Kwiecień 2011

Case study: Jak stworzyć informację prasową, która jest naprawdę ciekawa

PEER 1 to renomowana amerykańska firma hostingowa. Na jej serwerach pracują takie serwisy, jak platforma blogowa WordPress.com czy randkowy gigant Plenty of Fish.

Jak każda szanująca się spółka IT w Ameryce, PEER 1 prowadzi blog. Wpisy na nim nie pojawiają się zbyt często, ostatni udał się. Ciekawa infografika pojawiła się w wielu mediach, a na naszego iPada trafiła za pośrednictwem readwriteweb.com.

Wykorzystanie infografik dla PR jest coraz popularniejsze w USA. Redakcje często nie mogą sobie pozwolić na tak czasochłonne materiały, ale zdają sobie sprawę, że bardzo przykuwają uwagę.

Będziemy się blisko przyglądać temu trendowi.

Bartek CiszewskiCase study: Jak stworzyć informację prasową, która jest naprawdę ciekawa
read more

Skąd wziąć gotówkę na wyjątkowe okazje?

Znajomy znajomego sprzedaje mieszkanie za pół darmo? Na rynku pojawił się nowy fundusz inwestycyjny, który twoim zdaniem da dwucyfrowe zyski? Chcesz skorzystać z wyjątkowej okazji , ale nie masz wolnej gotówki, bo wszystkie swoje oszczędności odłożyłeś na lokatach i w funduszach inwestycyjnych? Możesz wziąć kredyt pod ich zastaw.

Każda złotówka trzymana niepotrzebnie w portfelu lub na koncie bieżącym to strata potencjalnych zysków. Dlatego osoby, które świadomie zarządzają swoimi finansami, zwykle nie dysponują nadwyżką wolnych środków. – Nieinwestowane środki nie tylko nie zyskują, ale wręcz tracą na wartości – zauważa Karol Wilczko, ekspert porównywarki finansowej Comperia.pl. – Niestety, coraz szybciej, bo inflacja w Polsce gwałtownie przyspiesza – dodaje.

Przedstawiciele banków ankietowani przez Pentor i Związek Banków Polskich przewidują, że na koniec 2011 roku inflacja wyniesie 4,17 proc. licząc rok do roku. W tej sytuacji klienci będą szukać bardziej dochodowych inwestycji. Aby skutecznie zabezpieczyć się przed inflacją wskazany jest wybór produktów, które oferują zwrot powyżej jej poziomu.

Taki efekt można osiągnąć na przykład przenosząc środki z kont oszczędnościowych i krótkoterminowych lokat do potencjalnie bardziej dochodowych, długoterminowych produktów. – Inwestując na okres kilku lat i odpowiednio dywersyfikując portfel możemy osiągnąć zyski wyższe od inflacji, przy niewielkim ryzyku – ocenia Karol Wilczko. – Trzeba pamiętać, że takie posunięcie ma jednak swoje złe strony: inwestując długoterminowo tracimy bieżący dostęp do gotówki – dodaje.

Co taki aktywny inwestor może zrobić w sytuacji, gdy na rynku pojawi się wyjątkowa okazja inwestycyjna, albo gdy pieniądze będą potrzebne na niespodziewany wydatek?

Weź kredyt pod zastaw inwestycji

Są dwa wyjścia. Można zakończyć część bieżących inwestycji, co może wiązać się ze stratą zysków. Dlatego zazwyczaj w takiej sytuacji wybieramy drugie rozwiązanie: staramy się pożyczyć pieniądze. Jednak pozyskiwanie taniego kredytu może być czasochłonne. Obciążenie nieruchomości najczęściej nie jest możliwe, bo aktywny inwestor zazwyczaj ma już kredyt hipoteczny. Z kolei kredyty bez zabezpieczeń są stosunkowo drogie i gra może nie być warta świeczki.

Osoby, które aktywnie zarządzają swoimi oszczędnościami, mogą skorzystać z jeszcze jednego rozwiązania: wziąć kredyt pod aktywa. Taką pożyczkę ma już w Polsce osiem banków: Alior Bank, Deutsche Bank PBC, BNP Paribas Fortis, Bank BPH, Kredyt Bank, Invest Bank, Nordea Bank lub PKO BP. W każdym z nich dostaniemy pieniądze na dowolny cel.

kredyty-pod-aktywa-zestawienie

Ponieważ zabezpieczeniem kredytu jest już posiadany przez klienta majątek, banki nie muszą badać jego zdolności kredytowej, co znacznie skraca procedurę przyznawania pożyczki. Zamiast tego, wezmą pod lupę strukturę portfela, który zastawiamy.

W przypadku produktów oszczędnościowych, jak np. lokata, rachunek jest prosty. Dla przykładu w Deutsche Bank PBC pod zastaw 50 tys. zł możemy liczyć na dokładnie tyle samo kredytu. Inaczej jest przy produktach inwestycyjnych, w których występuje potencjalne ryzyko straty. Jeśli chcemy zabezpieczyć kredyt jednostkami funduszy inwestycyjnych albo akcjami spółek GPW, możemy liczyć na finansowanie od 40 do 90 proc. ich wartości. Warto zaznaczyć, że możliwa jest również pożyczka w walucie.

– Jedną z większych zalet naszego rozwiązania jest duży wybór aktywów, które mogą stanowić zabezpieczenie oraz szybki dostęp do gotówki, bez konieczności przedstawiania zaświadczeń o dochodach – tłumaczy Agnieszka Pałasz-Jurczak z Deutsche Bank PBC.

Poniżej przedstawiamy dwie symulacje, które na podstawie historycznych wyników dwóch funduszy inwestycyjnych pokazują, jak umiejętnie można wykorzystać kredyt pod aktywa do zwiększenia zysków.

Sytuacja I: Wykorzystanie kredytu pod aktywa do zwiększenia inwestycji

Klient A ponad rok temu, 9 lutego 2010 roku posiadał jednostki Funduszu UniStabilny Wzrost o wartości 100 tys. zł. W ciągu roku wartość tej inwestycji wzrosła o 15 proc., więc po odliczeniu opłat i podatku, klient zarobił na inwestycji 11 651 zł.

Klient B tego samego dnia dysponował dokładnie tą samą liczbą jednostek tego samego funduszu. Jednak zdecydował się dokupić ich jeszcze więcej, biorąc kredyt zabezpieczony właśnie swoimi aktywami. W Deutsche Bank PBC w przypadku Funduszu UniStabilny Wzrost mógł liczyć na kredyt do 70 proc. wartości zabezpieczenia. Wnioskował więc o 69 tys. zł, za które kupił kolejne jednostki tego samego funduszu.

kredyty-pod-aktywa-na-kolejna-inwestycje

Pożyczka na rok (odsetki oraz prowizja) kosztowała Klienta B w sumie 6 520 zł 20 gr. Jednak dodatkowe środki wypracowały w tym czasie (uwzględniając opłaty i podatek) aż 9 744 zł 54 gr. Dzięki kredytowi pod aktywa Klient B zarobił „na czysto” 3224 zł 7 groszy.

Sytuacja II: Wykorzystanie kredytu pod aktywa do „ratowania” inwestycji

Klient A miał jednostki Funduszu DWS Top 25 Małych i Średnich Spółek warte 100 tys. zł. Jednak 9 lutego 2010 roku zmuszony został wycofać połowę inwestycji, by pokryć koszty gruntownego remontu mieszkania.

W ciągu roku fundusz zyskał 20 proc. na wartości. W rezultacie zainwestowane przez Klienta A 50 tys. zł wypracowało zysk netto (po odjęciu opłat i podatku) w wysokości 8 123 zł 86 gr.

Klient B znalazł się w podobnej sytuacji, jednak zamiast wycofać inwestycje, zdecydował się pokryć wydatek na remont z kredytu zabezpieczonego jednostkami funduszu. W Deutsche Bank PBC pod zastaw Funduszu DWS Top 25 Małych i Średnich Spółek mógł wnioskować o pożyczkę do 60 proc. wartości aktywów. Potrzebował 50 tys.

kredyt-pod-aktywa-na-wydatki-konsumpcyjne

Po roku zrealizował zyski i spłacił kredyt, który kosztował go 4725 zł. Jednak dzięki utrzymaniu pełnej kwoty inwestycji zarobił dwa razy więcej niż Klient A, czyli po uwzględnieniu opłat i podatków 16 247 zł 73 gr. „Na rękę”, odliczając koszty kredytu, zyskał więc na uratowanej inwestycji 11 522 zł 73 gr.

– Biorąc pożyczkę pod inwestycje trzeba pamiętać, że zakładany przez nas zysk musi być większy niż koszt kredytu – podkreśla Agnieszka Pałasz-Jurczak. – Dlatego tego rodzaju „dźwignię finansową” opłaca się zastosować tylko w przypadku prawdziwych okazji.

Co nią jest? Na to pytanie każdy inwestor musi odpowiedzieć sobie sam.

Bartek CiszewskiSkąd wziąć gotówkę na wyjątkowe okazje?
read more

Polscy wydawcy chcą się zamykać: Czy patrzą na doświadczenia innych?

Kolejny polski tytuł wprowadził do AppStore płatną wersję wydania na iPada. Za roczną prenumeratę „Rzeczpospolitej” na tablecie zapłacimy 909 zł 75 groszy. Za tradycyjną – 1064 złote. Ogromna suma, jeśli przyłożymy ją do innych abonamentów w internecie. Dla przykładu za dostęp HD do całego sezonu najlepszej ligi koszykówki na świecie – NBA trzeba zapłacić około 450 zł.

Tablety są nadzieją dla wydawców, którym udostępnianie swoich treści za darmo w przeglądarkach zwyczajnie się nie opłaca. A sprzedaż papieru spada. Wielu wydawców mediów jest zdesperowanych do tego stopnia, że zamykają treść, chociaż ich infrastruktura nie jest jeszcze do tego gotowa. W marcu na taki ruch zdecydował się „Przekrój„.  Wydawca obniżył cenę wydania tradycyjnego, zaczął promować wersję na iPada jako główny kanał dostępu do treści. Jednocześnie teksty z tygodnika przestały być dostępne za darmo na stronie www.przekroj.pl, a w ich miejsce pojawił się czerwony sześcian.

Polscy wydawcy mają ten przywilej,  że mogą dowolnie „benchmarkować się” do zachodnich. Ponad dwa tygodnie temu za paywallem schował się „New York Times”. Użytkownicy, którzy chcieliby przeczytać więcej niż 20 artykułów miesięcznie, muszą zapłacić od 15 do 35 dolarów za cztery tygodnie.

Zgodnie z danymi Experian Hitwise liczba wizyt na nyt.com spadła o od 5 do 15 proc.

Jak można się domyślić, liczba odsłon spadła dużo bardziej:

Trzeba też pamiętać, że to wyniki z pierwszych dwóch tygodni, w których trwała (wciąż obowiązująca) promocja: pierwsze cztery tygodnie za 99 centów!

Jak widać rynek treści w formie elektronicznej jest bardzo konkurencyjny. Wciąż zbyt wiele jest nowych, małych firm i indywidualnych osób, którym opłaca  się rozdawać je za darmo (tak jak nam pisząc tego bloga).

Jeśli „choroba Murdocha” zarazi większą liczbę wydawców, naszym zdaniem wygrają ci, którzy pozostaną otwarci i zgarną pozostawiony przez zamykających się kawałek tortu. Na razie konkurencja żeruje na pustce, którą pozostawił nyt.com (i w mniejszym stopniu mało popularny w internecie przekroj.pl).

Bartek CiszewskiPolscy wydawcy chcą się zamykać: Czy patrzą na doświadczenia innych?
read more

Projekty: Forsal.pl dla Infor Biznes, czyli serwis finansowy z charakterem

W sierpniu 2009 zarząd spółki Infor Biznes, wydawcy „Gazety Prawnej” (później „Dziennika Gazety Prawnej”), zlecił nam zadanie przygotowania strategii dla serwisu finansowego Forsal.pl oraz doradztwa przy jej wdrażaniu.

Uruchomiony w październiku 2008 roku Forsal.pl wspierany łososiowym grzbietem „Gazety Prawnej” miał konkurować na intratnym, ale trudnym rynku serwisów o tematyce finansowej.

Jednak jak wskazują ogólnodostępne (szacunkowe) statystyki Alexa.com, dynamika wzrostu oglądalności serwisu przed końcem 2009 roku nie była zadowalająca.

W październiku 2009 przeprowadziliśmy re-launch serwisu. Postanowiliśmy uprościć strukturę serwisu, lepiej wyeksponować treści redakcyjne pochodzące z prestiżowych źródeł:  Forsal.pl,  czyli łososiowych stron „Gazety Prawnej”, brytyjskiego dziennika „Financial Times” oraz agencji Bloomberg. Jednocześnie zmieniliśmy logo i kolorystykę serwisu:

W strategii działań redakcyjnych postawiliśmy na staranne wydawanie interaktywnej strony artykułowej – najważniejszej strony w serwisie, na którą trafiają nowi czytelnicy wyszukujący ekskluzywne treści redakcyjne w wyszukiwarkach lub trafiający na nie w serwisach społecznościowych (takich jak Wykop.pl):

Forsal.pl jako jeden z pierwszych serwisów finansowych rozpoczął aktywną promocje swojego fanpage’a na Facebooku (efekt spotęgowany poprzez wspólne akcje promocyjne ze start-upem – eInwestor – pierwszą grą giełdową na polskim FB).

Udało się. Serwis zaczął dynamicznie rosnąć (w sposób organiczny, bez wydatków na promocję, co jest normą wśród konkurencyjnych serwisów). W ciągu roku więcej niż podwoił swoją oglądalność.

Na tym nie koniec. Serwis cieszy się świetną opinią wśród reklamodawców. Firmy z branży finansowej często rozważają kampanie dedykowane w trzech domenach: Money.pl, Bankier.pl oraz Forsal.pl. Chociaż wciąż wielokrotnie mniejszy od konkurencji, której tradycja sięga początków polskiego internetu, Forsal przyciąga konsekwencją w tematyce (tylko i wyłącznie gospodarka) i unikalnymi treściami.

W styczniu 2011 r. serwis forsal.pl odnotował 325 904 unikalnych użytkowników. (Dane wg PBI/Gemius Megapanel, styczeń 2011)

Bartek CiszewskiProjekty: Forsal.pl dla Infor Biznes, czyli serwis finansowy z charakterem
read more

Raport DB Research: Drożejąca żywność to nie tylko spekulacje

To nie spekulanci są odpowiedzialni za drożejącą żywność – przekonują eksperci Deutsche Bank Research. Chociaż krótkoterminowy handel opcjami towarowymi przyczynia się do silnych wahań cen, to za trend wzrostowy odpowiedzialne są trwałe zmiany podaży i popytu na żywność. Wbrew pozorom rekordowe notowania zbóż nie przekładają się automatycznie na koszt codziennych zakupów w sklepach. W krajach uprzemysłowionych (w tym Polsce), ceny żywności pozostają względnie stabilne. Wyjątkowo dotkliwie ich wzrost odczuwają mieszkańcy krajów rozwijających się.

W Polsce wg danych GUS ceny żywności wzrosły w ubiegłym roku o prawie 5 proc. Minister Sawicki zapewnia, że poziom ten zostanie utrzymany do końca 2011 roku i ceny bardziej nie urosną. Wskaźnik może się wydawać wysoki, ale jak wynika z danych Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa w tym samym czasie ceny pszenicy na świecie wzrosły o 74 proc. a kukurydzy aż o 87 proc. Dlaczego?

Ceny rosną wraz z apetytem ludzkości

Wbrew temu, co głosi wielu publicystów, za ceny żywności nie są odpowiedzialni spekulanci. „Chociaż rozwój rynku instrumentów pochodnych i chaos informacyjny przyczyniają się do dużych wahań kursów towarów, to prawdziwe przyczyny są strukturalne”, czytamy w raporcie Deutsche Bank Research.

indeks-cen-zywnosci_1024

Jest ich kilka. Rosnący popyt związany z większą liczbą ludzi na świecie, rozwój gospodarczy biedniejszych państw i zmiana zwyczajów żywieniowych oraz rosnąca produkcja biopaliw. Na ostatnią przyczynę mają wpływ nie tylko subsydia rządów promujących źródła energii odnawialnej, ale też rekordowe ceny tradycyjnych paliw kopalnych: ropy i węgla. Ten z kolei napędzany jest także przez wzrost popytu na jedzenie. Sektor produkcji żywności zużywa od 10 do 15 proc. energii w krajach uprzemysłowionych (nawozy, transport, suszenie plonów, podgrzewanie cieplarni czy schronień dla zwierząt, paliwo do maszyn rolniczych), a także podnosi cenę na końcu łańcucha wartości (chłodnie, gotowanie). Koło się zamyka.

Na wzrost cen zbóż ma też wpływ coraz większe spożycie mięsa, m.in. w bogacących się Chinach. Dla przykładu, aby wyhodować zwierzęta, które będą w stanie wykarmić jedną osobę przez rok, potrzebnych jest ponad 900 kg zboża. Gdyby ta sama osoba spożywała bezpośrednio produkty roślinne, potrzebowałaby zaledwie ponad 180 kg zbóż.

Co więcej, hodowla zwierząt zapewniających tę samą liczbę kalorii co produkty rolne wymaga od 5 do 10 razy większej powierzchni ziemi, a także 8-10 razy większego zużycia wody – coraz droższego i rzadszego zasobu.

Zmiany klimatu i anomalie pogodowe destabilizują rynek

W 2010 roku i na początku 2011 w kilku miejscach na świecie doszło do wyjątkowych zjawisk pogodowych. Susza latem w Rosji i później w Argentynie oraz ulewne deszcze i powodzie w Kanadzie i Australii na początku 2011 roku przyczyniły się do niższych plonów. Do tego w 2010 roku w tropikalnych regionach Pacyfiku pojawiło się nowe zjawisko zwane La Nina. Chodzi o nadzwyczaj silne wiatry pasatowe, które powodują bardziej mroźne zimy na zachodniej półkuli oraz susze w Ameryce Łacińskiej i południowych regionach USA.

Krótkowzroczna polityka rządów

W odpowiedzi na kataklizmy i problemy z rosnącymi cenami rządy sięgnęły po najprostsze rozwiązanie:  narzuciły ograniczenia na eksport żywności. Tego lata na taki krok zdecydowały się Rosja i Ukraina. Wcześniej mniejsze lub większe ograniczenia eksportu wprowadziło około 30 państw. Chociaż przynosi to krótkoterminowe korzyści, to w długim okresie – przestrzegają eksperci Detusche Bank Research. Załamanie się światowego handlu produktami rolnymi zmniejsza efektywność produkcji, a także odbiera rolnikom pozbawionym możliwości eksportu dodatkowy bodziec do zwiększenia produkcji.

Do inflacji cen żywności przyczynił się też spadek wartości dolara – głównej waluty, w której notowane są ceny towarów żywnościowych. Dolar traci na wartości z powodu kłopotów Stanów Zjednoczonych z wyjściem z recesji i rosnącym gwałtownie długiem publicznym. W rezultacie ceny wszystkich towarów, których wartość określana jest w USD, znalazły się pod inflacyjną presją.

Do czego doprowadzą rosnące ceny

Czy ceny na giełdach mają przełożenie na te w sklepach? Zdaniem ekonomistów Deutsche Bank Research są i będą ważnym czynnikiem inflacyjnym w krajach rozwijających się, w których konsumenci wydają ponad połowę przychodów na jedzenie. Ich wpływ na ceny w sklepach w krajach OECD, gdzie konsumuje się więcej żywności przetworzonej, powinien być ograniczony.

Dla przykładu w Stanach Zjednoczonych, gdzie żywność stanowi zaledwie 20-25 proc. średnich wydatków mieszkańców (w Polsce spadł w ostatnich latach poniżej 25 proc.). Obywatele biedniejszych krajów, którzy wydają na żywność proporcjonalnie dużo więcej, nawet 70-80 proc., bardzo odczuli zwyżkę cen w ostatnich latach. Szacuje się, że w 2010 roku zapłacili o 20 proc. więcej za jedzenie niż w 2009 roku. W tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych ceny żywności wzrosły zaledwie o 1,5 proc. W krajach OECD drożejące jedzenie przyczyniło się do wzrostu inflacji w 2009 zaledwie o 0,3 punktów procentowych.

Co można zrobić, by poprawić sytuację?

Nieurodzaj spowodowany anomaliami pogodowymi, polityką (np. zakazem eksportu), cenami ropy i kursami walut bez wątpienia mają wpływ na ceny żywności w krótkim okresie. Jednak rola spekulacji rynkowych nie jest jasna. Prawdopodobnie nie jest tak duża jak wahania podaży i popytu, ale może zwiększać amplitudę zmian cen. Zdaniem Deutsche Bank Research rządy mogłyby rozważyć rozwiązania prowadzące do większej przejrzystości transakcji oraz lepszej regulacji rynku instrumentów pochodnych. Jednak te działania raczej nie doprowadzą do spadku cen, a jedynie do ograniczenia wahań.

Ceny żywności powinny zacząć spadać jeszcze w 2011 roku, jednak do końca dekady pozostaną na wysokim poziomie. Szczególnie napięta sytuacja panuje na rynku kukurydzy i soi. Jeśli unikniemy w najbliższym czasie zakłóceń pogodowych powinna potanieć pszenica. W przyszłości wahania cen będą coraz częstsze głównie ze względu na zmiany klimatyczne i gwałtowne zjawiska pogodowe. Ich wzrostowi można zapobiec poprzez zrównoważony wzrost podaży, szczególnie przez wzrost plonów drobnych rolników w krajach rozwijających się – czytamy w raporcie Deutsche Bank Research.

Pełna treść raportu dostępna na stronach internetowych Deutsche Bank Research.

Bartek CiszewskiRaport DB Research: Drożejąca żywność to nie tylko spekulacje
read more

Facebook: Kiedy i jak zamieszczać wpisy na firmowym fanpejdżu?

Analiza i optymalizacja liczby „lajków” w poście staje się jednym z głównych pól badań marketingowców. W styczniu, podczas ostatniej Rewolucji w finansach mieliśmy okazję obejrzeć błyskotliwą  prezentację badania jakościowego najpopularniejszych profili polskich banków panów z MTResearch:
[slideshare id=6652404&doc=mtresearchlubito-ointeraktywnocibankwnafacebookuwgrudniu2010r-t-gackowskiim-aczyski-110121075954-phpapp01]
Amerykanie są jeszcze bardziej do przodu. Tamtejsza firma Buddy Media przebadała współczynniki zaangażowania ponad 200 klientów, którym prowadzą profile.  Jak się okazało, 60 proc. firm publikuje swoje wpisy w godzinach pracy. Tymczasem sumienni Amerykanie wolą korzystać  z FB w wolnym czasie. Co więcej, najaktywniej wchodzą w interakcję z profilami firmowymi w… czwartki i piątki (aż o 18 proc. częściej niż w inne dni).

Podobnie jak MTResearch w Polsce, Buddy Media doszli do wniosku, że krótkie wpisy działają lepiej:

 

Na trop badania wpadliśmy za pośrednictwem eMarketera, co tłumaczy fatalną jakość obrazka 🙂

Bartek CiszewskiFacebook: Kiedy i jak zamieszczać wpisy na firmowym fanpejdżu?
read more

Raport: Emerytalny problem rozlewa się po świecie

Sejm i Senat już zgodziły się na zmiany w OFE. Reforma systemu emerytalnego, która przykuwa uwagę mediów i opinii publicznej od wielu miesięcy, wydaje się więc być przesądzona. Zmiany mają uchronić nasz system przez załamaniem – przekonuje Premier. Podobne problemy stają przed prawie każdym współczesnym rządem. Niesprawne systemy emerytalne mogą bowiem być przyczyną kolejnej fali uderzeniowej dla gospodarek poszczególnych krajów.

– Kryzys gospodarczy wystawił systemy emerytalne na historyczną próbę – piszą w specjalnym raporcie eksperci Deutsche Bank Research. – Własne, prywatne zabezpieczenie jest kluczowe dla utrzymania odpowiedniego standardu życia, zwłaszcza w starzejących się społeczeństwach – dodają.

Sformułowanie „reforma systemu emerytalnego” nie schodzi z czołowych stron gazet na całym świecie. Zmienia się tylko nazwa kraju. Polska jest jedną ze scen gdzie rozgrywa się podobny scenariusz. Spowolnienie gospodarcze w ostatnich latach z dnia na dzień ścięło przychody budżetowe rządów. Koszty pozostały te same, a jednym z głównych obciążeń są emerytury.

Kilka europejskich rządów, aby ratować finanse państwa zdecydowało się podnieść wiek emerytalny. Pod koniec ubiegłego roku na taki krok, mimo protestów związków zawodowych, zdecydował się prezydent Francji Nicolas Sarkozy. Podpisał ustawę podnoszącą minimalny wiek emerytalny z 60 do 62 lat. Natomiast z pełnych przywilejów emerytalnych mogą korzystać tylko Francuzi i Francuzki powyżej 67. roku (wcześniej 65). W styczniu do takiej samej zmiany został zmuszony lewicowy rząd Hiszpanii.

wydatki-emerytalne-jako-odetek-pkb_514_01

W tym samym miesiącu na Węgrzech zlikwidowano obowiązkowy prywatny filar emerytalny. Rząd postawił obywatelom ultimatum: albo przeniosą swoje oszczędności z wprowadzonych w 1998 roku prywatnych funduszy do centralnego systemu, albo będą musieli liczyć się z możliwością utraty państwowej emerytury. Zdecydowana większość Węgrów podporządkowała się decyzji rządu, za co premier Viktor Orban oficjalnie im podziękował. Nacjonalizacja prywatnego sektora emerytalnego to ewenement na skalę europejską. Dwa lata temu prekursorem takiego rozwiązania była Argentyna. Rząd Węgier podkreśla, że transfer 11 mld euro do państwowej kasy pozwoli na redukcję długu publicznego sięgającego 90 proc. PKB.

W ostatnich dniach Międzynarodowy Fundusz Walutowy radzi Słowenii by „pilnie zrestrukturyzowała system emerytalny”. Zdaniem MFW obciążenia, jakie generuje obecnie system są zagrożeniem dla wypłacalności niewielkiego dwumilionowego kraju. Pod koniec zeszłego roku słoweński parlament zatwierdził projekt reform zakładający m.in. podwyższenie wieku emerytalnego do 65 lat. Jednak zmiany będą poprzedzone referendum.

Na Ukrainie prezydent Wiktor Janukowycz stwierdził, że proponowany projekt zakładający m.in. podniesienie wieku emerytalnego kobiet z 55 do 60 lat, nie jest jeszcze wystarczająco gotowy, by mógł zająć się nim parlament.

Do gruntownej reformy systemu emerytalnego wprowadzonego w latach 1950. przygotowuje się rząd Wielkiej Brytanii. Do restrukturyzacji systemów emerytalnych zmuszone są lokalne władze USA. Protesty związane ze zmianami w systemach emerytalnych już mają miejsce na Florydzie. W New Jersey pracownicy masowo odchodzą na wcześniejszą emeryturę, by uniknąć niekorzystnych zmian, które mogły zmniejszyć ich przyszłe emerytury.

Z reformą będzie musiał się zmierzyć także rząd w Pekinie. Jak pokazuje najnowszy sondaż serwisu internetowego people.com.cn (witryny rządowego dziennika „People’s Daily), wobec rosnącej inflacji i cen mieszkań, aż 95 proc. ankietowanych twierdzi, że system wymaga zmiany.

Koniec emerytalnego konsensusu


Przed kryzysem finansowym, wśród ekonomistów i polityków na świecie dominowało przekonanie, że najlepszy system ubezpieczeń społecznych to mieszanka modelu redystrybutywnego (nazywanego z angielskiego pay-as-you-go, w skrócie PAYG) oraz finansowanego z rezerw kapitałowych (z ang. fully-funded). Takie rozwiązania stosuje większość rozwiniętych krajów.

Jednak po załamaniu się rynków finansowych konsensus rozpadł się. Gwałtowny spadek cen akcji sprawił, że oszczędności emerytalne ulokowane w funduszach analogicznych do naszych OFE topniały w oczach. Głos podnieśli przeciwnicy systemu kapitałowego argumentując, że takie rozwiązanie jest zbyt wrażliwe na wahania koniunktury. Stąd pomysł powrotu do pełnego systemu redystrybucyjnego, w którym 100 proc. emerytury z obowiązkowych składek wypłacana jest na bieżąco z funduszu państwowego (np. w Polsce z ZUS). Eksperci DB Research przestrzegają, że recesja nie omija również takich emerytur, bo ich wielkość też uzależniona jest od bieżących płac i koniunktury.

Dla przykładu w Niemczech wysokość emerytur uzależniona jest od liczby osób pracujących, średniej liczby godzin pracy na zatrudnionego oraz przeciętnego wynagrodzenia. Tymczasem płace spadły w 2009 roku o 0,4 proc. To powinno doprowadzić do obniżki emerytur w 2010 roku. Tak się nie stało, bo rząd zobowiązał się utrzymać świadczenia na tym samym poziomie. Nie zmienia to faktu, że kryzys finansowy i spowolnienie gospodarcze mogą prowadzić do zatrzymania podwyżek emerytur. Badania Mannheim Research Institute for the Economics of Aging (MEA) pokazują, że emerytury pokolenia niemieckiego wyżu demograficznego lat 1960. z powodu kryzysu finansowego mogą być o 6-9 proc. niższe niż w warunkach stabilnych rynków.

Negatywne doświadczenia związane z kryzysem finansowym nie powinny zniechęcać do akumulacji własnych oszczędności. Indywidualne programy emerytalne straciły co prawda na wartości w wyniku kryzysu 2008-2009, ale już w 2010 odrobiły część strat.

– Kryzys ujawnił, że oczekiwania nieprzerwanych zysków na tak wysokim poziomie, jaki można było obserwować w kilkunastu latach poprzedzających 2008 rok, były złudne. Jednak prywatne zabezpieczenia na czas emerytury są kluczowe dla zapewnienia odpowiedniego standardu życia, szczególnie w starzejących się społeczeństwach – czytamy w podsumowaniu analizy Deutsche Bank Research. – Podczas gdy oczekiwana długość życia rośnie, trzeba zmierzyć się z perspektywą pracy przez większą jego część życia – dodają.

Niestety, w Polsce oszczędności emerytalne poza systemem praktycznie nie istnieją. Nawet wśród osób, które dysponują dodatkowymi środkami, które mogłyby odłożyć na przyszłość. Aż 70 proc. wykształconych mieszkańców dużych miast ogranicza się w zasadzie do podstawowych składek ZUS i OFE – wynika z raportu po badaniu SMG/KRC dla Deutsche Bank PBC. Co więcej, naszego stanowiska nie zmieniła nawet publiczna debata poprzedzająca wprowadzenie rządowych zmian w OFE. W badaniu Instytutu Homo Homini na zlecenie DB PBC przeprowadzonym w lutym 2011 aż 85 proc. respondentów stwierdziło, że mimo medialnej dyskusji wokół emerytur, nie zamierza zmienić sposobu zabezpieczania siebie i swojej rodziny na czas emerytury.

– Większość Polaków nie podejmuje żadnych działań, które pozwoliłyby zapewnić dodatkowe przychody na emeryturze – mówi Dariusz Kazalski, Dyrektor Dep. Centrum Inwestycyjne Deutsche Bank PBC. – Każdy ma świadomość, że jeśli nie zacznie oszczędzać już teraz, to za 20-30 lat będzie musiał zrezygnować z wielu rzeczy, na które nie będzie go stać. Jednak większość osób odkłada tę decyzję „na jutro”, bo to wciąż zbyt odległa przyszłość – dodaje.

Pełna treść raportu Deutsche Bank Research dostępna jest na stronie dbresearch.com.

Bartek CiszewskiRaport: Emerytalny problem rozlewa się po świecie
read more

Sondaż: Kobiety cenią sobie wygodę, ale rzadko inwestują

Polki najczęściej korzystają z produktów bankowych ułatwiających bieżące rozrachunki. Chętnie wybierają też produkty oszczędnościowe.  Jeśli chodzi o inwestowanie, dużo aktywniejsi są mężczyźni – wynika z najnowszych badań Instytutu Homo Homini dla Deutsche Bank PBC.

Kobiety cenią sobie wygodę. Dlatego z oferty bankowej wybierają produkty, które ułatwiają na co dzień zarządzanie finansami.  Najpopularniejszą usługą wśród Polek  jest konto osobiste. Ma je 61 proc. ankietowanych. Panie aktywnie korzystają z kart debetowych oraz kont internetowych – odpowiednio 22 i 18 proc. respondentek.

W drugiej kolejności największym  powodzeniem wśród kobiet cieszą się produkty związane z oszczędzaniem: konto oszczędnościowe (18 proc.)  i lokata w banku (17 proc. ankietowanych).

kobiety-z-jakiego-produktu-finansowego-pani-korzysta (1)

W przypadku usług związanych z inwestowaniem Polacy są dużo aktywniejsi od Polek. Aż pięć razy częściej korzystają z produktów strukturyzowanych i ponad dwa razy częściej z funduszy inwestycyjnych. Co ciekawe najpopularniejszą inwestycją wśród Polek jest bezpośrednia gra na giełdzie. Akcje posiada 5 procent respondentek i tylko o jeden punkt procentowy więcej respondentów.

Jeśli chodzi o produkty kredytowe, kobiety najchętniej sięgają po kredyt gotówkowy (12 proc. ankietowanych wobec  11 proc. mężczyzn). Z kolei karty kredytowe są dużo mniej popularne wśród pań. Ma je zaledwie 8 proc. respondentek i aż 23 proc. respondentów. Mniej więcej ten sam odsetek kobiet i mężczyzn spłaca kredyt mieszkaniowy (odpowiednio 4 i 5 proc.).

z-jakiego-produktu-korzysta-podzial-wg-plci (2)

Badanie na zlecenie Deutsche Bank PBC zrealizował Instytut Homo Homini 25 lutego 2011 roku na losowej, liczebnie reprezentatywnej dla ogółu mieszkańców Polski próbie 1100 osób.

Bartek CiszewskiSondaż: Kobiety cenią sobie wygodę, ale rzadko inwestują
read more

adidas >> adisucks: Wizerunkowy samobój dekady

Kryzysy PR to nieuniknione zagrożenie, z którymi muszą zmierzyć się organizacje. Im cenniejsza marka, tym większe zagrożenie. Bomba wizerunkowa wybucha nagle. Zwykle związana jest z mniejszym lub większym grzechem firmy. Ktoś sporządził zbyt „chytrą” umowę kredytową dla klientów, którzy gdy nastąpił kryzys i złoty stracił na wartości,  poczuli się nabici.

Czasami wina jest nieco mniejsza. Koncern naftowy prowadzi odwierty według ogólnych standardów, nie niższych niż konkurencja. Jednak, gdy już stanie się katastrofa, cały impet gniewu uderza prosto w nich.

Przypadek Adidasa i służewskiego graffiti (mieszkamy tuż obok) jest osobliwy, bo to katastrofa nikomu niepotrzebna wynikająca z niesłychanego braku wyobraźni.

Zaczęło się od tego, że ktoś zamalował kilkaset metrów muru bezcennych graffiti na czarno, postawił ogrodzenie. Okazało się, że były to przygotowania do umieszczenia w tym miejscu reklamy Adidasa. Koncern, jak się dowiedzieliśmy, rozpoczął w ten sposób „hołd dla sztuki ulicznej”:

Dwa dni po zajściu 27 marca koncern wydał oświadczenie:

Dom mediowy otrzymał ofertę wykorzystania Muru Służewieckiego jako powierzchni reklamowej . Otrzymaliśmy informację, że propozycja została oficjalnie złożona przez właściciela obiektu. Projekt działań został przedstawiony marce adidas. Potraktowaliśmy to jako szansę dla uczczenia sztuki ulicy w formie graffiti i street art. 

Mieliśmy najlepsze intencje, aby zwrócić uwagę na jej wyjątkowość, bez niszczenia dorobku.Jesteśmy firmą, która na bieżąco śledzi opinie i działa w sposób odpowiedzialny, więc podjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad projektem, aby z rozwagą zweryfikować podjęte działania oraz dalsze kroki.

adidas będzie powiadamiał o dalszych decyzjach. Jednocześnie informujemy, że agencja Tailor Made PR nie była zaangażowana w projekt. Aktywności są prowadzone przez dom mediowy.

Winny okazał się tajemniczy „dom mediowy”.

Jednak barierki zniknęły dopiero kilka dni później, jak pisze „Gazeta Stołeczna” dopiero po interwencji Zarządu Dróg Miejskich, który jak się okazało nie wydał zgody na zablokowanie chodnika i zagroził firmie karami.

Dwa dni później pojawił się kolejny komunikat Adidasa:

– Ostatnie wydarzenia dotyczące służewieckiego muru, będącego przestrzenią dla sztuki hip-hop i graffiti uświadomiły nam, że działania, które podjęliśmy okazały się być niewłaściwe.Przepraszamy, że doszło do sytuacji, która nie powinna mieć miejsca. W swych działaniach zawsze kierujemy się rozsądkiem i odpowiedzialnością, dlatego w sobotę 26.03. po południu wstrzymaliśmy projekt. Informujemy, że nie będziemy w żadnym aspekcie kontynuować prac na służewieckim murze. 

Jeszcze raz przepraszamy wszystkich, którzy poczuli się dotknięci.

Kreatywność i autentyczność są wartościami, w które nasza marka bardzo wierzy i które towarzyszą nam od zawsze. Adidas od lat wspiera kulturę hip-hop i graffiti zarówno w Polsce, jak i na świecie.

Jednoznacznie deklarujemy, że nadal będziemy wspierać polską scenę kultury hip-hop i graffiti. Wspólnie ze środowiskiem twórczym poszukujemy najlepszych pomysłów i projektów, które potwierdzą nasze zaangażowanie w rozwój tej kultury – możemy przeczytać w opublikowanym na profilu na facebookuoświadczeniu. Internauci zebrani w grupie przyjęli je z ulgą i zadowoleniem.

Spodziewaliśmy się, że Adidas, jak BP, oprócz przeprosin, zrobi wszystko, żeby naprawić szkody. Rozda farby, hotdogi i kawę grafficiarzom, którzy spontanicznie przystąpili do odbudowy dzieła… Ale kto wie, może lepiej w takiej sytuacji było uniknąć konfrontacji i po prostu schować głowę w piasek…

Bartek Ciszewskiadidas >> adisucks: Wizerunkowy samobój dekady
read more