeli ten serwis się wam nie spodoba (aczkolwiek wydaje mi się, że powoli staje się on standardem rynkowym, więc nie radzę go ignorować), mogę polecić jeszcze inne.

image

PeerIndex.com –  bada kapitał towarzyski poprzez mierzenie twojej aktywności, publiczności i autorytetu. Różnica między nim a Klout to ilość badanych platform – indeks skupia się na Facebooku i Twitterze.

image

TweetGrader.com – mierzy twoją moc na twitterze – pozwala na porównanie się z innymi. A do tego pokazuje ci twoje dokładne miejsce w rankingu wszystkich twittowców na świecie.

Życzę wielu wyników ponad 40 pkt. Niech moc będzie z wami!

klu

Ola KluzekJaki masz wpływ w mediach społecznościowych?
read more

Sieci społeczne na grafach – zwizualizuj swoje relacje

image

 

Obrazek powyżej to wizualizacja mojej sieci powiązań na facebooku (zrobiłam ją sobie dzięki bardzo fajnej instrukcji, którą znalazłam na sieciach społecznych). Wystarczy ściągnąć sobie open sourcowy program Gephi, a potem korzystając z aplikacji netvizz wyjąć dane na temat własnej sieci z facebooka. Pogram oferuje kilka fajnych możliwości tuningowania danych (co jest szczególnie istotne w przypadku badania dużych sieci – obrazek u góry pokazuje powiązania niewiele ponad 300 osób, a i tak musiałam trochę pokombinować, żeby coś w nim uwidocznić). Na szczęście Gephi ma mnóstwo tutoriali, która przeprowadzają nas przez zawiłości programu i pozwalają na wyciągnięcie bardzo interesujących wniosków z naszej sieci relacji.

Poniżej trochę chyba lepiej skonfigurowana wizualizacja mojego grafu. Widać na niej moich znajomych (z pracy, z różnych szkół, ludzie z którymi spędzam teraz dużo czasu, kumple z rodzinnego Wrocławia, znajomi z branży etc. – w sumie ponad 300 osób w 10 różnych grupach) i ich relacje między sobą.

image

 

Podoba mi się, że od razu wyróżnia się jeden węzeł komunikacyjny – to oczywiście mój chłopak, na pierwszy rzut oka rozpoznawalny jako najważniejsza osoba w moim życiu. Wiadomo, że jeśli coś ma do mnie szybko dotrzeć – najlepiej przepchnąć to przez niego. Widać też, że przeważa w moim życiu facebookowym jedna grupa znajomych (pracowo-branżowi), co też mi unaoczniło fakt, który tłukł mi się zawsze gdzieś na obrzeżach myśli: nawet mój prywatny profil na fejsie stał się dla mnie niejako narzędziem pracy i platformą do networkingu. Smutne?

Powyższa wizualizacja to tylko mała wprawka, zabawa w analizę sieci. Ale grafy społeczne to ważny temat i warto się nim bliżej zainteresować. Tym bardziej, że można badać dużo więcej danych niż tylko sieć relacji między znajomymi. Kilka przykładów oferuje samo Gephi:

– możecie zbadać jak rozwijało się zaangażowanie ludzi w debaty na ważne tematy – Geph zrobiło takie badanie na forum Guardiana poświęcone krajom arabskim. Badali wypowiedzi członków forum od stycznia 2010 do marca 2011 roku. Pod koniec wideo widać niewiarygodnie szybki wzrost ilości i częstotliwości wypowiedzi spowodowany wybuchem rewolucji arabskiej.

 

Arabska rewolucja na forum Guardiana

 

– możecie sprawdzić, w jakim kontekście pojawia się w sieci dane wyrażenie – przykład od Gephi skupia się na pojęciu neuromarketingu.

 

Z czym jedzą neuromarketing w sieci

 

– możecie badać sieć powiązań między ludzkimi chorobami i sprawdzać, które z nich mają wspólne pochodzenie genetyczne (projekt diseasome)

 

image

Jak już wspominałam – ważny temat.

klu

Ola KluzekSieci społeczne na grafach – zwizualizuj swoje relacje
read more

Memy i media społecznościowe sprzed wieków – wszystko już było?

image

Prawdziwie niedzielny wpis dzięki uprzejmości jednego z moich ulubionych weekendowych serwisów: brainpickings.org. Myślicie, że wirtualne memy i media społecznościowe to domena 21 wieku? Niestety – aż tak kreatywni i nowatorscy nie jesteśmy, wszystko zostało już wymyślone przed nami. Kilka przykładów:

Twitter

W 1906 roku Félix Fénéon, artysta, anarchista i literacki przedsiębiorca opublikował w paryskim Le Matin 1220 trzylinijkowych mini reportaży opisujących współczesną mu rzeczywistość. Pisał o wszystkim – od drobnych lokalnych kradzieży po zamorskie katastrofy. Czy Felix nie zdaje się wam realizować ideę jednoosobowego twittera?

W zeszłym roku artystka Joanna Neborsky wydała przepiękną książkę z ilustracjami opisującymi te cudownie zwięzłe posty z początków zeszłego wieku:

image

image

image

image

image

Fajne, nie? Jeśli ktoś ma ochotę na więcej, Illustrated Three-Line Novels: Félix Fénéon jest oczywiście na Amazonie.

Facebook

Na długo zanim pojawił się fejs, była Republika Listów – rozbudowana i zawiła sieć intelektualistów i filozofów oświecenia, przekraczająca bariery państwowe i językowe. Członkami tej społeczności wolnomyślicieli byli między innymi Voltaire, Leibniz, Rousseau, Linnaeus, Franklin, Newton i Diderot – ludzie, którzy stanowili podwalinę rozwoju nauki i kultury.

W Stanford powstał niedawno fascynujący projekt mapowania Republiki Listów. Powstała wizualizacja korespondencji słynnych intelektualistów, ich powiązań i podróży pokazująca rozwój tej niesamowitej społeczności.

 

mapowanie Republiki Listów

 

Quora

W latach 90. siedemnastego stulecia w Londynie było publikowane czasopismo The Athenian Mercury, dostarczające swoim czytelnikom odpowiedzi na pytania związane z literaturą, religią, miłością i wszelkimi kwestiami, które jego twórcy uznali za ważne dla rozwoju intelektualnego i emocjonalnego ludzi. Każdy z chętnych subskrybentów pisma mógł także zadać nurtujące go pytanie i poprosić o pomoc w wyjaśnieniu praktycznie każdej kwestii. Autorami odpowiedzi byli członkowie Stowarzyszenia Ateńskiego – John Dunton i jego bliscy przyjaciele.

W zeszłym roku wydano książkę podsumowującą działalność Stowarzyszenia i prezentującą najciekawsze i najbardziej fascynujące problemy i odpowiedzi z całej historii czasopisma. Kilka przykładów można też znaleźć w sieci na stronie projektu The Athenian Mercury.  Polecam gorąco lekturę zebranych tam przykładowych pytań – czasem można się nieźle uśmiać, ale część z nich naprawdę nie straciła na aktualności.

Youtube i lolcats

Jeśli wydaje się wam, że fenomen śmiechkotów należy do naszego wieku – znów jesteście w błędzie. Praojcem kocich memów był Tomasz Edison, wynalazca kamery filmowej. Pierwszy koci klip powstał już w 1894 roku

 

boksujące koty Tomasza Edisona

 

Tomasz lubił boks, nie tylko w wykonaniu czworonogów. Prawdziwą perełką jest jego filmik prezentujący siostry Gordon naparzające się w rękawicach i sukienkach. Widać męskie fantazje nie zmieniły się tak bardzo przez wieki.

 

Boksujące siostry Gordon

 

Tumblr

image

Tomasz z Irlandii jest autorem najsłynniejszego florigerium na świecie, kompilacji tekstów mieszającej w piękny i zawiły sposób fragmenty pism różnych autorów dla lepszego zilustrowania wybranych tematów, tez i doktryn. Te pochodzące z 14 wieku mash-upy są pierwszym przykładem wszechobecnej teraz kultury remiksu.

No i co wy na to? Czy naprawdę wszystko już było?

klu

Ola KluzekMemy i media społecznościowe sprzed wieków – wszystko już było?
read more

Facebook timeline – twój własny wehikuł czasu

image

 

Jeśli chcecie już teraz zacząć bawić się w nowy profil facebookowy – po pierwsze musicie go sobie zainstalować. Polecam bardzo prostą instrukcję opisującą jak zainstalować timetable. A jak już sobie z tym poradzicie – zapraszam poniżej na krótki tour po waszym prywatnym wehikule czasu.

Pierwszy element to ustawienie okładki – wybieramy zdjęcie z własnego albumu, możemy też dorzucić fotę znajomego, na której zostaliśmy otagowani. Zdjęcie profilowe nadal pozostanie naszą wizytówką na przestrzeni całego serwisu, ale to okładka będzie pierwszym elementem, który stworzy odpowiedni klimat na naszym własnym profilu.

Poniżej okładki znajdują się elementy, które do tej pory można było znaleźć w zakładce ‘informacje’ plus kilka innych – międy innymi boksik ze znajomymi, wejście do albumów oraz listy ulubionych stron czy listę subskrybowanych profili.

 

image

 

Ale największa zabawa zaczyna się po kliknięciu guzika ‘view activity’ tuż pod nowo dodaną okładką. Przenosi nas to do widoku wszystkich naszych aktywności od dziś do początku naszej facebookowej obecności (jest to strona widoczna tylko dla nas, co uważam za bardzo sensowne – na pewno nie chciałabym wszystkich moich wpisów od razu publikować w wehikule). I tu możemy zaznaczyć, które z elementów trafią do naszego fejsowego pamiętniczka.

Przy każdym wpisie, jaki kiedykolwiek wrzuciliśmy sobie na ścianę znajdziemy do wyboru kilka opcji:

image

czyli – pozwól pokazać w wehikule, ukryj oraz wyeksponuj specjalnie (jest to opcja, która pokazuje cały wpis włącznie z komentarzami, które wygenerował na szerokość całej środkowej kolumny). Można te ustawienia potem zmienić już w ramach naszego wehikułu (bez wchodzenia w zakładkę aktywności i szukania go w spisie wszystkich naszych działań), wystarczy najechać myszką na wybrany wpis lub zdjęcie i pokażą się nam opcje eksponowania i chowania wybranej notki : image. Proste – prawda?

 

image

 

Oczywiście – w duchu ostatnich zmian możemy zdecydować, kto będzie mógł wybrany wpis oglądać – możemy wystawić go na widok publiczny, możemy też wybrać określoną grupę (np. znajomi lub rodzina) i tylko ona go wtedy zobaczy. I tak naprawdę to cała filozofia – wybierając odpowiednie ustawienie dla naszych wpisów tworzymy nasz timeline i naszą sieciową personę. Możemy skupić się na wyeksponowaniu kilku naszych ulubionych cech czy aktywności – jak Mark Zuckerberg pokazywał wczoraj na f8 i w ten sposób podkreślić co nas ekscytuje, co lubimy, co wspieramy.

 

image

image

 

Na początek na pewno ustawianie naszej historii zajmie sporo czasu – ale chyba warto. A przy każdym nowo dodanym wpisie możemy od razu decydować, jakie miejsce powinien zajmować w naszym sieciowym życiu.

Podoba się wam? Ja już złapałam bakcyla i wiem, że trochę czasu poświęcę na sprzątanie mojego nowego profilu – pewnie dorzucę kilka zdjęć, pewnie wywalę mnóstwo złogów z przeszłości. Przewiduję też, że w najbliższym czasie wzrośnie ilość czasu spędzanego przez użytkowników facebooka na ich profilach – każdy przecież będzie chciał się pokazać z najlepszej strony.

Ale najważniejsze pytanie teraz to jak ta zmiana wpłynie na nasze relacje w serwisie – czy będziemy chcieli żyć ze sobą jeszcze bliżej, czy będziemy więcej ze sobą rozmawiać i jakie dziwne sposoby wykorzystania wehikułu się w najbliższym czasie pojawią (bo na pewno tak się stanie, to w końcu internet).

Dajcie znać, co myślicie o nowym fejsie – hit czy kit?

klu

Ola KluzekFacebook timeline – twój własny wehikuł czasu
read more

Wideoblog Donalda Tuska: Jak tło może przyćmić bohatera

ScreenShot334

O tym, że w wiadomościach telewizyjnych to, co dzieje się w tle jest często ważniejsze od nudnego dziennikarza, który od lat ćwiczy się w nieprzerwanej nawijce, wiedzą dobrze tzw. “news raiderzy”.  To z wszystkich znanych mi przypadków mężczyźni, którzy wbijają się w kadr relacji telewizyjnych i tam stoją przykuwając uwagę widzów i czerpiąc z tego satysfakcję.

Lekcji z “news raiderów” nie wyciągnęli autorzy kanału PlatformaRP. To nieźle prowadzony od pół roku profil na YouTube PO. Oczywiście ostatnio uaktywnił się z okazji kampanii. Można w nim zobaczyć wyrzut byłego premiera Kazimierza Marcinkiewicza w stronę głównego rywala politycznego PO, ale przede wszystkim relacje z touru autobusowego premiera Tuska.

W dzisiejszym odcinku wideoblogu, realizatorzy postawili na naturalność i ciepło Donalda Tuska, który opowiada o wspaniałym śniadaniu urządzonym przez koło gospodyń wiejskich, jednak po chwili tracimy koncentrację, bo dużo ciekawsze jest to, co dzieje się z tyłu. Za ogromną szybą autobusu widać dramatyczną, wąską, pełną kolein, nierówną i do tego otoczoną pasami drzew drogę. Autobus zdaje się szerszy od pasa jezdni, ba zdaje się zajmować oba pasy. Zaczynamy przyglądać się kołyszącej głowie premiera i zastanawiać, czy na pewno bezpiecznie dojedzie do celu.

Niezamierzony efekt wideobloga Donalda Tuska

To w połączeniu z politycznymi kontrowersjami wokół jakości pracy ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka wystarczy, by zdominować komentarze pod wideo na YT oraz FB (oczywiście wyjąwszy szepty w stylu “premierze tak dalej”). A przecież nie o to chodziło. I chociaż tło wypowiedzi jest piękne, kontekst zrozumiały – premier w podróży dociera do każdego obywatela – to komizm i samokrytyka rządu chyba nie zamierzone.

Bartek CiszewskiWideoblog Donalda Tuska: Jak tło może przyćmić bohatera
read more

Jak Nike wyprzedza konkurencję w mediach społecznościowych

image

Mashable publikuje od pewnego czasu cykl o ‘społecznych markach’ – case study firm, które przodują  w wykorzystaniu mediów społecznościowych w swojej strategii komunikacji. Akurat pojawił się materiał o Nike, którego działania w SM doceniałam już od dawna.

Krótka historia

Nike pierwszy raz pojawił się w mediach cyfrowych w 1996 roku z okazji Olimpiady w Atlancie ze stroną Nike.com. W 2004 razem z Gawkerem odpalili blog ‘Art of Speed’, ale mocniejsze uderzenie przyszło dopiero dwa lata później, gdy we współpracy z Google uruchomili Joga.com – platformę społecznościową opartą o rozwiązania Orkuta. Strona była przeznaczona dla młodych obsesjonatów piłki nożnej i skupiała ponad milion ludzi na całym świecie.

Mniej więcej w tym samym czasie Nike pojawił się na MySpace (ich profil poświęcony piłce nożnej miał ponad 50 tys. fanów i był jednym z największych profili firmowych w serwisie) i YouTube. Od razu zrozumieli ludzką potrzebę dzielenia się znaleziskami w sieci – założyli jeden z pierwszych kanałów firmowych, a pamiętny filmik z Ronaldinho stał się jednym z pierwszych virali.

W 2009 roku byli już obecni na facebooku, QQ w Chinach, Mxit w RPA i VKontakte w Rosji. Dziś okołopiłkarskie działania Nike zebrały ponad 23 miliony fanów na świecie. Nike poczuł skąd wieje wiatr i od zeszłego roku zaczął wprowadzać więcej sportowych tematów do społeczności. Jesse Stollak, szef działu Global Digital Brand and Innovation  tłumaczy, że Nike rozpoczął agresywne działania w najważniejszych serwisach społecznościowych w różnych krajach na świecie i obecnie angażuje w nich ponad 50 milionów konsumentów.

Bieganie w grupie

Dwa lata temu powstał Nike+, społeczność biegaczy używających produktów firmy z linii ’+’. Strona pozwala śledzić swoje osiągnięcia sportowe i zdrowotne, porównywać z innymi jej użytkownikami i stawiać sobie i znajomym nowe cele i wyzwania.

Jesse Stollak: “Społeczność wspaniale się rozwija – obecnie mamy ponad 5 milionów użytkowników, stworzyliśmy dla nich specjalne produkty (apkę Nike+ GPS i zegarek sportowy GPS, które pozwalają zapisywać i dzielić się ulubionymi trasami do biegania – obecnie jest to największa baza tras do biegania na świecie), rozwinęliśmy mnóstwo nowych funkcjonalności – poprawione mapy, aplikację ‘cheer me on’, która pozwala znajomym na facebooku nawzajem się motywować w trakcie treningu.”

Ostatnio strona zaczęła mieć problemy wydajnościowe i spotyka się z krytyką jej użytkowników – ale Nike zapowiada już na 2012 rok odświeżenie całego mechanizmu, który ma działać sprawniej i szybciej niż zwykle, a przede wszystkim, ma dać jeszcze więcej społecznościowych przyjemności.

Geolokalizacja to podstawa

W 2010 firma wypuściła opartą o grę ‘Nike Grid’ (‘Sieć’) umiejscowioną w Londynie, która zmieniła miasto w ogromną planszę z porozrzucanymi punktami kontrolnymi, w których biegacze mogli się meldować.

Celem zabawy miało być nadanie bieganiu nowego kontekstu – bardziej angażującego i energetyzującego. ‘The Grid’ jest niezwykłym przykładem połączenia realnego sportowego wysiłku biegaczy z mediami cyfrowymi, które stworzyło zwartą społeczność. Uczestnicy przebiegli w trakcie 15 dniowej gry ponad 20 000 kilometrów, a na koniec urządzili imprezę pożegnalną.

Inspiruj młodych

Niedawno Nike wypuścił kampanię ‘Szansa’, której celem było danie możliwości dzieciakom z całego świata realizacji marzenia profesjonalnej karierze piłkarskiej. Poprzez media społecznościowe dzieci mogły brać udział w Akademii Nike organizowanej we współpracy z Premier League. Zwycięzcy dostali się na roczny program rozwoju talentu, w którym trenowali wspólnie i grali mecze z rezerwowymi zespołami Premier League.

Kampania trwała pół roku, zwycięzców wybrano w styczniu 2011. Doprowadziła do stworzenia ponad 17 tysięcy stron uczestników na facebooku, nakręcenia ponad 2 tysięcy klipów wideo oraz zdobycia ponad 5 milionów nowych fanów marki. Na samym YouTube materiały Nike zostały obejrzane ponad 3,4 mln razy. 

Pomagamy stać się lepszym

Nike we wszystkich swoich działaniach społecznościowych kieruje się jedną spójną misją. Stollak: “Jesteśmy tam, gdzie są nasi klienci. Zaczęliśmy od publikowania interesujących ich treści i docierania do nich z naszym przekazem. Teraz skupiamy się na pobudzaniu ich zaangażowania. Chcemy łączyć się i rozmawiać z atletami, inspirować i ułatwiać im pracę nad sobą. Wierzymy, że połączenie świata fizycznego i cyfrowego jest przyszłością i pozwoli nam na zmianę reguł gry”

klu

Ola KluzekJak Nike wyprzedza konkurencję w mediach społecznościowych
read more

Facebook f8 – timeline, ticker i open graph

image

Krótko i szybko, bo f8 ciągle trwa. Facebook się zmienia i to bardzo.

Po pierwsze: timeline, czyli zupełnie nowy sposób pokazania się światu:

 

Jednym słowem możemy pokazać światu pełną historię swojego życia, pokazać co nas kręci i czym się zajmujemy w zupełnie nowej formie graficznej (znów trochę mi się rzuca flipboard style). Timeline pozwala nam na bardzo dużo: wrzucamy na niego zdjęcia, filmy, najważniejsze posty i wydarzenia z naszego życia. Dorzucamy informacje z różnych aplikacji z których korzystamy i grupujemy je w czytelne bloki eksponujące nasze zainteresowania i aktywności.

Wygląda pięknie, ale jak na razie mam trochę wątpliwości. Już teraz cierpimy na syndrom overshare. Timeline pozwala na wejście z butami naprawdę głęboko w ludzkie życie. Niektórzy będą zadowoleni z pozycji na świeczniku, ale dla części z nas timeline może ujawniać za dużo informacji. Zoabczymy, jak łatwo będzie się go obsługiwało. Szybko, bo timeline od dziś jest dostępny do testów dla uczetników f8, a nam pokaże się za kilka tygodni.

Więcej znajdziecie na fejsowym blogu.

Po drugie: ticker, czyli komunikacja wagi lekkiej.

Tę zmianę już widać na naszych profilach:

image

Mały boksik w prawej kolumnie, w którym pojawią się wszystkie nasze fejsowe miniczynności – wrzucanie postów (w formie skrótowej informacji), co lubimy, co komentujemy, czym się dzielimy. Do tego dojdą, jak już wiedzieliśmy wcześniej, nowe czasowniki – co czytamy, oglądamy, czego słuchamy a co chcielibyśmy mieć.

Dzięki temu nasza ściana będzie zawierać tylko co bardziej mięsiste wątki. Co prawda na początku można dostać oczopląsu od zmieniających się bardzo szybko informacji, to jednak na dłuższą metę ta zmiana bardzo mi się podoba. Mniej śmiecia w feedzie, przez który trzeba się przebijać, żeby znaleźć ważniejsze posty, podgląd w czasie rzeczywistym na to co dzieje się u naszych znajomych (niezwykle uzależniające) i rzecz, którą Mark Zuckerberg podkreślał wielokrotnie, czyli realtime serepndipity – szczęśliwy traf w czasie rzeczywistym, który pozwala nam dzięki tickerowi odkryć czasem jakiś wyjątkowo świetny link, filmik, zdjęcie, które inaczej moglibyśmy przegapić.

Po trzecie: open graph, czyli zupełnie nowy poziom doświadczenia społecznościowego i nowa klasa aplikacji

Wprowadzenie Open Graph to najważniejsza zmiana na platformie facebookowej od czasu jej powstania. Ma łączyć ludzi w zupełnie nowy sposób i pozwalać na dzielenie się w czasie rzeczywistym wszystkim, co robimy. A co ważniejsze – umożliwia stworzenie zupełnie nowej klasy aplikacji.

Kilka firm już się za nie zabrało, między innymi Netflix, Spotify, Hulu, Rhapsody. Na czym ma polegać ta klasowa nowość? W gruncie rzeczy to bardzo proste, ale tez i nieźle imponujące rozwiązanie. Na przykład: jeśli dwoje twoich znajomych ogląda film w serwisie Netflix, będziesz mógł się do nich dołączyć w ramach aplikacji i na żywo, nie wychodząc z fejsa, delektować się możliwością wspólnego oglądania, komentowania i naciągania kolejnych znajomych do przyłączenia się. To samo będzie dotyczyło muzyki, newsów, aplikacji lifestylowych. Zobaczcie filmik – naprawdę robi wrażenie.

Pierwsze apki są już testowane na f8, mają się pokazać użytkownikom fejsca w ciągu kilku tygodni. Nie wiem, ile z nich i jak szybko dotrze do polskich użytkowników, ale już nie mogę się doczekać.

uff….

klu

Ola KluzekFacebook f8 – timeline, ticker i open graph
read more

Ile młodzi ludzie wysyłają SMS-ów? Więcej niż myślisz

Zgodnie z badaniem Pew Intenet, Amerykanie w wieku 18-24 lat wysyłają i odbierają 110 wiadomości tekstowych dziennie. Średnio!!! Średnia wśród użytkowników telefonów komórkowych to 42 SMS-y dziennie.

Wiadomo, to Ameryka, ale czy polskie firmy są gotowe, aby obsłużyć nowe pokolenie? W USA powstał właśnie ciekawy startup, który ma upowszechnić komunikację z klientami za pomocą SMS-ów.

TalkTo  udostępnia małym firmom platformę do wymiany SMS-ów, a jeśli restauracja czy fryzjer nie odpowiedzą odpowiednio szybko, tradycyjne call center TalkTo wykona telefon za klienta. A jak widać na załączonym obrazku, klienci coraz chętniej piszą niż rozmawiają Puszczam oczko

Zdjęcie: Alan Wilfahrt / flickr.com (CC BY-NC-SA 2.0)

Bartek CiszewskiIle młodzi ludzie wysyłają SMS-ów? Więcej niż myślisz
read more

Poranne newsy – Facebook wprowadza zmiany na ścianach, a Wall Street Journal wprowadza się na Facebooka

Niektórzy z was obudzą się dziś i zobaczą kolejne zmiany na fejsie (bo np antyweb czy socjomania już je oglądali z rana, a ja musiałam się przenieść na angielski, żeby to zobaczyć). Ściana podzielona na dwie części wg ich chronologii (‚topowe z ostatniego dnia’ i ‚najnowsze’), nie ma już możliwości przełączania na najpopularniejsze posty. W sumie spoko ruch – już od dawna przełączałam zakładki tylko w nudów.

Do tego nowa belka z prawej strony z jeszcze większą ilością informacji o tym, co porabiają wasi znajomi – co lubią, co komentują. Trochę głowa boli od tego nadmiaru informacji.

Oczywiście – w duchu społecznościowej tradycji fejsa – nikt wcześniej nam nie powiedział, że coś takiego się szykuje.

Dodając do tego subskrybcję oraz jeśli prawdą jest, że fejs planuje dodatkowo zwiększyć ilość guziczków-lubiczków o ‚watched, listened, read’ to przyznam szczerze zacznę tracić w tym orientację. A to przecież jeszcze nie koniec – plotek o zmianach, które mają zostać ogłoszone na f8 jest mnóstwo. Czy nie macie wrażenia, że to tempo jest trochę zabójcze i raczej nie budzi sympatii do twórców fejsa. Czytałam wczoraj o nowym hipsterskim projekcie antyfejsa, czyli unthink – serwisu, w którym to użytkownicy są właścicielami swojego profilu i treści na nim publikowanych. I o ile nie wierzę w sukces tego projektu, to ich promo brzmi boleśnie prawdziwie:

Z innej beczki, dla podniesienia nastroju – polecam bardzo fajną apkę Wall Street Journal, która pozwala nam na przeglądanie i czytanie ich treści w ramach naszego fejsowego profilu, flipboard style (co oczywiście nam bardzo leży).

http://mashable.com/2011/09/20/wsj-social-app-facebook/

Trochę można by to jeszcze dopracować w szczegółach i dopieścić graficznie, ale i tak mi się podoba. Mashable zapytało szefową cyfrowego wydania WSJ, Alice Bowen skąd pomysł i jej odpowiedź jest bardzo znacząca: WSJ chciał zrezygnować z traktowania swojej strony jako głównego węzła komunikacji ze swoimi użytkownikami i zamiast przyciągać ich do siebie, wyjść ze swoim kontentem do nich. Jestem bardzo ciekawa, jak to się przekłada na realne zyski wydawcy. Tak czy siak – polecamy,  szczególnie możliwość śledzenia treści polecanych przez redaktorów WSJ.

A wy co robicie w ten piękny poranek?

klu

Ola KluzekPoranne newsy – Facebook wprowadza zmiany na ścianach, a Wall Street Journal wprowadza się na Facebooka
read more

Badanie: Rośnie skłonność Polaków do ubezpieczania nieruchomości

Flooded house, Reading Road, Winnersh

Burze, podtopienia, huragany. To już kolejne lato, w którym Polacy doświadczają strat z powodu nieprzyjaznej pogody. Według statystyk zjawisko nasila się. W pierwszej połowie tego roku na całym świecie mieliśmy do czynienia z niespodziewaną liczbą naturalnych katastrof, które kosztowały setki miliardów dolarów. Wobec takiego nagromadzenia kosztownych nieszczęść warta odnotowania jest rosnąca skłonność Polaków do ubezpieczania nieruchomości.

 

Pod koniec sierpnia nad całą Polską przeszły kolejne nawałnice. Najbardziej ucierpiały województwa: wielkopolskie, opolskie, kujawsko-pomorskie, łódzkie i dolnośląskie. W Wielkopolsce straż interweniowała 450 razy, wichura wyrwała 200 drzew i zniszczyła 100 domów. Lokalne władze i firmy ubezpieczeniowe podliczają straty. W lipcu wichury w ciągu jednego dnia uszkodziły w Polsce ponad 1000 domostw. Naukowcy nie mają złudzeń – na całym świecie katastrofy naturalne są coraz częstsze i powodują coraz dotkliwsze straty materialne. Cieszyć może zatem fakt, że Polacy mają coraz większą świadomość konieczności ubezpieczania swojego majątku.

Mądry Polak przed szkodą

W badaniu przeprowadzonym na zlecenie Deutsche Bank PBC przez Instytut Homo Homini, na reprezentatywnej grupie dorosłych Polaków w połowie sierpnia, 12,6 proc. respondentów zadeklarowało, że w ostatnim roku ich skłonność do ubezpieczania swoich nieruchomości wzrosła. Spadek tej skłonności zadeklarowało jedynie 2,7 proc. badanych. Za deklaracjami idą czyny. Według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń w I kwartale 2011 roku wpłaciliśmy ubezpieczycielom o ok. 9 proc. więcej na ubezpieczenia pozakomunikacyjne (w których największą grupę stanowią te związane z ogniem i innymi żywiołami) niż przed rokiem.

– Wraz z rozwojem rynku kredytów hipotecznych regularnie rośnie liczba rodzin posiadających ubezpieczenie nieruchomości, które stanowi jedno z istotnych zabezpieczeń przy tego typu finansowaniu – zaznacza Łukasz Wietrzyński z Deutsche Bank PBC. – W ostatnich miesiącach możemy jednak zaobserwować wzrost zainteresowania ubezpieczeniami nieruchomości również po stronie osób, które nie mają takiego obowiązku. Na popularyzację ubezpieczeń jako takich na pewno ma wpływ również ich rosnąca dostępność, m.in. za pośrednictwem kanałów zdalnych jak internet – podkreśla.

Na czym polega ubezpieczenie nieruchomości

 

Aby w przypadku nieszczęśliwego zajścia, które zagrozi naszej nieruchomości, samemu nie ponosić kosztów naprawy, trzeba ją ubezpieczyć. Można to zrobić na trzy sposoby. Po pierwsze, ubezpieczyć samo mieszkanie. To podstawowa ochrona przed zdarzeniami, w wyniku których nieruchomość zostanie uszkodzona albo zniszczona. Zwykle chodzi tu o najbardziej dotkliwe straty dla właściciela: spalenie lub zalanie. Polisa może obejmować nie tylko samo mieszkanie, ale też piwnicę, garaż czy ogród. Po drugie, ubezpiecza się wyposażenie mieszkania: meble, sprzęt elektroniczny, ubrania, a także elementy wykończenia, jak glazura, parkiet, drzwi czy okna. Wreszcie po trzecie, ubezpieczenie nieruchomości może chronić przed odpowiedzialnością cywilną. Chodzi o takie nieprzewidziane wypadki, w wyniku których ucierpieli inni, najczęściej sąsiedzi. Jeśli zepsuta pralka zaleje rodzinę mieszkającą piętro niżej, ubezpieczyciel pokryje koszty naprawy szkód.

Oprócz przedmiotu jest też zakres ubezpieczenia. W tym punkcie umowy można wybrać, jakie zdarzenia ma pokrywać polisa: kradzież, pożar, wichury, ulewy, powodzie.

Jak wybrać odpowiednią polisę i zaoszczędzić na składkach

Bezpieczeństwo kosztuje. Dlatego warto odpowiednio dopasować umowę do swoich potrzeb. Sposobów na oszczędności jest sporo, ale nie można z nimi przesadzić, bo polisa przede wszystkim ma nas chronić przed nieszczęśliwymi wydarzeniami, a nie być jak najtańsza. Jak w przypadku każdej długoterminowej umowy, tak i w przypadku ubezpieczeniowej, warto negocjować.

Pierwszy krok to zestawienie kilku ofert różnych towarzystw. Można to zrobić odwiedzając kolejno witryny internetowe każdego z nich, albo korzystając z wyspecjalizowanych serwisów. Nie tylko pozwoli to wybrać najtańszą ofertę, ale też da argumenty w negocjacjach szczegółów umowy ubezpieczeniowej. Znając mocne strony oferty z towarzystw łatwiej będzie przekonać przedstawicieli jednego z nich.

Aby zaoszczędzić na składce, można samemu określić, jakie mienie ma być chronione w ramach tzw. „pierwszego ryzyka”. Co to oznacza? Indywidualnie określamy, co może zostać skradzione z mieszkania. Nikt raczej nie wyniesie nam szafy wnękowej, ale laptopa, telewizor albo biżuterię jak najbardziej. Te przedmioty możesz zabezpieczyć przed kradzieżą. Wszystkie pozostałe – przed takimi zdarzeniami jak np. pożar. Warto też sprawdzić, czy z polisy można wyłączyć zdarzenia, które uznamy za mało prawdopodobne, np. powódź, jeśli nieruchomość znajduje się na wzniesieniu z dala od rzeki i terenów zalewowych.

Innym sposobem na obniżenie składki jest inwestycja w dodatkowe zabezpieczenia, które lepiej będą chronić dom przed włamaniem czy pożarem. Jeśli drzwi posiadają certyfikat, można liczyć nawet na kilkunastoprocentową zniżkę. Podobnie w przypadku rolet czy krat w oknach. Bardziej wyszukanym sposobem zabezpieczeń są systemy antypożarowe, częściej spotykane w biurach, ale obecnie też coraz bardziej popularne w mieszkaniach prywatnych.

Kolejnym sposobem na oszczędność jest opłacenie składki z góry za cały okres (najczęściej rok). W takim przypadku można otrzymać znaczący upust, sięgający nawet kilkunastu procent. Wreszcie polisę na nieruchomość można wykupić w pakiecie z innym ubezpieczeniem, np. samochodu.

Do wyboru polisy ubezpieczeniowej mogą przekonać też dodatkowe usługi, np. pakiet home assistance, który zapewni ci natychmiastową pomoc np. w organizacji i pokryciu kosztów interwencji fachowców (ślusarz, hydraulik, szklarz itp.), a także pokrycie kosztów natychmiastowego powrotu do domu z podróży w razie wystąpienia szkody. W przypadku choroby, w ramach pakietu można liczyć na dostarczenie do domu artykułów spożywczych i higienicznych czy organizację opieki nad dziećmi lub osobą niepełnosprawną, pozostającą pod opieką ubezpieczonego. A także opiekę nad domowymi zwierzętami.

Dla zabieganych – polisa sprzed komputera

Negocjacje i szczegółowa personalizacja oferty to rozwiązanie dla tych, którzy mają czas. Zapracowani, ceniący wygodę i szybkość Polacy coraz chętniej robią zakupy przez internet. Można w ten sposób nabyć też ubezpieczenie nieruchomości. Jedną z opcji jest wizyta bezpośrednio na stronie towarzystwa ubezpieczeniowego. Równie szybko, ale porównując też kilka ofert, można kupić polisę za pośrednictwem popularnych w internecie porównywarek, jak np. ipolisa.pl albo TotalMoney.pl, czy marketów bankowych jak np. db Market Ubezpieczeniowy Deutsche Bank PBC.. Szybka, kilkuminutowa decyzja, często w oparciu o rekomendacje systemowe, w razie nieszczęścia może uchronić przed finansową katastrofą.

Dom czy mieszkanie są dla większości z nas najważniejszą własnością, na którą pracujemy przez lata, czasem przez kilka pokoleń. Codzienne informacje o nieszczęściach i zniszczeniach w wyniku burz, pożarów czy powodzi, uświadamiają nam, jak łatwo w jedną chwilę można stracić dobytek życia. Nic dziwnego, że Polacy coraz chętniej rozważają poniesienie dodatkowego kosztu polisy, która nie tylko może zabezpieczyć przed tego typu zdarzeniami, ale też sprawić, że drobne niedogodności staną się mniej uciążliwe.

fotografia: Flooded house, Reading Road, Winnersh (Andrew Smith) / CC BY-SA 2.0
Bartek CiszewskiBadanie: Rośnie skłonność Polaków do ubezpieczania nieruchomości
read more

Businessweek Polska: Witamy znowu tytuł od lat obecny w naszych RSS-ach

image

Jako fani Flipboarda i prasy elektronicznej rzadko sięgamy po papierowe magazyny. Ale ten chętnie wypróbujemy. Wielki comeback po sześciu latach! Mamy nadzieję, że dużo będzie lokalnych tekstów, a mniej tłumaczeń, których potrzebuje coraz mniej czytelników…

Bartek CiszewskiBusinessweek Polska: Witamy znowu tytuł od lat obecny w naszych RSS-ach
read more